Jędrzejów - Archiopactwo Cystersów z XII w.

Na trasie Kraków-Warszawa trafiamy do Jędrzejowa, a w nim - do Archiopactwa Cystersów, dzisiaj również sanktuarium bł. Wincentego Kadłubka.

Jędrzejowski klasztor ufundowali biskup wrocławski Janik Jaksa i jego brat Klemens w 1140 roku. Zakonnicy przybyli tu z Francji, z opactwa w Morimond. Klasztorny kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny konsekrowany został w 1210 roku przez bł. Wincentego Kadłubka, który w tym opactwie spędził ostatnie 5 lat swojego życia i to tutaj najprawdopodobniej powstała czwarta księga jego Chronica Polonorum. Bł. Wincenty dokonał w Jędrzejowie swojego obfitującego w liczne dzieła historyczne żywota (a przynajmniej, twierdzą niektórzy, w liczne piękne dzieła baśniopisarskie...) i tu został pochowany, w osobnej kaplicy, w północnej nawie kościoła.

Dzisiejszy kościół, zbudowany w stylu późnoromanskim, zgodnie z założeniami warsztatu cysterskiego, został gruntownie przebudowany w dobie baroku i z jego pierwotnej romańskości nic w zasadzie nie zostało. Przyglądając się odsłoniętemu spod tynku filarowi można się dopatrzeć dużo starszego kamienia. Natomiast w północnej kaplicy otwierającej się do transeptu (i zgodnie z programem cysterskim sąsiadującej z prezbiterium) odnajdziemy pięknie odrestaurowaną piscinę. Jej zachowane oryginalnie dno zawiera charakterystyczne wgłębienie, górna część została zrekonstruowana po 1945 roku.

Przy wejściu do zakrystii znaleźć można wczesnogotycki (1319) nagrobek Pakosława z Mstyczowa, kasztelana krakowskiego. Jędrzejów słynie natomiast ze swoich organów, które były pierwowzorem słynnych organów w Gdańsku-Oliwie.

Trochę łaskawiej barok obszedł się z zabudowaniami klasztornymi. Tu zachowały się ślady sklepień o profilu charakterystycznego dla Cystersów przysadzistego ostrołuku w okolicach dawnego wirydarza, fragmenty charakterystycznego, gotyckiego muru z cegły i ostrołukowe okna. Jednak to, co najbardziej interesujące (bo sam kościół i obejście mogą być nieco rozczarowujące), znajdujemy na krużgankach. Już przy wejściu (niestety, zwykle zamkniętym) na krużganki od strony kościoła zwraca uwagę piękny, gotycki ślepy portal. Ale to przecież nie gotyk nas interesuje.

Trzeba więc podjąć wysiłek przekonania furtiana (który powie, że wstęp jest tylko dla zorganizowanych grup, ale przymruży oko i się zgodzi) i wprosić się na krużganki od innej strony. Przekryte pięknym, krzyżowo-żebrowym, wczesnogotyckim sklepieniem korytarze prowadzą bowiem do pomieszczenia, gdzie odsłonięto wbudowane w zachodnią ścianę kościoła pozostałości przedcysterskiej budowli z ok. 1110 roku, którą ojcowie z Morimond pierwotnie przejęli i dopiero na jej miejscu wybudowali własną świątynię. W rekonstrukcjach uderza jej podobieństwo do kościoła w Prandocinie - musiała powstać w ramach tego samego nadreńskiego warsztatu.

Dziś zachowała się zeń misternie odgrzebana i wypreparowana z muru wieża tworząca zarazem zachodnią apsydę. Po jej południowej stronie można zobaczyć fragment nieco późniejszej fasady, powstałej po rozbudowie pierwszego kościoła - mamy tu niewielki uskokowy portal oraz zamurowane rozglifione okienko ponad nim. Portal ten otwierał się do południowej nawy bocznej trzynawowego cysterskiego kościoła. Można sobie wyobrazić, że analogiczny portal znajdował się tu po drugiej stronie wieży - i już przed oczami odtwarza się pierwotny wygląd jędrzejowskiej świątyni.

Przyznajemy mu dużego plusa za pieczołowitość i sposób, w jaki odsłonięto i udostępniono zwiedzającym relikty prawie tysiącletniej budowli. Wkomponowano ją tutaj w nowoczesną architekturę atrium prowadzącego do dzisiejszych pomieszczeń klasztornych. Dyskretnie i funkcjonalnie, a w dodatku bez szkody dla zabytku. Przeciwnie: tak, by go jak najbardziej wyeksponować.

Od strony południowej znajduje się dziś dziedziniec, pod którego powierzchnią znajdują się relikty kapitularza. Na murze przy dziedzińcu doskonale widoczne są ślady sklepień o przysadzistym ostrym cysterskim łuku, a także wsporniki tych sklepień zdobione ciekawymi, ślimakowatymi ornamentami. Istnieją jeszcze archiwalne fotografie (opublikowane w "Architekturze romańskiej w Polsce" Z. Świechowskiego), na których widać ruinę kapitularza. Był on otwarty do krużganków biforiami zwieńczonymi ostrym łukiem, podobnie jak kapitularz w Wąchocku. Zgroza, że zamiast odbudowy spotkał go taki los.

Galeria: