Wiślica - relikty budowli sakralnych X-XII w. oraz grodzisko z IX w.

Z trasy Kraków-Sandomierz koniecznie trzeba w okolicach Nowego Korczyna odbić na Wiślicę, gdzie w dzisiaj leniwym, małym prowincjonalnym miasteczku odnaleźć można ślady wielkiej historii.

Dzieje Wiślicy do dzisiaj pozostają nie do końca wyjaśnione i kryją jeszcze wiele tajemnic. Do niedawna uważano Wiślicę za stolicę słynnego Księstwa Wiślan (tego, który wedle tzw. Legendy Panońskiej "na Wiślech siedział"), jednak dokładniejsze badania historyczne zanegowały tą hipotezę. Gród rozwinął się tutaj - nie jak chcieliby niektórzy w IX wieku - ale najwcześniej na przełomie X i XI stulecia. W 1135 roku Wiślica została dokładnie zniszczona przez Rusinów i Połowców. Rozkwit Wiślicy przypada na drugą połowę XII wieku, kiedy to Wiślica wymieniana była - obok Sandomierza i Łęczycy - jako jeden z głównych grodów Leszka Białego. Przez kilka lat rezydował tu również książę Kazimierz Sprawiedliwy.

To dzisiaj leniwe, prowincjonalne miasteczko, w średniowieczu wymieniane było - po Krakowie i Sandomierzu - jako jedno z najważniejszych miast Polski. Istniała tutaj kasztelania, a w połowie XIV wieku Wiślica uzyskała prawa miejskie. W czasach rozbicia dzielnicowego była pierwszym grodem, który poparł Władysława Łokietka w jego dążeniu do zjednoczenia Polski. W okresie średniowiecza i renesansu miasto prężnie się rozwijało (z Wiślicą kojarzą się więc statuty wiślickie i Jan Długosz), o czym świadczą liczne zabytki gotyckie i urbanistyka.

Ostatecznie Wiślicę spotkał podobny los, jak Sandomierz - po potopie szwedzkim miasto wyludniło się i podupadło, aż wreszcie po powstaniu styczniowym utraciło prawa miejskie. Dziś jest to maleńkie miasteczko z dala od ważniejszych tras, ale warto tu zajechać, bo pod ziemią kryje się tu wielka historia.

Co tutaj możemy znaleźć? Niestety tylko relikty, ale robiące wrażenie. Tak więc w podziemiach gotyckiej kolegiaty kryją się pozostałości dwóch kościołów romańskich, nieopodal kościoła eksponowane są fundamenty kościoła św. Mikołaja, w okolicy zaś, na jednej z wysepek na Nidzie - archeolodzy odkryli relikty zespołu palatiów i rotund.

Pierwszy z kościołów, którego relikty kryją podziemia wiślickiej kolegiaty był najprawdopodobniej fundacją księcia Henryka Sandomierskiego (połowa XII wieku). Była to budowla jednonawowa, z podniesionym prezbiterium zamkniętym apsydą, z zachodnią emporą i sklepioną w systemie krzyżowo-żebrowym (na czterech kolumnach) kryptą pod prezbiterium. To, co dzisiaj możemy oglądać w podziemiach katedry to zarys murów tej budowli oraz to, co pozostało z krypty. Zachowało się wiele detali architektonicznych, z motywami roślinnymi z zwierzęcymi. Jednak to, co najważniejsze, bezcenny zabytek, to posadzka krypty - tzw. "płyta orantów". Na obramionej ornamentem roślinnym płycie widnieją postacie modlących się ludzi - wśród nich najprawdopodobniej fundator kościoła. Powyżej wizerunków znajduje się wyobrażenie drzewa życia, po którego bokach znajdują się lwy. Historycy przypuszczają, że na posadzce umieszczono wizerunki Henryka Sandomierskiego i Kazimierza Sprawiedliwego. Na płycie widnieje też napis: HI CONCVLCARI QERT[un]NT VI IN ASTRA LEVARI POSSINT ET PARITER VE[...], co oznacza "Ci chcą być podeptani aby mogli być wzniesieni do gwiazd...". Płyta orantów wykonana jest ciekawą techniką - w zastygającym gipsie żłobiono rowki, które później wypełniano masą gipsowo-węglową. Dzięki temu ten bezcenny zabytek sztuki romańskiej dotrwał do naszych czasów.

Drugi kościół romański, którego fasada wieżowa stała jeszcze do 1923 (zawaliła się podczas renowacji po zniszczeniach I wojny światowej, wbrew konserwatorskim staraniom Adolfa Szyszko-Bohusza), powstał niedługo po pierwszym, który szybko okazał się za mały. Była to trójnawowa bazylika bez transeptu, z prosto zamkniętym prezbiterium, z fasadą dwuwieżową, zdobioną lizenami i biforiami. Budowla nie zachowała się do naszych czasów - odkryto jedynie fundamenty kościoła, a wieże zachodnie zawaliły się w latach dwudziestych.

Obok kolegiaty, w niewielkim pawilonie oglądać można natomiast to, co zostało po kościółku św. Mikołaja. Datowanie obiektu oraz jego funkcje przez lata były przedmiotem sporów. Długo wierzono, że został on zbudowany w X wieku, a odkrytą tam misę należy wiązać z pierwszymi misjami Cyryla i Metodego. Oznaczałoby to ni mniej ni więcej tylko tyle, że okoliczne ziemie przyjęły chrzest na sto lat przed sławetnym rokiem 966. Jednak późniejsze badania historyczne były dla tej dumnej hipotezy bezlitosne. Okazało się, że kościół pochodzi najwcześniej z przełomu XI i XII wieku.

Na dobre rozprawia się z tą hipotezą Przemysław Urbańczyk ("Trudne początki Polski", Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, 2008 r., str. 97-88):

"Archeolodzy (...) próbowali dostarczyć materialnych dowodów istnienia na południu chrześcijańskiego państwa starszego od organizacji stworzonej w Wielkopolsce przez Mieszka I. Zwiedzeni uproszczoną analizą lingwistyczną skupili się na Wiślicy, która na zasadzie prostych skojarzeń miała być "oczywistą stolicą państwa Wiślan". Wielka akcja wykopaliskowa sfinansowana w ramach programu milenijnego miała więc z góry założone cele badawcze, których osiągnięcia niecierpliwie oczekiwano. Toteż odkryte za wiślicką katedrą dziwne zagłębienie z gruzem wapiennym od razu uznano za basen chrzcielny, w którym św. Metody miał masowo chrzcić miejscową ludność, a zbudowany na nim maleńki kościółek intuicyjnie wydatowano na II połowę X wieku. Dopiero trzydzieści lat później powtórna analiza dostępnych danych wykazała, że baptysterium zostało wykreowane wskutek metodycznych błędów ekipy wykopaliskowej, kościółek zaś został zbudowany dopiero w XII wieku. Okazało się też, że w IX wieku w Wiślicy nie było nawet grodu".

Ech, jednak szkoda.

Kościół św. Mikołaja był maleńką, prostokątną budowlą zamkniętą apsydą, zbudowaną w technice opus spicatum. Do kościółka dobudowano kaplicę grobową (opus emplectum), w której odnaleziono pochówki kobiece (niespotykane, jak na średniowiecze - kaplica grobowa specjalnie dla kobiet). Kościółek rozebrano w XII wieku w związku z budową fortyfikacji miejskich.

Zespół palatiów i rotund (dwa palatia i dwie rotundy - w tym jedna z konchami)- tzw. Regia - jest niestety niedostępny oku poszukiwacza zabytków romańskich. W myśl szkolnej zasady "co było a nie jest nie pisze się w rejestr" pominiemy go więc milczeniem, z zastrzeżeniem, że niezwykle nam przykro, iż zabytek tej klasy przepadł gdzieś pod ziemią.

Na koniec wypada polecić spacerek na grodzisko, które kryje w sobie pozostałości pierwotnej osady z IX wieku, gródka z czasów Bolesława Chrobrego i sporego założenia z XII/XIII wieku (odkryto tu m. in. cysternę na wodę i studnię oraz zarys ulic i zabudowań). Gród został zniszczony przez najazd tatarski w XIII wieku i nigdy nie został odbudowany. Koniecznie trzeba wstąpić też do wyjątkowo pięknej gotyckiej katedry z pozostałościami unikatowych fresków bizantyjsko-ruskich (podobne odnajdziemy tylko w kaplicy zamkowej w Lublinie, katedrze w Sandomierzu i kaplicy grobowej Kazimierza Jagiellończyka na Wawelu), a także figurę ufundowanej przez Władysława Łokietka Madonny w ołtarzu głównym.

Wizyta w Wiślicy pozostawia trudne do opisania uczucie żalu - dlaczego te wszystkie cudowne zabytki nie dotrwały do naszych czasów, a to kiedyś tak ważne miasto tak bardzo straciło na znaczeniu, jakby historia o nim zapomniała?

Gdy pojechaliśmy do Wiślicy po raz pierwszy, obowiązywał tam ścisły zakaz fotografowania. Na szczęście teraz, dzięki ekipie fantastycznych, energetycznych i pełnych pomysłów opiekunów tego miejsca, można zrobić sobie tyle selfies, ile dusza zapragnie. Pamiętajcie tylko - koniecznie bez flesza.

Galeria: