Romańska Polska

W Polsce zachowało się niewiele architektury romańskiej - zaczynaliśmy późno, o kilka wieków zapóźnieni względem takich krajów, jak Niemcy czy Włochy. Bo też pierwsza polska architektura murowana przyszła do nas jako architektura sakralna i dworska, czyli dopiero po przełomowym roku tysięcznym. Zanim styl romański rozwinął się na dobre, przyszedł gotyk - dlatego wiele budowli romańskich to kościółki ubogie, prowincjonalne, powstające tam, gdzie nie było parcia na przepych i funduszy na inwestycje. Następnie przyszedł barok, który na polskiej architekturze romańskiej dokonał istnej rzezi.
Tropimy to, co pozostało. Czasem są to fragmenty budowli, czasem wręcz relikty. Ale tym bardziej urzekające.
Zapraszamy!

Biały Kościół, kościół pod wezwaniem NMP, XIIIw.

Biały Kościół to niewielka miejscowość na Dolnym Śląsku, gdzieś między Strzelinem a Ziębicami. Trafić tu nie jest trudno - wyjechawszy ze Strzelina w stronę Ziębic drogą 395 należy po minięciu przejazdu kolejowego skręcić w lewo. Pięknie położony na wzgórzu kościół widać już z drogi. Trafiamy tutaj późnym popołudniem, w ciepłych promieniach zachodzącego słońca. Cisza, spokój, piękne światło i ani żywej duszy. Cudowne warunki do robienia zdjęć, chociaż z drugiej strony do wnętrza kościoła już nas nikt nie wpuści. A podobno szkoda.

Kościółek Najświętszej Marii Panny jest niewielką, kanciastą budowlą zbudowaną z łamanego granitu. Jej romańskie mury przetrwały prawie w całości, ściany naw oraz przyziemie wieży zbudowane są w technice opus emplectum, zachowały się tu również malutkie, romańskie okienka. Romańskie prezbiterium (zamknięte kiedyś prostą ścianą) zostało rozebrane w XIX wieku, wtedy też usunięto zachodni portal. Do romańskiej zachodniej wieży przyklejona jest późniejsza kruchta. Kruchta wieżowa podzielona jest na trzy części, z czego środkowa sklepiona jest kolebkowo. Powyżej znajdowała się kiedyś empora. Ale cóż, wnętrza nie udało się nam zobaczyć.

Część oryginalnej dekoracji rzeźbiarskiej przetrwała zawieruchy dziejowe. Część została wtórnie użyta, część zobaczyć można w urządzonym w kruchcie lapidarium. Nam udało się obejrzeć tylko ciekawe quasi-biforium, wtórnie użyte w kruchcie. Fragment reliefu z walczącymi niedźwiadkami, dolna partia tympanonu z wizerunkiem anioła niestety nas ominęły.

Opuszczamy Biały Kościół już po zachodzie słońca. To urokliwe miejsce może być przyjemnym przystankiem w trasie wycieczek po Dolnym Śląsku nie tylko dla fanów architektury romańskiej.

Galeria: 

Cieszyn - Rotunda p.w. św. Mikołaja z poł. XI wieku

Góra Zamkowa - niewielkie wzniesienie w środku dzisiejszego miasta - było zalążkiem tutejszego osadnictwa już na przełomie IV i V wieku, jako naturalne miejsce warowne. Gdy w końcu VIII wieku wojska wielkomorawskie zniszczyły pierwszy Cieszyn, czyli dzisiejszy Chotebuż (Czechy), Słowianie odbudowali gród właśnie na Górze Zamkowej. W latach 1839-40 rotundę zasypano do połowy i przebudowano na romantyczny pawilon wg projektu Józefa Koernhausla. Dziś wizerunek cieszyńskiej rotundy znajdziemy też na rewersie banknotu 20-złotowego.

Rotundę wzniesiono w XI wieku z wapiennych ciosów w technice opus emplectum, licując jej ściany drobnym i płaskim, elegancko dobranym kamieniem. Po wschodniej stronie ma ona apsydę, od zachodu - emporę, którą odtworzono w 1955 r. Poza emporą, rotunda zachowała się p rawie całkowicie w oryginale. Szczególnie niezwykłe są nienaruszone sklepienia - koncha apsydy oraz hipnotyzująca kopuła z płaskich, koncentrycznie układanych płytek, nad nawą. Łuk tęczowy łączący apsydę z nawą przyprawia o uczucia podobne do tych, jakich doświadcza się w najwyższych katedrach.

W XIV wieku przekształcono okna, ale zachowały się obustronne rozglifienia ościeży. Oryginalna jest także kamienna podstawa stołu ołtarzowego. Do wnętrza prowadzi półkolisty portal z gładkim tympanonem. Wąski i półkoliście zamknięty otwór wejściowy prowadzi do klatki schodowej na emporę.

W konstrukcji empory oryginalnie romańskie są bazy i słupy kolumn. Opierała się ona na dwóch wolnostojących kolumnach i czterech przyściennych. Na ścianach pod emporą bardzo wyraźnie widać ślady wsparcia nieistniejących sklepień oryginalnego podwyższenia. Na emporę prowadzi klatka schodowa, którą poprowadzono częściowo w grubości muru, a częściowo w wykuszu wystającym w nieco zaskakujący sposób na zewnątrz po północnej stronie rotundy. Klatka schodowa oświetlona jest nierozglifionym otworem okiennym do wewnątrz nawy.

System zwiedzania cieszyńskiego Wzgórza Zamkowego jest fenomenalny. Bilety kupujemy w XIV-wiecznej Wieży Piastowskiej (skąd rozciąga się fantastyczny widok na okolicę), zostawiamy w zastaw dowód osobisty, w zamian otrzymując wielki i ciężki klucz do rotundy. I możemy w niej spędzić tyle czasu, ile dusza zapragnie. Spędziliśmy w rotundzie dobre półtorej godziny, nie tylko fotografując jak szaleni, ale przede wszystkim oddychając tysiącletnią atmosferą i wpatrując się w - naprawdę hipnotyzujący - strop nawy.

W Cieszynie jest jeden z najważniejszych w Polsce zabytków romańskich. Absolutny punkt obowiązkowy!

Galeria: 

Czchów - Lew romański z kościoła pw. NMP oraz relikty budowli

Nie sposób tu nie trafić, zmierzając do Nowego Sącza z Brzeska. Po drugiej stronie zaczynającego się tu zalewu na Dunajcu zobaczymy niebawem Tropie. Tymczasem skręćmy w prawo. Kilkaset metrów od głównej drogi znajdziemy, wspiąwszy się pod stromą górkę, senny, lecz zadbany rynek Czchowa. O tyle zabawny, że jest to jeden z niewielu znanych nam pochyłych rynków.

Na szczycie rynku, znajdziemy XVIII-wieczną figurę św. Floriana. U jej stóp wmurowano kunsztowną rzeźbę lwa, wyjątkowo lubianą przez romańskich rzeźbiarzy. Swoje lwy niewiadomego pochodzenia ma Kraków - przechowuje je Muzeum Archeologiczne - oraz Sandomierz - lew z pierwszej, romańskiej katedry, wita dziś gości muzeum mieszczącego się w zamku. Majestatycznego lwa znaleźliśmy też w Spiskiej Kapitule na Słowacji, a także w dolnośląskiej Sobótce i nie tylko). Czchowskie zwierzę pochodzi z niezachowanego do dziś kościoła parafialnego p.w. Narodzenia NMP.

Dziś na miejscu tego kościoła stoi późnogotycka, przysadzista i ujmująco prosta świątynia. Pierwotnie znajdował się tam piaskowcowy kościół romański niewiadomego układu. Ok. 1125 roku odnotowuje go kronika tyniecka - należał on do uposażenia tynieckiego opactwa. Długosz podaje, że kościół lapide albo murata (z białego kamienia postawiony) wystawili koloniści niemieccy (za Z. Świechowskim).

Jedyny ślad romańskiego kościoła w Czchowie zachował się we wschodniej ścianie prezbiterium. Nieco ponad naszymi głowami zauważamy uskok kamiennej ściany wykończony gzymsem jakby z innej bajki. Faktycznie, wtórnie użyto tu fragmentów fryzu z romańskiego kościoła. Jak podaje profesor Świechowski, fachowo zwanego pseudokymationowym.
Dociekliwi znajdą jeszcze jeden ślad czchowskiego kościoła w Krakowie. Muzeum Narodowe przechowuje uszkodzoną płaskorzeźbę z piaskowca, przedstawiającą gryfa walczącego z lwem.

Czchów polecamy fanatykom romanizmu, acz miło tu posiedzieć na spokojnym i zadbanym rynku, wśród klombów i w otoczeniu górskiego powietrza. A potem w drogę na południe, leniuchować nad Zalewem Rożnowskim (i koniecznie odwiedzając Tropie !) albo szusować na nartach w Krynicy.

Galeria: 

Dziekanowice - kościoł p.w. św. Marii Magdaleny i św. Mikołaja - relikty z pocz. XIII w.

Dziekanowice leżą na trasie z Wieliczki do Dobczyc, gdzie Beskidy wyraźnie dają już o sobie znać. Zbudowano tam nowy ceglany kościół - sanktuarium, obok którego odnajdujemy chylącą się mocno, XVII-wieczną świątynię. Dobudowano ją w 1645 r. do jednonawowego kościółka romańskiego z początków XIII wieku, który stanowi dziś prezbiterium. Kościółek murowany jest z ciosów piaskowca (lico odświeżone jest dziś niedawną konserwacją), z prosto zamkniętym prezbiterium. Zachowała się do dziś praktycznie w całości, nie licząc - rzecz jasna - zachodniej ściany, wyburzonej przez barokowych innowatorów. Ciosy ozdabiane były ukośnymi nacięciami, zachowały się też na nich znaki kamieniarskie - gmerki (np. przedstawiający kombinację krzyża i półkola). Na wschodniej ścianie prezbiterium zachowało się półkoliste okienko, obramowane trójlistnie.

Wnętrza niestety nie mogliśmy obejrzeć, na pewno więc wrócimy, tym bardziej, że to tylko kilkanaście kilometrów z Krakowa.

Galeria: 

Goźlice - kościół Najświętszej Marii Panny z XIII w.

Ciężko jest trafić do Goźlic. Nie wspominają o tym miejscu przewodniki turystyczne. Będąc jednak w okolicach Koprzywnicy można odwiedzić to miejsce, skąd pochodzi słynna, a dzisiaj dostępna zwiedzającym w Muzeum Diecezjalnym w Sandomierzu, Madonna z Goźlic - wspaniały przykład romańskiej rzeźby.

Kościółek Najświętszej Marii Panny pochodzi z początków XIII wieku. Pierwotnie był to jednonawowy kościół zbudowany z ciosów kamiennych, z apsydialnie zamkniętym prezbiterium i emporą. Z jego pierwotnego kształtu zachowało się niewiele - na zewnątrz fragment północnej ściany, z dwoma rozglifionymi okienkami i śladami podziałów - lizen i gzymsu. Wewnątrz są to fragmenty ściany południowej z dwoma okienkami, oraz ściana tęczowa z łukiem tęczowym. Do środka udało się nam dostać przypadkiem - akurat strojono organy.

Kościół ten był wielokrotnie przebudowywany - w XV wieku przedłużono prezbiterium, a w epoce baroku dobudowano kaplice boczne. Dzisiaj wystrój tego kościoła stanowi przykład eklektyzmu z dużą przewagą baroku.

To właśnie stąd pochodzi słynna Madonna z Goźlic - figura trzymającej Dzieciątko Madonny najprawdopodobniej znajdowała się w tympanonie, a odkryta została w 1915 roku przy okazji likwidowania zniszczeń wojennych. Madonna ma około 65 centymetrów wysokości, oczy zalane ołowiem, na głowie ma diadem, a ubrana jest w szatę zdobioną delikatnym ornamentem. Jest dostojna, trzyma - jak na romańską Madonnę przystało - postać Jezusa w pozie tronującej (warto ją porównać z Madonną z kościoła w Wysocicach). Historycy sztuki dopatrują się tutaj wpływów sztuki francuskiej - kto wie, może było to efektem oddziaływania pobliskiego, koprzywnickiego klasztoru cystersów, którzy na Ziemię Sandomierską przybyli z Burgundii? Dzisiaj rzeźba ta znajduje się w Muzeum Diecezjalnym w Sandomierzu, czyli w tzw. Domu Długosza (przy okazji zwiedzania kościoła św. Jakuba warto tam zajrzeć).

Początkowo byliśmy Goźlicami nieco rozczarowani (w porównaniu z pobliskimi Koprzywnicą i Opatowem rzeczywiście nie robi zbyt przygniatającego wrażenia), jednak na pewno warto odwiedzić to nieco ukryte i zapomniane miejsce. Można tutaj doskonale bawić się w rekonstrukcje.

Galeria: 

Grzegorzowice - rotunda św. Jana Chrzciciela z XIII w. (XI w.?)

Żeby dostać się do Grzegorzowic, trzeba dotrzeć w same Góry Świętokrzyskie - i stąd, z Nowej Słupi kierować się na Ostrowiec. Za Starą Słupią skręcamy w lewo, w drogę, na której ledwie miną się dwa maluchy. Niebawem skończy się asfalt. Przez niezwykle malownicze lessowe wąwozy dostaniemy się do wioski. Nam ta sztuka udała się w zimie i obyło się bez wyciągania naszego auta traktorem z zaspy. Warto. Na wzgórzu znajdziemy to cudo: kościół p.w. św. Jana Chrzciciela, na którego prezbiterium zaadaptowano najczystszej krwi romańską rotundę.

Według Jana Długosza, fundatorem kościoła in colle lapide formae rotunda murata (<łac.> na wzgórzu skalistym, w kształcie okrągłym zbudowanego) był imć Nawój herbu Topór. Był rotundą z jedną apsydą od wschodu, murowaną z łamanego piaskowca (tzw. opus incertum). Zachowały się południowe okienko w nawie oraz wschodnie okrągłe okienko (czyli oculus) w apsydzie, ze wskazującym już na gotyk maswerkiem. Niestety, nie pozostał żaden inny detal, ale sama rotunda robi urzekające wrażenie.

W 1627 roku uczyniono kościołowi to, co zwykł robić barok kościołom romańskim: Wyburzono zachodnią część murów nawy, dobudowując tam barokową nawę, a od północy - zakrystię. Od wewnątrz rotunda jest wytynkowana, co rozmywa jej romański charakter. Przy północnej ścianie znajdziemy też prowadzący do zakrystii przebity później gotycki portal.

Budowla przywodzi natychmiast na myśl rotundę św. Feliksa i Adaukta z wawelskiego wzgórza. Chciałoby się wierzyć (i sądzi tak nawet część badaczy), że grzegorzowicka rotunda jest jej rówieśniczką. Jak donosi prof. Świechowski, prace archeologiczne prowadzone wokół kościoła nie przyniosły żadnych odkryć starszych niż przełom XIII i XIV wieku. Poza tym budowlę zdradza gotycki detal w okienku apsydy. Bardziej więc prawdopodobne, że zbudowano ją z końcem XIII, a nawet z początkiem XIV wieku, jako niebogatą lokalną fundację (niebogatą, bo budowaną według technik właściwych czasom sprzed dwóch wieków!). Nie osłabia to jednak wrażenia, jakie kościółek robi na wielbicielu architektury romańskiej - rotund u nas bowiem niewiele.

Galeria: 

Głuchołazy, kościół pod wezwaniem św. Wawrzyńca z XIII w.

Do niewielkiego przygranicznego miasteczka Głuchołazy najlepiej dojechać z Nysy drogą 411. My jednak z Lądka Zdroju jechaliśmy przez Czechy - dużo bliżej, a i drogi lepsze. Wszystko po to, by zobaczyć niezwykły portal kościoła św. Wawrzyńca.

Z pierwotnej budowli prawie nic tu nie zostało - korpus naw i prezbiterium zostały rozebrane w czasie barokowej rozbudowy. Ostała się tylko fasada zachodnia (i tak nadbudowana) z dwiema parami wąziutkich, obronnych okienek i późnoromańskim portalem.

A portal ten - robi wrażenie. Zapowiada gotyk - łagodny łuk ostry i zwieńczenie trójkątną wimpergą (podobnie jak w Złotoryi) sygnalizują już zmianę prądów w architekturze. Portal pozbawiony jest tympanonu, trójuskokowy, trzony kolumienek i wałki archiwolty nie mają dekoracji, jedyną ozdobę stanowią umieszczone między archiwoltą a kolumienkami maski. Masek jest w sumie osiem i każda jest inna. Nie wiadomo, kogo przedstawiają - może miejscowych mieszczan? My jednak lubimy pofantazjować: czy przypadkiem nie kryją jakiejś tajemnicy?

Chociaż z romańskiego splendoru pozostał tu tylko ten niezwykły portal i majestatyczna fasada dająca wyobrażenie na temat bogactwa fundacji, to Głuchołazy są rarytasem dla fanów romańszczyzny. Takie "buźki" - kojarzące się nam od razu z portalem w Starym Mieście i z północną ścianą kościoła w Inowrocławiu - widuje się bowiem nieczęsto.

Galeria: 

Imielno - Kościół p.w. NMP i św. Mikołaja z XIII w.

Żeby trafić do Imielna, leżącego na północ od Pińczowa, trzeba skręcić w Kijach na Jędrzejów, a następnie raz jeszcze w lewo, w lokalną drogę. Czeka tam kolejny na ponidziańskim szlaku kościół p.w. NMP i św. Mikołaja, datowany na drugą ćwierć XIII w. i urzekający znakomitymi detalami, które się tam zachowały.

Kościół powstał w kręgu oddziaływań architektury cysterskiej, której ośrodek (i pierwszy w Polsce klasztor) znajdował się w pobliskim Jędrzejowie. Wprawdzie bryłę kościoła zakłócają dziś dobudówki (od północy m.in. kaplica barokowa i zakrystia, od południa zaś - kaplica gotycka), zachował się natomiast układ wnętrza (acz nie wiadomo co oddzielało nawę główną od bocznych, wydzielając układ bazylikowy). Imieleński kościół był trójnawową świątynią z prosto zamkniętym, pokaźnym prezbiterium przekrytym dwoma przęsłami sklepienia żebrowego.

Kościół wymurowano z ciosów wapienia pińczowskiego. Z zewnątrz bardzo ładnie zachowała się południowa ściana prezbiterium, z lizenami i zewnętrznym cokołem fundamentu. Nastroju nie zakłócają nawet przeprute w baroku okna. Szczytowa ściana wschodnia prezbiterium jest rekonstrukcją - oryginalna, silnie pęknięta, została rozebrana w 1913 r. i nie zachowała się jej dekoracja.

Najwięcej atrakcji dla tropicieli romańszczyzny czeka jednak wewnątrz prezbiterium, do którego prowadzi nas proboszcz. Romańskie żebrowe sklepienie prezbiterium zostało wprawdzie zastąpione barokowym, zachowały się jednak smukłe i eleganckie kolumienki - służki, które je podtrzymywały. Dłuższe po wewnętrznej stronie łuku tęczowego, oraz krótsze, postawione na gzymsie - w połowie prezbiterium i w narożniku wschodniej ściany szczytowej (trzeba zajrzeć za barokowy ołtarz). Zachowały się też w północnej i południowej ścianie prezbiterium romańskie rozglifione okna (zamurowane). Najładniejsze jest ościeże jednego z okien północnych, oprofilowane wałkiem.

Dużo czasu spędziliśmy z nosami przy ścianie prezbiterium, wypatrując gmerków. Jak donosi prof. Świechowski, jest tu niezmiernie rzadki w Polsce gmerk w kształcie pentagramu. Nie udało się go nam niestety wytropić (jako że profesor nie pisze gdzie szukać, przypuszczamy, że i on go nie znalazł). Odnajdujemy natomiast gmerk przypominający swastykę (crux gammata) lub tzw. krzyż laskowany (zbudowany z czterech liter tau). Na zewnątrz czeka jeszcze jedna niespodzianka. Otóż w południową ścianę gotyckiej kaplicy wmurowano wtórnie romańską płaskorzeźbę przedstawiającą ukrzyżowanego Chrystusa i narzędzia męki, m.in. patibulum (poprzeczną belkę krzyża) i flagrum (bicz z ołowianymi ciężarkami).

Imielna, podróżując po romańskim Ponidziu, przegapić po prostu nie wolno.

Galeria: 

Inowrocław - Kościół p.w. Najświętszej Marii Panny z XII/XIII w.

Do Inowrocławia nietrudno trafić, to w końcu duże miasto. Ale żeby trafić do kościoła Najświętszej Marii Panny trzeba trochę pokluczyć. Na szczęście, można liczyć na drogowskazy z napisem "kościół romański" (jakiż miły widok!).

Kościół powstał najprawdopodobniej na przełomie XII i XIII wieku. Jego początki giną w mrokach historii, nie znamy imion jego fundatorów, wiemy jedynie, że początkowo funkcjonował jako kościół osady targowej. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że przez wieki kościół popadał w ruinę, a w XIX wieku prawie doszczętnie spłonął - na początku XX wieku został gruntownie wyremontowany i zreromanizowany (chociaż oczywiście nie bez błędów).

Układ przestrzenny budowli budzi konsternację - jest to bowiem bardzo duży kościół salowy. Najprawdopodobniej założenie było inne - miały tutaj istnieć trzy nawy, ale z jakiś przyczyn skończyło się na jednej. Na zachodniej ścianie znajduje się empora, jej przyziemie sklepione jest krzyżowo-żebrowo. Krótkie prezbiterium zakończone jest apsydą. W ścianach wschodnich nawy zachowały się wnęki - pisciny. Całość kryta jest stropem.

Z zewnątrz kościół sprawia również zaskakujące wrażenie - do granitowego korpusu przyklejone są bowiem dwie ceglane wieże - jakby w trakcie budowy kościoła wynaleziono nowy materiał budowlany. Do wnętrza prowadzi prosty, uskokowy portal o gładkim tympanonie, istnieją tu również nieczynne portaliki północny i południowy. Pięknie prezentują się rozglifione okienka. Nie znajdziemy tutaj rzeźbiarskich dekoracji czy ozdobnej kamieniarki - a wszystko z powodu materiału użytego do budowy kościoła. Ciężko się rzeźbi w granicie...

Najciekawsza w tym kościele jest ściana północna zewnętrza. Zachowały się tutaj bowiem wyobrażenia masek i zwierząt (ryty i reliefy). Według wyobrażeń średniowiecznych północ była stroną zła, dlatego wyobrażenia te mogły mieć charakter demoniczny i miały chronić kościół przed siłami zła. Mogły też mieć coś wspólnego z magią myśliwską (o czym może świadczyć wizerunek jelenia). Co tam jednak wobec tego robi wizerunek lwa?

Kościół w Inowrocławiu niewątpliwie wart jest zobaczenia. To niezwykłe miejsce zaskakuje i zbija z tropu na każdym kroku - nawet wytrawnego konesera...

Galeria: 

Inowłódz - kościół św. Idziego z XI/XII w.

Niewielkie dziś miasteczko Inowłódz ma bogatą historię. Ludzie mieszkali tu już w czasach pogańskich, a we wczesnym średniowieczu istniała duża (jak na ówczesne czasy) osada z przeprawą przez rzekę. I to właśnie tutaj w 1082 roku książę Polski Władysław Herman w podzięce za narodzenie długo oczekiwanego syna, Bolesława zwanego później Krzywoustym, ufundował kościół pod wezwaniem św. Idziego. Król Władysław fundował zresztą w całej Polsce kościółki poświęcone Idziemu, bo to u grobu tego świętego wymodlono mu - jak głoszą przekazy - potomka. Obok kościoła znajdował się klasztor (najprawdopodobniej Benedyktynów), który przestał funkcjonować po najeździe Tatarów w XIII wieku.

W przeszłości znajdował się tutaj (nad ołtarzem) napis głoszący, że "Władysław Herman, król Polski, brat Bolesława, zabójcy św. Stanisława biskupa, zbudował wiele kościołów w Polsce po wezwaniem św. Idziego, ten także kościół z jego klasztorem na szczycie tej góry zbudował zakonnicami obsadził i sowicie go wyposażył dziesięcinami, szczególnie z osady u stóp tej góry położonej, przyległymi do niej polami oraz wieloma innymi dochodami." (Tak podaje portal gminy Inowłódz - inowlodz.pl).

Dzieje tego niezwykłego miejsca są burzliwe - od XVI wieku popada w zapomnienie, a po II rozbiorze Polski zostaje zamieniony przez żołnierzy Pruskich na magazyn. Dopiero wiek XX zlitował się nad kościółkiem św. Idziego. Od 1911 podejmowano próby jego restauracji. Ostatecznie w 1936 prezydent Mościcki podjął decyzję o gruntownej rekonstrukcji kościoła, który poświęcono i oddano do użytkowania w 1938 roku. Zabiegom międzywojennych architektów i historyków sztuki zawdzięczamy surowy, wtórnie romański charakter budowli.

Kościółek św. Idziego (dziś zabytek klasy zerowej) stoi na wzgórzu, w otoczeniu cmentarza. Takie jego umiejscowienie oraz konstrukcja zadecydowały o jego również obronnym charakterze (przetrwał on, co prawda zdewastowany, ale jednak, najazd tatarski). Zbudowany został z kamienia polnego o lekko czerwonawym odcieniu, ozdobiony delikatnym fryzem arkadkowym.

Jest to w zasadzie prostokątny "klocek" zamknięty apsydą od wschodu, zaś od zachodu znajduje się okrągła wieża z dwoma poziomami biforiów (efekt reromanizacji, w trakcie której podwyższono znacznie wieżę). Niewielki, bardzo prosty portal znajdujemy od strony północnej, obok dobudowanej później zakrystii. Kościół posiada dwa niewielkie, rozglifione okienka po stronie północnej i trzy po południowej. Ciekawym i tajemniczym obiektem jest wbudowana w apsydę niewielka płyta kamienna (ale wykonana z innego kamienia niż reszta kościoła, prawdopodobnie starsza niż sam budynek) przedstawiająca krzyż.

Dostać się do środka to trudne zadanie, kościół jest bowiem na stałe zamknięty na cztery spusty. Udaliśmy się więc pod wskazany na wyblakłej (również wiekowej) tablicy informacyjnej adres - ul. Św. Idziego 7, a osiemdziesięcioletni, niesłyszący były dzwonnik, dzierżący klucze pan Jakub zgodził się nas tam osobiście wpuścić. Opowiada po drodze, że stracił słuch od dzwonu na wieży. Po schodach na wzgórze wskakuje dużo szybciej od nas.

Wnętrze kościółka jest niezwykle surowe - malutki salowy kościółek kryty jest stropem, a wewnątrz - oprócz umieszczonego w niewielkiej apsydzie skromniutkiego ołtarza, jednego obrazu i kilku ławek - nie ma tam absolutnie nic. Nie było również światła, więc uczynny dzwonnik zapalił nam świece. Szczególnie piękna jest tutaj umieszczona w zachodniej części kościoła, wsparta na jednym filarze empora otwarta do wnętrza kościoła dwoma triforiami o pięknie zdobionych głowicach. Na emporę wchodzi się po karkołomnych, kręconych schodach wewnątrz wieży, a z jej poziomu można jeszcze (oferta dla szczególnie odważnych, niecierpiących na lęk wysokości, którzy nie czują skurczu w żołądku na myśl o trzeszczących, spróchniałych drewnianych drabinach) dostać się na dwie wyższe kondygnacje wieży.

Z empory mamy doskonały widok na pięknie zrekonstruowaną na podstawie skromnych pozostałości (które można sobie obejrzeć wystawione w gablotach w byłej zakrystii), misterną, ceramiczną posadzkę.

Całość wnętrza niezwykle porusza wyobraźnię i pozwala puścić na chwilę wodze fantazji i spróbować wyobrazić sobie jak wyglądały romańskie kościółki w czasach ich świetności.

Galeria: 

Jędrzejów - Archiopactwo Cystersów z XII w.

Na trasie Kraków-Warszawa trafiamy do Jędrzejowa, a w nim - do Archiopactwa Cystersów, dzisiaj również sanktuarium bł. Wincentego Kadłubka.

Jędrzejowski klasztor ufundowali biskup wrocławski Janik Jaksa i jego brat Klemens w 1140 roku. Zakonnicy przybyli tu z Francji, z opactwa w Morimond. Klasztorny kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny konsekrowany został w 1210 roku przez bł. Wincentego Kadłubka, który w tym opactwie spędził ostatnie 5 lat swojego życia i to tutaj najprawdopodobniej powstała czwarta księga jego Chronica Polonorum. Bł. Wincenty dokonał w Jędrzejowie swojego obfitującego w liczne dzieła historyczne żywota (a przynajmniej, twierdzą niektórzy, w liczne piękne dzieła baśniopisarskie...) i tu został pochowany, w osobnej kaplicy, w północnej nawie kościoła.

Dzisiejszy kościół, zbudowany w stylu późnoromanskim, zgodnie z założeniami warsztatu cysterskiego, został gruntownie przebudowany w dobie baroku i z jego pierwotnej romańskości nic w zasadzie nie zostało. Przyglądając się odsłoniętemu spod tynku filarowi można się dopatrzeć dużo starszego kamienia. Natomiast w północnej kaplicy otwierającej się do transeptu (i zgodnie z programem cysterskim sąsiadującej z prezbiterium) odnajdziemy pięknie odrestaurowaną piscinę. Jej zachowane oryginalnie dno zawiera charakterystyczne wgłębienie, górna część została zrekonstruowana po 1945 roku.

Przy wejściu do zakrystii znaleźć można wczesnogotycki (1319) nagrobek Pakosława z Mstyczowa, kasztelana krakowskiego. Jędrzejów słynie natomiast ze swoich organów, które były pierwowzorem słynnych organów w Gdańsku-Oliwie.

Trochę łaskawiej barok obszedł się z zabudowaniami klasztornymi. Tu zachowały się ślady sklepień o profilu charakterystycznego dla Cystersów przysadzistego ostrołuku w okolicach dawnego wirydarza, fragmenty charakterystycznego, gotyckiego muru z cegły i ostrołukowe okna. Jednak to, co najbardziej interesujące (bo sam kościół i obejście mogą być nieco rozczarowujące), znajdujemy na krużgankach. Już przy wejściu (niestety, zwykle zamkniętym) na krużganki od strony kościoła zwraca uwagę piękny, gotycki ślepy portal. Ale to przecież nie gotyk nas interesuje.

Trzeba więc podjąć wysiłek przekonania furtiana (który powie, że wstęp jest tylko dla zorganizowanych grup, ale przymruży oko i się zgodzi) i wprosić się na krużganki od innej strony. Przekryte pięknym, krzyżowo-żebrowym, wczesnogotyckim sklepieniem korytarze prowadzą bowiem do pomieszczenia, gdzie odsłonięto wbudowane w zachodnią ścianę kościoła pozostałości przedcysterskiej budowli z ok. 1110 roku, którą ojcowie z Morimond pierwotnie przejęli i dopiero na jej miejscu wybudowali własną świątynię. W rekonstrukcjach uderza jej podobieństwo do kościoła w Prandocinie - musiała powstać w ramach tego samego nadreńskiego warsztatu.

Dziś zachowała się zeń misternie odgrzebana i wypreparowana z muru wieża tworząca zarazem zachodnią apsydę. Po jej południowej stronie można zobaczyć fragment nieco późniejszej fasady, powstałej po rozbudowie pierwszego kościoła - mamy tu niewielki uskokowy portal oraz zamurowane rozglifione okienko ponad nim. Portal ten otwierał się do południowej nawy bocznej trzynawowego cysterskiego kościoła. Można sobie wyobrazić, że analogiczny portal znajdował się tu po drugiej stronie wieży - i już przed oczami odtwarza się pierwotny wygląd jędrzejowskiej świątyni.

Przyznajemy mu dużego plusa za pieczołowitość i sposób, w jaki odsłonięto i udostępniono zwiedzającym relikty prawie tysiącletniej budowli. Wkomponowano ją tutaj w nowoczesną architekturę atrium prowadzącego do dzisiejszych pomieszczeń klasztornych. Dyskretnie i funkcjonalnie, a w dodatku bez szkody dla zabytku. Przeciwnie: tak, by go jak najbardziej wyeksponować.

Od strony południowej znajduje się dziś dziedziniec, pod którego powierzchnią znajdują się relikty kapitularza. Na murze przy dziedzińcu doskonale widoczne są ślady sklepień o przysadzistym ostrym cysterskim łuku, a także wsporniki tych sklepień zdobione ciekawymi, ślimakowatymi ornamentami. Istnieją jeszcze archiwalne fotografie (opublikowane w "Architekturze romańskiej w Polsce" Z. Świechowskiego), na których widać ruinę kapitularza. Był on otwarty do krużganków biforiami zwieńczonymi ostrym łukiem, podobnie jak kapitularz w Wąchocku. Zgroza, że zamiast odbudowy spotkał go taki los.

Galeria: 

Kazimierz Biskupi - kościół św. Marcina - XIII-wieczne relikty

W drodze na Kujawy trafiamy do Kazimierza Biskupiego, gdzie znajduje się kościół pod wezwaniem św. Marcina. Pierwsza wzmianka o tym kościele pochodzi z "Roczników" Długosza, który pisze o przekazaniu Kazimierza biskupstwu lubuskiemu przez Henryka Brodatego w 1237 r. Sam kościół pochodzi najprawdopodobniej z drugiej połowy XII w. (za informację dziękujemy Arturowi Różańskiemu). Przez wieki przechodził liczne przebudowy, które poważnie zatarły pierwotny kształt budynku. Dzisiaj odnajdujemy styl romański jedynie w wątkach murów - pierwotne mury na dużych odcinkach rozebrano, nadbudowując ściany i powiększając kościół. Dzisiaj możemy znaleźć tu jedynie ślady romańskiego portalu w ścianie południowej i znaki kamieniarskie - krzyż na podstawie (Ziemia) oraz krzyż na okręgu (Wenus).

Nie jest to może zabytek, który daje wyobrażenie o sztuce romańskiej, ale dla koneserów i tropicieli - niezapomniana zabawa!

Galeria: 

Kałków, kościół pod wezwaniem św. Jerzego z XIII w.

Do położonego na czeskiej granicy Kałkowa najłatwiej dojechać skręcając z drogi numer 46 na odcinku Paczków-Nysa na południe, dokładnie między Jeziorem Otmuchowskim, a Jeziorem Nyskim. My - jak zwykle na przekór - jechaliśmy przez Czechy.

Ceglany kościół pod wezwaniem św. Jerzego zachował się w prawie niezmienionym kształcie (a kształt ten jest bardzo ciekawy) i mimo, że dobudowano do niego zachodnią kruchtę, północną zakrystię oraz (w latach 30.) potężną nawę - w dodatku dostawiono ją na wschód od prezbiterium; dawne prezbiterium stanowi dziś w zasadzie początek nawy - wciąż da się tu rozpoznać intrygujący i niespotykany w Polsce układ krzyża równoramiennego. Cegła jest dającym raczej niewielkie pole do popisu dla dekoracji zewnętrznej (chociaż - jak mógł się przekonać każdy, kto był w Sandomierzu - nie zawsze), jednak budowniczowie kościółka w Kałkowie bardzo się postarali. Ściany transeptu i potężnej, czworobocznej wieży zdobią szerokie lizenoskarpy połączone szerokimi, spłaszczonymi arkadkami. Ściany prezbiterium zdobią dwa fryzy z przenikających się ostrołukowych arkadek, jeden pod drugim. Zachowały się tu również oryginalne, rozglifione okienka.

Całkiem dobrze zachował się południowy, granitowy portal. Trzy pary kolumienek spina ostrołukowa archiwolta, całość zwieńczona jest trójkątną wimpergą. Tympanon się nie zachował. Trzony i głowice kolumienek są bardzo zniszczone. Wałki archiwolty zdobione są ornamentem palmetowym, dobrze znanym nam z pobliskiej Trzebnicy. A jest to nietypowy i bardzo dekoracyjny ornament, nam nieodmiennie kojarzący się z wypiekami z piernika.

Układ wewnętrzny kościoła jest również bardzo ciekawy. Kruchta wieżowa (dzisiaj pierwsze przęsło nawy), transept i krótkie prezbiterium układają się w równoramienny krzyż. Po bokach prezbiterium umieszczone są aneksy - od południa dwa "miniprzęsełka" sklepione krzyżowo, od północy - sklepiona ostrołukową kolebką zakrystia, nad którą znajdowała się salka, dostępna dzięki schodkom w grubości muru. Przęsła prezbiterium i transeptu oraz swego rodzaju nawy/kruchty sklepione są przysadzistym sklepieniem krzyżowo-żebrowym wspartym na służkach. Wewnątrz zachowały się ciekawe, gotyckie freski.

Kościół w Kałkowie to prawdziwe cacuszko. Pięknie zachowany i do tego intrygujący, ciekawy, niespotykany. Dla nas rewelacja - gorąco polecamy!

Galeria: 

Kije - Kościół p.w. Piotra i Pawła, relikty z XII w.

Dziesięć kilometrów na północ od Pińczowa leżą Kije, gdzie znajdujemy kościół p.w. św. Piotra i Pawła. Powstał on w XII wieku jako niewielka, jednonawowa świątynia zamknięta od wschodu apsydą, od zachodu posiadająca emporę (zachował się fundament filara).

Do dziś zachowały się jedynie romańskie ściany dzisiejszego prezbiterium, które powstało z romańskiej nawy po rozbudowie kościoła. Po stronie północnej odsłonięto nad późniejszą nadbudówką fragment ściany z widocznym rozglifionym obustronnie okienkiem, którego półkoliste zamknięcie nieśmiało wystaje zza blaszanego daszku. Mur wykonano z pińczowskiego wapienia w technice opus emplectum, zaś fundamenty - w technice opus spicatum (czego niestety od zewnątrz nie widać).

Niewiele widać w Kijach, ale na szlaku między Zagością a Imielnem, Mokrskiem i Jędrzejowem, można zatrzymać się i tutaj, by w murach dzisiejszego tynkowanego na biało kościoła zobaczyć nieśmiało wystający zza dobudówki relikt - świadka ośmiu wieków...

Galeria: 

Koprzywnica - pocysterski kościół i klasztor z XIII w.

Na trasie Kraków-Sandomierz trafiamy do Koprzywnicy, niewielkiej dziś miejscowości, gdzie znajdujemy pocysterski kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Floriana.

Kościół i klasztor koprzywnicki ufundowany został przez komesa Mikołaja Bogorię w czasach Kazimierza Sprawiedliwego. Sprowadził on tutaj zakonników z burgundzkiego klasztoru w Morimond, jednej z czterech filii macierzystego dla cystersów klasztoru w Citeaux (łac. Cistercium). Zakonnicy przybyli na miejsce w 1185 roku, a ukończony kościół konsekrował w 1207 roku krakowski biskup Pełko.

Historia nie obeszła się z Koprzywnicą zbyt łaskawie, dlatego kościół i zespół budynków poklasztornych nosi ślady licznych przebudowań i remontów dokonywanych zgodnie z założeniami późniejszych stylów architektonicznych. Dziś obserwować możemy między innymi pozostałości gotyckich krużganków w postaci śladów ostrych łuków na ścianie północnej kościoła i zachodniej ścianie jedynego zachowanego, wschodniego skrzydła klasztoru. Ingerencją gotyku są również podniesione szczyty uzupełnione cegłą.

Zwraca uwagę nietypowa i bardzo charakterystyczna sygnaturka, której projekt pochodzi z XVII wieku. Pamiętajmy, że kościoły cysterskie zawsze budowane były bez wież, dozwolona była tylko sygnaturka. Barok z owym przepisem obszedł się w sobie właściwy sposób. Ingerencje barokowe są tu zresztą szczególnie widoczne - zachodnia fasada i kruchta z końca XVIII w., doklejona do południowej części transeptu kaplica św. Walentego oraz przebite okna. Pierwotny układ świątyni zaburza dobudowana w XVII zakrystia od strony północnej i brak południowej kaplicy bocznej.

Jednak nas interesuje to, co romańskie. Na pierwszy rzut oka widać, że koprzywnicki kościół zbudowany został z romańskich ciosów kamiennych i nosi ślady romańskiej dekoracji kamieniarskiej - łatwo da się rozpoznać fryz ząbkowy, pozostałości po skutych lizenach oraz zachowane lizeny na ścianie zamykającej prezbiterium. Zwraca uwagę piękny (choć nieco uszkodzony) uskokowy portal północny z gładkim tympanonem, rozglifione (aczkolwiek zamurowane) okienka elewacji wschodniej i zamurowana rozeta.

Zabudowania jedynego zachowanego do dzisiaj, wschodniego skrzydła klasztoru są prawdziwą gratką dla miłośników sztuki romańskiej. Mocno uszkodzony, pozbawiony tynków mur zachodniej elewacji skrzydła nosi ślady skucia lizen, zauważyć tu można również otwory po belkach dźwigających niegdyś strop, łatwo daje się wychwycić spłaszczony trójliść portalu. Czytelne są też ślady gotyckich sklepień, a szczególnie bogato dekorowane wsporniki w postaci maszkaronów. Elewacja wschodnia daje wyobrażenie o tym, jak przez te kilkaset lat istnienia klasztoru podniósł się poziom gruntu - rozglifione okienka kapitularza ledwo wystają ponad powierzchnię ziemi.

Wnętrze kościoła zachowało swój pierwotny, romański, cysterski układ i charakter. Jest to więc trójnawowa bazylika z transeptem przykryta sklepieniem krzyżowo-żebrowym, z prosto zamkniętym prezbiterium i (niestety) jedną pierwotną kaplicą boczną. Masywne żebra sklepienne spływają na półkolumienki-służki o pięknie zdobionych głowicach. Podobną, misterną, plecionkową ornamentykę odnaleźć możemy na zwornikach sklepienia. Wykonane z urzekającym pietyzmem zworniki koprzywnickie zasługują zresztą na szczególną uwagę - jak choćby ten nad przecięciem naw, przedstawiający Baranka Bożego.

Wnętrze kościoła nie uchroniło się od barokowych ingerencji, jednak barok i tak obszedł się z nim łaskawie. Barokowe ołtarze boczne i ołtarz główny sprawiają wrażenie jedynie tymczasowo "przyklejonych" do romańskiej bryły kościoła. Godne uwagi są natomiast interesujące ingerencje gotyckie, a mianowicie dobrze zachowane freski z XIV i XV wieku. Najciekawsze znajdują się na południowej ścianie prezbiterium i ukazują sceny Sądu Ostatecznego oraz dzieje Marii w historii zbawienia. Dekoracyjne motywy roślinne są późnorenesansowe.

Największa przyjemność czeka poszukiwacza romańskich pozostałości czeka w dawnych zabudowaniach klasztornych. Tutaj bowiem zachował się w stanie niemal idealnym przepiękny, oparty na dwóch filarach kapitularz przekryty sklepieniem krzyżowo-żebrowym. Z dwóch podtrzymujących sklepienie filarów jeden zachował oryginalną głowicę.

Całość, czyli kościół i dawne zabudowania klasztorne, stanowią niezwykle interesującą łamigłówkę dla amatora architektonicznej archeologii, motywy romańskie są tutaj niezwykle czytelne i łatwe do rozpoznania wśród innych - gotyckich, renesansowych i barokowych - naleciałości.

Koprzywnica leży na szlaku naszej pierwszej romańskiej wycieczki (choć wtedy jeszcze nie byliśmy tego świadomi, po prostu zwiedzaliśmy Ziemię Sandomierską), to właśnie tam wykluwał się pomysł systematycznego polowania na romańskie zabytki w różnych częściach Polski. I za to jesteśmy Koprzywnicy niezwykle wdzięczni!

PS. W 2005 r. w trakcie prac remontowo-konserwatorskich odkryto w pierwotnej elewacji zachodniej kościoła dwa boczne portale (warto porównać do rozwiązania w Sulejowie) - północny, służący konwersom, i południowy, używany zapewne, jak piszą Leszek Polanowski i Jerzy Zub, podczas procesji, a także przeznaczony dla dobrodziejów zakonu. Co najważniejsze, zachował się tympanon portalu południowego.

Galeria: 

Końskie - tympanon z kościoła pw. św. Mikołaja

Końskie leżą w okolicy słynącej nie tylko z produkcji ceramiki i materiałów budowlanych. To także "zagłębie romańskie" położone w sąsiedztwie Sulejowa i Żarnowa, na północ od Jędrzejowa. Prowadzą tu drogi zniszczone wprawdzie przez ciężarówki z cementem, ale za to wiodące przez malownicze lasy, a tutejsza przyroda naprawdę pozwala odpocząć. My natomiast odnajdujemy kościół parafialny pw. św. Mikołaja. Niestety nie zachował się ufundowany przez Iwona Odrowąża romański kościół, który kiedyś się tu znajdował. Natomiast nad południowe wejście do późniejszego kościoła wmurowano pochodzący z niego tympanon wykuty w piaskowcu. To przepiękna płaskorzeźba z krzyżem w centralnym miejscu, po którego bokach znajdują się - jak tłumaczy prof. Świechowski - wyobrażenia słońca (po lewej) i księżyca (po prawej). Ornament rozpięty wokół krzyża tworzą dwie misterne rośliny. Nie ma tu przedstawień figuralnych - zamiast Ukrzyżowanego i otaczających go postaci Matki i Ucznia mamy tylko symbol krzyża, słońce i księżyc, zaś roślina nadaje wyobrażeniu - tu znów interpretacja prof. Świechowskiego - sens Drzewa Życia. Ten przepiękny symbolizm kojarzy się nam nieodparcie celtycko i przywodzi na myśl tympanon ze Strońska. Tymczasem w południowozachodniej skarpie odnajdujemy jeszcze jeden fragment z pierwszego, romańskiego kościoła - niewielką, kwadratową płytkę, którą tu wtórnie wmurowano. Również przedstawia ona roślinny ornament, co daje wyobrażenie o tym, jak przepięknie, misternie - i awangardowo! - dekorowany był tutejszy kościół. To zabytek dla zaawansowanych, bo też wiele romańskich detali tu nie znajdziemy. Jednak dla samego tympanonu należy się tu obowiązkowo zatrzymać, najlepiej w drodze do Żarnowa i Sulejowa, i pokontemplować jego unikalne piękno. A potem koniecznie wybrać się nad jezioro.

Galeria: 

Kościelec k. Inowrocławia - kościół św. Małgorzaty z przełomu XII/XIII w.

W okolicach Inowrocławia trafiamy do Kościelca Kujawskiego, gdzie w kościele św. Małgorzaty podały sobie ręce romanizm z renesansem.

Kościółek św. Małgorzaty pochodzi z przełomu XII i XIII wieku i zbudowany jest - podobnie jak większość zabytków w tym regionie - z ciosów granitowych. Od XV wieku ulegał licznym przebudowom, czego doświadczyły m. in. sklepienie (obecnie gotyckie, pierwotnie strop), apsyda (przebite okna) i ściany budowli (podwyższone, uzupełnione cegłą). Najważniejsze jednak było dobudowanie dwóch kaplic po bokach kościoła tak, że tworzą coś w rodzaju renesansowego transeptu (co daje dziwaczny i niespotykany efekt jakby krzyżowały się tu dwa kościoły). Południowa kaplica jest renesansowa, północną - neorenesansową, dostawiono w XIX wieku.

Romański charakter zachowały ściany budowli, odnajdujemy tu też zamurowany portal w ścianie południowej. Nie zachowały się pierwotne otwory okienne.

Najciekawszą częścią kościoła jest kamienna, kwadratowa wieża kryjąca jedną z najstarszych klatek schodowych w Polsce. Przyziemie wieży przekryte jest romańskim sklepieniem krzyżowym. Na piętrze wieży znajduje się kwadratowa salka, gdzie w ścianie wschodniej znajduje się orientowana nisza (co jak podaje pan Świechowski świadczy o jej sakralnym charakterze).

Warto tu podjechać - jak z resztą warto jest zwiedzić całe Kujawy, gdzie maleńkie granitowe, surowe kościółki tworzą nastrój nie do podrobienia.

Galeria: 

Kościelec k. Koła - kościół św. Andrzeja z XII w.

W okolicach miasta Koła znajduje się Kościelec Kolski, a w nim - kościół św. Andrzeja, ciekawy przykład mariażu architektury romańskiej i tzw. "sztuki współczesnej" (która jednak raczej nie kojarzy się z Gaudim).

Kościół w Kościelcu powstał najprawdopodobniej w drugiej połowie XII wieku. Pierwotnie był to kościół-"klocek", a więc jednonawowa budowla zamknięta apsydą, z emporą na zachodniej ścianie. W XVII wieku dobudowano do niego drewnianą nawę. Kościół popadał jednak w ruinę i do naszych czasów nawa ta się nie zachowała. Stosunkowo niedawno dobudowano do niego murowany, ceglany "nowoczesny" kościół. Romańskie pozostałości kryją się dzisiaj wstydliwie za okazałą budowlą, z wnętrza też ciężko się dostać do środka pierwotnego kościółka (nam też się to nie udało).

Z czasów romańskich zachowały się pierwotne mury, z częściowo zachowanymi okienkami - zamurowane okno w ścianie południowej i okno w apsydzie. Ściana północna obudowana jest kruchtą. Ładnie prezentuje się romański mur budowli, ale niestety jest to jedyna pozostałość po romańskich czasach.

Kościelec Kolski uznajemy za zabytek dla zaawansowanych - niezbyt efektowny, ale dla prawdziwego pasjonata każdy fragment romańskiego muru ma wartość złota.

Galeria: 

Kościelec k. Pińczowa - kościół św. Wojciecha, fragmenty z XIII w. Empora z triforiami

W dół Wisły od Krakowa, znajdujemy Kościelec Pińczowski, zwany również Proszowickim. Znajdujemy nie bez trudności - na słabo oznakowanych drogach, przyjeżdżając tu po raz pierwszy, zgubiliśmy się na dobre. Po raz drugi przyjechaliśmy wyposażeni w GPS i... też się zgubiliśmy.

Tutejszy kościół pod wezwaniem św. Wojciecha ufundował około roku 1230 biskup krakowski Wisław z Kościelca. Później, w okresie reformacji świątynia ta została zniszczona i w XVII wieku odrestaurowana w stylu barokowym.

Bryła kościoła tworzy zaskakującą mieszankę kształtów, kolorów i materiałów budowlanych. Właściwie wygląda, jakby ktoś właśnie zdejmował z niego formę gipsową. Konserwatorzy wykonali tu znakomitą robotę, odsłaniając i rekonstruując portal i szczytową ścianę kościoła. Partie romańskie są zbudowane z ciosów wapiennych, później uzupełnianych cegłą, a większa część budowli (oprócz okolic portalu, ceglanego szczytu i apsydy) otynkowana i pomalowana. Nawa główna została podniesiona, a całość obudowana różnymi barokowymi przybudówkami tworząc przedziwny twór, który mało przypomina romański kościół.

Od strony wschodniej zwraca uwagę wyjątkowo wysoka apsyda zdobiona lizenami połączonymi fryzem arkadkowym. Na środku znajduje się nisza mieszcząca krzyż, z dwiema niewielkimi płaskorzeźbami po bokach. Są to wtórnie tu zapewne wmurowane stacje drogi krzyżowej - po lewej stronie znajduje się biczowany Chrystus, po prawej - św. Weronika z chustą. Apsyda również została podniesiona.

Od strony zachodniej natomiast znajduje się piękny, uskokowy portal z misternie zdobioną archiwoltą i półkolumienkami o kielichowatych głowicach. W całości zachował się trzon jednej z kolumienek, zdobiony ornamentem roślinnym, reszta została misternie zrekonstruowana. Konserwatorzy uzupełnili brakujące elementy ich wersjami bez dekoracji rzeźbiarskiej. Na podstawie zachowanych fragmentów kolumienek i archiwolty możemy się domyślać, jak niezwykle piękny i misterny był ten portal pierwotnie. Po prawej stronie portalu odnaleźć można ślady płaskorzeźby (?) przedstawiającej niewolnika, a w każdym razie robotnika z kilofem. Po obu stronach portalu znajdują się smukłe i zamknięte półkoliście nisze. Wokół portalu odsłonięto i otoczono barierkami pierwotny poziom gruntu.

Jednak to, co w Kościelcu najważniejsze, znajduje się w środku. Kościół św. Wojciecha jest trójnawową bazyliką emporową, zamkniętą półkolistą apsydą, bez transeptu. Całość została przekształcona w czasach baroku. Romańska pozostała tu tylko empora, która jest tutaj najciekawsza. Empora znajduje się nad nawami bocznymi i otwiera się do nawy głównej dwoma pękatymi biforiami na wysokości prezbiterium, a co najważniejsze - sześcioma triforiami o pięknie zdobionych, podwójnych kolumienkach, z których każda para ma inny kapitel. Triforia są spięte archiwoltami i wypełnione cegłą, co tworzy interesujące połączenie kolorystyczne z wapieniem.

Empora robi niezwykłe wrażenie i w połączeniu z innymi zachowanymi tu reliktami - uruchamia wyobraźnię.

Galeria: 

Kraków

Wczesnośredniowieczne miasto koncentrowało się wokół wzgórza wawelskiego, u którego stóp znajdowała się warowna osada zwana Okołem. Sięgała ona do dzisiejszego Placu Wszystkich Świętych. Dalej na północ leżały skupiska, które stały się centrum późniejszego Krakowa (z Rynkiem i kościołem Najświętszej Marii Panny).

Nieopodal leżały kolejne osady: po drugiej stronie starego koryta Wisły, od strony wschodniej Okołu (gdzie dziś biegnie ul. Dietla) była to wieś Bawół (późniejsze miasto Kazimierz). Na zachód, na miejscu dzisiejszej dzielnicy Salwator znajdował się klasztor sióstr Norbertanek i prawdopodobnie warowna stanica strzegąca szlaku do Krakowa (obok kościoła Najśw. Salwatora). Trzecie centrum osadnictwa mieściło się na terenie dzielnicy Podgórze, wokół wzgórza św. Benedykta, gdzie prawdopodobnie swoją pierwszą krakowską siedzibę mieli benedyktyni. Był to zresztą ośrodek bardzo stary - znajdujący się tu kurhan, "kopiec Krakusa", był miejscem pogańskiego kultu.

Wawel

Wzgórze wawelskie pojawia się w XIII-wiecznych kronikach jako "wąwel", co oznacza "wyniosłe miejsce otoczone mokradłami". Nazwę wywodzi się też od "wąwóz" - wapienne wzgórze było bowiem z południa na północ przecięte wąwozem. Wawel był siedzibą książęcą, doskonałą warownią. Najstarsze średniowieczne znaleziska, relikty drewnianej zabudowy, pochodzą z IX i pierwszej połowy X wieku. Pierwsze preromańskie budowle murowane pochodzą z X i XI wieku i wiążą się z fundacją biskupstwa krakowskiego z roku 1000.

Odkrycia archeologiczne na Wawelu dają fantastyczny obraz wzgórza z czasów piastowskich. Mieściło się tu murowane palatium zwane "salą o 24 słupach" oraz dwie kolejne romańskie katedry. Pierwsza stanęła na wzgórzu najwcześniej po 1018 roku - tradycja przypisuje fundację Bolesławowi Chrobremu, a mogło się to stać dopiero po stabilizacji, jaką było podpisanie tego roku pokoju w Budziszynie. Pierwszy król nadał jej wezwanie św. Wacława, którego pochodzący z Czech kult był wówczas bardzo żywy i z którym Bolesław był spokrewniony przez matkę Dobrawę.

Świątynię prawdopodobnie strawił pożar w latach 80. XI wieku. Przypadło to na czasy dla biskupstwa krakowskiego burzliwe -Bolesław Śmiały dopiero zabił był św. Stanisława i skazany został na wygnanie. Na tronie zasiadł jego młodszy brat Władysław Herman, a gdy w 1089 powrócił do Krakowa syn Bolesława - Mieszko, został, jak relacjonuje Gall Anonim, otruty. Początek budowy drugiej katedry katedry to rok 1090. Być może hermanowska fundacja świątyni miała być zadośćuczynieniem?
Przez pół wieku (1090-1142) powstawała monumentalna dwuchórowa budowla bez transeptu. Kościół kończył (choć konsekracji nie dożył) Bolesław Krzywousty, który - jak pisze Gall - niskie i nikczemne [mury] podwyższył i dwie wieże z posad samych wybudowane do niego przyłączył. Pozostałość południowej wieży to dolna, wapienna część dzisiejszej Wieży Srebrnych Dzwonów.

Przede wszystkim jednak pozostała po hermanowskiej katedrze nienaruszona i udostępniona zwiedzającym krypta św. Leonarda (fragment szlaku grobów królewskich), najpiękniej zachowane wnętrze romańskiego Krakowa. To trójnawowa hala o sklepieniach krzyżowych, czterech parach filarów. W apsydzie prezbiterium ma trzy obustronnie rozglifione okienka. Krypta musiała być gotowa przed rokiem 1118, pochowano wtedy w niej bowiem biskupa Maurusa. Nad nią mieścił się między wieżami duży zachodni chór zamknięty dużą apsydą. Katedra miała najprawdopodobniej emporę.

Między katedrą i palatium znajdował się kościół św. Gereona. Jeszcze na początku lat 80. jego relikty uważano za prezbiterium pierwszej katedry. Jednak badania z lat 1983-99 dowiodły, że jego korpus był znacznie krótszy i z budowlą katedry nie kolidował. Powstał w czasach rządów Kazimierza Odnowiciela (1038-1058) i pełnił prawdopodobnie rolę kaplicy książęcej. Pod obecnym dziedzińcem Batorego i w obrębie zachodniego skrzydła zamku odsłonięto pozostałości apsydy i krypty na czterech filarach zdobionych przepięknym plecionkowym motywem. Niestety, obiekty te są dziś niedostępne dla zwiedzających. Jeszcze przed wojną były one pokazywane. Mamy nadzieję, że może kiedyś dane je nam będzie obejrzeć. Kościół był piękną, trójnawową bazyliką z dwoma wieżami i emporą między nimi, z prostokątnym prezbiterium zamkniętym apsydą i ze wspartymi na dwóch kolumnach emporami przy ścianach szczytowych transeptu. Skrzydła transeptu miały na wschodniej ścianie apsydy z ołtarzami.

Kolejną słynną budowlą romańską na wzgórzu jest "wawelski tetrakonchos" - rotunda św. Feliksa i Adaukta - czteroapsydowa budowla centralna, murowana z płyt wapienia, którą fenomenalnie wydobyto z późniejszych murów kuchni pałacowych. Można (i trzeba!) ją zobaczyć na wystawie "Wawel zaginiony". Technika wykonania z płytek kamienia pozwala przypuszczać, że rotunda ta pochodzi z X wieku.

Pozostałe relikty Wawelu romańskiego, to rotundy: dwuapsydowa, zwana filuternie "kościół B" (archeolodzy nie doszukali się wzmianek o jej wezwaniu), jednoapsydowa przy bastionie Władysława IV (między dzisiejszymi katedrą i pomnikiem Kościuszki) i jednoapsydowa przy Baszcie Sandomierskiej. Zachowały się też ślady kościoła św. Michała, obok późniejszych - gotyckich, widocznych do dziś na trawniku między katedrą a Basztą Sandomierską, jednonawowej budowli o prosto zamkniętym prezbiterium. Na dzisiejszym dziedzińcu pałacowym, przy jego zachodnim skrzydle, odkryto resztki budowli użytkowej nazwanej (archeolodzy mają urzekający talent do nadawania nazw) - "budowlą czworokątną". Wiadomo też, że od północy strzegła Wawelu wieża zwana "stołp". Miała powyżej 16 metrów (jej pozostałości znaleziono w wątku murów 2 piętra dzisiejszego pałacu) i była donżonem - wieżą obronną i mieszkalną, gdzie w razie oblężenia można było szukać ostatniego schronienia.

Tak więc na Wawelu obowiązkowo trzeba odwiedzić kryptę św. Leonarda i rezerwat archeologiczny "Wawel zaginiony" - gdzie oprócz wspomnianej rotundy można obejrzeć znakomite makiety romańskiego Wawelu oraz jego rekonstrukcję wirtualną.

Okół i okolice

Na terenie dzisiejszego Starego Miasta zachowało się niewiele spośród licznych w średniowieczu romańskich kościołów. Szczęśliwie ostał się najważniejszy z kościołów Okołu, warowny św. Andrzej, zwany nawet dolnym zamkiem.

Oto zaś najważniejsze z nieistniejących już kościołów romańskich:

Kościół pw. św. Jana (róg ulic św. Jana i św. Tomasza) - w jego murach przetrwały wątki datowane na pierwszą połowę XII wieku. Wzniesiony został w obrębie jednej z osad, później włączony do miasta, na co wskazuje nieco skośne ułożenie względem polokacyjnych ulic. Pod dzisiejszym tynkiem zachowały się do wysokości 3,5 m relikty łuku tęczowego i południowej ściany.

Kościół pw. Marii Magdaleny (plac Marii Magdaleny, naprzeciw św. Piotra i Pawła). Stał tu jeszcze do 1811 roku. Nasi przodkowie mieli jednak wściekły zapał do rozbierania tego co stare i budowania neoromańskich i neogotyckich gargameli. Maria Magdalena groziła ponoć zawaleniem. Przy kościele znajdował się targ miejski.

Kościół pw. Najświętszej Marii Panny (Mariacki) - przed obecnym gotyckim, stał tu kościół romański, którego relikty odnaleziono w podziemiach. Poziom jego posadzki znajdował się 2,6 m poniżej obecnego. Był trójnawową orientowaną świątynią o niewiadomym rozwiązaniu prezbiterium. Od zachodu miał dwie wieże. Pojawia się w latach 20. XIII wieku, po roku 1222, kiedy została tu przeniesiona siedziba parafii, z kościoła św. Trójcy oddanego wówczas Dominikanom. Prawdopodobnie budowy nie dokończono - przerwał ją najazd Mongołów w 1241 roku. Potem powstał już kościół gotycki.

Kościół pw. św. Mikołaja (ul. Kopernika) mieści w swych murach relikty z XII wieku. Był jednonawowym kościółkiem z prosto zamkniętym prezbiterium, podobny do kościółka św. Wojciecha.

Kościół pw. św. Marcina (ul. Grodzka, obecnie barokowy kościół ewangelicko-augsburski) - jednonawowy kościółek z prosto zamkniętym prezbiterium.

Kościół pw. św. Idziego (wylot ul. Grodzkiej pod Wawelem) - był jednym z kościółków fundowanych w całej Polsce przez Władysława Hermana, w podzięce za narodziny jego syna (podobnie jak kościół w Inowłodzu). Jednonawowy, o apsydalnym prezbiterium. Herman był może i królem kontrowersyjnym, ale dla kościółków romańskich - nieocenionym. Przypomnijmy, że i kościół św. Andrzeja stanął z fundacji palatyna tego króla - imć Sieciecha.

Napisał do nas Piotr z następującą uwagą:
wedle większości pozycji z jakimi się ostatnio zetknąłem istnienie tego kościoła uznawane jest za więcej niż kontrowersyjne - pisze o nim Gall Anonim, ale pod obecnym kościołem nie znaleziono żadnych reliktów romańskich. Wiadomo natomiast, że wezwanie św Idziego nosił początkowo kościół św. Andrzeja. Najnowszym (i raczej dosyć wiarygodnym) dostępnym opisem jest "Przewodnik po zabytkach Krakowa" Michała Rożka (wyd. WAM 2006), który przypisywanie kościoła św Idziego Władysłwaowi Hermanowi wprost nazywa "tradycją".

Kościół pw. św. Piotra (róg ul. Grodzkiej i Poselskiej). Stał przy Bramie Północnej Okołu, przebudowany później na barokowy, wreszcie uznany za opuszczony i... przebudowany na dom mieszkalny. Jego relikty znajdują się w murach stojącej tam kamienicy.

Kościół pw. Wszystkich Świętych (na miejscu dzisiejszego Placu Wszystkich Świętych).

W podkrakowskich osiedlach znajdowały się dalsze romańskie budowle: na terenie dzisiejszego Salwatoru, obok kościoła pw. Najświętszego Salwatora znajdował się klasztor sióstr Norbertanek. Można tu do dziś obejrzeć fragment fryzu z przecinających się arkadek (od strony ul. Kościuszki) oraz romański portal ukryty w kruchcie. (Zachował się tam też zamurowany portal od strony krużganków, gdzie jednak trudno się dostać). Na Skałce, tam, gdzie dziś mają swój klasztor Paulini, znajdowała się rotunda pw. św. Michała, a w osadzie Bawół (dzisiejszy Kazimierz) - kościoły św. Jakuba i św. Wawrzyńca. Na północ od Okołu stał kościół pw. św. Floriana. Wreszcie, na wzgórzu św. Benedykta stała jednoapsydowa rotunda pod wezwaniem tego świętego, prawdopodobnie rówieśniczka wawelskiej rotundy św. Feliksa i Adaukta, a po niej jednonawowy kościółek z płasko zamkniętym prezbiterium, datowany na XII wiek. Obecnie stoi tu kościółek barokowy.

Więcej na temat nieistniejących kościołów Krakowa na http://www.jazon.krakow.pl/

Kraków - kościół św. Andrzeja z XI w.

Przy ulicy Grodzkiej 56 stoi kościół św. Andrzeja. Został on ufundowany przez palatyna Władysława Hermana, Sieciecha. Zbudowany w latach 1079-1098 kościół miał charakter obronny (stąd nazywano go Dolnym Zamkiem) i stanowił centralny budynek Okołu (osady znajdującej się między starym Krakowem a Wawelem). Od 1318 roku świątynia ta należy do zakonu klarysek, najstarszego krakowskiego klasztoru żeńskiego.

Kościół św. Andrzeja był wielokrotnie niszczony, odbudowywany i przebudowywany, stąd tak wielki kontrast między romańskim niewątpliwie kształtem budowli, a jego barokowym wnętrzem. Niewiele pozostało tu z romanizmu, a to, co zostało i tak jest praktycznie niedostępne - zakon klarysek ma bardzo surową regułę, kościół wewnątrz można więc obejrzeć co najwyżej przez kratę... Podobno w klatce schodowej wieży północnej zachował się podpis muratora z XII wieku, a w południowej części kościoła romańskie malowidła z XII wieku (najstarsze freski w Krakowie), jednak nam nie udało się dotrzeć do tych skarbów. W posiadaniu klarysek znajdują się też inne bezcenne dzieła sztuki, m. in. późnoromański graduał z I poł. XIII wieku. Cóż, klauzura...

W takich okolicznościach zwiedzającemu pozostaje jedynie obejrzeć sobie kościół od zewnątrz. A od zewnątrz robi on niezwykłe wrażenie. Jest to monumentalna budowla obronna (mury grubości 1,6 m!), trzynawowa, dwuwieżowa. Przęsło bazylikowe poprzedzone jest transeptem. Między wieżami zachodnimi znajduje się empora (być może były tu też empory boczne?), prezbiterium klasycznie zamknięte jest apsydą od zewnątrz dekorowaną lizenami. O obronności tego kościoła świadczą - obok masywnych murów - niewielkie, umieszczone wysoko okna. Zachował się również fryz arkadkowy, biforia w wieżach oraz triforium na ścianie zachodniej.

Jednak i w zewnętrznym wyglądzie kościół ten nosi ślady barokowych interwencji - przebite, powiększone okna, barokowe hełmy nałożone na romańskie wieże.
Kościół św. Andrzeja jest chyba jedyną krakowską świątynią, która zachowała swój pierwotnie romański kształt (chociaż szkoda, że nie można tego powiedzieć o wnętrzu).

Galeria: 

Kraków - kościółek św. Wojciecha, najstarsze fragmenty z X w.

Na rynku Głównym w Krakowie stoi dziwna budowla. Niewielki, prostokątny kościółek w którego kształcie odnaleźć można elementy kilku co najmniej stylów architektonicznych (romanizmu, gotyku, renesansu i baroku), to jedna z najstarszych budowli Krakowa. Jego powstanie datuje się na około X wiek, wiążąc z przedromańską fazą rozwoju architektury polskiej. Według przekazów, stanąć on miał na miejscu starszej, drewnianej, pogańskiej świątyni. Tradycja wiąże go z osobą św. Wojciecha, który jakoby miałby tu wygłaszać kazania przed wyprawą misyjną do Prus. Najprawdopodobniej jednak ów święty nigdy w Krakowie... nie był! Na północ z Moraw podróżował raczej Odrą.

Budynek kościółka wydaje się niski, co jest wynikiem znacznego podniesienia się poziomu rynku przez ostatnie tysiąc lat, dlatego też do południowego portalu prowadzącego dziś do podziemi, zejść trzeba kilka schodków w dół.

Kościół ten zbudowany był z kostki kamiennej z elementami ciosów (portal). Pierwotny kształt budowli obrósł przez wieki przeróżnymi dobudówkami. Tysiąc lat temu była to prosta, jednonawowa budowla zamknięta niewielkim, również prostokątnym prezbiterium (nie apsydą!), najprawdopodobniej kryta stropem. Dzisiaj przekryta jest kopułą, a jej szczyty zostały znacznie podniesione. Wśród ogólnego pomieszania stylów rozpoznać można bez trudu romańskie rozglifione okienka (przepiękne, klasyczne okienko we wschodniej ścianie prezbiterium) oraz portal.

Wnętrze kościółka również zostało niemiłosiernie przekształcone. Jedyne ślady stylu romańskiego to odsłonięty w kilku miejscach mur z kostki kamiennej.

Kościółek ten - chociaż wielokrotnie przebudowywany - jest świadkiem tysiącletniej historii Krakowa oraz jednym z najstarszych dzieł architektury sakralnej na terenach Polski. Dlatego należy mu się uwaga.

Galeria: 

Kraków - relikty pierwszego kościoła Dominikanów

Na ulicy Stolarskiej stoi kościół pod wezwaniem św. Trójcy, bazylika dominikanów. Dzisiejsza gotycka świątynia przylega do zabudowań klasztornych, które kryją relikty pierwszego kościoła dominikańskiego z XIII wieku.

Bracia zakonu św. Dominika przywędrowali do polski w pierwszej połowie XIII wieku. W 1222 roku św. Jacek i św. Czesław - pierwsi polscy dominikanie - założyli w Krakowie klasztor św. Trójcy (drugi klasztor powstał w 1226 roku w Sandomierzu). Pierwotna, romańska świątynia w średniowieczu została zniszczona, a jej pozostałości pełnią dziś funkcje refektarza.

Spacerując po krużgankach (które są zawsze dostępne - wielki plus dla dominikanów!) podziwiamy ścianę refektarza. W nieregularnym, kamiennym murze zwracają uwagę rozglifione okienka oraz portalik ze śladami ornamentu plecionkowego.

Warto poprosić któregoś z Ojców o wpuszczenie za drzwi znajdujące się na końcu tej części krużganków - gdzie właściwie obowiązuje już klasztorna klauzura. Znajdujemy tam ciąg dalszy romańskiego wątku muru, z zamurowanym oculusem, śladem po większym okrągłym otworze (rozeta?) oraz z małym rozglifionym okienkiem (przy schodach prowadzących na dzisiejsze piętro). Romańską pozostałością jest też krypta pod refektarzem, wsparta na dwóch masywnych filarach. Dostawszy się tam, warto zajrzeć do wnętrza refektarza (choć może niekoniecznie w porze obiadowej) - zachował się tam urzekający gotycki wystrój.

Niewiele tutaj pozostało ze starych, dobrych, romańskich czasów, a to, co zostało może nie jest zbyt efektowne, a i dostęp do tych reliktów jest utrudniony (całe szczęście dominikanie są bardziej przyjaźnie nastawieni do "obcych" niż klaryski z pobliskiego kościoła św. Andrzeja) Wystarczy poprosić, a któryś z ojców konspiracyjnie pozwoli rzucić okiem do refektarza).

Galeria: 

Kraków Mogiła - kościół i klasztor Cystersów, fragmenty z początku XIII w.

Wydawać by się mogło, że krakowska Nowa Huta to miejsce niebyt przyjazne dla miłośników średniowiecznej architektury. Ale to nieprawda, znajdujemy tutaj bowiem kolejną perełkę architektury cysterskiej - opactwo w Mogile...

Cystersów do Krakowa sprowadził w XIII wieku (czasy Leszka Białego) dobrze nam znany biskup Iwo Odrowąż. W 1222 roku ufundował on okazały kościół w ówcześnie podkrakowskiej wsi Mogiła, zbudowany w stylu przejściowym od romanizmu do gotyku. Kościół i zespół klasztory były wielokrotnie odnawiane i remontowane, m. in. XIV, XV, XVIII w. (nowe, barokowe sklepienie nawy głównej). Odnaleźć tu możemy ślady wielu różnych stylów architektonicznych: romanizmu, gotyku, renesansu, baroku...

Bazylikę św. Wacława zbudowano według dobrze znanego cysterskiego schematu - bazylika z transeptem, prosto zamknięte prezbiterium, dwie pary kaplic bocznych otwierających się z transeptu równolegle do prezbiterium, sklepienie krzyżowo-żebrowe (nawa główna przekryta jest sklepieniem barokowym, które położono po pożarze kościoła w XVIII wieku).

Kościół zbudowany jest z cegły z elementami kamienia (co daje bardzo ciekawe efekty kolorystyczne), posiada wąskie, podłużne okna, charakterystyczne dla okresu przejściowego od romanizmu do gotyku (gotyckie okna są większe - szersze i ozdobione maswerkami). Generalnie dominują tu ostre łuki (ale dosyć przysadziste), chociaż nie brakuje też łuków półkolistych. Kościół zdobi fryz z przenikających się arkadek. Fasada została przebudowana w okresie baroku. Klasztor jest otoczony pięknym parkiem, doskonale nadającym się na spacery.

Wewnątrz uwagę zwracają przepiękne filary wiązkowe łączące cegłę z kamieniem, utrzymany w tej samej stylistyce uskokowy portal prowadzący na krużganki, prezbiterium ozdobione gotyckim poliptykiem i gotyckim krucyfiksem oraz kaplice boczne znajdujące się po lewej stronie prezbiterium. Nawa główna, jak już pisaliśmy, przekryta jest barokowym sklepieniem i pokryta barokowymi polichromiami. Nawy boczne zachowały oryginalne sklepienia krzyżowo-żebrowe. Transept i prezbiterium pokryte są tu freskami Stanisława Samostrzelnika - szesnastowiecznego malarza-zakonnika z Mogiły, jednego z najwybitniejszych polskich malarzy renesansowych.

Wspomniane kaplice boczne chyba najlepiej z całego kościoła oddają jego pierwotnie późnoromański charakter. Przekryte są sklepieniem krzyżowo-żebrowym wspartym na romańskich służkach. W jednej odnajdujemy trójlistną wnękę służącą do przechowywania ksiąg i naczyń mszalnych. Nietynkowane, ceglane ściany dają wrażenie niezwykłej surowości.

Całość wnętrza - mimo barokowego charakteru nawy głównej - tchnie cysterską prostotą i elegancją. Podobne wrażenie odnosi się na (już ewidentnie gotyckich) krużgankach. Odnaleźć można tu bardzo ciekawe, średniowieczne płyty nagrobne.

Mogiła to miejsce niezwykle urokliwe. Z dala od hałaśliwego i pełnego niezmordowanie cykających zdjęcia turystów, wycieczek szkolnych i sprzedawców pamiątek, mimo sąsiedztwa socrealistycznego koszmarku Nowej Huty, można tutaj odnaleźć trochę spokoju. I przepiękną architekturę!

Galeria: 

Kraków Salwator - kościół najśw. Salwatora, fragmenty z XI w.

Kościół Najświętszego Salwatora to jeden z najstarszych (bo konsekrowany w 1145 roku!) kościołów Krakowa i - chyba najlepiej zachowane (oprócz krypty św. Leonarda na Wawelu, oczywiście) wnętrze romańskie w tym mieście. Szkoda, ze ten niezwykły zabytek jest tak słabo dostępny.

Kościół ten zwiedzaliśmy w trzech podejściach - najpierw pocałowaliśmy kłódkę ogrodzenia - cóż, dzień powszedni. W najbliższą niedzielę msza odprawiana była w sąsiednim, drewnianym kościółku św. Małgorzaty (wart odnotowania. Ta barokowa kaplica wpisana jest w małopolski Szlak Architektury Drewnianej) i znów się nam nie udało. Za trzecim razem - wreszcie! Warto było czekać!

Świątynia ta konsekrowana była w 1148 roku, a jej dzieje były niezwykle burzliwe, dlatego w jej dzisiejszym kształcie trudno rozpoznać jej pierwotny wygląd. Kościół ten wiązany jest tradycyjnie z osobą św. Wojciecha (podobnie jak inny krakowski kościółek), znajduje się tutaj ambona, z której miałby on jakoby wygłaszać kazania. Dla porządku dodamy, że rzeczona ambona pochodzi z XVII wieku.

Na podstawie badań pani Teresy Radwańskiej z Muzeum Archeologicznego w Krakowie wyróżnia się dwie istotne fazy romańskie tego kościoła. Pierwszy kościół był budowlą trzynawową, trójprzęsłową, z prezbiterium zamkniętym apsydą i czymś w rodzaju transeptu zamkniętego od wschodu dwiema małymi apsydkami po bokach prezbiterium. W następnej fazie romańskiej rozbudowano chór (prezbiterium), przedłużono go nieznacznie, zamknięto prostą ścianą i dodano dwie kaplice po bokach, które otwierały się do przestrzeni prezbiterium arkadami.

Dzisiejszy kościół jest dużo mniejszy, niż kiedyś. Jego korpus kończy się na wysokości pierwszego przęsła, brakuje również jednej (południowej) kaplicy bocznej. Swój obecny (dosyć eklektyczny) kształt przyjął po odbudowie po potopie szwedzkim. Najlepiej z całej świątyni zachowało się prezbiterium. Daje się tutaj rozpoznać mur z kostki kamiennej uzupełnianej ciosami, na ścianie wschodniej szczególnie dobrze widać podniesienie szczytów. Reszta kościoła nosi ślady różnych stylów - od gotyku po barok - i trudno doszukać się w nim elementów romańskich. Wewnątrz - to samo. Korpus kościoła tworzy dziwaczne połączenie gotyckich okien i barokowego wystroju. Jeśli dodamy do tego kontrast, jaki wnosi widok romańskiego prezbiterium - otrzymamy mieszankę wybuchową. Prezbiterium nie zachowało oryginalnego sklepienia, ponadto w arkady (w przypadku ściany południowej - ślepe arkady) między przestrzenią chóru a kaplicami wstawiono barokowe rzeźby, ale i tak sprawia niezwykłe wrażenie.

W prezbiterium znajduje się też odkryta, kamienna, romańska mensa ołtarzowa. Nietynkowane ściany i wyblakłe, średniowieczne malowidła tworzą niezwykły klimat tego miejsca.

Na wschodniej ścianie zamykającej prezbiterium, wokół romańskiego rozglifionego okienka wyraźnie widać ślady wcześniejszego, znacznie większego. Najprawdopodobniej przy przebudowie kościoła zdecydowano o zmniejszeniu tego okna, by podnieść walory obronne budynku.

W nawie znajduje się też XVII-wieczny obraz przedstawiający grajka klęczącego przed ukrzyżowanym Chrystusem, co wiąże się z miejscową legendą. Otóż w kościele tym znajdował się kiedyś krucyfiks, przysłany z Moraw pierwszemu chrześcijańskiemu księciu polskiemu (dzisiaj znajduje się on w Sirolo koło Loreto we Włoszech). Modlił się kiedyś do niego ubogi grajek i Chrystus spuścił mu z nogi trzewik z bogato zdobionej szaty, w którą ustrojony był krucyfiks.

Kościół Najświętszego Salwatora otoczony jest malowniczym cmentarzem, na którym znajdują się zabytkowe nagrobki.

Galeria: 

Kraków Salwator - relikty kościoła s. Norbertanek z XIII w.

Zwierzyniec to jedno z ulubionych miejsc spacerowych krakowian. Tam gdzie ulica św. Bronisławy zaczyna wspinać się w stronę Kopca Kościuszki, stoi romański kościół najśw. Salwatora. Zaś poniżej niego, u ujścia rzeczki Rudawy do Wisły, ulokował się klasztor sióstr Norbertanek - Panien Zwierzynieckich. Od ul. Kościuszki oglądamy jego północną ścianę - gdzie nawarstwiła się cała masa stylów i epok. Najstarsze jego fragmenty pamiętają czasy najazdu tatarskiego z 1241 roku.

W miejscu dzisiejszej świątyni stał murowany z cegły, jednonawowy kościół z prostokątnym, zamkniętym najprawdopodobniej prosto prezbiterium. Stanął tu zapewne w miejscu wcześniejszego, kamiennego kościoła - tutejsza okolica była jedną z najważniejszych osad podkrakowskich. Ceglany kościół konwentualny ufundował według Długosza komes Jaksa w 1162 roku.

Z romańskiej świątyni nie zostało wiele. Partie murów zachowały się aż do wysokości pierwotnego gzymsu. Ale podniesienie budowli, dobudowa wieży i XVII-wiecznych przybudówek oraz wbudowanie w zachodnią część nawy oratorium, zatarły zupełnie pierwotny kształt kościoła. Można się domyślać jego piękna po reliktach. Otóż na zewnątrz zachował się fragment fryzu z przecinających się arkadek. Pozwala on wyobrazić sobie pierwotną wysokość ścian. Pod nim partie ceglane, poprzebijane późniejszymi oknami i częściowo zakryte.

Prawdziwa niespodzianka czeka jednak w północnej kruchcie, przez którą wchodzi się do środka. Zachował się tu romański kamienny portal, którego ponad połowa wysokości znajduje się poniżej poziomu posadzki. Jego ościeża pozbawione są jednej pary kolumn i dwóch archiwolt. Jak donosi prof. Świechowski, pod podłogą kruchty zachowały się dolne partie kolumienek z bazami. Portal jest zapewne nieco nowszy od ceglanego kościoła. Powstał zapewne około 1250 roku (ma wczesnogotyckie głowice).

Drugi portal - prosty, wykończony ciosami piaskowca i obramowany cegłą - znajduje się w relikcie ściany od strony południowej, gdzie dziś jednak znajdują się krużganki klasztoru, objęte klauzurą. Nam wejść się nie udało, udało się za to Karolowi, który podzielił się z nami swoimi zdjęciami (zobacz w galerii poniżej). Dzięki!

W 1241 roku cały Zwierzyniec, wraz z klasztorem spalili Tatarzy. Z najazdem i złupieniem klasztoru wiążą się legendy. Otóż mniszki uciekające pod przywództwem swej ksieni, bł. Bronisławy, miały się schronić w pobliskiej kotlinie, wśród wapiennych skał u podnóża wzgórza Sowiniec (część Lasku Wolskiego). Ukryły się w małej kapliczce i tu osaczyli je najeźdźcy. Wówczas uklękły do modlitwy i... wraz z kapliczką zapadły się pod ziemię, unikając - jak to eufemistycznie ujmują kronikarze - pohańbienia. Miejsce to po dzień dzisiejszy nazywa się Panieńskimi Skałami. Ponoć człowiek bez grzechu, gdy przytknie oko do skalnej szczeliny, może zobaczyć uśpione mniszki.

Cóż, nam się nie udało. Za to zupełnie nieoczekiwanie obejrzeliśmy portal. Wiedzieliśmy, że tu jest, ale spodziewaliśmy się go od strony krużganków, gdy tymczasem czekał u wejścia, jak na dłoni.

Na Zwierzyniec warto wracać. Na przykład w Noc Świętojańską, gdy zrzucony przez Tatarów w nurt Wisły klasztorny dzwon, wynurza się raz do roku, z bardzo historycznym wydźwiękiem...

Galeria: 

Kruszwica - kolegiata św. Piotra i Pawła oraz Najświętszej Marii Pannyz XI w.

Kruszwica to miejscowość szeroko znana z legend, podań i historii. Ale nas Piast Kołodziej ani Popiel, którego zjadły myszy jakoś szczególnie nie interesuje (bo słynna Mysia Wieża jest przecież gotycka). Dla nas najważniejsza jest kolegiata.

Biskupstwo kruszwickie wymieniane jest w dokumentach już od XII wieku, z którego najpewniej pochodzi sama kolegiata. Co do pochodzenia kościoła wciąż trwają spory. Istnieją przesłanki wskazujące na benedyktyński charakter budowli (a więc - trzy portale, schodkowy kształt prezbiterium z licznymi apsydami, drewniany strop, odosobnienie od osady targowej), jednak archeolodzy nie odnaleźli do tej pory śladów zabudowań klasztornych. Układ przestrzenny kościoła jest jednak niekonsekwentny - możliwe, że zniszczenie Kruszwicy w 1096 roku zaburzyło plany związane z budową klasztoru.

Kolegiata zachowała w prawie idealnym stanie pierwotny swój kształt i dlatego jest dla nas taka ważna. Poszerzono tu nieznacznie okna oraz w XVI wieku dwie wieże zastąpiono jedną, ceglaną. To w sumie tyle - reszta jest romańska. Kościół ten miał w gruncie rzeczy szczęście - jako zaniedbany, poddany został restauracji, która przywróciła jego romański charakter.

Kościół ten zbudowany jest z piaskowca i granitu (detal architektoniczny wykonany jest z piaskowca - w granicie prawie nie sposób rzeźbić), na ciosach zachowały się liczne znaki kamieniarskie. Powtarza się tutaj szczególnie motyw krzyża, my wytropiliśmy na południowej ścianie znak w kształcie zamkniętej swastyki - prastarego symbolu solarnego (tzw. crux gammata). Swastyka, zwana "wirującym krzyżem", była dla chrześcijan znakiem chroniącym przed szatanem.

Nieposzerzone otwory okienne zachowały się w apsydach. Do kościoła prowadzą cztery portale - trzy południowe i jeden północny (najprostszy, zamurowany). Portale te są proste, łuk archiwolty podtrzymywany jest przez parę kolumienek o prostych kapitelach kostkowych. Dwa portale południowe mają gładkie tympanony, portal w południowym ramieniu transeptu zawiera płaskorzeźbę przedstawiającą krzyż równoramienny (ten motyw pojawia się również na głowicach kolumienek w innym portalu). Całość wygląda niezwykle dostojnie, szczególny jest widok od wschodu - natłok apsyd i apsydek robi niesamowite wrażenie. Jedynym dysonansem jest tutaj ceglana wieża.

Kolegiata w Kruszwicy to trójnawowa bazylika filarowa z transeptem, z wydzielonym prezbiterium zamkniętym apsydą. Do prezbiterium przylegają dwa pomieszczenie, również zamknięte apsydami. W ramionach transeptu również znajdują się nisze - apsydki, skierowane w stronę wschodnią. Na zachodniej ścianie znajduje się otwarta szeroką arkadą do wnętrza nawy empora. Całość przekryta jest stropem, jedynie przyziemia wież i północna zakrystia sklepione są krzyżowo-żebrowo.

Wystrój kościoła jest surowy, co zawdzięczamy reromanizacji. Z oryginalnego wyposażenia zachowały się chrzcielnica i kropielnica, a w apsydach transeptu odkryto ślady pierwotnych ołtarzy. Archeolodzy ponadto odkryli tu pozostałości płytek ceramicznych i witrażowego szkła, co świadczy o bogatym pierwotnym wystroju kościoła.

Kruszwica to jeden z najcenniejszych zabytków romańskich w Polsce i - jeden z najlepiej zachowanych. Surowe piękno kolegiaty w Kruszwicy robi piorunujące wrażenie podróży w czasie. Dla fanów architektury romańskiej - pozycja obowiązkowa.

Galeria: 

Lublin - Wieża zamkowa z XII w.

Im dalej na wschód, tym trudniej o zabytki romańskie. Wyjątek stanowi Lublin, gdzie znajdujemy trzynastowieczną wieżę obronno-mieszkalną, czyli donżon.

Kasztelania lubelska powstała w XII wieku i to na te czasy przypadają początki lubelskiego zamku, początkowo drewnianego. W pierwszej połowie XIII wieku zbudowano tu wieżę obronno-mieszkalną, która dziś wbudowana jest w ciąg dziewiętnastowiecznych zabudowań po dawnym więzieniu.

Wieża zbudowana jest na planie koła, dolne partie z łamanego kamienia, górne - z cegły. Całość wieńczy dziewiętnastowieczny krenlaż. Grubość muru wynosi aż 3,4 metra! W murze znajdują się na pierwszej kondygnacji niewielkie okna, a na drugiej zachowało się biforium. Zachował się również kamienny portalik. Wewnątrz znajduje się spiralna klatka schodowa.

Będąc w Lublinie warto odwiedzić zamkowe muzeum, gdzie obok romańskiej wieży znajdują się też inne cuda. Rzadko to robimy (a w zasadzie nie robimy) - ale w tym wypadku wydaje się nam, że warto. A mianowicie wypada nam tu polecić zabytek... gotycki. Chodzi o kaplicę zamkową, gdzie zachodnioeuropejski gotyk spotyka się z bizantyjskim Wschodem. Jest to bowiem jedno z tych miejsc (obok Sandomierza, Wiślicy i Krakowa), gdzie zachowały się fundowane przez Jagiełłę biznatyjsko-ruskie freski.

Galeria: 

Lwówek Śląski - fasada zachodnia kościoła p.w. Wniebowzięcia NMP z XIII w.

Dolny Śląsk, gdy chodzi o zabytki romańskie, to zupełnie odrębny rozdział. My naszą pierwszą wyprawę w ten region zaczęliśmy od Lwówka Śląskiego - zabytkowego miasta lokowanego w 1217 r. przez Henryka Brodatego. By tu trafić, jadąc autostradą A4 na zachód trzeba za Legnicą skręcić na Złotoryję. Oprócz fortyfikacji z dwiema basztami i gotyckiego ratusza znajdziemy tu kościół p.w. wniebowzięcia NMP. Jego korpus jest późnogotycki, ale ma on monumentalną, dwuwieżową romańską fasadę.

Zanim powstała romańska świątynia, znajdował się tu już w XIII w. Kościół drewniany. Henryk V Piast przekazał go rycerskiemu zakonowi joannitów. Drewniany kościół najpewniej spłonął i joannici ok. 1260-1270 r. ukończyli budowę kościoła murowanego, prawdopodobnie trójnawowej bazyliki. Jej pozostałością jest owa fasada. Z potężnego masywu dolnej partii wyrastają dwie wieże, kwadratowe w łączącej się z fasadą podstawie, ponad nią przechodzące w ośmiobok. Między nimi znajduje się pulpitowy dach. To zabytek dość późny i niekiedy pisze się o nim jako wczesnogotyckim, ale prof. Świechowski uspokaja: jednolity masyw dolnej partii, gdzie wieże i fasada zachodnia tworzą całość podzieloną jedynie lizenami, to zdecydowanie romańska cecha.

Kościół wzniesiono z ciosów szarego piaskowca, zaś ościeża portalu wykonano z piaskowca czerwonego. W wieżach zachowały się pierwotne przezrocza, już ostrołukowe. Była tu jeszcze rozeta, niestety zamurowano ją, zastępując późnogotyckim oknem. W XVI w. Rozebrano korpus, zastępując go późnogotyckim, zaś w XIX w. Podczas restauracji gotycką wimpergę nad portalem zastąpiono neogotycką. Szczęśliwie nie zniszczono samego portalu. Fakt, że fasada jest romańska, zaś sam portal - wczesnogotycki najlepiej świadczy o tym, że lwówecki kościół powstawał w czasach, gdy na ziemiach piastowskich następował już zmierzch romanizmu.

Lwówek jest miastem bardzo malowniczym i znakomitą bazą wypadową do zwiedzania tej części Dolnego Śląska. Choć amator romańszczyzny nie znajdzie tu może zbyt wiele, fasada parafialnego kościoła w zabytkowym otoczeniu robi wrażenie, którego nie warto przeoczyć.

Ten opis dedykujemy Asi i Tuszowi :)

Galeria: 

Miechów - relikty pierwszego kościoła Bożogrobców

Nieopodal Krakowa leży Miechów. Znajdujemy tutaj bazylikę zakonu bożogrobców, pod wezwaniem Grobu Bożego i św. Jakuba Młodszego. Kościół został ufundowany przez wielmożę Jaksę, który sprowadził tu bożogrobców w 1163. Świątynia miała bardzo burzliwą historię, była wielokrotnie przebudowywana (m.in. po pożarach) i z czasów romańskich niewiele tu zostało.

Swój dzisiejszy kształt bazylika Grobu Bożego zawdzięcza przebudowom dokonywanym od XIV do XVIII wieku. Kościół z zewnątrz wygląda dosyć ekscentrycznie i eklektycznie. Zwraca uwagę masywna wieża zwieńczona dziwacznym hełmem. Tutaj znajdujemy elementy wtórnie wmurowanego romańskiego fryzu arkadkowego.

Generalnie dominuje tu barok, a wnętrze utrzymane jest w różowej kolorystyce. Relikty romańskie znajdujemy w części zachodniej (z XII i XIII wieku) - jest to fragment romańskiej ściany z wnęką i zrekonstruowaną czterolistną rozetką (oculum). Poniżej znajduje się fragment fresku ze sceną ukrzyżowania.

W sumie to tyle... Niewiele. Miechów jest dosyć ciekawym miejscem - mamy tutaj interesujące przykłady kultu Grobu Bożego, ale jeśli chodzi o zabytki romańskie, to nie jest to nasz numer jeden.

Galeria: 

Mieronice - kościół św. Jakuba z poł. XIII w.

Pod Jędrzejowem, na północ od Miechowa i Wysocic koniecznie trzeba skręcić do Mieronic, gdzie odnajdujemy malowniczo położony kościół św. Jakuba, którego ceglane, prawie kwadratowe prezbiterium, to perełka późnego romanizmu. Nawę dobudowano w XV wieku, w miejsce poprzedniej, drewnianej. Wątek ceglanego muru w górnej partii ściany to typowy dla budowli romańskich tzw. wątek wendyjski (na przemian dwie cegły ułożone podłużnie, tzw. wozówki, i jedna poprzecznie, tzw. główka). W dolnej partii są to na przemian trzy wozówki i główka). Pod okapem dachu zachowały się pięknie fryzy: z przecinających się arkadek na wschodniej ścianie prezbiterium oraz fryz z cegieł ułożonych ukośnie - na ścianie południowej.

Od południa przepruto powiększone okna, oryginalne trójlistne ościeża okienne zachowały się w ścianie północnej. Od zewnątrz zasłania je dobudowana tam zakrystia.

Wnętrze trzeba zobaczyć koniecznie, chociaż nam się nie udało. W stanie pierwotnym przetrwało tam sklepienie prezbiterium i jego wsporniki z dekoracją roślinną. Na ścianach jest przepiękna, czarno-żółto-czerwona polichromia odsłonięta w 1939 r, przedstawiająca sceny ze Starego i Nowego Testamentu.

Galeria: 

Mokrsko Dolne - kościół Wniebowzięcia NMP z pocz. XIII w.

Do Mokrska Dolnego koniecznie trzeba wpaść w drodze na Ponidzie lub do pobliskiego Jędrzejowa. Znajdziemy tu kościół p.w. Wniebowzięcia NMP, którego dzisiejsze prezbiterium stanowiło romańską jednonawową świątynię z małym, prosto zamkniętym chórem, w typie, jaki znamy z Dziekanowic. Wzniesiono ją z ciosów piaskowca w technice opus emplectum. W XVII w. wyburzono zachodnią ścianę, dobudowując barokową nawę oraz zakrystię od północy. Podniesiony został też wschodni szczyt nawy. Zachowało się oryginalne rozglifione obustronnie okienko dawnego prezbiterium, w szczytowej ścianie wschodniej, oraz drugie, w północnej ścianie nawy, zwieńczone łukiem ostrym (zabudowane zakrystią). Ostry łuk budzi skojarzenie z architekturą cysterską, której ośrodek znajdował się w pobliskim Jędrzejowie. Na zewnątrz zachowały się lizeny w narożnikach oraz umieszczony nisko uskok ciekawie artykułujący zwłaszcza ścianę wschodnią prezbiterium. Pod okapem dachu zachował się bardzo ładny gzyms, tzw. konsolkowy

Nie dane nam było wejść do środka. A żal, bo wewnątrz można obejrzeć dwie narożne kolumienki, wsporniki dawnego ceglanego sklepienia krzyżowo-żebrowego, na których głowicach zachowała się polichromia. Polichromowane są też ściany prezbiterium.

Jednak i na zewnątrz znaleźliśmy sporo ciekawych drobiazgów - chodzi o wielką ilość gmerków na piaskowcowych ciosach (Pondzie - z Zagością, Imielnem i Mokrskiem - wyrasta tym samym na istne zagłębie gmerkowe!). Znajdujemy tu motyw krzyża zdwojonego oraz wiele wariantów krzyża łacińskiego i równoramiennego (na ścianie południowej) oraz strzałek (na ścianie północnej).

Mokrsko, podróżując w okolicach Jędrzejowa, warto odwiedzić, to kolejny istotny punkt na mapie ponidziańskich zabytków romańskich.

Galeria: 

Opatów - kolegiata św. Marcina, XII w.

Ziemia Sandomierska obfituje w zabytki romańskie. W położonym niedaleko Sandomierza Opatowie znajdujemy kolegiatę św. Marcina - monumentalny kościół, którego historia kryje wiele tajemnic.

Fragmenty budowli pochodzą z XII wieku, a kwestia jego fundacji jest niepewna (pojawiają się nawet baśniowe hipotezy wiążące powstanie kościoła z Templariuszami), najprawdopodobniej jednak mamy do czynienia z fundacją któregoś z książąt sandomierskich - Kazimierza Sprawiedliwego lub Henryka Sandomierskiego.

Kolegiata św. Marcina jest budowlą monumentalną, nie tylko jak na czasy w których powstawała. Jest to dwuwieżowa, trójnawowa bazylika z transeptem. Bardzo dobrze zachowana bryła kościoła (choć przez wieki obrosła dobudówkami) doskonale ilustruje schemat romańskiej bazyliki z transeptem. Chór zamknięty jest prostą ścianą, a na wschodnich ścianach transeptu znajdujemy niewielkie apsydki.

Fasada kościoła z zachodnim portalem (który pierwotnie był bardziej rozbudowany, ale jego boczne odgałęzienia zostały zamurowane już w średniowieczu) zachowała prawie w całości swój romański charakter. Jedynie umieszczone nad portalem okno zostało późnej znacznie powiększone. Wysilając wzrok (lepiej posłużyć się zoomem w aparacie fotograficznym) można doszukać się tutaj fryzu o motywach roślinnych i zwierzęcych. Wieże kościoła mieszczą trzy poziomy biforiów i zwieńczone są barokowymi hełmami.

W XVI wieku transept i prezbiterium zyskały gotyckie szczyty, podniesiono mury i przebito okna, jednak bryła budowli zachowała swój oryginalny charakter. Wewnątrz kolegiaty św. Marcina w Opatowie znajdziemy barokowe iluzjonistyczne polichromie utrzymane są w kolorystyce błękitno - różowej. Całość przekryta jest późnogotyckim sklepieniem sieciowym i żaglastym z lunetami. We wnętrzu najcenniejsze są - piętnastowieczne, późnogotyckie malowidło przedstawiające scenę ukrzyżowania oraz renesansowy nagrobek kasztelana i starosty krakowskiego Krzysztofa Szydłowieckiego - tzw. Lament Opatowski.

Polecamy zwiedzanie kolegiaty z zewnątrz, gdyż bryła pozostała prawie nienaruszona, można tu również pofantazjować na tematy spiskowe, biorąc pod uwagę wszystkie tajemnice kościoła.

Galeria: 

Pakosławice, kościół pod wezwaniem św. Piotra i Pawła z XIII w

Do Pakosławic trafiamy jadąc od Nysy na północ drogą 46. Zaś z autostrady A4 najlepiej skręcić w drogę 46 na Niemodlin, minąć to miasto i jechać na Nysę - miejscowość odnajdziemy tam, gdzie droga spotka się z drogą 401. Nieopodal szosy znajdujemy tu kościółek pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła. Choć jego mury są ewidentnie romańskie, to niestety zatynkowane. Bryła zachowała romański kształt i układ prostego, jednonawowego założenia z apsydą, jednak dzisiaj nie sprawia bardzo romańskiego wrażenia. Dookoła narosły liczne przebudówki, całość jest otynkowana, zarówno na zewnątrz, jak i w środku.

Od zachodu do kościoła prowadzi zachowany częściowo portal, prosty, o ostrołukowym już wykroju, z niezachowaną archiwoltą wspartą na parze kolumienek o nietypowych, bo talerzowych głowicach zdobionych wałkiem. Wyglądają raczej jak poduszki niż jak kapitele, do których przyzwyczaił nas romanizm.

Wewnątrz zachowało się krzyżowo-żebrowe sklepienie prezbiterium i koncha apsydy. Żebra sklepienne prezbiterium wsparte są na rzeźbionych wspornikach, co do których profesor Świechowski podejrzewa, że mogą być reliktami kolumienek.

W sumie to niewiele tu materiału dla romańskich eksploracji, zabytek raczej nie dla początkujących. Ale kręcąc się po Dolnym Śląsku warto wpaść i tutaj. Chociażby dla nietypowych kolumienek z portalu. A obok kościoła znajdziemy XIV/XVI-wieczny kamienny krzyż pokutny, jeden z tych, które na Śląsku stawiali grzesznicy winni morderstwa. Jest zmurszały, do połowy ginie w ziemi i robi niezwykłe wrażenie obcowania z mroczną historią.

Galeria: 

Prandocin - kościół św. Jana Chrzciciela, XII w.

Okolice Krakowa obfitują w zabytki romańskie. Na szlaku jednej z naszych okołokrakowskich wycieczek romańskich znalazł się Prandocin, w nim kościół św. Jana Chrzciciela.

Kościół ten ufundował najprawdopodobniej około połowy XII wieku komes Prandota pochodzący z rodu Odrowążów. Najpoważniejsze zmiany w kształcie budowli pozostawił tutaj po sobie gotyk - rozebrano wtedy apsydę wschodnią stawiając w tym miejscu większe, ceglane, gotyckie prezbiterium. Z tego okresu pochodzą też zachowane fragmentarycznie freski na wschodniej ścianie chóru. Następnie w epoce baroku przebito okna (co dzięki znakomitej pracy konserwatorów daje się bez trudu zauważyć), dobudowano kruchtę i zakrystię oraz zafundowano kościołowi barokowy ołtarz. A przecież i tak barok obszedł się z tym miejscem dosyć łaskawie.

Kościół św. Jana Chrzciciela zbudowano z jasnych ciosów piaskowca, od których kolorystycznie odcina się ceglane prezbiterium. Świątynia ta stanowi unikalny przykład założenia o dwóch apsydach, od północnej i południowej strony (podobny, a nawet zadziwiająco bardzo podobny kształt miał pierwszy kościół w Jędrzejowie. Można spekulować, że tutejsza fundacja powstawała pod wpływem szkoły tamtejszego opactwa cystersów). Do dziś zachowała się tylko apsyda zachodnia, na której zbudowano wieżę, zaś pozostałości apsydy wschodniej ukryte są pod posadzką gotyckiego prezbiterium.

Niezwykle ciekawe pozostałości apsydy wschodniej można zauważyć w ścianach obecnego, prostokątnego prezbiterium. Dolne partie muru zostały tu zbudowane z ciosów rozebranej apsydy - część z nich ma lekko zaokrąglony profil, zwracają uwagę ciekawe "otwory" - koliste zagłębienia w murze. Domyślamy się, że powstały z użycia złożonych ze sobą elementów fryzu arkadkowego. W ścianie prezbiterium znajdujemy również wmurowany zegar słoneczny i dwa ciosy z wyrytymi okręgami, średnicą odpowiadające elementom fryzu - czyżby niedokończone dekoracje rzeźbiarskie? A może po prostu koła te stanowiły dla kamieniarza szablon, według którego odmierzał promień elementów fryzu arkadkowego? Zgadujemy tylko.

Nietypowa organizacja przestrzeni oraz maestria detalu architektonicznego świadczą o bogactwie fundacji. Historycy sztuki dopatrują się tutaj analogii ze szkołą nadreńską (i katedrą w Spirze) oraz włoską. W Polsce pokrewne cechy detalu architektonicznego odnaleźć można w znanej nam kolegiacie w Opatowie oraz w Tumie pod Łęczycą i krypcie katedry wrocławskiej.

Od strony zachodniej, nad zachowaną do dziś apsydą zachodnią stoi ośmioboczna, obniżona i przykryta barokowym hełmem wieża. Do wieży dobudowano barokową kruchtę, przez którą dziś wchodzi się do kościoła. Pierwotny (a dzisiaj zamurowany), bogato zdobiony ornamentem plecionkowym i polichromowany (istnieją resztki tych polichromii w kolorach czerwonym, niebieskim i zielonym) uskokowy portal z gładkim tympanonem znajdował się na ścianie południowej. Znowu znakomita praca konserwatorów - portal został przepięknie wyeksponowany.

Ściany zewnętrzne kościoła były bogato dekorowane - zachowały się tutaj lizeny, półkolumienki na apsydzie zachodniej, i fryz arkadkowy. Małe, pierwotnie pewnie rozglifione okienka przebito w okresie baroku, jednak na ścianie południowej zachował się ślad obramienia okiennego z dekoracją plecionkową.

Nie udało się nam wejść do środka, musieliśmy niestety zadowolić się rzutem oka za kratę. Kościół św. Jana Chrzciciela jest budowlą jednonawową, krytą stropem. Pierwotnie nad apsydą zachodnią znajdowała się empora, po której zostały bazy skutych półkolumienek podtrzymujących emporę z boku oraz kolumna centralna, dziś przeniesiona na cmentarz. Pełni tu rolę podstawy pod krzyż.

Galeria: 

Ptkanów - kościół św. Idziego Opata, relikty z XII w.

Do zagubionego wśród świętokrzyskich pól Ptkanowa niełatwo trafić. W Opatowie należy odbić w ulicę Lipowską w kierunku Ćmielowa i minąwszy wieś Lipowa wypatrywać tabliczki bądź kościoła.

Chociaż w Ptkanowie niewiele (a nawet bardzo mało) przetrwało z czasów romańskich do dzisiaj, warto tu przyjechać, bo miejsce to niezwykle urokliwe. Położony na wzgórzu, obronny, gotycki kościółek stoi na pozostałościach starszego brata z XII wieku. Wikipedia podaje, że ufundował go Piotr Włostowic, chociaż możliwe, że w sprawę zamieszani byli templariusze, co dodaje całości pikanterii.

Co zatem poszukiwacze romańskich reliktów znaleźli w ukrytym gdzieś wśród pól, maleńkim kościółku z wielką historią w tle? Wtórnie użyte fragment dekoracji roślinnej, fragment płaskorzeźby przedstawiającej dwa odwrócone do siebie ogonami skrzydlate zwierzęta (ogony - w przeciwieństwie do głów - zachowały się bardzo dobrze) i dwie główki. Tyle.

Mało? Może. Ale każdy, nawet najmniejszy romański zadek jest dla nas cenny. Może nie rekomendujemy tego zabytku jako obowiązkowego ani nawet uzupełniającego dla poszukiwaczy romańskich wrażeń, ale nie żałujemy, że tu trafiliśmy!

Po publikacji naszej krótkiej notki na temat Ptkanowa na forum Albumu rozgorzała dyskusja. Romańskie? Nieromańskie? Niewzmiankowane w literaturze, wątpliwe... Zapytaliśmy naszych użytkowników, co sądzą o Ptkanowie, oto ich odpowiedzi:

Artur Różański (niezweryfikowany), 15/11/2010 - 22:57:

Drodzy Romanofile:)
"Wiejskie" kościoły doby średniowiecza maja to do siebie, że umieszczanie ich w którejś z szufladek "romańska", "gotycka", "późnoromańska", "wczesnogotycka", pozbawione jest większego sensu. Doskonałym przykładem takiego podejścia jest znakomite skądinąd kilkutomowe dzieło Witolda Krassowskiego "Dzieje budownictwa i architektury na ziemiach polskich" w którym to ani razu nie pada określenie stylu. Niejednokrotnie sam używałem określenia bezstylowe, co niektórych historyków sztuki wprawia stan niekontrolowanej agresji:)
Wrócę jednak do meritum sprawy. Kościół ten zostaje wymieniony przez J. Długosza jako jeden z tych, który został wzniesiony jako votum dziękczynne związane z narodzinami Bolesława Krzywoustego (wezwanie św. Idziego) w innym miejscu Długosz podaje iż fundatorem jest Piotr Włostowic, stad data 1140. Kamienie z ta datą pojawiają się przynajmniej na kilku znanych mi obiektach wspominanych również przez polskiego dziejopisa. Co do samego obiektu: obiekt znany mi jest niestety tylko "literaturowo" więc muszę polegać na zamieszczonych na jednej z moich ulubionych stron:)www.albumromanski.pl :). kwestię kościoła drewnianego zaliczyłbym to tych fantastycznych, legendarnych początków i na tym bym poprzestał. Pójdźmy więc krok dalej, pozostając w klasycznym określaniu stylów to z pewnością sam kościół można by zaliczyć do tych "gotyckich" z elementami kamieniarki niepochodzącej ze stojącego do dziś kościoła. Przypatrując się motywom dekoracyjnym z pewnością można je porownac z kilkoma podobnymi datowanymi na XII wiek a występującymi na terenach ziem polskich. Poza samymi dekoracjami zwrocie należy również uwagę na opracowanie kamienia widoczne na fot. 4 i fot. 24, tzw. w jodełkę charakterystyczne jednak do okresu romańskiego. Jakie są zatem konkluzje:
-wstępnie dałbym wiarę K. Maleczynskiemu, J. Doboszowi i kilku jeszcze badaczom okresu wczesnego średniowiecza, iż początki kościoła w Ptkanowie sięgają XII wieku czego dowodem sa materialne pozostałości wtórnie wmurowane w obiekt późniejszy.
-tylko badania archeologiczne są w stanie rozwiązać większość wspomnianych tu zagadnień.

k. (niezweryfikowany), 18/11/2010 - 10:39:

Ale te konkluzje przedmówcy to są podparte jakąś literaturą (chodzi mi o konkretne pozycje), czy to tylko subiketywne spostrzezenia. O ile cios z rytem jest rzeczywiście zastanawiajacy, to warto zwrócić uwagę, że elementy dekoracji wmurowano nie w kościól, a w dzwonnicę z XVI wieku, nie wiadomo zresztą nawet czy nie zrobiono tego wtórnie w wiekach późniejszych, kościół parę razy się palił i był odbudowywany. Powstaje więc kolejne oprócz podstawowego (romańskie czy nie) pytanie, z jakiej budowli pochodzą te elementy. Piszesz o analogiach - jakich konkretnie? To był mały (jesli w ogóle był), wiejski kościółek wzniesony mniej więcej w tym samym okresie co kolegiata w Opatowie i tu moim zdaniem nalezałoby szukac analogi - ale tu ich nie ma. Nadto kosciól gotycki w chwili wznoszenia murów obronnych juz istniał i miał się dobrze, jaki więc sens miało wmurowywanie elementów z przyjmimy romańskiego kościoła w Ptkanowie w bądź co bądź ogrodzenie.
Z drugiej strony jednak nie dysponujemy żadnym dowodwem potwierdzjącym XVI-wieczną metrykę tych detali.

Artur Różański (niezweryfikowany), 19/11/2010 - 12:56:

Już spiesze z odpowiedzią Szanownemu Koledze (kimkolwiek jest:))
Obawaiam się, że nie odpowiem w pełni na postawione przez Szanownego przedmówce problemy, zreszta nie jest to moim celem. Wskazanie dokladnych analogii, mówię o rzeźbie,w Polsce jest zadaniem niewykonalnym głownie ze wzgledu na znikoma ilośc tego typu obiektów z terenu naszych ziem w związku z czym opieram się glownie na znajomosci materiału, stylu ale też subiektywnych spostrzezeniach co w tej dziedzinie czasami jest tylko jedynym "źródłem". Również próba porównywania kolegiaty opatowskiej z tym obiektem, no delikatnie mówiąc jest nieuzasadniona. Nieporównuje się rzeczy nieporównywalnych. Co do kwestii wmurowań, przemurowań i itp. Dlaczego Kolega zakłada, że wtórne uzycie musiało nastąpić na poziomie obiek-obiekt a nie obiekt -gruzowisko-obiekt? Dla mnie jedno i drugie rozwiązanie jest równouprawnione.
Pozdrawiam Artur R.

Michał, 19/11/2010 - 16:03:

- moja skromna intuicja szła by dokładnie w tę stronę. Budowa murów wymaga kopania fundamentów, a podczas kopania znajduje się rozmaite pozostałości które, jeśli są niebrzydkie, można włączyć w nowo budowany mur :) W dodatku mówimy o czasach i miejscu, gdzie budulca się nie marnowało i recykling był praktyką raczej powszechną: podobnych czy wręcz analogicznych sytuacji jest sporo - wiele przykładów rzeźby romańskiej ocalało dlatego, że ktoś kiedyś użył starego kawałka gruzu do np. wybrukowania ulicy (vide Wrocław-Ołbin).

Galeria: 

Rokitnica - kościół p.w. św. Bartłomieja z XIII w.

Tuż obok Złotoryi trafiamy do niewielkiej wioski w dolinie Kaczawy. Jest tu kościółek pochodzący z połowy XIII wieku, ufundowany przez św. Jadwigę Śląską, która - jak notują kroniki - była tu w 1243 roku.

Zbudowano go z kamienia łamanego (opus incertum). Jest to jednonawowa świątynia z prezbiterium zamkniętym pękatą apsydą. Forma typowa dla kościółków romańskich, choć w niektórych źródłach przeczytamy, że jest wczesnogotycki - jest w tym godny lepszej sprawy upór, żeby klasyfikować kościoły do gotyku lub romanizmu wg siekierkowego podziału XIII wieku na pół. Rokitnicki kościółek, jak świątynie Lwówka Śląskiego i Złotoryi, pochodzi z czasów, kiedy jedna epoka płynnie przechodziła w drugą.

Dlatego w apsydzie znajdziemy już ostrołukowe, choć przysadziste rozglifione okienka. Szczęśliwie apsydy, w odróżnieniu od pozostałych partii, nie pokrywa tynk. Pierwotną bryłę zaburzają dobudówki - wieża, zakrystia i dwie kruchty z XVI i XVIII w. Ostrołukowe rozglifione okienka zachowały się także w ścianie prezbiterium, nad dachem północnej dobudówki.

Prezbiterium sklepione jest krzyżowo bez żeber, oryginalne jest też sklepienie apsydy. Sam kościółek nie jest może perłą na romańskim szlaku, ale będąc w Złotoryi nie sposób go pominąć. Trudno tylko trafić - żeby nie wspinać się na wzgórze piechotą trzeba skręcić z głównej drogi w prawo (drogowskaz na szkołę), a najlepiej zapytać miejscowych.

Galeria: 

Sandomierz - kościół św. Jakuba z XIII w.

Wszystkie drogi prowadzą do Sandomierza - zwłaszcza te z Krakowa. W całym Krakowie drogowskazy wyprowadzające na Sandomierz są dosłownie wszędzie, choć to w sumie niewielkie miasteczko, liczące około 25 tysięcy mieszkańców.

Miasteczko to niewielkie, ale niezwykle ciekawe i doświadczone przez historię. Nie będziemy tutaj rozwodzić się nad historią Sandomierza , ale warto wspomnieć, że w średniowieczu było to jedno z najważniejszych miast ówczesnej Polski - sedes regni principales.

Tutaj też w 1226 biskup krakowski Iwo Odrowąż sprowadził dominikanów (był to drugi po krakowskim konwent dominikanów w Polsce). Dominikanie jednak nie mieli szczęścia - w 1259 roku najazd tatarski zniszczył Sandomierz, a zakonnicy zostali wymordowani. Od tej pory czci się ich jako sandomierskich męczenników. Konwent ostatecznie został skasowany w 1864 roku. Do Sandomierza dominikanie wrócili w 2001 roku.

Kościół zachował prawie w niezmienionym stanie swój romański kształt, choć dobudowano tu gotycką dzwonnicę (kryjącą jedne z najstarszych dzwonów w Polsce) i kilka różniących się stylem kaplic (kaplica św. Męczenników, kaplica św. Jacka, kaplica św. Walentego). Kościół św. Jakuba jest budowlą ceglaną, budowaną w układzie wendyjskim, z bogatą dekoracją z glazurowanej cegły. Fryzy plecionkowe, obramienia okien i sam przepiękny i jedyny w swoim rodzaju uskokowy, dwudzielny portal, dekorowane są glazurowaną cegłą o ornamentach roślinnych, geometrycznych i plecionkowych.

Kościół jest bazyliką, krytą stropem, przy czym zachodnia arkada (bo kościół nie jest orientowany tak, jak powinien, a to z powodu niestabilnego podłoża i umiejscowienia na wzgórzu) jest wyższa - w trakcie budowy kościoła technika posunęła się do przodu i takie rozwiązanie stało się możliwe. Arkady kościoła są ostrołukowe, co zapowiada już nadchodzący gotyk. Zachowały się wszystkie rozglifione i pięknie wykończone glazurą okienka, zarówno w nawie głównej, jak i w nawach bocznych.

Wydłużone, prosto zamknięte prezbiterium (też zdradzające już elementy stylu przejściowego - jak na przykład długie, wertykalne okna) kryte jest barokowym sklepieniem. Na ścianie północnej (która w każdym innym kościele byłaby ścianą zachodnią), nad chórem muzycznym znajdujemy za to trójlistnie wykończone, wąskie, witrażowe okienka. W nawie głównej i w nawach bocznych można oglądać drewnianą konstrukcję stropu.

Kaplice boczne nie zaburzają pięknie zachowanego romańskiego układu przestrzennego budowli. Kościół św. Jakuba był w XIX wieku reromanizowany, całe szczęście bez wpadek. Dzięki temu zabiegowi wnętrze kościoła jest surowe i czyste. Prościutki ołtarz, na południowej (wschodniej) ścianie prosty krucyfiks, drewniane ławki i żeliwne żyrandole. Jedyny barokowy ołtarzyk boczny ukryty dyskretnie za kotarą przy wejściu.

Od surowego wnętrza odróżnia się otynkowana i pomalowana na biało, kryta kopułą kaplica Męczenników Sandomierskich. Osobliwością tego miejsca jest gotycka płyta nagrobna księżnej Adelajdy z błędną datą śmierci (kamieniarz pomylił się o 80 lat). Inna średniowieczna płyta nagrobna (z herbem nałęcz) wmurowana jest w ścianę obok kaplicy św. Jacka. Jednak najciekawsza płyta nagrobna to ta wmurowana w podstawę filaru najbliższego tej właśnie kaplicy. Tu pod szybą znajdujemy płytę nagrobną z mieczem (podobne płyty znaleźć można w Wąchocku) - znak, że gdzieś tutaj leży Krzyżowiec - kto wie, może towarzysz Henryka Sandomierskiego, jedynego z polskich władców, który wziął udział w krucjacie?

Z zabudowań klasztornych przetrwało tylko jedno skrzydło, przylegające do prezbiterium. Dzisiaj - jak przed wiekami mieszkają tu zakonnicy, dlatego nie udało nam się tam dostać. Od strony sadu można oglądać zamurowane rozglifione okno.

Kościół św. Jakuba jest niezwykle malowniczo położony - na wzgórzu, z widokiem na rzekę, zamek i dachy kamieniczek na rynku, otoczony owocowym sadem, starymi drzewami (lipy miał tu sadzić sam św. Jacek).

Duże brawa dla sandomierskich dominikanów za podejście do turystów. Kościół jest stale otwarty, a w sezonie zawsze w środku spotkać można brata lub ojca, który chętnie opowie historię tego niezwykłego miejsca, oprowadzi - za dobre słowo, przysłowiowe "Bóg zapłać".

Sandomierz to pozycja obowiązkowa na liście każdego zapalonego turysty-krajoznawcy. A kościół świętego Jakuba to absolutna "perełka w perełce". Nam "Jakub" jest bardzo bliski także dlatego, że 12 sierpnia 2006 r. o 17.00 w tym niezwykłym, romańskim wnętrzu, wzięliśmy ślub :)

Galeria: 

Siewierz - kościół Jana Chrzciciela z przełomu XI/XII w.

Gdy z autostrady Kraków-Katowice zjedzie się na Łódź, 15 km na północ od Dąbrowy Górniczej, w zasadzie w szczerym polu i bez dojazdu z drogi, na niewielkim cmentarzu stoi prawdziwe cudo - kościół św. Jana Chrzciciela w Siewierzu.

Początki tego niezwykłego kościółka toną w mrokach historii - nic nie wiemy jego o fundatorach. Najprawdopodobniej pochodzi on z przełomu XI i XII wieku.

Jest to idealny przykład kościółka w typie, który zwykliśmy pieszczotliwie nazywać "klocek". To murowana z masywnych ciosów, malutka, jednonawowa budowla zamknięta apsydą. Co najważniejsze - kościółek w Siewierzu przetrwał do naszych czasów praktycznie nienaruszony. Zachowały się idealnie cztery rozglifione okienka - jedno w ścianie północnej, jedno w apsydzie i dwa w ścianie południowej. W ścianie zachodniej zachował się prościutki, uskokowy portal o gładkim tympanonie.

Nie udało się nam wejść do środka - kościół jest od dawna nieużywany, służy dziś Siewierzowi za kaplicę cmentarną. Jednak profesor Świechowski donosi, że we wnętrzu zachowało się sklepienie apsydy, ślady zachodniej empory i ślady malowideł na ścianach apsydy. Pierwotnie kościół przekryty był stropem, dziś sklepiony jest kolebkowo (cóż, błędy przy rekonstrukcji).

Ciężko jest trafić do tego miejsca - szczególnie szukając dojazdu - informujemy, że najłatwiej tam wjechać przez stację benzynową. Ale warto - gdyż tak pięknie zachowanych zabytków romańskich jest w Polsce niewiele.

Galeria: 

Skalbmierz - kościół św. Jana Chrzciciela, relikty z XII w.

Żeby trafić do Skalbmierza trzeba z Krakowa wyruszyć w stronę Proszowic i Kazimierzy Wielkiej. To niewielkie i senne miasteczko, z którego pochodził kanonik wawelski Stanisław (zm. 1431), pierwszy rektor odnowionej w 1400 roku Akademii Krakowskiej. Ale przede wszystkim zachowały się tu relikty dawnego, pochodzącego z XII w. kolegiackiego kościoła p.w. św. Jana Chrzciciela.

Skalbmierska świątynia była kościołem jednonawowym, zamkniętym niezachowaną do dziś apsydą (w jej miejscu widnieje dziś trapezowe zamknięcie gotyckie z przyporami) i dwiema czworobocznymi wieżami od strony zachodniej. Kościół miał pokaźne rozmiary, wieże mierzyły przeszło 20 metrów wysokości. W połowie XV wieku dobudowano doń od strony zachodniej duży gotycki korpus nawowy, przez co romańska nawa stała się prezbiterium, zaś wieże znalazły się w połowie długości świątyni, zamykając od wschodu nowe nawy boczne. Do dziś zachowały się wykonane w technice opus emplectum mury prezbiterium ze śladami rozglifionych okien oraz praktycznie całe wieże, w których jednak zamurowano biforia, przepruto ostrołukowe okna i, rzecz jasna, zmieniono im hełmy. Przebito też arkadę otwierającą przyziemie wieży południowej na południową nawę boczną.

Skalbmierski kościół to wprawdzie romańszczyzna dla zaawansowanych, ale nie można go przegapić w drodze na Ponidzie - starą ziemię między małopolską a Sandomierszczyzną, która jest obowiązkowym punktem wypraw dla pasjonatów architektury romańskiej.

Galeria: 

Sobótka, relikty kaplicy kanoników regularnych oraz romańskie lwy z XII/XIII w.

Sobótka to jedno z bardziej intrygujących miejsc, do jakich trafiliśmy podczas romańskiego rajdu przez Dolny Śląsk. Położona u stóp Ślęży, sanktuarium pogańskich bogów, kryje wiele tajemnic. Z drogi numer 35 Wrocław-Świdnica nie sposób Ślęży nie zauważyć. Majestatyczna, "łysa" góra, o której wierzono, że zamieszkują ją złe moce, odwiedzają czarownice i podczas sabatów całują Szatana w tyłek, spowijają burzowe, czarne chmury. Staramy się zdążyć przed deszczem. W miejscowości Tworzyjanów odbijamy na południowy wschód i trafiamy do Sobótki (nazwa też zresztą znacząca).

Na głównym placu miasta, przed kościołem pod wezwaniem św. Jakuba (pod którego fundamentami odkryto również romańskie fundamenty wcześniejszego kościoła) znajdujemy ciekawe pozostałości warsztatu kamieniarskiego, jaki działał w XII wieku na Ślęży - a mianowicie prawie całkowicie zniszczonego, romańskiego lwa. Takich lwów w okolicy jest więcej - na pobliskiej Górce, czy w niedalekim kościele w Starym Zamku. Być może były to "odrzuty" z produkcji, sztuki wybrakowane, z tzw. promocji. Przed kościołem znajdujemy również inną rzeźbę, o kształtach już zatartych, chociaż fallicznych, jak mówi tablica informacyjna, dużo starszą od romańskich lwów. Czyżby milczący świadek pogańskich pradziejów?

Ale to jeszcze nie koniec zaskoczeń w Sobótce. W kierunku Ślęży ruszamy w dalszą drogę na tzw. Górkę. Tutaj czeka nas chyba najbardziej konfundujący zabytek romański, z jakim w Polsce mieliśmy do czynienia. W lesie u stóp Ślęży, stoi bowiem dziwaczny, eklektyczny pałacyk, w którego narożniku odnajdujemy... romański mur, pozostałość po kościółku-kaplicy prepozytury kanoników regularnych ze Ślęży.

Ciekawe, że kanonicy regularni od wieków zamieszkują też inną słynną łysą górę - świętokrzyski Święty Krzyż. Widocznie zakon ten ma jakiś specjalny charyzmat pozwalający radzić sobie z czarownicami, sabatami i złośliwym prasłowiańskim dziedzictwem.

Romański narożnik, z zachowanymi śladami rozglifionych okienek, sprawia kuriozalne wrażenie, przyklejony do całkiem sporego pałacu. Można spróbować zrekonstruować sobie, jak wyglądał - malutki, z prosto zamkniętym prezbiterium, zanim wojny husyckie oraz przebudowa do celów mieszkalnych na zawsze zatarły jego kształt. Bramę pałacyku zdobią tutaj również taśmowej produkcji romańskie lwy o uśmiechniętych od ucha do ucha pyskach.

Opuszczamy Sobótkę w poczuciu dziwności życia. W oddali, nad Ślężą szaleje burza. Czyżby zemsta pogańskich bogów?

Galeria: 

Stara Zagość - dawny kościół Joannitów św. Jana Chrzciciela z 2 poł. XII w.

Na północ od Wiślicy, na malowniczym i obfitującym w romańskie atrakcje Ponidziu, odnajdujemy wśród pól i łąk Starą Zagość. Dotrzeć tu, zwłaszcza po zimie, to wyzwanie dla resorów samochodu, ale po wyprawie do Grzegorzowic nic nam już niestraszne.

Joannici, czyli Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników św. Jana z Jerozolimy, z Rodos i z Malty zwany też Zakonem Maltańskim to najstarszy z zakonów rycerskich, protoplasta europejskiego szpitalnictwa, a powstał jeszcze przed I krucjatą, wokół włoskiego szpitala św. Jana Chrzciciela (stąd nazwa zakonu i wezwanie kościoła w Zagości). Na ziemie polskie sprowadził ich przed 1166 r. książę Henryk Sandomierski, nadając im Zagość z przyległościami. Powstał tu niezachowany do dziś, nawet w reliktach, szpital, a bracia szpitalnicy urzędowali w Zagości do początków XIV w. Ok. 1317 r. biskup kujawski Gerward doznał nieprzyjemności ze strony joannitów z komandorii w Lubieszewa, którym, za najechanie ziem hierarchy, nakazano w procesie oddać jako zadośćuczynenie kilka majątków, w tym samą Zagość.

Zagojska świątynia była pierwotnie jednonawowa z prosto zamkniętym prezbiterium. Nawa przekryta była stropem, prezbiterium - sklepieniem krzyżowym. Na przełomie XIV i XIV w. powiększono kościół, dobudowując część nawy, którego to przekształcenia dopełniono z początkiem XX w. Przy pierwszej rozbudowie rozebrano ścianę zachodnią. To o tyle ważne, że być może znajdowała się przy niej wieża - na przeniesionym dziś do lapidarium w Wiślicy ciosie z wizerunkiem fundacyjnym kościoła, jego kształt został wyryty właśnie z wieżą od zachodu.

Jednak to, co najbardziej niezwykłe w tej pierwszej polskiej świątyni braci Szpitalników, to dekoracja rzeźbiarska. Po pierwsze, sposób, w jaki zdobiony była od zewnątrz elewacja korpusu nawowego, nie znajduje w Polsce analogii. W połowie wysokości ściany znajdował się gzyms (widoczny do dziś) wydzielający dolną i górną część ściany. Dolna zaczynała się u spodu profilowanym cokołem, w górnej znajdowały się po trzy z każdej strony rozglifione okna, a między nimi półkolumienki, po których skuciu ślady bolą do dziś. A zbrodni tej dokonano już w 1900 r., przy powiększaniu okien. W narożach elewacji znajdowały się lizeny z tzw. dekoracją sznurową (przypominające skręcony sznur albo gwint), a pod okapem dachu był wyjątkowo piękny fryz arkadkowy. Resztki tego fryzu, jak i pozostałej dekoracji, można oglądać na wschodniej ścianie szczytowej nawy. Północna część tej ściany szczytowej znajduje się w obrębie murów zakrystii. To właśnie tu znajdują się najcenniejsze skarby architektury zagojskiej świątyni. Nie dość, że pięknie widać tu północną ścianę prezbiterium, gdzie zachowało się oryginalne rozglifione okno zamknięte półkoliście, to jeszcze we wgłębieniach fryzu arkadkowego wzmiankowanej ściany szczytowej nawy zachowały się niezwykłe płaskorzeźby przedstawiające dwie syreny (albo syrenę i trytona, różnice pozostawmy zoologom).

Wiele więcej niespodzianek czeka w Zagości, gdy przyjrzeć się z bliska ciosom romańskich ścian. Wiele na nich kamieniarskich gmerków, ale prawdziwym rarytasem jest wyryty na jednym z ciosów od strony północnej wizerunek smoka. Wczesne średniowiecze to czas, gdy nowa chrześcijańska religia przeplata się z magią. Strona północna uważana była za tą, z której przybywają złe moce, a więc, by ustrzec świątynię przed ich najściem, umieszczano po tej stronie odstraszające rysunki, bądź płaskorzeźby - tu przykładem są maski demonów z Inowrocławia.

Starą Zagość należy odwiedzić obowiązkowo, a ściany kościoła obejrzeć i z daleka i z bliska. Koniecznie wejść do zakrystii, gdzie zadbano nie tylko o ekspozycję syren, ale i specjalnie obniżono poziom posadzki, by wydobyć całą ścianę, na której ładnie zachowały się motywy sznurowe artykułujące wydzielane powierzchnie elewacji. To znakomita szkoła poszukiwania romańskich reliktów, są dosłownie gdzie okiem sięgnąć. Wyjeżdżaliśmy stamtąd pod ogromnym wrażeniem, którego zaznanie gorąco polecamy każdemu, nawet niewprawnemu miłośnikowi romańszczyzny.

Galeria: 

Stare Miasto - kościół p.w. św. Piotra i Pawła z XIII w.

Ten rejon Polski obfituje w zabytki romańskie - a jedną z perełek znajdujemy w okolicach Koła i Konina. To Kościół pod wezwaniem św. Piotra i Pawła w Starym Mieście.

To, co dzisiaj możemy podziwiać w Starym Mieście pochodzi z mniej więcej XIII wieku. Liczne przebudowy jednak pozostawiły na tej budowli swój ślad. Podniesione szczyty i nadmurowane ściany, przebite okna, całkowita zmiana wystroju i dobudowanie do tej niewielkiej świątyni całego wielkiego, neogotyckiego kościoła: to najważniejsze przebudowy.

Maleńki kościółek św. Piotra i Pawła zdaje się doklejony do obecnego, wielkiego kościoła. Mimo przebudowań ostał się tutaj oryginalny portal południowy, który jest niezwykłym dziełem sztuki romańskiej. Uskokowy portal zdobiony jest motywami masek, a tympanon przedstawia ukrzyżowanego Chrystusa - kanciastego, nieproporcjonalnego, archaicznego.

Z interesującej nas epoki przetrwało tutaj jedno okienko w ścianie północnej (dziś otwierające się na zakrystię) i baza kolumienki przerobiona na chrzcielnicę. To w sumie niewiele, ale nie liczy się ilość, tylko jakość.

W drodze do - np. Strzelna - na pewno warto wstąpić do Starego Miasta - chociażby dla Chrystusa z tympanonu.

Galeria: 

Stary Zamek, kościół pod wezwaniem św. Stanisława z XIII w.

Kościół pod wezwaniem św. Stanisława w Starym Zamku to kolejny zabytek romański w okolicach Ślęży. Żeby tu trafić, należy z drogi numer 35 Wrocław-Świdnica odbić na południe w Mirosławicach, a następnie na wschód za Mirosławiczkami.

Nieotynkowane mury kościoła zbudowane są z łamanego kamienia, w technice opus emplectum. Autentycznie romańskie są tu prezbiterium, nawa i przylegająca do prezbiterium od północy zakrystia. Do kościoła dobudowano w czasach gotyku wieżę zachodnią, później - kruchtę od południa. Mimo, że romańskie mury zachowały się całkiem nieźle, z pierwotnej dekoracji i wystroju zostało niewiele. Do naszych czasów przetrwał portal południowy, wbudowane wtórnie w północną ścianę malutkie, dwudzielne okienko, relikty oculusa w ścianie zachodniej oraz krzyżowo-żebrowe sklepienie prezbiterium wraz ze służkami sklepiennymi. Nie zachowała się empora.

Południowy portal przykuwa uwagę swoją niecodzienną kolorystyką. Elementy rzeźbiarskie - a więc figury Matki Boskiej i św. Stanisława oraz guzełki zdobiące łuk archiwolty wykonano z czerwonego kamienia. Łuk archiwolty, opartej na trzech parach kolumienek o głowicach zdobionych motywem liści dębu, jest już ostry. Zachował się jeden wałek archiwolty, zdobiony owymi pomarańczowymi guzełkami. Tympanon przedstawia postacie Matki Boskiej i św. Stanisława, oddzielone kolumną. Co ciekawe, tympanon jest dwustronny - od strony wnętrza przedstawia apoteozę św. Stanisława w otoczeniu orłów.

Jesteśmy niedaleko Ślęży, gdzie funkcjonowała manufaktura kamieniarska produkująca rzeźby lwów. Tu również znajdujemy wtórnie użyte, uśmiechnięte błogo lwy, wbudowane po obu stronach portalu. Mocno już zniszczone i wytarte, przypominają raczej wielkie krety.

Wizytę w Starym Zamku polecamy wybierającym się okolice Ślęży. Niedaleko tu ze świętej góry naszych słowiańskich przodków, a sam portal wynagradza trudy błądzenia po niezbyt dobrze oznakowanych miejscowych dróżkach.

Galeria: 

Stronia, rotunda pod wezwaniem NMP z XIII w.

Niewielka miejscowość Stronia leży na północny wschód od Wrocławia, niedaleko Oleśnicy. Należy tutaj z drogi E67 Wrocałw-Wieluń za Oleśnicą, w Ligocie Polskiej skręcić na południe. Jedziemy przez malowniczą dolnośląską nizinę, droga kluczy wśród starych wsi, które przez stulecia przeżyły bardzo wiele dziejowych burz. Warto tutaj poświęcić resory, bo na końcu drogi czeka autentyczna rotunda.

I to rotunda niezwykle ciekawa. Przysadzista, pękata, z dobudowaną od północy wieżą i kostnicą, wygląda trochę jak chatka na kurzej stopce. Z czasów romańskich zachowała się bryła oraz trzy rozglifione okienka w ścianie apsydy, wykończone trójlistnie. Sklepienia zostały przebudowane, okna przebite. Zachowały się tylko mury. Ale jakie to mury!

Rotundę zbudowano z głazów narzutowych uzupełnianych zaprawą z domieszką drobniejszych kamieni. Ościeża portalu i trzech autentycznych okienek wykonano z miejscowego kamienia - rudy bagiennej, o niezwykłej porowatej strukturze i żelazistym, czerwonawym kolorze.

Nie udało nam się wejść do środka, ale podobno nie ma tam wiele atrakcji dla poszukiwaczy romańskich pozostałości. Długo jeszcze biegamy dookoła rotundy nie mogąc napatrzyć się na jej bajkowe kształty.

Galeria: 

Strońsko - kościół św. Urszuli i 11 Tysięcy Dziewic z przełomu XII/XIII w.

Strońsko to malutka miejscowość w dzisiejszym województwie łódzkim. Zdążając tutaj łatwo się zgubić wśród polnych dróg. Ale gdy już się trafi - miejsce to oferuje liczne atrakcje.

Kościół pod intrygującym wezwaniem św. Urszuli i 11 tysięcy dziewic zbudowano najprawdopodobniej na przełomie XII i XIII wieku. Został on zbudowany z cegły (murowanej w układzie wendyjskim). Pierwotnie była to budowla jednonawowa, z prezbiterium zamkniętym apsydą.

Kościół ulegał w historii licznym przebudowom i jego pierwotny układ przestrzenny jest już nieco nieczytelny. Kościół obudowano licznymi kaplicami, dobudowano kruchtę i wieżę, podwyższono również mury. Wnętrze kościoła niestety nie ma w sobie nic romańskiego.

Z czasów romańskich zachowała się apsyda, z oryginalnym rozglifionym okienkiem (ciekawe - bo schodkowo rozglifione), dwa rozglifione okienka w ścianie północnej, fryz z przenikających się arkadek zdobiący apsydę oraz tympanon w portalu południowym.

I to właśnie tympanon jest tutaj najważniejszy. W polu tympanonu, otoczonym ornamentem roślinnym znajduje się dwugłowy, skrzydlaty smok (z tym, że jedna jego głowa znajduje się na ogonie) pożerający ptaka. Cała płaskorzeźba jest niezwykle ciekawa (przywodzi na myśl coś celtyckiego) i wynagradza trudy dotarcia do Strońska.

Samo Strońsko zaś to miejsce urzekające swoją sielskością, gdzie krowy pasą są pod romańskim murem, a ksiądz proboszcz pijący na werandzie herbatę raczy nas opowieściami o kościele, o jego wojennych losach (na wieży Wehrmacht urządził sobie stanowisko CKM). Miejsce naprawdę przyjemne, wytrwałym - polecamy!

Galeria: 

Strzelin, rotunda pod wezwaniem św. Gotarda z XII lub XIII w.

Długo błąkamy się po Strzelinie, aż wreszcie udaje się nam odnaleźć maleńki kościółek pod wezwaniem św. Gotarda, a w zasadzie to, co z niego zostało. Strzelin jest jednym z tych miast Dolnego Śląska, które bardzo ucierpiały podczas wojny. Bombardowania, a potem wywózka tego, co zostało (głównie cegieł) na odbudowę Warszawy pozostawiły w tym miejscu niezatarty ślad. Ślad bardzo bolesny.

Tak więc odnajdujemy kościółek pod wezwaniem św. Gotarda w środku blokowiska z wielkiej płyty. Smętnie wygląda tu, popękany, spięty metalowymi obręczami tak, żeby się nie rozsypał, zagubiony gdzieś między parkingiem a placem zabaw.

Kościółek pierwotnie był rotundą, jednak w czasach gotyku rozebrano apsydę i dobudowano od strony wschodniej cały gotycki kościół. Wtedy to, co pozostało z rotundy, zaczęło służyć jako dzwonnica. Romański mur dzisiejszej dzwonnicy sięga około 6,5 metra, reszta to gotycka nadbudowa. W murze z łamanego kamienia zachowały się cztery rozglifione okienka (w tym jedno zamurowane) i prosty, niedekorowany portal. Dzisiaj rotunda/dzwonnica jest w niezbyt dobrym stanie - mur popękał, spina go żelazna obręcz, a gontowy daszek chroni przed deszczem.

Opuszczamy Strzelin z poczuciem, że wojna i trudne lata powojenne nie oszczędziły tego miejsca. Będący świadkiem politycznej zawieruchy pierwszej połowy dwudziestego wieku, okaleczony Strzelin i kościółek św. Gotarda trzeba koniecznie odwiedzić - chociażby ku przestrodze i z poczucia obowiązku. Jesteśmy mu to winni.

Galeria: 

Strzelno - kościół św. Trójcy z XII w.

Strzelno - dzisiaj niewielkie miasteczko w województwie kujawsko-pomorskim (powiat Mogilno), niespełna 40 km na wschód od Gniezna i 15 km na południe od Inowrocławia, nieopodal Kruszwicy, ma bogatą historię. Poczesne miejsce w tej historii zajmuje Piotr Włostowic, wojewoda Bolesława Krzywoustego, który związany jest z początkami tutejszego klasztoru norbertanek i uchodzi za fundatora kościoła św. Krzyża. Kościół św. Krzyża - wymieniany w źródłach obok bazyliki pod wezwaniem Najświętszej Marii panny, dzisiaj - p.w. św. Trójcy - to obecna rotunda św. Prokopa. Bazylika klasztoru norbertanek (który to zakon w średniowieczu odgrywał znaczną rolę - mniszki z tego zgromadzenia były oczytane, patronowały sztuce, kwitła tu kultura i nauka) była pierwotnie okazałą budowlą zbudowaną według najczystszego romańskiego schematu bazyliki z transeptem, dwuwieżową fasadą i apsydą zamykającą prezbiterium. Dodatkowo po obu stronach prezbiterium dostawione były dwie okrągłe wieżyczki, które nie zachowały się do naszych czasów. Wschodnie ściany ramion transeptu zakończone były apsydiolkami, do prezbiterium przylegały również po obu stronach kaplice, sprawiające wrażenie "mininawek bocznych". Nad kruchtą międzywieżową prawdopodobnie znajdowała się empora. Bazylika zbudowana była w technice opus emplectum (problem odpowiedniego kamienia budowlanego na "granitowych" Kujawach jest tutaj bardzo dobrze widoczny) Kościół posiadał bardzo bogatą dekorację, chociaż niewiele z tych perełek kamieniarstwa pozostało na swoich miejscach - dzisiaj większość z nich możemy oglądać w lapidarium przy kościele. Wtórnie użyty został tympanon przedstawiający św. Annę i Najświętszą Marię Pannę - dzisiaj znajduje się nad wejściem do kaplicy św. Barbary w ścianie południowej. Podobny los spotkał kolumienkę z północnego portalu, która dzisiaj podtrzymuje gotyckie sklepienie w kaplicy św. Barbary. Wszystkich rzeźb, płyt i tympanonów nie sposób wymienić (zresztą robi to bardzo dokładanie prof. Świechowski w swojej niezastąpionej książce "Architektura romańska w Polsce"). W ścianie północnej nawy głównej kościoła znajduje się wypreparowany z muru pierwotny portal kościoła, przepięknie wykończony łukiem trójlistnym, ozdobiony tympanonem przedstawiającym królującego Chrystusa. Dokładny opis płaskorzeźby przedstawia prof. Świechowski, ale jeszcze lepiej po prostu wybrać się do Strzelna i zobaczyć te skarby na własne oczy. Największa atrakcja Strzelna zaś to kolumny międzynawowe. W sumie jest ich 4, ale na największą uwagę zasługują dwie - nazywane kolumnami przywar i cnót. Zawierają one w sumie 18 postaci symbolizujących cnoty i przywary. Symboliczne znaczenie poszczególnych przedstawień jest dzisiaj trudne do odcyfrowania - uwieczniliśmy na zdjęciu m. in. Gniew - nazywany przez nas "złośnicą" - alegorią Gniewu jest tu bowiem kobieta szarpiąca włosy. Nie sposób opisać wszystkich skarbów romańskiej sztuki rzeźbiarskiej, gdyż takiego zagęszczenia tego typu zabytków jeszcze nie spotkaliśmy. Tak więc nawet fakt, że kościół ten był przebudowywany wielokrotnie (m. in. podniesienie wież, zmiana fasady, wprowadzenie gotyckich sklepień, przebicie okien) i wyposażony jest w barokowym stylu, nie zmienia naszego zdania na temat miejsca kościoła św. Trójcy w Strzelnie - absolutna, ścisła czołówka!

Galeria: 

Strzelno - rotunda św. Prokopa z XII w.

Na północ od kościoła św. Trójcy stoi rotunda św. Prokopa (kiedyś św. Krzyża), rówieśnica bazyliki. Jest to zaskakujące - po co obok okazałej romańskiej bazyliki zbudowano jeszcze mały kościółek? Hipotezy są różne - pierwotne wezwanie może naprowadzać na trop relikwii św. Krzyża, zaś odkryty niedawno pod posadzką grób (pusty!) - sugerować, że mogłaby to być czyjaś kaplica grobowa. Jednak najprawdopodobniej odpowiedź jest dużo prostsza. Otóż było ówczesną praktyką, by obok kościoła przeznaczonego dla konwentu (a św. Trójca była kościołem zakonu norbertanek) postawić jednak coś dla wiernych świeckich. Rotunda miała pełnić właśnie tę funkcję.

Rotunda św. Prokopa jest budowlą złożoną z nawy na planie koła z doklejonymi od strony północnej dwiema apsydkami, kwadratowym prezbiterium oraz okrągłą wieżą mieszczącą emporę. Zasadniczo kościółek zachował swój pierwotny kształt, co poniekąd zawdzięcza renowacjom przeprowadzonym pod koniec XIX wieku i po II wojnie światowej. Podczas pierwszej renowacji zlikwidowano dobudówki oraz zrekonstruowano północne apsydy. Druga renowacja usunęła nadbudowaną w gotyku partię wieży, umocniono mur oraz gurty sklepienne, które ucierpiał wskutek wybuchu. Zmniejszono rozkuty na początku XX wieku otwór empory i wstawiono tam biforium z kolumienką (niestety - choć kolumienka jest romańska, to całe piękne biforium niestety nie). Renowacje przywróciły też pierwotne otwory okienne. Nie zachował się natomiast tympanon portalu południowego.

Świątynia w całości zbudowana jest z granitu, czemu pewnie zawdzięcza swój nieco toporny urok. Prosto zamknięte prezbiterium przekryte jest sklepieniem krzyżowo-żebrowym. Sklepienie kolistej nawy wspiera się na masywnych czterech gurtach. Nagie, granitowe ściany całe szczęście uniknęły tynkowania i wątpliwej jakości "ozdób". Pod posadzką, widać doskonale odkryty grób.

Na emporę wchodzi się po niebezpiecznie trzeszczących drewnianych schodach. Podobno można próbować wejść na wyższą kondygnację mieszczącą dzwon - nie próbowaliśmy, schodki nie budziły zaufania. Z pierwszego piętra empory można natomiast doskonale podziwiać pięknie zdobioną motywem liściowym kolumienkę biforium oraz widok na nawę i prezbiterium.

Dzięki uprzejmości strzeleńskich przewodników mieliśmy okazję spędzić niezapomniane pół godziny sami w rotundzie robiąc zdjęcia i zaglądając w każdy załom muru - za zaufanie i życzliwość serdecznie dziękujemy!

Niewiele w Polsce zachowało się rotund, a te w dobrym stanie, dających wyobrażenie o tym, jak wyglądały romańskie założenia centralne, można policzyć na palcu jednej ręki - dlatego Strzelno i rotunda św. Prokopa jest w tym wypadku pozycją obowiązkową!

Galeria: 

Sulejów - kościół i ruiny opactwa cysterskiego z początków XIII w.

Na Ziemi Łódzkiej odnaleźć można wiele bezcennych zabytków - obok Inowłodzu również Sulejów, gdzie podziwiać możemy najlepiej zachowany kościół cysterski w Polsce.

Opactwo zostało ufundowane w 1176 roku przez Kazimierza Sprawiedliwego. W 1259 roku zostało spalone przez Mongołów, a 1 1431 roku - przez tatarów. Kościół płonął jeszcze kilka razy w historii, a swój prawie nietknięty kształt zawdzięcza licznym pracom konserwatorskim.

Kościół klasztorny cechuje cysterski układ, który zachował się tutaj w niezmienionym kształcie. Jedyne istotniejsze zmiany na zewnątrz kościoła to barokowe szczyty i nowa sygnaturka. Poza tym obserwować tu można dobrze zachowany fryz ząbkowy, lizeny oraz przepiękny uskokowy portal z bogatą dekoracją rzeźbiarską. Mniejszy portal boczny (zachował się jeden z dwóch) również zachowały interesującą dekorację rzeźbiarską. Ponad portalami znajduje się rozeta z maswerkiem.

Kościół zachował pierwotny układ przestrzenny - jest typową bazyliką cysterską z transeptem i dwoma kaplicami bocznymi otwartymi do wschodniej ściany transeptu, przekrytą sklepieniem krzyżowo-żebrowym. Żebra sklepienne spływają na masywne służki o dekorowanych kapitelach. Obserwować tu też można bogato dekorowane zworniki sklepień. Zachowały się wszystkie rozglifione okienka.

Chociaż kościół zachował pierwotny układ przestrzenny, to wnętrze jest barokowe. Tak więc do romańskich filarów doklejono barokowe ołtarze boczne, zwracają uwagę utrzymane w podobnej kolorystyce stalle - o kilka numerów za duże do tego kościoła, stojące w nawie głównej, bo do prezbiterium i tak by się nie zmieściły. Z barkowego wystroju mamy tu również ołtarz główny i konfesjonały.

Z zabudowań klasztornych zachował się jedynie przylegający do kościoła fragment skrzydła wschodniego, kryjący zakrystię i kapitularz. Klasztor budowany był z cegły w układzie wendyjskim. Klasztor był przebudowywany w okresie gotyku, co można doskonale rozpoznać. Kapitularz jest sklepionym krzyżowo-żebrowo (sklepienie oparte jest na jednym filarze) pomieszczeniem. Od krużganków oddzielają pomieszczenie kapitularza biforia, wykończone trójlistnie. Kapitularz był wielokrotnie przebudowywany i rekonstruowany, tak że nie wiadomo dokładnie, co tu jest romańskie, co gotyckie, a co odtworzone. Obecnie znajduje się tu muzeum-lapidarium.

Opactwo w Sulejowie położone jest malowniczo i jest cudownym miejscem na spacery. Ruiny zabudowań klasztornych, murów opasujących opactwo oraz - w upalne dni - jedyna w swoim rodzaju atmosfera sprawia, że można przez chwilę poczuć się jak na południu Francji.

Gorąco polecamy okolice Sulejowa do spędzenia tam urlopu - przetestowaliśmy, więc wiemy!

Galeria: 

Sulisławice - kościół p.w. Narodzenia NMP. Relikt nawy z 1 poł. XIII w.

Wyprawiając się do Sandomierza nie wolno przeoczyć Sulisławic. Żeby tu trafić, wystarczy zboczyć nieco z trasy, w stronę Klimontowa. Potem jeszcze raz w lewo i znajdujemy się w miejscowości znanej w okolicy z maryjnego sanktuarium, którego centrum jest godny uwagi neogotycki kościół. My jednak kierujemy się tuż obok, do sąsiedniego kościółka, którego zachodnia część jest reliktem romańskiej świątyni z pierwszej połowy XIII wieku.

Była zapewne fundacją rycerską. Postawiona z ciosów piaskowca, jednonawowa, o nieznanym rozwiązaniu prezbiterium. Do dziś zachowały się mury nawy, na ścianie zachodniej - rozglifione okienko. Dwa okienka w ścianie północnej zmieniły kształt w późniejszej przebudowie - zachowały się ich pierwotne ościeża. Na ścianie południowej od razu rzuca się w oczy ozdobny portal o gładkim tympanonie, którego archiwolta wsparta jest na półfilarkach, na których w XVII wieku umieszczono kule. Na górnej ościeży prostokątnego otworu wejściowego znajdujemy ładnie zachowany motyw plecionkowy. Prawy wspornik pod płytą tympanonu został odtworzony po 1945 roku.

Na osobną uwagę zasługują zachowane na ścianie południowej znaki kamieniarskie, tzw. gmerki. Na ścianie zachodniej znajdujemy niewielkie rozetki, które Świechowski uważa za próbę wykonania dekoracji rzeźbiarskiej.

Wewnątrz nie zachowało się wiele. Ściany pokryte są barokową polichromią. Kościół rozbudowano w 1600 roku, dostawiając część nawy w kierunku wschodnim, wraz z prezbiterium. Romańskie ściany nadmurowano też wówczas kamieniem łamanym (co zmieniło zapewne kształt północnych okienek).

Galeria: 

Tarczek - kościół św. Idziego z 1 poł. XIII w.

Odwiedziwszy Grzegorzowice, warto nadłożyć nieco kilometrów i, opuszczając okolice Gór Świętokrzyskich w stronę Ostrowca, zajrzeć do Tarczka. Ta niewielka dziś wieś była ongiś ważnym ośrodkiem: na początku XIII wieku rezyduje tu rządca i rycerze biskupi. Kwitnie życie gospodarcze - wieś powstała w miejscu wymiany towarowej ("tarżowania") między ludnością puszczańską a rolniczą. Zachował się tu - w praktycznie niezmienionej bryle - ciosowy kościół romański z drugiej ćwierci XIII wieku.

Murowana z ciosów piaskowca, orientowana budowla ma jedną dużą nawę i kwadratowe, prosto zamknięte i przekryte stropem prezbiterium. Zachowały się oryginalne rozglifione okienka na ścianie północnej nawy i prezbiterium. Można też odnaleźć pozostałości narożnych lizen przy prezbiterium i zakrystii.

Kościół przeżył też nieco przebudów: zachodnia fasada zbudowana została na nowo pod koniec XVI wieku. Sklepienie krzyżowo-żebrowe przekrywające prezbiterium runęło, zapewne - jak podejrzewa Świechowski - wraz ze wschodnim szczytem nawy, po 1738 roku. Przy odbudowie, postawiono przy południowo-wschodnim narożniku wzmocnienie, tzw. skarpę, a sklepienie prezbiterium wzniesiono w latach 1945-46.

Do wnętrza nie udało nam się dostać. Na szczęście, zagadnięty przez nas pan Czesław, mieszkaniec Tarczka, poszedł do domu i przyniósł nam plik zdjęć wnętrza ze swojego archiwum - dziękujemy! (to zarazem jedyny przypadek, kiedy w Albumie publikujemy nie przez nas wykonane fotografie). We wnętrzu rzuca się w oczy łuk tęczowy o bogatym profilu, zdobiony guzami - co ciekawe, jest to łuk ostry. Wspólne występowanie łuków pełnych i ostrych pozwala zresztą na wyznaczenie daty powstania tego kościoła. Nie mamy niestety zdjęcia pisciny z południowej ściany prezbiterium. Rzucają się w oczy późniejsze, renesansowe polichromie na ścianach. Warto też zwrócić uwagę na renesansowy tryptyk z Chrystusem Zmartwychwstałym (w centrum).

Galeria: 

Tropie - kościół p.w. śś. Pustelników, relikty z przełomu XI i XII w.

Niełatwo trafić do Tropia, zagubionego na Pogórzu Rożnowskim. Wieś leży nad zbiornikiem czchowskim, na północ od Rożnowa. Jeśli jedzie się trasą Czchów-Nowy Sącz, najlepiej skorzystać z promu, który przewiezie wprost na miejsce. Trudno przegapić, bo po drugiej stronie zbiornika w niezwykle malowniczym miejscu znajdujemy kościółek z reliktami pamiętającymi przełom XI i XII wieku.

Pierwotnie był on jednonawową świątynią z prosto zamkniętym prezbiterium, orientowaną, postawioną z ciosów piaskowca. Być może nawet ufundował go w 1045 roku Kazimierz Odnowiciel, a legenda i niektóre zapisy wspominają konsekrację dokonaną w 1073 r. przez bp. Stanisława ze Szczepanowa, męczennika. W XIII wieku od północy dobudowano zakrystię. Dziś z tamtej budowli pozostały wzniesione z ciosów mury prezbiterium, północnej ściany nawy (oraz relikty w ścianie zachodniej). Od strony wschodniej, w prezbiterium znajdziemy wydłużone rozglifione okienko. XIV- i XVII wieczne upiększenia i rozbudowy znacznie zmieniły bryłę kościoła - m.in. dobudowane od północy pomieszczenia, kruchta i kaplica. Na pocieszenie powiedzmy, że całość, położona na zboczu wznoszącego się nad jezioro czchowskie wzgórza formującego naturalny amfiteatr - wygląda imponująco.

Wewnątrz, mimo wszechobecnego baroku rustykalnego, rzuca się po pierwsze w oczy arkada łuku tęczowego, na którego ościeżach odnajdziemy mocno już nieczytelne resztki fresków pochodzących z XII wieku, a więc jedne z najstarszych w Polsce. Malowidło w ościeżu północnym przedstawia postać Chrystusa Tronującego (choć niekoniecznie Chrystusa - Świechowski pisze po prostu o "świętym królu"). Resztki malowideł przetrwały też na bocznych ścianach prezbiterium - być może przedstawiały innych świętych, na tle malowanych arkad. Romańska jest także wnęka w północnej ścianie prezbiterium - piscina (bądź tabernakulum (?) ). Dziś stoi tam relikwiarz św. Świerada.

To właśnie z tą postacią wiąże się kult w Tropiu. Św. Świerad był mnichem benedyktyńskim reguły św. Romualda (czyli kamedułą), żył na przełomie X i XI wieku. W miejscowości można też oglądać jego pustelnię.

Galeria: 

Trzebnica - kościół pod wezwaniem NMP i św. Bartłomieja z XIII w.

Do Trzebnicy dojedziemy drogą numer E261 z Wrocławia. Kościoła w miasteczku trudno nie zauważyć - jest naprawdę wielki. Zadziwiająco wielki, jak na kościół romański.Zajeżdżamy pod kościół, na parkingu stoi kilka autobusów na niemieckich numerach i w tłumku niemieckich pielgrzymów zaczynamy zwiedzanie. Ruch pielgrzymkowo-turystyczny Trzebnica zawdzięcza kultowi św. Jadwigi Śląskiej, która pochowana jest właśnie w tym kościele.

Kościół pod wezwaniem św. Bartłomieja i Najświętszej Marii Panny zbudowany został dla konwentu cysterek, które przybyć miały tutaj z Bambergu. Fundatorem całego przedsięwzięcia był książę Henryk Brodaty. Kościół zbudowano według dobrze znanego nam cysterskiego schematu, z cegły w układzie wendyjskim. Trzy przęsła nawy głównej, przekrytej sześciodzielnym, krzyżowo-żebrowym sklepieniem, nawy boczne przekryte czterodzielnym krzyżowo-żebrowym sklepieniem, transept, prezbiterium zamknięte apsydą.

Z oryginalnie dwóch przylegających do prezbiterium kaplic bocznych zachowała się północna. Południową rozebrano w związku z budową kaplicy św. Jadwigi Śląskiej. Nie zachowała się też zachodnia hala wejściowa, w miejscu której w XVIII wieku zbudowano wieżę. Dobrze zachowała się przekryta krzyżowym sklepieniem krypta, w której obecnie urządzono lapidarium. Z większych zmian w okresie baroku przebito okna, podniesiono wysokość apsydy oraz zlikwidowano emporę klasztorną, która znajdowała się nad dwoma wschodnimi przęsłami nawy głównej i połową skrzyżowania naw. W XVIII wieku kościół uzyskał barokowy wystrój, ale wewnątrz pozostało trochę romańskich elementów do tropienia przez takich romańskich szaleńców, jak my.

Z oryginalnych otworów okiennych zachowało się niewiele - środkowe okno apsydy głównej, okna doświetlające kryptę, zamurowane okienko w nawie północnej oraz część zamurowanych oculusów w nawie południowej. Bazy podtrzymujących sklepienie filarów międzynawowych również zachowały romańską dekorację, przy czym dekoracja każdego filaru jest inna. Generalnie filary, służki i przypory zachowały swój romański charakter, jedynie w nawie głównej zostały obudowane barokowymi sztukateriami. W prezbiterium można podziwiać je w całej okazałości. Sklepienia krzyżowo-żebrowe naw bocznych zwieńczone były stalaktytowymi zwornikami, które zachowały się w nawie południowej.

Do krypty wraz z niemiecką wycieczką wpuszcza nas zakonnica w podeszłym wieku. Tutaj, w lapidarium, zgromadzono fragmenty dekoracji rzeźbiarskich późnoromańskich i wczesnogotyckich, m.in. głowę brodatego mężczyzny (Abrahama?), figury świętych Filipa i Tomasza, fragment gzymsu impostowego ze sceną z potworem morskim, zwornik sklepienia z postaciami akrobatów oraz liczne elementy o dekoracjach roślinnych i geometrycznych.

Ale to, co najciekawsze w Trzebnicy - znajdziemy na zewnątrz. Trochę się trzeba wysilić, żeby znaleźć to małe arcydzieło romańskiej sztuki - niezwykły tympanon przedstawiający króla Dawida grającego na harfie dla Betszeby ukryty jest za załomem wieży, ledwo widoczny - i niestety nieco zapaskudzony przez gołębie. Sam portal, w którego tympanonie znajduje się płaskorzeźba, ma bardzo bogatą dekorację roślinną z motywami lilii i palmety. Scena przedstawiona w tympanonie to koncert króla Dawida - Dawid siedzi na krześle, pochylony nad harfą, naprzeciwko niego na misternie zdobionym tronie siedzi Betszeba, za jej plecami stoi służka. Postacie mają piękne, spokojne twarze i misternie udrapowane szaty. Płaskorzeźba była pierwotnie polichromowana, a źrenice oczu postaci wypełnione były masą. Aż żal serce ściska, jak pomyśli się, jak piękny i bogaty musiał być główny, nieistniejący portal kościoła, skoro portal boczny wykazuje się taką maestrią. Z portali zachował się jeszcze portal północnego ramienia transeptu, obecnie zamurowany. Przedstawia on Matkę Boską adorowaną przez anioły. Wystawiony na działanie szkodliwych warunków atmosferycznych jest dzisiaj bardzo zniszczony. Na zewnątrz kościoła również tropić można romańskie pozostałości, ale niestety łowy nie będą zbyt obfite. Pomijając oba portale, spod pomalowanego na żółto tynku wystają tylko romańskie półkolumienki zdobiące apsydę prezbiterium i północnej kaplicy.

Na bogatym w zabytki romańskie Dolnym Śląsku Trzebnica to przystanek obowiązkowy!

Galeria: 

Tum - kolegiata NMP i św. Aleksego z XII wieku

Jadąc z Łodzi do Włocławka, warto wpatrywać się w prawo - przed Łęczycą na horyzoncie pojawi się niezwykła budowla. Jeszcze bardziej warto skręcić w Łęczycy na wysokości zamku i po jednym kilometrze dotrzeć do Tumu. To tam znajdowała się Łęczyca przedlokacyjna, czasów początku Polski dzielnicowej. Znajdziemy w niej największy zabytek romański w Polsce - potężną kolegiatę Najświętszej Marii Panny i św. Aleksego.

Jest to potężna (przeszło 35 na 12 metrów) budowla dwuchórowa bez transeptu, w układzie bazylikowym z zamykającą prezbiterium apsydą z apsydiolą (czyli mniejszą apsydką) i dwoma okrągłymi wieżami od strony wschodniej oraz potężną, dwukondygnacyjną apsydą od strony zachodniej, flankowaną dwiema wielkimi wieżami o podstawie kwadratu. Założenia dwuchórowe miały oddawać dwa bieguny władzy w społeczeństwie średniowiecznym - kościelną, w prezbiterium i świecką, która miała swoje miejsce w zachodniej części: empora była miejscem zasiadania władcy, a drugi ołtarz - jakby kaplicą pałacową. Wieże znajdujące się po tej stronie imitowały zamek. W zachodnich katedrach cesarskich ta część rozrastała się, tworząc tzw. westwerk. A więc Tum musiał mieć związki z władcami - rzeczywiście, historycy twierdzą, że powstał w ramach wzmacniania prestiżu poszczególnych dzielnic. Co więcej, jest dość wierną analogią do tzw. drugiej katedry wawelskiej (Hermanowskiej). Być może budowała ją ta sama ekipa? Tum konsekrowano w 1161 r., budowa zaczęła się w latach 40. XII wieku, wtedy, gdy ukończono katedrę krakowską.

Wcześniej była tu jednonawowa świątynia, której relikty zachowały się pod podłogą. Jak podaje prof. Świechowski, wzniesiona być może nawet ok. 1000 r. jako kościół opactwa benedyktynów.

Kolegiatę zbudowano, jak to w tych okolicach, z ciosanych w kostkę głazów polodowcowych w technice opus emplectum. Wieże zachodnie mają biforia w dolnej i triforia w górnej kondygnacji. Ich kolumienki mają kapitel o najbardziej chyba klasycznej dla romanizmu formie - kostkowej. Kondygnacje wieży otoczone są lizeną z fryzem arkadkowym pod okapem dachu. Tum niestety uległ zniszczeniom podczas II wojny światowej. Stało się to jednak okazją do powojennej reromanizacji, gdyż kolegiata była modyfikowana począwszy od XV w., gdy zgotycyzowano wnętrze i przebito gotyckie okna. W XVII wieku, a więc w baroku przemurowano okna, zaś w 1782 r. nadbudowano wieże. W XVIII w. drewniany strop nawy zastąpiono sklepieniem, zniszczonym w czasie II wojny. Obecnie kościół znów przekryty jest podwieszonym stropem, ale my oglądaliśmy go przekrytego jeszcze straszliwym, żelbetowym sklepieniem. Po wojnie odtworzono natomiast część rozglifionych okien (w nawie). Co do okien nawy głównej nad poziomem naw bocznych mamy wątpliwości. Ale może wzorowano się na długich i słabo rozglifionych oknach prezbiterium, które zachowały się w oryginale.

Do środka prowadzi od północnej strony piaskowcowy, bogato zdobiony portal. Jego ościeże jest czterokolumnowe, a w tympanonie oglądamy Pasję - rzeźbę Madonny z Jezusem na rękach i dwoma aniołami po bokach. Wałki archiwolty są bogato dekorowane ornamentem roślinnym i geometrycznym, zaś w kapitelach kolumienek portalowych znajdziemy orły i kozła, zaś na zewnątrz portalu - orła i gryfa. Innymi słowy - całą menażerię z ówczesnych bestiariuszy. Dwa małe portale są też od strony zachodniej, wkomponowane między wieże a wielką apsydę.

Wnętrze przebudowano w gotyku, niszcząc biforia empory i zastępując je ceglanymi łukami ostrymi. Niezwykłe wrażenie robi długi i wysmukły łuk tęczowy. Kościół był ongiś polichromowany i na sklepieniu apsydy (w apsydach zachowały się oryginalne sklepienia) możemy zobaczyć resztki polichromii przedstawiającym Chrystusa tronującego otoczonego orędownikami - Marią i św. Janem. U dołu widnieją zarysy 12 apostołów. Obecnie trwają tu prace konserwatorskie. Zwiedzając wnętrze warto zwrócić też uwagę na rzeźby zdobiące podstawy służek sklepiennych.

Na liście zabytków romańskich jest to pozycja absolutnie obowiązkowa. To największy taki zabytek w Polsce, dający wyobrażenie o splendorze romańskich kościołów zachodzniej Europy.

Galeria: 

Tyniec - relikty pierwszego kościoła romańskiego

Będąc w Krakowie koniecznie trzeba odwiedzić Tyniec, gdzie na warownej skale stoi opactwo benedyktynów z kościołem św. Piotra i Pawła. Miejsce to ma przebogatą i niezwykle interesującą historię, która sięga nawet neolitu! Od tysięcy lat to trudno dostępne miejsce pełniło funkcje obronne, w średniowieczu znajdowała się tutaj warownia broniąca traktu do Krakowa. Opactwo położone jest w niezwykle malowniczej okolicy - tutaj kończy się Jura Krakowsko-Częstochowska, a między Tyńcem a Piekarami znajduje się przełom Wisły.

Teorie na temat początków benedyktyńskiego Tyńca są dwie - według jednej fundatorem klasztoru był Kazimierz Odnowiciel według drugiej - Bolesław Śmiały. Prof. Zygmunt Świechowski w "Katalogu architektury romańskiej w Polsce" skłania się ku tej pierwszej teorii, pisząc, że "przemawiają za nią przekazy stosunkowo późne, lecz oparte na wiarygodnych (obecnie zaginionych) źródłach. Mogło być więc tak, że benedyktyni przybyli do Krakowa w 1044 roku, sprowadzeni przez Kazimierza Odnowiciela (ten rok fundacji wskazuje Długosz), przy udziale biskupa krakowskiego Arona, który został jednocześnie pierwszym tynieckim opatem. Natomiast król Bolesław Śmiały ufundował dla konwentu murowane opactwo w Tyńcu (zaświadcza o tym dokument legata Idziego z ok. 1125 r.). Powstaje wtedy romański kościół św. Piotra i Pawła oraz budynki klasztorne, a całe wzgórze zostaje ufortyfikowane. Podczas badań prowadzonych z końcem lat 90. powstała teza, że najstarszy kościół był drewniany i zniszczył go pożar, a dopiero na jego miejscu powstała świątynia romańska.

Kres romańskiemu Tyńcowi położył najazd tatarski lat 1259-1260. Wszystko spłonęło. Tyniec odbudowano w stylu gotyckim, a następnie przebudowano w stylu barokowym.

Niestety, podczas przebudowy kościół romański przepadł bezpowrotnie. Ostały się jedynie poszczególne relikty odkrywane podczas kolejnych wykopalisk, oraz spory odcinek - do wysokości 5 metrów - południowej, XI-wiecznej ściany kościoła, włączony dziś w ciąg muru między świątynią a krużgankiem. W tej ścianie ocalał niewielki portal datowany na 2 połowę XI wieku. Nie ma on praktycznie żadnych dekoracji, tylko dwa uskoki ościeża zwieńczonego łukiem. Bogato dekorowany mógł być za to portal w fasadzie zachodniej: odnalezioną na terenie opactwa małą rzeźbę lwa prof. Świechowski łączy z dekoracją nasady archiwolty.

Świątynia, wzniesiona w 2 połowie XI wieku, zbudowana była ze z grubsza ociosanej kostki wapiennej, dekoracje zaś wyrzeźbiono w piaskowcu. Mierzyła 24 metry długości i 12 metrów szerokości, była dwunawową bazyliką bez transeptu, a nawy zwieńczone były od wschodu apsydami. Nawę główną od bocznej rozdzielały cztery pary filarów. Co do zachodniej fasady, teorie znowu są dwie: mogła mieć albo dwie wieże wzniesione nad nawami bocznymi, albo jedną, w osi nawy głównej. O tym, że wieże (wieża?) były, wskazują pośrednio - zdaniem prof. Świechowskiego - głowice odnalezione na terenie klasztoru.

Jan Adamczewski podaje, że przy okazji prac archeologicznych w latach 60. XX wieku, gdy odkryto pod posadzką prezbiterium fundamenty pierwszej romańskiej świątyni, znaleziono tam też siedem bogato wyposażonych grobów opatów tynieckich (XI-XIII wiek). To właśnie tutaj znaleziono XI-wieczny złoty kielich podróżny z pateną z wyrzeźbionymi krzyżem i ręką Opatrzności, które dzisiaj znajdują się w Skarbcu Koronnym na Wawelu. Na świecie zachowały się tylko dwa takie kielichy, a jeden z nich znaleziono właśnie w Tyńcu.

Dotknięcie XI-wiecznego muru na spokojnych, benedyktyńskich krużgankach, robi wielkie wrażenie, ale prawdziwa frajda zaczyna się w lapidarium. Bo historia naszych odwiedzin w Tyńcu to także historia sukcesu tego miejsca jako ośrodka kultury, mekki dla krakowian spragnionych wyciszenia albo choćby długiego, popołudniowego spaceru czy rowerowej przejażdżki (spod samego Wawelu do Tyńca prowadzi dziś wzdłuż Wisły fantastyczna ścieżka rowerowa), oraz, wreszcie, historia sukcesu Tyńca jako turystycznej destynacji i odnalezienia się zakonu w, co tu kryć, wolnorynkowych realiach. Gdy byliśmy tu za pierwszym razem, na krużganki wpuszczeni zostaliśmy konspiracyjnie przez miłego furtiana i w prawie całkowitych ciemnościach, z dźwiękami "Ave Maria" w tle (w kościele odbywał się właśnie ślub) z partyzanta robiliśmy zdjęcia. O zobaczeniu przechowywanych tu legendarnych romańskich kapiteli nie było nawet mowy. Zaś od południowej strony zewnętrzny dziedziniec wieńczyła sczezła i chwastem zgłuszona tzw. "wielka ruina" - szczątki niegdysiejszej gotyckiej biblioteki klasztornej, niszczejące tak, jak po Potopie zostawili je Szwedzi. Zaś dzisiaj po krużgankach oprowadzane są przez braci regularne wycieczki, "wielką ruinę" wyremontowano, na piętrze znajduje się centrum konferencyjne, a na parterze i w podziemiach niewielkie muzeum, za to kryjące istne skarby romańskiej kamieniarki.

Otóż można tu wreszcie w godziwych warunkach obejrzeć świetnie wyeksponowane (może nawet zbyt świetnie - kolorowe oświetlenie wrażenie robi nieco teatralne, ale w gruncie rzeczy sympatyczne) arcydzieła romańskiej kamieniarki: bliźniacze kapitele, z których każdy jest unikatowy i misternie zdobiony. Odnaleziono je, wtórnie użyte, na terenie klasztoru. Ale skąd się tu wzięły, skoro archeolodzy nigdy nie znaleźli tu fundamentów krużganków romańskich? Otóż pochodzą one z krużganków, które... nigdy nie powstały. Przy świątyni miały zostać zbudowane krużganki otwarte do wirydarza przezroczami - biforiami (a może triforiami?), których kolumienki wieńczyć miały właśnie owe kapitele. Kamieniarze napracowali się nielicho, stworzyli arcydzielne dekoracje, wśród których odnajdziemy ptaki, kwiaty, plecionki (przywodzące trochę na myśl te z romańskiej katedry wawelskiej), palmety, geometryczne sploty. Ale coś się wydarzyło. Do budowy romańskich krużganków nigdy nie doszło. Powstały dopiero krużganki gotyckie, gdy opactwo odbudowywano po najeździe tatarskim.

Gdy ogląda się ekspozycję kapiteli, wyobraźnia podpowiada, jak pięknie by było mieć pod Krakowem miejsce na miarę rzymskiego klasztoru Santi Quattro Coronati. Inna sprawa, że znając zapał nadwiślańskich fundatorów do upiększania romańszczyzny na gotycką, czy nie daj Boże barokową modłę - do naszych czasów romańskie krużganki na pewno by nie dotrwały. O ile nie przebudowaliby ich natychmiast sami mnisi, zdawszy sobie sprawę, że w odróżnieniu od klimatu rzymskiego, czy choćby burgundzkiego, klimat polski sprawia, że zimą otwarte krużganki tracą wiele ze swojego uroku.

Tyniec to miejsce, które przyciąga wręcz magicznie - może to spokój i cisza, które tak kontrastują z wiecznie hałaśliwym Krakowem? A może to piękne widoki na dolinę Wisły? A może oddech wielkiej historii? Choć się ono w dużej mierze komercjalizuje (głównym produktem eksportowym Tyńca są książki ojca Leona Knabita; no i "Produkty Benedyktyńskie", na te drugie jednak może spuśćmy zasłonę milczenia...), to jednak nieszpory w konwentualnym kościele wciąż rozbrzmiewają po łacinie, a tynieckie recitale organowe ściągają wielbicieli barokowego tremens et fascinans - bo w brzmieniu tutejszych organów naprawdę daje się odczuć boży oddech. Benedyktyni tynieccy do wirtuozerii opanowali sztukę łączenia nowoczesnego z tradycyjnym. Zasłynęli wspólnymi sesjami medytacji z mnichami buddyjskimi (jak ktoś powiedział: dwóch mistyków różnych religii dogada się prędzej niż dwóch teologów tej samej religii), wynajmują sale konferencyjne, ale też pokoje dla chcących przyjechać tu na jakiś czas, by odnaleźć skupienie i duchowość. No i - last, but not least - stworzyli efektowną ekspozycję arcydzieł romańskiej rzeźby.

Galeria: 

Wierzbna, kościół pod wezwaniem NMP z XIII w.

Do Wierzbnej trafiamy wyjeżdżając ze Świdnicy ulicą Waleriana Łukasińskiego na północ. Jedziemy przez odludne tereny, lasy i wioski, opuszczony, zrujnowany majątek, jakby wojna skończyła się tu nie 60 lat, ale 6 miesięcy temu. W końcu trafiamy do cysterskiego klasztoru, którego drobnym elementem został kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny.

Dzisiaj kościół ten pełni rolę... chóru muzycznego dla dużej, XVIII-wiecznej świątyni. Przyklejony od północy do romańskiego kościółka stodołowaty budynek sprawia konfundujące wrażenie. Szczególnie, że romańska świątynia wcale nie jest mała, jak na romańskie standardy. Wydaje się mała i niepozorna przez zestawienie ze swoją młodszą, syjamską siostrą. Monumentalna, dwuwieżowa fasada byłaby zapewne imponująca, gdyby nie umniejszający kontekst.

Bryła kościoła zachowała się dość dobrze. Dwie czworoboczne wieże, z jednym poziomem wysmukłych biforiów, poziomem małych okienek nad nimi i galeryjką między wieżami. W nawach ostał się romański mur, szczyty jednak podniesiono, a okna przebito. Prezbiterium zakończone jest pięknie zachowaną apsydą z trzema rozglifionymi okienkami i umieszczonym na dachu kwiatonem.

Do środka nie udało nam się wejść. Dziś kościółek przysposobiono do pełnienia funkcji chóru muzycznego i stoją tam organy. Profesor Świechowski donosi, że wewnątrz zachowało się sklepienie krzyżowo-żebrowe w prezbiterium i koncha apsydy, a całkiem niedawno, bo w latach 60. odsłonięto tu XIII-XIV wieczne freski.

Kościół w Wierzbnej to jeden z ciekawszych przykładów recyklingu romańskich pozostałości. Podobne przykłady dostawienia późniejszej nawy odnajdujemy od Starego Miasta i Kościelca k. Koła po Grzegorzowice. Wrażenie nieodmiennie to samo... Ale Wierzbną bardzo polecamy, szczególnie że kościół i zabudowania klasztorne, stoją w otoczeniu ruin wielkiego poniemieckiego folwarku. Wrażenie - nieziemskie. Tylko trochę smutne...

Galeria: 

Wiślica - relikty budowli sakralnych X-XII w. oraz grodzisko z IX w.

Z trasy Kraków-Sandomierz koniecznie trzeba w okolicach Nowego Korczyna odbić na Wiślicę, gdzie w dzisiaj leniwym, małym prowincjonalnym miasteczku odnaleźć można ślady wielkiej historii.

Dzieje Wiślicy do dzisiaj pozostają nie do końca wyjaśnione i kryją jeszcze wiele tajemnic. Do niedawna uważano Wiślicę za stolicę słynnego Księstwa Wiślan (tego, który wedle tzw. Legendy Panońskiej "na Wiślech siedział"), jednak dokładniejsze badania historyczne zanegowały tą hipotezę. Gród rozwinął się tutaj - nie jak chcieliby niektórzy w IX wieku - ale najwcześniej na przełomie X i XI stulecia. W 1135 roku Wiślica została dokładnie zniszczona przez Rusinów i Połowców. Rozkwit Wiślicy przypada na drugą połowę XII wieku, kiedy to Wiślica wymieniana była - obok Sandomierza i Łęczycy - jako jeden z głównych grodów Leszka Białego. Przez kilka lat rezydował tu również książę Kazimierz Sprawiedliwy.

To dzisiaj leniwe, prowincjonalne miasteczko, w średniowieczu wymieniane było - po Krakowie i Sandomierzu - jako jedno z najważniejszych miast Polski. Istniała tutaj kasztelania, a w połowie XIV wieku Wiślica uzyskała prawa miejskie. W czasach rozbicia dzielnicowego była pierwszym grodem, który poparł Władysława Łokietka w jego dążeniu do zjednoczenia Polski. W okresie średniowiecza i renesansu miasto prężnie się rozwijało (z Wiślicą kojarzą się więc statuty wiślickie i Jan Długosz), o czym świadczą liczne zabytki gotyckie i urbanistyka.

Ostatecznie Wiślicę spotkał podobny los, jak Sandomierz - po potopie szwedzkim miasto wyludniło się i podupadło, aż wreszcie po powstaniu styczniowym utraciło prawa miejskie. Dziś jest to maleńkie miasteczko z dala od ważniejszych tras, ale warto tu zajechać, bo pod ziemią kryje się tu wielka historia.

Co tutaj możemy znaleźć? Niestety tylko relikty, ale robiące wrażenie. Tak więc w podziemiach gotyckiej kolegiaty kryją się pozostałości dwóch kościołów romańskich, nieopodal kościoła eksponowane są fundamenty kościoła św. Mikołaja, w okolicy zaś, na jednej z wysepek na Nidzie - archeolodzy odkryli relikty zespołu palatiów i rotund.

Pierwszy z kościołów, którego relikty kryją podziemia wiślickiej kolegiaty był najprawdopodobniej fundacją księcia Henryka Sandomierskiego (połowa XII wieku). Była to budowla jednonawowa, z podniesionym prezbiterium zamkniętym apsydą, z zachodnią emporą i sklepioną w systemie krzyżowo-żebrowym (na czterech kolumnach) kryptą pod prezbiterium. To, co dzisiaj możemy oglądać w podziemiach katedry to zarys murów tej budowli oraz to, co pozostało z krypty. Zachowało się wiele detali architektonicznych, z motywami roślinnymi z zwierzęcymi. Jednak to, co najważniejsze, bezcenny zabytek, to posadzka krypty - tzw. "płyta orantów". Na obramionej ornamentem roślinnym płycie widnieją postacie modlących się ludzi - wśród nich najprawdopodobniej fundator kościoła. Powyżej wizerunków znajduje się wyobrażenie drzewa życia, po którego bokach znajdują się lwy. Historycy przypuszczają, że na posadzce umieszczono wizerunki Henryka Sandomierskiego i Kazimierza Sprawiedliwego. Na płycie widnieje też napis: HI CONCVLCARI QERT[un]NT VI IN ASTRA LEVARI POSSINT ET PARITER VE[...], co oznacza "Ci chcą być podeptani aby mogli być wzniesieni do gwiazd...". Płyta orantów wykonana jest ciekawą techniką - w zastygającym gipsie żłobiono rowki, które później wypełniano masą gipsowo-węglową. Dzięki temu ten bezcenny zabytek sztuki romańskiej dotrwał do naszych czasów.

Drugi kościół romański, którego fasada wieżowa stała jeszcze do 1923 (zawaliła się podczas renowacji po zniszczeniach I wojny światowej, wbrew konserwatorskim staraniom Adolfa Szyszko-Bohusza), powstał niedługo po pierwszym, który szybko okazał się za mały. Była to trójnawowa bazylika bez transeptu, z prosto zamkniętym prezbiterium, z fasadą dwuwieżową, zdobioną lizenami i biforiami. Budowla nie zachowała się do naszych czasów - odkryto jedynie fundamenty kościoła, a wieże zachodnie zawaliły się w latach dwudziestych.

Obok kolegiaty, w niewielkim pawilonie oglądać można natomiast to, co zostało po kościółku św. Mikołaja. Datowanie obiektu oraz jego funkcje przez lata były przedmiotem sporów. Długo wierzono, że został on zbudowany w X wieku, a odkrytą tam misę należy wiązać z pierwszymi misjami Cyryla i Metodego. Oznaczałoby to ni mniej ni więcej tylko tyle, że okoliczne ziemie przyjęły chrzest na sto lat przed sławetnym rokiem 966. Jednak późniejsze badania historyczne były dla tej dumnej hipotezy bezlitosne. Okazało się, że kościół pochodzi najwcześniej z przełomu XI i XII wieku.

Na dobre rozprawia się z tą hipotezą Przemysław Urbańczyk ("Trudne początki Polski", Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, 2008 r., str. 97-88):

"Archeolodzy (...) próbowali dostarczyć materialnych dowodów istnienia na południu chrześcijańskiego państwa starszego od organizacji stworzonej w Wielkopolsce przez Mieszka I. Zwiedzeni uproszczoną analizą lingwistyczną skupili się na Wiślicy, która na zasadzie prostych skojarzeń miała być "oczywistą stolicą państwa Wiślan". Wielka akcja wykopaliskowa sfinansowana w ramach programu milenijnego miała więc z góry założone cele badawcze, których osiągnięcia niecierpliwie oczekiwano. Toteż odkryte za wiślicką katedrą dziwne zagłębienie z gruzem wapiennym od razu uznano za basen chrzcielny, w którym św. Metody miał masowo chrzcić miejscową ludność, a zbudowany na nim maleńki kościółek intuicyjnie wydatowano na II połowę X wieku. Dopiero trzydzieści lat później powtórna analiza dostępnych danych wykazała, że baptysterium zostało wykreowane wskutek metodycznych błędów ekipy wykopaliskowej, kościółek zaś został zbudowany dopiero w XII wieku. Okazało się też, że w IX wieku w Wiślicy nie było nawet grodu".

Ech, jednak szkoda.

Kościół św. Mikołaja był maleńką, prostokątną budowlą zamkniętą apsydą, zbudowaną w technice opus spicatum. Do kościółka dobudowano kaplicę grobową (opus emplectum), w której odnaleziono pochówki kobiece (niespotykane, jak na średniowiecze - kaplica grobowa specjalnie dla kobiet). Kościółek rozebrano w XII wieku w związku z budową fortyfikacji miejskich.

Zespół palatiów i rotund (dwa palatia i dwie rotundy - w tym jedna z konchami)- tzw. Regia - jest niestety niedostępny oku poszukiwacza zabytków romańskich. W myśl szkolnej zasady "co było a nie jest nie pisze się w rejestr" pominiemy go więc milczeniem, z zastrzeżeniem, że niezwykle nam przykro, iż zabytek tej klasy przepadł gdzieś pod ziemią.

Na koniec wypada polecić spacerek na grodzisko, które kryje w sobie pozostałości pierwotnej osady z IX wieku, gródka z czasów Bolesława Chrobrego i sporego założenia z XII/XIII wieku (odkryto tu m. in. cysternę na wodę i studnię oraz zarys ulic i zabudowań). Gród został zniszczony przez najazd tatarski w XIII wieku i nigdy nie został odbudowany. Koniecznie trzeba wstąpić też do wyjątkowo pięknej gotyckiej katedry z pozostałościami unikatowych fresków bizantyjsko-ruskich (podobne odnajdziemy tylko w kaplicy zamkowej w Lublinie, katedrze w Sandomierzu i kaplicy grobowej Kazimierza Jagiellończyka na Wawelu), a także figurę ufundowanej przez Władysława Łokietka Madonny w ołtarzu głównym.

Wizyta w Wiślicy pozostawia trudne do opisania uczucie żalu - dlaczego te wszystkie cudowne zabytki nie dotrwały do naszych czasów, a to kiedyś tak ważne miasto tak bardzo straciło na znaczeniu, jakby historia o nim zapomniała?

Gdy pojechaliśmy do Wiślicy po raz pierwszy, obowiązywał tam ścisły zakaz fotografowania. Na szczęście teraz, dzięki ekipie fantastycznych, energetycznych i pełnych pomysłów opiekunów tego miejsca, można zrobić sobie tyle selfies, ile dusza zapragnie. Pamiętajcie tylko - koniecznie bez flesza.

Galeria: 

Wleń - ruiny zamku, relikty z przełomu XII i XIII w.

Na południe od Lwówka Śląskiego, gdzie teren jest już solidnie górzysty, znajduje się miejscowość Wleń, a nieopodal, na stromym wzgórzu - ruiny warownego zamku. By się tu dostać, trzeba z drogi z Lwówka skręcić przed Wleniem w prawo i stromą wąską szosą wspiąć się do wsi Łupki. Dojechać można pod kościół (skądinąd malownicze i zabytkowe miejsce), dalej już wspinamy się piechotą.

Zamek powstał jeszcze z końcem XII w. na miejscu drewniano-ziemnej kasztelanii. Z końcem XII w., zapewne za sprawą księcia Bolesława I Wysokiego, obwiedziono wzniesienie murem i zbudowano sześciokątną wieżę. Inna hipoteza mówi, że murowany zamek powstał dzięki Henrykowi Brodatemu, a budowę kontynuował Henryk II Pobożny i jego syn Bolesław Rogatka. Ten ostatni, znany watażka, więził tu m.in. swojego bratanka, księcia Henryka Probusa (dzięki któremu według legendy Kraków ma gołębie, ale to zupełnie inna bajka). Henryk Brodaty miał nakazać budowę wieży i kaplicy. Pierwotną sześciokątną wieżę wkrótce najpewniej jeszcze w XIII w. zastąpił stojący do dziś 12-metrowy donżon (wieża ostatniej szansy) o cylindrycznej podstawie.

Relikty z czasów romańskich na tym zamku to - obok donżonu - resztki kaplicy i budynku mieszkalnego. Budynek mieszkalny wzniesiono na planie czworokąta po północnej stronie warowni. Z pewnością miał przynajmniej jedno piętro, a wg Świechowskiego grubość dolnych partii muru (do prawie 2 m.) świadczy o tym, że pięter mogło być (lub miało być) więcej. Zbudowano go w technice opus emplectum, z zewnątrz licując ściany ciosami z piaskowca.

Kaplica leżała bezpośrednio przy pałacu, była jednonawową świątynką o kwadratowej nawie i krótkim prezbiterium zamkniętym apsydą, której relikt widoczny jest wyraźnie do dziś. Widać także resztki ościeża łuku tęczowego. Maleńkie prezbiterium mieściło celebransa, o ile ten nie wykonywał gestu "Dominus vobiscum" zbyt zamaszyście. W północnej ścianie nawy był portalik prowadzący do pałacu.

Pierwotny sześcioboczny donżon oglądać możemy tylko stojąc u stóp warowni, dobrze zachował się tam solidny kawał jego ściany połączonej z murem obwodowym. Okrągły donżon XIII-wieczny zachował się całkiem dobrze, a grubość jego ścian w dolnej partii naprawdę świadczy o solidności piastowskiego budownictwa mieszkaniowego.

Choć kolejne budynki są późniejsze, nie mogliśmy się oprzeć utrwaleniu ich na zdjęciach. W ścianie kuchni pałacowej można oglądać ramy dwudzielnego okienka. Niestety, zamek nie ustrzegł się i obecności idiotów ze sprayem. Bez komentarza. Za to wyprawę do Wlenia polecamy każdemu amatorowi zabytków. Choć wieść niesie, że ostatnio archeolodzy powiesili kłódkę na bramie.

Galeria: 

Wrocław

Miasto - tygiel kultur: niemieckiej i polskiej, śląskiej, żydowskiej. Stolica Dolnego Śląska jest absolutnie obowiązkowym punktem na romańskiej (i nie tylko!) mapie dzisiejszej Polski. Choć wiele z pierwszych murowanych dzieł architektury Wrocławia nie przetrwało do naszych czasów (taki los spotkał m.in. niezwykłe opactwo na Ołbinie, którym później m.in. wybrukowano ulice miasta), to jednak spacer śladami romańskich reliktów dostarcza wielu wrażeń.
Zapraszamy do obejrzenia poniższych galerii!

Wrocław - reklity opactwa NMP i św. Wincentego na Ołbinie, XII w.

Nieistniejące dzisiaj opactwo benedyktynów, a później norbertanów pod wezwaniem św. Wincentego na Ołbinie położone było naprzeciw Ostrowa Tumskiego, na prawym brzegu Odry. Klasztor ufundował w pierwszej połowie XII wieku Piotr Włostowic, który również podarował opactwu relikwie św. Wincentego. Wraz z kościołem pod wezwaniem NMP i św. Wincentego powstały zabudowania klasztorne. Pod koniec XII wieku na Ołbinie benedyktynów (z powodu ich złego prowadzenia się - swoją drogą ciekawe, co tam musiało się dziać, skoro podjęto taką decyzję) zastąpili norbertanie, którzy rozbudowali kościół oraz klasztor do imponujących rozmiarów. Kościół - jak wskazują ryciny (m.in. mapa Weinera z 1562 roku) - był trójawową bazyliką bez transeptu, z masywną wieżą w części zachodniej. Niestety w późniejszych wiekach opactwo miało mniej szczęścia. Podczas wojen husyckich zostało zrujnowane, a następnie w 1529 roku podjęto decyzję o jego rozebraniu.

Różnie potoczyły się losy pozostałości po klasztorze. Część dekoracji wbudowano w fasadę szpitala Wszystkich Świętych i bramy Mikołajskiej, portal przeniesiono do kościoła św. Marii Magdaleny, a resztę pozostałości użyto m.in. do wybrukowania Nowego Targu we Wrocławiu.

Co dzisiaj możemy podziwiać z pozostałości po ołbińskim opactwie? Przede wszystkim niezwykle misternie zdobiony portal, wtórnie wbudowany w południową elewację kościoła Marii Magdaleny. Sześciokolumnowy, uskokowy portal zachwyca bogactwem swoich dekoracji rzeźbiarskich, zwierzęcych, roślinnych i figuratywnych. Trzony i głowice kolumn zdobią ornamenty roślinne, geometryczne, przedstawienia fantastycznych zwierząt, na głowicach mamy przedstawienia grzechu pierworodnego oraz wygnania z raju. Równie bogato zdobiona jest archiwolta, która zawiera całe sceny - "komiksy" ze scenami zwiastowania, obwieszczenia dobrej nowiny pasterzom, narodzin, wizyty trzech króli, obrzezania, ofiarowania w świątyni i chrztu w Jordanie. Nie sposób opisać dokładnie wszystkich elementów dekoracyjnych portalu - trzeba go po prostu zobaczyć.

Portalowi brakuje tympanonu - który do XIX wieku wbudowany był w ścianę szpitala Wszystkich Świętych. Tympanon przedstawiający w awersie zdjęcie z krzyża, a w rewersie zaśnięcie Najświętszej Marii Panny, podziwiać dzisiaj można w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. W Muzeum Narodowym znajdują się też inne pozostałości po opactwie - rzeźba lwa, fragment rzeźby proroka, głowa rzeźby, relief ze sceną zwiastowania, relief z popiersiem biskupa.

Pozostałe pozostałości oglądać można w Muzeum Architektury we Wrocławiu (bardzo polecamy to muzeum jako punkt obowiązkowy wycieczki do Wrocławia). Mamy tutaj tympanon przedstawiający Chrystusa Królującego oraz fundatorów, bogato zdobiony łuk archiwolty, głowice kostkowe (po ich ogromie można sobie wyobrazić, jak majestatyczny musiał to być kościół) oraz głowice z dekoracją roślinną. W Muzeum Architektury podziwiać też można inne cenne zabytki sztuki romańskiej, m.in. zwornik sklepienia w postaci trzech skrzydlatych stworzeń.

Co prawda nie ma już we Wrocławiu opactwa na Ołbinie, ale to, co z niego zostało jest na pewno godne uwagi. Serdecznie polecamy spacer po Wrocławiu tropem pozostałości po opactwie, które naprawdę warte są zobaczenia.

Galeria: 

Wrocław - kościół św. Idziego, XIII w.

Na Ostrowie Tumskim, w cieniu katedry wrocławskiej stoi niewielki kościółek - to romański kościół św. Idziego, ciekawy przykład romańskiej architektury ceglanej.

Kościółek zachował się w swoim pierwotnym kształcie - to jednonawowa budowla z prezbiterium zamkniętym wielobocznie, zbudowana z cegły w układzie wendyjskim. Zachowały się oryginalne otwory okienne oraz ceglane dekoracje ścian - fryz z przenikających się arkadek i fryz ząbkowy. Do środka prowadzi bardzo zniszczony portal o płaskim tympanonie.
Do środka wpuszcza nas ministrant wysłany przez uprzejmego księdza. Wnętrze budzi nieco konfuzji, a mianowicie przestrzeń podzielona jest tutaj dwudzielnie - prezbiterium od nawy oddziela podwójna, ostrołukowa arkada, na środku nawy zaś znajdował się słup (dzisiaj pozostało po nim tylko zamarkowane miejsce na posadzce), który dzielił przestrzeń nawy na cztery części przekryte sklepieniami krzyżowo-żebrowymi. To niezwykłe rozwiązanie, rzadko spotykane w architekturze gotyckiej, a co dopiero w romańskiej!

Wystrój kościoła wewnątrz jest bardzo surowy - gołe, ceglane ściany prezbiterium, otynkowane ściany nawy. Filar wewnętrzny arkady i półkolumienki podtrzymujące sklepienie są bardzo proste, jak to w kościołach ceglanych.

Będąc we Wrocławiu na pewno warto tu zajrzeć - jest to niepozorna co prawda, ale jedyna zachowana w 100% romańska bryła w mieście, które bogate jest w niezwykłe, ale fragmentarycznie zachowane zabytki romańskie.

Galeria: 

Wrocław - katedra św. Jana Chrzciciela

Katedra pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu, najważniejsza wrocławska świątynia, ma bogatą, romańską historię, która sięga lat trzydziestych X wieku. Co prawda niewiele z tej romańskiej historii widać dzisiaj na pierwszy rzut oka patrząc na gotycką katedrę, ale temu jakże ważnemu dla historii Polski miejscu warto się bliżej przyjrzeć.

Pierwszą świątynię w miejscu dzisiejszej katedry zbudowali najprawdopodobniej w pierwszej połowie X wieku Czesi. Do dziś pozostały z niej ukryte głęboko pod posadzką relikty - fragmenty apsydy oraz ściany, która interpretowana jest jako szczytowa ściana południowego ramienia transeptu. Mury budowane były w technice opus incertum. Oś czeskiego kościoła odchylona jest w kierunku północnym od osi wschód-zachód, według której orientowane były kościoły romańskie.

Podobne odchylenie wykazuje kolejna budowla, która powstała na miejscu swojej czeskiej poprzedniczki. To pierwsza, przedromańska katedra, której powstanie wiąże się z ustanowieniem diecezji wrocławskiej podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego. Jej fundatorem miał być Bolesław Chrobry. Jej pozostałości to fragmenty łuku apsydy oraz fragmenty ścian południowej oraz północnej. Z tego okresu pochodzi też granitowa baza kolumny oraz fragment dekoracji rzeźbiarskiej z motywem zwierzęcym. Wg Wikipedii, pierwsza katedra chrobrowska miała być trójnawową bazyliką filarową ze sklepioną kryptą o czterech filarach i wieżami w części wschodniej. Kościół ten zmiotły z powierzchni ziemi wojny z Czechami i zawierucha związana z reakcją pogańską.

Z tego, co zostało w drugiej połowie XI wieku zbudowano kolejny kościół - tym razem już romański i tym razem poprawnie orientowany wzdłuż osi wschód-zachód. Jego fundatorem miał być Kazimierz Odnowiciel. Zachowały się z niej znowu tylko fragmenty apsydy oraz południowego ramienia transeptu. Tzw. "katedra biskupa Hieronima" wg Edmunda Małachowicza (artykuł w "Architektura romańska w Polsce. Nowe odkrycia i interpretacje") była trójnawową bazyliką z transeptem, na tyle krótkim, że nie wystawał poza szerokość katedry. Prezbiterium zamknięte było apsydą, nar ramionami tanseptu wznosiły się wieże. Pod prezbiterium znajdowała się krypta, która najprawdopodobniej miała mieścić relikwie św. Wincentego, sprowadzone przez biskupa Hieronima. Kościół najprawdopodobniej nie był sklepiony, ale kryty stropem. Wewnątrz znajdowały się polichromie. Wschodnie wieże kościoła miały charakter obronny.

Przebudowę katedry Kazimierza Odnowiciela rozpoczął w połowie XII wieku biskup wrocławski Walter z Malonne. Wg. Edmunda Małachowicza przyczyną przebudowy było osiadanie gruntu i pękanie ścian budowli. Katedra walterowska zbudowana była z ciosów kamiennych, była trójnawową bazyliką z transeptem, zachodnimi wieżami, zamkniętą półkolistą apsydą, ze sklepioną kryptą pod prezbiterium. Mury tej budowli były znacznie grubsze niż poprzedniej - musiały oprzeć się osiadaniu gruntu oraz udźwignąć ciężkie sklepienia. Z tej właśnie katedry pochodzą liczne elementy dekoracyjne, które zachowały się do naszych czasów, m.in. rzeźba św. Jana Chrzciciela, której kopię możemy oglądać dzisiaj na ścianie katedry (oryginał w Muzeum Archidiecezjalnym) oraz trzony kolumn, wtórnie użyte w portalu gotyckim, z dekoracją rombową, rozetową i z motywami lilii.

Co prawda kilka trzonów romańskich kolumn to trochę mało, jak na miejsce z tak bogatą i tak głęboko sięgającą historią, ale Wrocław i katedrę wrocławską uznajemy za zabytek obowiązkowy dla poszukiwaczy romańskich przygód. Chociażby po to, żeby ćwiczyć wyobraźnię, rekonstruując w myślach, jak mogły wyglądać nieistniejące już poprzedniczki dzisiejszej gotyckiej katedry.

Galeria: 

Wysocice - kościół św. Mikołaja z początku XIII w.

Mała miejscowość Wysocice, schowana w zakamarkach Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, jest częścią leżącego na północ od Krakowa "zagłębia romańskiego". Po sąsiedzku leży Prandocin i Miechów, nieco dalej na północ - Jędrzejów. Znajdujemy tu kościół z pierwszej ćwierci XIII wieku, ufundowany przez ród Odrowążów. Uważa się go za najlepiej zachowaną budowlę senioralną. Jest jednonawową świątynią z wydzielonym prezbiterium zamkniętym przysadzistą apsydą. Od zachodu wieńczy go wieża o podstawie kwadratu, z biforiami u szczytu, zawierająca emporę. Wieża jest niedostępna z zewnątrz, na jej niższych kondygnacjach za okienka służą tylko wąskie przezrocza. Niezbicie świadczy to, że położony na wzgórzu kościół bywał również warownią. Ściany wzniesiono z wapiennych ciosów, najbardziej dostępnego w okolicy materiału budowlanego. Detal rzeźbiarski wykonano zaś z lepszego do tego celu piaskowca. Do dziś zachowała się niezmieniona forma budowli (dodano tylko zakrystię od północy, małą kruchtę od południa i barokową sygnaturkę), przy restauracji obniżono tylko szczyty, uzupełniając materiał pod okapem cegłą. Poszerzone też zostały okna, z wyjątkiem północnego okienka prezbiterium i okna apsydy. To ostatnie jest zamurowane - pozostawiono w nim tylko małe, okrągłe przezrocze. Portal wejściowy znajduje się od południa. Jest małym arcydziełem, zapierającym dech w piersiach. Wspaniale oddaje romańską estetykę - dostojną i skromną zarazem. To wąskie wejście o trójlistnej archiwolcie. W tympanonie znajduje się wielofigurowa płaskorzeźba (pierwotnie polichromowana) ze zmartwychwstałym (i przedstawionym bez brody!) Chrystusem w centrum, depczącym potwory o rybich ogonach. Po prawej stronie rozpoznajemy scenę narodzin Jezusa. Warto zwrócić uwagę, że Matka Boska przedstawiona jest na leżąco, co właściwe jest przedstawieniom wczesnośredniowiecznym. Półsiedzącą Madonnę w scenach narodzenia zaczęto przedstawiać dużo później. Nad żłóbkiem Jezusa nachylają łby sympatyczne wołki. Po lewej składają hołd dwaj święci. Pierwszym jest św. Norbert w szatach biskupich. Drugiego, przez brak atrybutów (jeśli nie liczyć wyjątkowo dużych dłoni), nie sposób zidentyfikować. Jest to jednak na pewno święty, nie fundator, jako że jego głowę otacza nimb. Prof. Świechowski sugeruje, że brak patrona kościoła - św. Mikołaja, zamiast którego występuje św. Norbert oraz niedopasowanie półkolistej płyty płaskorzeźby do trójlistnej archiwolty, może wskazywać na to, że dzieło było pierwotnie przeznaczone dla opactwa norbertanek w pobliskich Imbramowicach. Kolejną rzeźbę znajdujemy na wschodnim szczycie prezbiterium. Wpisana jest w romboidalną niszę i przedstawia Madonnę tronującą z Dzieciątkiem. Wykonano ją w pojedynczej bryle piaskowca. Obie postacie mają atrybuty władzy - korony na głowach, zaś w prawej ręce Madonna trzyma jabłko. Ma urzekające rysy - ostre i twarde, ale jednocześnie urzekająco oddające emocje. Warto porównać ją z równoczesną jej Madonną z Goźlic. Wewnątrz zachowało się pierwotne sklepienie prezbiterium (przemurowano sklepienie apsydy) oraz część sklepienia dolnej kondygnacji wieży. Co jednak ciekawsze, można tam obejrzeć bardzo interesującą i nietypową emporę (chociaż przysłaniają ją organy na dobudowanym podwyższeniu-"chórze"). Do wnętrza nawy otwiera się wybrzuszonym wykuszem z trzema półkolistymi oknami. Dostać się można na nią oryginalnymi schodkami mieszczącymi się w grubości północnego muru wieży. Ksiądz proboszcz ostatecznie zgadza się nas tam wpuścić. Wspinamy się po schodkach - drabinie na podwyższenie dla organów, a stamtąd przez niskie drzwiczki - w korytarzyk prowadzący w grubości muru (od zewnątrz wyraźnie widać w tym miejscu pogrubiony mur na pierwszym piętrze wieży). Wchodzimy do przestronnego pomieszczenia na planie kwadratu, od strony nawy zamkniętego wybrzuszoną apsydą o konchowym sklepieniu. W apsydzie znajdują się trzy okienka wychodzące na nawę. Prof. Świechowski zauważa w tym miejscu ślad po ołtarzu, co świadczy, że pomieszczenie pełniło funkcję osobnej kaplicy. Empora robi urzekające wrażenie, choć pierwotne krzyżowe sklepienie się zawaliło. Z empory prowadzi drabina na wieżę, gdzie zainstalowano dzwony. Na najwyższej kondygnacji romańskiej wieży (wyżej jest tylko barokowy hełm), gdzie wspinamy się nie bacząc na przepisy BHP, możemy z bliska obejrzeć biforia z uroczymi kolumienkami o klasycznych, kostkowych kapitelach. Co ciekawe, kolumienki są symetryczne - u dołu mają bazę o kształcie identycznym z kapitelem - rzecz jasna, odwróconym. Widok, jaki rozpościera się za biforiami, zapiera dech. Wysocice to malownicze, spokojne miejsce i pięknie zachowany romański zabytek, nieskażony wieloma przebudowami. Romański klimat czuje się tu wyjątkowo mocno. Warto przyjechać, choćby dla samego portalu. A sąsiedztwo innych romańskich zabytków tylko przydaje Wysocicom walorów.

Galeria: 

Wąchock - opactwo Cystersów z początku XIII w.

Na północnym krańcu Gór Świętokrzyskich, a dokładnie tzw. "rzut beretem" od Starachowic leży Wąchock, kolejny punkt na mapie cysterskich zabytków polskiego romanizmu.

Opactwo zostało ufundowane w 1179 roku przez krakowskiego biskupa Gedkę. W XIII wieku opactwo zostało zniszczone przez najazd Tatarów, a w XVII wieku - przez wojska Rakoczego. Zniszczony kościół odnowiono pod koniec XVII wieku w duchu baroku. Cystersi do Wąchocka wrócili (klasztor został skasowany w 1810 r.) po prawie stupięćdziesięcioletniej nieobecności w 1952 roku.

Kościół klasztorny zachowuje cysterski układ, który zachował się tutaj w niezmienionym kształcie. Nietypowy jest kamień użyty do budowy kościoła - są to na przemian ciosy piaskowca ciemnoczerwonego i szarego. Kościół był wielokrotnie przebudowywany - w epoce gotyku (o czym świadczą podniesione szczyty oraz ślady gotyckiej dobudówki po północnej stronie kościoła), następnie w XVI wieku dobudowano kaplicę boczną do nawy północnej i w XIX wieku dobudowano kruchtę do fasady zachodniej.

Mimo że kościół zachował pierwotny układ przestrzenny - jest więc typową bazyliką cysterską z transeptem i dwoma kaplicami bocznymi po bokach prezbiterium, przekrytą sklepieniem krzyżowo-żebrowym - wystrój kościoła jest barokowy. Kościół pokryty jest od baz filarów po zworniki sklepienne barokowymi freskami. Z detali architektonicznych zachowały się jedynie głowice filarów i służek, wsporniki i fragmenty gzymsów dekorowane motywami roślinnymi. Zachował się jeden zwornik sklepienny w południowym ramieniu transeptu.

Zachowało się tylko kilka oryginalnych okien - w nawie południowej i południowym ramieniu transeptu, nie zachowały się też oryginalne portale. Do południowego ramienia transeptu przylega empora, gdzie znaleźć można podobno wtórnie użyte płytki ceramiczne z oryginalnej posadzki kościoła.

Skarbów należy szukać jednak gdzie indziej - w budynkach klasztornych...

Romański charakter z zabudowań klasztornych zachowało skrzydło wschodnie oraz refektarz w skrzydle południowym (który był początkowo wolnostojącym budynkiem, dopiero później połączono go z resztą klasztoru). Ściany wschodniego skrzydła klasztoru doskonale pokazują, jak budynek klasztoru był przebudowywany - można tu obserwować jak podnoszone były sklepienia i jak ponosił się poziom posadzki. Respekt budzi potężna, budowana z ciosów romańska ściana.

Pierwsza niespodzianka to kapitularz - jedno z najpiękniejszych, idealnie zachowanych romańskich wnętrz w Polsce. Kapitularz przekryty jest sklepieniem krzyżowo-żebrowym wspartym na czterech kolumnach o bogato dekorowanych kapitelach. Po obu stronach skromnego portalu znajdują się przezrocza - piękne biforia zdobione dekoracjami o motywach roślinnych i zwierzęcych.

Romański charakter zachowały też inne pomieszczenia - sklepiony kolebkowo karcer, sień, fraternia, której krzyżowo-żebrowe sklepienie oparte jest na jednym, przysadzistym filarze oraz refektarz, przekryty trzema przęsłami szeroko rozciągniętego sklepienia krzyżowo-żebrowego, w którym zachowały się dekoracje rzeźbiarskie, fragmenty polichromii i znaki kamieniarskie. W prowadzącej do karceru sieni obejrzeć można lapidarium - ekspozycję motywów architektonicznych - znaleźć tu można między innymi płyty nagrobne ozdobione motywem miecza, co oznaczało, że pod taką płytą spoczywa krzyżowiec.

Opactwo w Wąchocku jest niewątpliwie jednym z najpiękniejszych zabytków romańskich w Polsce, a sam kapitularz jest co najmniej grzechu wart. Gorąco polecamy - lektura obowiązkowa!

Galeria: 

Złotoryja - kościół p.w. NMP z XIII w.

Z czego słynie Złotoryja? Bezsprzecznie ze złota. Jego wydobycie zaczęło się tu na dobre w ok. roku 1180 - 1240. Uzyskiwano wtedy od 24 do 48 kg kruszcu rocznie, a miasto zaczęło się rozwijać. Dziś zwiedzimy w Złotoryi, rzecz jasna, kopalnię złota, muzeum złota i XV-wieczną, charakterystyczną Basztę Kowalską. My jednak pomknęliśmy prosto do złotoryjskiego kościoła, gdzie odnajdujemy późnoromańskie fragmenty.

Romańskie są tu mury prezbiterium, a przede wszystkim transept. Kościół miał być trójnawową bazyliką z transeptem i dwuwieżową fasadą zachodnią, jednak w latach 1212-1241 zrealizowano tylko partię wschodnią, z prezbiterium zamkniętym apsydą i transeptem z apsydkami na ścianie wschodniej. Resztę dokończono w XIV w., już w gotyku, zresztą i tak z wyraźnymi brakami inwestycyjnymi - od zachodu fasada ma tylko jedną wieżę (zobacz na stronie zlotoryja.pl). Apsydę prezbiterium wyburzono, gdy budowano wschodnią wieżę (na którą dziś można wspiąć się za niewielką opłatą i podziwiać widoki), z apsydami transeptu rozprawiono się niedługo później.

Południowe ramię transeptu zbudowane jest z piaskowcowych ciosów, ramię północne i prezbiterium - z cegły (dziś zatynkowanej). Szczęśliwie dla nas, zarówno od północy, jak i od południa do transeptu prowadzą portale. Ościeże południowego, o pełnym łuku archiwolty, zdobią trzy pary kolumienek. Północny, lekko ostrołukowy (przez co zwany niekiedy wczesnogotyckim, co jest nieporozumieniem), wybija się z płaszczyzny północnej fasady transeptu i zwieńczony jest trójkątnym szczytem. Cztery pary kolumienek zdobiących ościeże zwieńczone są kapitelami z roślinnym ornamentem łączącym je w całość. Nad nim zachowała się przepiękna rozeta (choć maswerk wmurowano tu wtórnie). Północna fasada jest zatynkowana, ale tym większe wrażenie robi kompozycja portalu i rozety, wycięta jakby z białej płaszczyzny. Zwłaszcza oglądana spomiędzy kolorowych kamieniczek otaczających kościół.

Wewnątrz w transepcie znajdziemy krzyżowo-żebrowe sklepienia rozpięte pomiędzy masywnymi filarami wiązkowymi wydzielającymi przecięcie naw. Choć kruchty w transepcie wydzielono ściankami i drzwiami z dykty, a same filary nie ustrzegły się kielni tynkarza, wrażenie robią i tak imponujące.

To kolejny z kościołów - świadków zmierzchu romanizmu i świtu gotyku na tych ziemiach. Niestety, woła o pilną pomoc - portale są w bardzo kiepskim stanie, piaskowiec wykruszył się w wielu miejscach, bazy i dolne partie kolumienek wyglądają jak zaatakowane przez bobry, a kamień pilnie domaga się czyszczenia. Gdy byliśmy w Złotoryi, wnętrze zastawiały rusztowania. Trzymamy więc kciuki za renowację, mając nadzieję, że odsłoni ona i wyeksponuje to, co w tym kościele najstarsze (i dodamy po swojemu - najpiękniejsze).

Galeria: 

Żarnów - kościół św. Mikołaja z początku XII w.

Na Ziemi Łódzkiej, przy trasie Kielce-Piotrków Trybunalski, trafimy do Żarnowa. Ta dzisiaj niewielka miejscowość pojawia się w źródłach od XI wieku, a na wczesnośredniowiecznym grodzisku zbudowano w XII wieku kościół św. Mikołaja.

Świątynia ta wzmiankowana była po raz pierwszy w 1191 roku jako kościół parafialny i kaplica grodowa. Oczywiście to, co dzisiaj oglądamy w Żarnowie nosi ślady wielu przebudowań. W XVI wieku do bryły kościoła dobudowano prezbiterium, a w 1903 roku... cały kościół! Kościółek św. Mikołaja stał się tym samym jednym ze skrzydeł transeptu neogotyckiej budowli.

To, co dzisiaj możemy w Żarnowie podziwiać, to zachodnia wieża mieszcząca emporę i fragment północnej ściany z rozglifionymi okienkami.

Dekoracja architektoniczna wnętrza wiązana jest z warsztatem północnowłoskim i przedstawia motywy roślinne i zwierzęce (lwy i gryfy). Empora rozpięta jest na dwóch arkadach podpartych pękatą centralną kolumną, przy ścianach zachowały się mocno nadgryzione zębem czasu półkolumienki wspierające arkady. Pilaster wspierający dawny łuk tęczowy (obecnie otwierający transept do przecięcia naw) ma kapitel zdobiony motywem liści. Na piętro empory prowadzi kręta klatka schodowa w podstawie wieży. Schody dawniej prowadzące jeszcze wyżej, bo na samą wieżę, zachowały się tylko do poziomu empory, dalej otwiera się mroczna studnia - niezwykły widok. Sklepienie klatki schodowej ułożono z lepionych obficie zaprawą płaskich kamieni, w prostej technice opus incertum. Natomiast ściany świątyni zbudowano z dobrze obrobionych ciosów kamiennych (wykorzystując do licowania zewnętrznego kamienie w różnych kolorach).

Zabytek ten jest dobrze oznakowany - przy wjeździe do Żarnowa stoi tabliczka "Szlaku romańskiego" i gdyby nie ona, omal nie przegapilibyśmy tego zabytku, widząc z oddali nieciekawy, neogotycki kościół. Dzięki tej inicjatywie, jaką był kiedyś "Szlak..."(ogromnie szkoda, że już nie funkcjonuje...) daliśmy jednak ostro po hamulcach w drodze powrotnej z Sulejowa.

Galeria: