Skandynawia - na dalekiej północy

Skandynawia to cudowna kraina lasów, jezior i fiordów, gdzie do dziś Saamowie przepędzają stada reniferów, a największym zagrożeniem drogowym jest łoś. Chrześcijaństwo dotarło tu dosyć późno, co nie znaczy, że nie można odnaleźć tu romańskich zabytków, szczególnie na południu. Ale im dalej na północ - tym bardziej dziko (chociaż znaleźliśmy romański kościółek nawet za kołem podbiegunowym). Przyjechaliśmy do północnej Szwecji i Norwegii podziwiać piękno przyrody - ale nie mogliśmy oprzeć się też naszej romańskiej pasji... Poniżej kilka znalezisk - może nie najbardziej efektownych, ale za to bardzo północnych!

Norwergia - Bodø - kościół z XIII wieku

Lofoty pożegnały nas szczerząc wyszczerbione zęby szczytów, kiedy prom z Moskenes zostawiał za sobą spieniony kilwater. Jesteśmy w Norwegii, właśnie przejechaliśmy cudowny archipelag wysp na których suszy się sztokfisza i celebruje viking pride i wciąż jesteśmy na północ od koła podbiegunowego. Prom przybija do Bodø, sporego miasta w Nordlandzie,a my kierujemy się prosto na jego przedmieścia, do Bodin. Czego tu szukamy? Romańskiego kościółka.

Bodin Kikre to najdalej wysunięty na północ kościół romański, jaki widzieliśmy (być może najdalej na północ wysunięty kościół romański ever, jeśli ktoś z Was znajdzie inny - dajcie znać!). Oczywiście trafiliśmy na... pogrzeb, więc musieliśmy uwinąć się w środku szybko, żeby nie przeszkadzać pogrążonej w żalu rodzinie zmarłego. Kościółek jest niewielki, kloczuszkowaty, z prostokątną nawą i zakończonym prostą ścianą prezbiterium. Ciekawie rozwiązane jest sklepienie - to potężna, drewniana kolebka. Wewnątrz niewiele pozostało z czasów, które nas interesują - odrobina wygrzebanego spod tynku portalu, pobielone ściany.

Pokręciliśmy się chwilę wokół kościoła starając się nie rzucać się w oczy. Kościółek w Bodø może nie jest szczytem romańskiej finezji, ale jest zdecydowanie świadkiem historii tych ziem. A my pomknęliśmy dalej, by przez płaskowyż Saltfjellet i południową Laponię dotrzeć z powrotem nad Morze Bałtyckie.

Galeria: 

Szwecja - Botkyrka - kościół św. Botvida z XII wieku

Botkyrka to pierwsze miejsce, w którym zatrzymaliśmy się w Szwecji. Miejscowość ta to w zasadzie przedmieście Sztokholmu, położone niedaleko miasta o swojsko brzmiącej nazwie Södertälje. Spodziewaliśmy się, że - jak w powieści Larssona - zaraz wyjedzie nam zza zakrętu gang motocyklowy Svavelsjö MC i pogna do jakiegoś opuszczonego magazynu torturować Bogu ducha winne dziewczyny.

Zbudowany z kamienia kościół widać już z daleka, masywna wieża góruje nad krajobrazem. Chociaż z czasów romańskich zostało niewiele, to na pewno warto zatrzymać się tu w drodze do Sztokholmu. Kościół wybudował niejaki Björn ku czci swojego zmarłego brata Botvida (później świętego). Pierwszy kościół był oczywiście drewniany, po czym w drugiej połowie XII wieku zastąpiono go murowanym. Już na przełomie XII i XIII wieku dokonano pierwszej rozbudowy - dodano romańską (jeszcze) wieżę (która zawaliła się w XVIII wieku i została odbudowana). W okresie gotyku powiększono prezbiterium w kierunku wschodnim, dodano kruchtę i zakrystię. Z tego czasu pochodzą też sklepienia gwiaździste. Tak więc z czasów nas interesujących zostały tu tylko gołe mury nawy. Zawsze coś.

Na co warto zwrócić uwagę? Na średniowieczny nagrobek usytuowany w pobliżu kruchty i na dwa kamienie runiczne. Jeden z nich zawiera frapujący fragment większego wizerunku, który nam skojarzył się z gigantycznym wężem opasującym Midgard (czyli Ziemię) w mitologii nordyckiej - Jormungandem. Ciekawostką w tym kościele jest też tzw. "babiniec", zwany w Szwecji dla odmiany vapenhuset, czyli "składem broni" (na pewno dobrze by się tu czuła Lisbeth Salander). Średniowieczni Szwedzi zostawiali tu swoje uzbrojenie, które z różnych powodów mieli przy sobie, na czas mszy. Wyjście do kościoła w średniowiecznej Szwecji bywało nie lada wyprawą, która mogła trwać nawet kilka dni - odwiedziliśmy na dalekiej Północy "wioskę kościelną", zbudowaną dla okolicznej ludności, która do kościoła podróżować musiała dłużej niż dzień. Rodziny z okolicy miały tu swoje "kościelne dacze", w których nocowały w czasie, kiedy przyjeżdżały na msze. Wiele społeczności miało też swoje "łodzie kościelne", którymi cała społeczność raz na kilka niedziel udawała się do najbliższego kościoła.

Botkyrka to nasz pierwszy przystanek - a tylu ciekawych rzeczy zdążyliśmy się tu dowiedzieć. Ruszamy dalej, w poszukiwaniu innych śladów średniowiecza, a przede wszystkim w poszukiwaniu nietkniętej przyrody, spokoju i harmonii.

Galeria: 

Szwecja - Gamla Uppsala - kościół z XI/XII wieku

Był ciepły, letni dzień, jakieś trzydzieści stopni w cieniu (podczas gdy w Polsce nasi informatorzy donosili, że zimno i pada, zimno i pada). Szwecja powitała nas piękną pogodą i prawie tropikalnym upałem. Arktyczne temperatury przygotowała dla nas na potem (koło podbiegunowe, Kiruna - spanie w namiocie w deszczu przy trzech stopniach powyżej zera: bezcenne). Cieszymy się więc chwilą w jednym z najważniejszych dla historii Szwecji miejsc - w starej Uppsali.

Stara Uppsala (czyli Gamla Uppsala) była znana już w czasach przedhistorycznych. Począwszy od III i IV wieku, kiedy to stała się pierwszą siedzibą lokalnych władców, w tym znanych z sag królów z rodu Ynglingów (nazywanych "królami Uppsali", co znaczyło wówczas tyle, co "królami Szwecji"). Najprawdopodobniej właśnie do tych na poły mitycznych, na poły historycznych królów należą usypane w tym miejscu kopce - tzw. "kopce królewskie" (Kungshögarna). Adils, Ane Stary oraz Ingjald Illråde - to imiona królów, których przygody rozsławiły sagi, a którzy spoczęli być może właśnie w tych kurhanach. Kurhany - bo to bez wątpienia kurhany, w których odnaleziono wiele cennych przedmiotów oraz ślady po pogrzebowym stosie - pochodzą z około VI wieku. Mniejsze, liczniejsze, mogą należeć do drużyny rycerzy/wojów oraz ich rodzin. Założyć Starą Uppsalę miał według duńskiego kronikarza Saxo Gramatyka sam Odyn. Inną - nie mniej mityczną wersję - podaje islandzki kronikarz Snorri Sturluson: tu bóg Freyr założył pogańską świątynię wokół której wyrosła osada. Zarówno Saxo Gramatyk, jak i Adam z Bremy wspominają o składanych tutaj ofiarach z ludzi (Adam z Bremy miał je widzieć na własne oczy). Świątynia poświęcona była trzem Bogom, a byli to Odyn, Thor i Freyr. Tutaj odbywały się też plemienne wiece zwane Tingami, rodzaj zgromadzenia starszych, podczas których omawiano ważne dla kraju sprawy, wybierano wodzów i podejmowano (najczęściej w oparciu o wróżby) decyzje.

Ale świat się zmienił i przyszedł czas, kiedy pogańskie świątynie zostały zburzone, starzy królowie i bogowie odeszli w mityczną przeszłość, a przewrócone kamienie runiczne posłużyły za fundamenty pod nowe świątynie - chrześcijańskie. Stara Uppsala nie przestała być jednak ważna - na gruzach (a raczej trocinach) starej świątyni powstała nowa. Archeolodzy doliczyli się przynajmniej kilku wcześniejszych, drewnianych poprzedniczek kamiennej świątyni, która stoi do dzisiaj. Kościół powstał tutaj na przełomie XI i XII wieku i stał się lokalnym centrum kultu, szczególnie, że to właśnie tutaj spoczęło ciało króla-męczennika, świętego Eryka. W 1164 stara Uppsala została stolicą arcybiskupstwa, a rozwijający się kult św. Eryka, który został patronem Szwecji, ściągał tu rzesze pielgrzymów. Wkrótce niewielka (bo część kościoła zniszczonego w czasie pożaru trzeba było rozebrać) świątynia przestała wystarczać ruchowi pielgrzymkowemu, a rosnące w siłę królestwo potrzebowało bardziej reprezentacyjnej katedry. Arcybiskupstwo oraz relikwie św. Eryka przeniesiono więc nieopodal, do miejscowości zwanej Östra Aros, której nazwa wkrótce została zmieniona na "Uppsala", wtedy to osada w pobliżu królewskich kopców zaczęła być nazywana "Starą Uppsalą" i tak pozostało do dzisiaj.

Sam kościół sprawia wrażenie archaicznego i surowego. Nam - to przez surowy, słabo obrobiony kamień - przypomina kościoły okolic Kujaw - Strzelno, Kościelec koło Inowrocławia, sam Inowrocław. Dzisiaj z dawnej świątyni pozostało tylko prezbiterium i dawne skrzyżowanie naw wraz z wieżą. Nawa główna, z najprawdopodobniej dwuwieżową fasadą oraz skrzydła transeptu zakończone apsydami zostały rozebrane po XIII-wiecznym pożarze. To, co pozostało, zachowało mniej więcej swój romański kształt. Okna zostały powiększone, szczyty podniesione, jednak bryła kościoła pozostała w dużej mierze nietknięta. Wnętrze zostało pobielone oraz pokryte polichromiami w XV wieku. Przysadziste, szerokie sklepienie krzyżowe o wąskich przęsłach wygląda bardzo klasycznie romańsko. Biorąc pod uwagę, że obecny kościół to tylko prezbiterium i skrzyżowanie naw, można wyobrazić sobie świątynię w całości - musiała budzić respekt i być naprawdę wielka. Nie mieliśmy szans wyżyć się fotograficznie wewnątrz kościoła - akurat zaczęły się przygotowania do pogrzebu (takie nasze fatum, zdarzyło nam się to nie pierwszy i nie ostatni raz), więc woleliśmy dyskretnie się wycofać.

Sam kościół, jak i otaczające go kopce są bardzo dobrze zagospodarowane, opisane, pięknie utrzymane, co nas w Szwecji specjalnie nie dziwi, ale zawsze warto podkreślić ten fakt myśląc o stanie i dostępności naszych zabytków romańskich. Pospacerowaliśmy w sielskim krajobrazie mijając porośnięte wesołą trawką kopce, gdzie pod stertą kamieni i piachu śpią okrutni, mityczni władcy, składający tu niegdyś ofiary z ludzi ku czci Odyna, Thora i Freyra. Wyrzuciliśmy puste butelki po wodzie do kosza na odpady nadające się do recyklingu, skórki od banana do kosza na kompost, przeszliśmy przez ulicę w oznaczonym miejscu i nie przekraczając ograniczenia prędkości ruszyliśmy dalej na północ. Witamy w Skandynawii, krainie krwawej przeszłości i nudnej, ale jakże wygodnej, teraźniejszości.

Galeria: