Inowłódz - kościół św. Idziego z XI/XII w.

Niewielkie dziś miasteczko Inowłódz ma bogatą historię. Ludzie mieszkali tu już w czasach pogańskich, a we wczesnym średniowieczu istniała duża (jak na ówczesne czasy) osada z przeprawą przez rzekę. I to właśnie tutaj w 1082 roku książę Polski Władysław Herman w podzięce za narodzenie długo oczekiwanego syna, Bolesława zwanego później Krzywoustym, ufundował kościół pod wezwaniem św. Idziego. Król Władysław fundował zresztą w całej Polsce kościółki poświęcone Idziemu, bo to u grobu tego świętego wymodlono mu - jak głoszą przekazy - potomka. Obok kościoła znajdował się klasztor (najprawdopodobniej Benedyktynów), który przestał funkcjonować po najeździe Tatarów w XIII wieku.

W przeszłości znajdował się tutaj (nad ołtarzem) napis głoszący, że "Władysław Herman, król Polski, brat Bolesława, zabójcy św. Stanisława biskupa, zbudował wiele kościołów w Polsce po wezwaniem św. Idziego, ten także kościół z jego klasztorem na szczycie tej góry zbudował zakonnicami obsadził i sowicie go wyposażył dziesięcinami, szczególnie z osady u stóp tej góry położonej, przyległymi do niej polami oraz wieloma innymi dochodami." (Tak podaje portal gminy Inowłódz - inowlodz.pl).

Dzieje tego niezwykłego miejsca są burzliwe - od XVI wieku popada w zapomnienie, a po II rozbiorze Polski zostaje zamieniony przez żołnierzy Pruskich na magazyn. Dopiero wiek XX zlitował się nad kościółkiem św. Idziego. Od 1911 podejmowano próby jego restauracji. Ostatecznie w 1936 prezydent Mościcki podjął decyzję o gruntownej rekonstrukcji kościoła, który poświęcono i oddano do użytkowania w 1938 roku. Zabiegom międzywojennych architektów i historyków sztuki zawdzięczamy surowy, wtórnie romański charakter budowli.

Kościółek św. Idziego (dziś zabytek klasy zerowej) stoi na wzgórzu, w otoczeniu cmentarza. Takie jego umiejscowienie oraz konstrukcja zadecydowały o jego również obronnym charakterze (przetrwał on, co prawda zdewastowany, ale jednak, najazd tatarski). Zbudowany został z kamienia polnego o lekko czerwonawym odcieniu, ozdobiony delikatnym fryzem arkadkowym.

Jest to w zasadzie prostokątny "klocek" zamknięty apsydą od wschodu, zaś od zachodu znajduje się okrągła wieża z dwoma poziomami biforiów (efekt reromanizacji, w trakcie której podwyższono znacznie wieżę). Niewielki, bardzo prosty portal znajdujemy od strony północnej, obok dobudowanej później zakrystii. Kościół posiada dwa niewielkie, rozglifione okienka po stronie północnej i trzy po południowej. Ciekawym i tajemniczym obiektem jest wbudowana w apsydę niewielka płyta kamienna (ale wykonana z innego kamienia niż reszta kościoła, prawdopodobnie starsza niż sam budynek) przedstawiająca krzyż.

Dostać się do środka to trudne zadanie, kościół jest bowiem na stałe zamknięty na cztery spusty. Udaliśmy się więc pod wskazany na wyblakłej (również wiekowej) tablicy informacyjnej adres - ul. Św. Idziego 7, a osiemdziesięcioletni, niesłyszący były dzwonnik, dzierżący klucze pan Jakub zgodził się nas tam osobiście wpuścić. Opowiada po drodze, że stracił słuch od dzwonu na wieży. Po schodach na wzgórze wskakuje dużo szybciej od nas.

Wnętrze kościółka jest niezwykle surowe - malutki salowy kościółek kryty jest stropem, a wewnątrz - oprócz umieszczonego w niewielkiej apsydzie skromniutkiego ołtarza, jednego obrazu i kilku ławek - nie ma tam absolutnie nic. Nie było również światła, więc uczynny dzwonnik zapalił nam świece. Szczególnie piękna jest tutaj umieszczona w zachodniej części kościoła, wsparta na jednym filarze empora otwarta do wnętrza kościoła dwoma triforiami o pięknie zdobionych głowicach. Na emporę wchodzi się po karkołomnych, kręconych schodach wewnątrz wieży, a z jej poziomu można jeszcze (oferta dla szczególnie odważnych, niecierpiących na lęk wysokości, którzy nie czują skurczu w żołądku na myśl o trzeszczących, spróchniałych drewnianych drabinach) dostać się na dwie wyższe kondygnacje wieży.

Z empory mamy doskonały widok na pięknie zrekonstruowaną na podstawie skromnych pozostałości (które można sobie obejrzeć wystawione w gablotach w byłej zakrystii), misterną, ceramiczną posadzkę.

Całość wnętrza niezwykle porusza wyobraźnię i pozwala puścić na chwilę wodze fantazji i spróbować wyobrazić sobie jak wyglądały romańskie kościółki w czasach ich świetności.

Galeria: 

Reklama