Izrael

Izrael - Palestyna - Ziemia Święta. Dużo imion ma to niezwykłe miejsce na świecie, gdzie skumulowała się historia trzech największych religii współczesnego świata - judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Przybyliśmy do Jerozolimy jako do matecznika cywilizacji, miejsca, gdzie zaczęła się historia chrześcijańskiej Europy. Dziś to chyba najbardziej wielokulturowe miasto na świecie, tętniące życiem jak wielki targ, którym nota bene są wąskie uliczki starej Jerozolimy. Każda z wielkich kultur odcisnęła na tej ziemi swoje piętno, pozostawiła też swoją architekturę. I tak, z krzyżowcami trafiła tu... architektura romańska. To, co wśród niezwykłych zabytków Jerozolimy, odnaleźliśmy jako romańskie, niniejszym prezentujemy.

Betlejem - Bazylika Narodzenia z IV-VI wieku

Przybieżeli do Betlejem... Pomyśleliśmy, że będąc w Jerozolimie nie sposób nie odwiedzić położonego niedaleko Betlejem. Ale okazuje się, to wcale nie takie proste. Betlejem bowiem leży w Autonomii Palestyńskiej, a od Izraela oddziela je wysoki na kilka metrów mur, jedna z najmocniej strzeżonych granic świata. Ale podejmujemy wyzwanie - z palestyńskiego dworca autobusowego we Wschodniej Jerozolimie ruszamy niepozornym busikiem na wschód, czeka nas jeszcze przesiadka na pustyni do innego autobusu, checkpoint przy murze i oto jesteśmy w innym świecie. Uprzejmy, palestyński taksówkarz już wymyślił nam całą trasę podróży po Palestynie, zaczynając od Herodionu, a skończywszy na Jerychu, na koniec zaś kolacja z jego rodziną i wizyta w sklepiku jego ojca. Jedziemy wzdłuż muru, wymalowanego przez marzących o wolności palestyńskich graficiarzy, taksówkarz proponuje przystanek na zdjęcia. Nie chcemy jednak z symbolu bliskowschodniego konfliktu robić atrakcji turystycznej. Wyłączamy kamerę, chowamy aparaty - chcemy uwiecznić to, co jest Palestynie piękne, nie smutne. Na Placu Żłóbka żegnamy niepocieszonego taksówkarza i ruszamy na spotkanie z naszą pierwszą, monumentalną bizantyjską bazyliką...

Choć zdania na temat Betlejem jako rzeczywistego miejsca przyjścia na świat Jezusa są podzielone, to tradycja wiążąca to miejsce z tym wydarzeniem sięga II wieku n.e. Wskazana przez św. Justyna Męczennika grota została w IV wieku obudowana kościołem przez św. Helenę, matkę Konstantyna Wielkiego (wcześniej w tym miejscu znajdowała się rzymska świątynia Adonisa). Po zniszczeniu przez Samarytan w VI wieku kościół został odrestaurowany i powiększony przez cesarza Justyniana. Od tamtej pory mimo zmieniających się władz, od Persów (którzy podobno rozpoznali na mozaikach przedstawiających Trzech Króli szaty pochodzące z ich kręgu kulturowego i oszczędzili kościół) przez Arabów, Krzyżowców (to tu został koronowany pierwszy król Królestwa Jerozolimy Baldwin I), Turków, Jordańczyków - kościół cieszy się względnym spokojem. Ostatnio, podczas drugiej Intifady Betlejem znów stało się miejscem dramatycznych wydarzeń, bazylika była przez pewien czas okupowana przez Palestyńczyków, a w środku umieszczono ładunki wybuchowe.

Wejście do kościoła jest tak niepozorne, że aż je przegapiliśmy i w środku znaleźliśmy się przechodząc przez kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej. W czasach Krzyżowców kościół został silnie ufortyfikowany i stąd trudności w odnalezieniu wejścia, którym okazuje się być otwór nieco mniejszy niż zwykłe drzwi po lewej stronie monumentalnej fasady. Po lukrowanym, dziewiętnastowiecznym wnętrzu kościoła św. Katarzyny chłód, cisza i wiekowa dostojność wnętrza bazyliki Narodzenia wręcz rzucają na kolana. Majestatyczne, poczerniałe ze starości kolumny pokryte ledwo widocznymi malowidłami podtrzymują masywną ścianę nawy głównej, przyozdobioną pozostałościami bizantyjskich mozaik. Nawy boczne (a jest ich cztery) oraz nawa główna nie posiadają sklepienia - patrząc w górę widzimy majestatyczną, otwartą więźbę dachową. Zamknięte apsydą prezbiterium oddzielone jest od reszty kościoła monumentalnym ikonostasem. Również ramiona transeptu (też zakończone apsydami) oddzielone są od kościoła - wchodzi się do nich przez niewielkie drzwiczki z naw bocznych.

Nacieszywszy się bizantyjskimi mozaikami, ustawiamy się w kolejce która zaczyna tworzyć się przy wejściu do prawego ramienia transeptu. Tędy wchodzi się do Groty Narodzenia. Kolejka jest w miarę krótka, a w kościele pusto - jest niedzielny poranek, trwają nabożeństwa, więc turystów jest odpowiednio mniej. Podobno "w sezonie" na czekaniu można spędzić tu kilka godzin. W kolejce zostajemy przygarnięci przez grupę ekstrawertycznych Amerykanów pod opieką sympatycznego jezuity - razem z nimi schodzimy do Groty, gdzie nasi nowo poznani przyjaciele śpiewają Silent Night. Przewodnik pokazuje nam pozostałości żłóbka (katolicy w pobliskim kościele św. Katarzyny mają własny), każdy chce dotknąć oznaczonego gwiazdą miejsca narodzenia Jezusa.

Pożegnawszy naszych Amerykanów idziemy przespacerować się uliczkami dookoła Bazyliki, oklejonymi plakatami wyborczymi partii Fatah z twarzą Jasera Arafata, podczas gdy z pobliskiego sklepiku z pamiątkami Eleni śpiewa "Do wiedzenia, mój kochany, do widzenia". Tak, pora wracać do Jerozolimy, a przed nami jeszcze smutny rytuał przekraczania muru, żołnierze z gotową do strzału bronią, psy, skanery, wykrywacze metalu, ziemia niczyja... Tak tu blisko, a tak daleko...

Galeria: 

Jerozolima - Bazylika Grobu Bożego, IV-XII wiek

Bazylika Grobu Bożego to niewątpliwie najważniejsza świątynia szeroko rozumianego chrześcijaństwa. Tu, jak wierzą miliony wiernych na całym świecie, znajduje się Golgota, Grób Chrystusa oraz miejsce, w którym znaleziono relikwie Krzyża Świętego. Bazylika to miejsce niezwykłe, nieogarnialne na raz, to swoisty mikrokosmos, w którym skumulowały się znaczenia sakralne chrześcijaństwa.

Monumentalny kościół wciśnięty między wąskie uliczki starej Jerozolimy ma długą i bogatą historię. Miejsce jego ulokowania wiąże się z szeroko zakrojonymi pracami "archeologicznymi", jakie podjęto na zlecenie cesarzowej Heleny. Celem badań było odnalezienie miejsca kaźni i pochowania Chrystusa. I cel został osiągnięty. Co więcej, skała, którą dzisiaj czci się jako Golgotę, najprawdopodobniej jest Golgotą. Ta sześciometrowa skała powstała w wyniku eksploatacji kamieniołomu i w czasach rzymskich wykorzystywana była jako miejsce straceń. W jej okolicy znajdował się też cmentarz. To w okolicach tej skały cesarzowa Helena odnalazła trzy krzyże, z których jeden okazał się mieć cudowne właściwości. Na tym miejscu cesarz Konstantyn ufundował ogromny kościół, a w zasadzie trzy kościoły - kościół Męki Pańskiej (z Golgotą), kościół Krzyża Świętego (z miejscem znalezienia krzyża) i kościół Zmartwychwstania (z Grobem Chrystusa). Kościół ucierpiał po raz pierwszy w VII wieku, w czasie najazdu Persów, po czym został zrekonstruowany. Następnie - razem z całym Bliskim Wschodem - Jerozolimę opanowali Arabowie. Kościołowi zagwarantowano bezpieczeństwo i funkcjonował dalej. Ale kolejne wieki nie były dla konstantyńskiej świątyni zbyt szczęśliwe - w IX wieku kościół ucierpiał z powodu trzęsienia ziemi, w X wieku z powodu pożaru. Najgorsze jednak spotkało kościół w XI wieku, za panowania Fatymidów. Wtedy to kalif al-Hakim nakazał zburzenie kościoła. Kiedy wreszcie zawarto pokój między kalifem a Biznacjum możliwe stało się odbudowanie bazyliki, jednak nie w jej pierwotnej formie. Przebudowę kontynuowali krzyżowcy, którzy w 1099 roku zdobyli Jerozolimę. Z tego okresu pochodzą m.in. monumentalna, romańska fasada czy edykuł Grobu Bożego. We wnętrzu dokonano też licznych przebudów. W kolejnych wiekach bazylika, wraz z Jerozolimą, przechodziła z rąk do rąk. Za czasu panowania Mameluków ukształtował się podział wnętrza bazyliki między wyznania chrześcijańskie, nie ustawał też ruch pielgrzymkowy. W XIX wieku kościół zniszczył pożar, po którym dokonano restaruacji z typową dla dziewiętnastego wieku dezynwolturą, pozbawiając go wielu cennych dekoracji. W XX wieku bazylikę nęka seria trzęsień ziemi, z którymi walczą najpierw brytyjskie władze mandatowe, a później Jordańczycy. Od czasu wojny sześciodniowej (1967) Bazylika, jak i cała Jerozolima, znajduje sie na terytorium państwa Izrael.

Trafiliśmy do Bazyliki Grobu Bożego w zasadzie prosto z samolotu. O piątej rano zostawiliśmy plecaki w hostelu (a mieszkaliśmy dosłownie w samym centrum Starego Miasta, na uliczce św. Marka, wszystkim polecamy Citadel Hostel) i ruszyliśmy w miasto. Przez opustoszałe o tej godzinie uliczki dzielnicy chrześcijańskiej i arabskiej, w dzień tętniącym życiem suku, trafiliśmy tu. Na obszerny placyk przed Bazyliką. Drzwi były otwarte. Z wewnątrz dobiegał śpiew. Weszliśmy do kościoła nieco oszołomieni, przywitał nas zapach kadzidła i kakofonia śpiewów dobiegających z róznych części kościoła. To w wydzielonych dla siebie częściach poranne nabożeństwo odprawiali prawosławni i katolicy, Ormianie i Syryjczycy, Koptowie i Etiopczycy. Cóż za szczęście - o takiej nieludzkiej porze kościół był prawie pusty - czyli, co najważniejsze - nie było w nim turystów, tłoczących się zwykle w długiej, wyznaczonej przez barierki kolejce do edykułu Grobu Bożego. Zwiedzanie zatem czas zacząć.

Nie sposób opisać bryły Bazyliki Grobu Bożego w trzech zdaniach. Nie da się nawet zobaczyć całej bryły kościoła z żadnego miejsca, nie da się jej obejść - po prostu nie da się jej wypreparować z tkanki miasta, z którym od wieków żyje w symbiozie. Klucząc po wąskich uliczkach jerozolimy nagle orientujemy się, że jesteśmy na przykład na... dachu Bazyliki, gdzie urządzono koptyjskie eremy. Kościół składa się z wielu ementów, dostawianych przez lata, dobudowywanych w kolejnych fazach, a nawet jego pierwotne założenie jest skomplikowane, bo objąć musi trzy najważniejsze miejsca - Grób, Golgotę i miejsce znalezienia Krzyża.

Wchodząc przez monumentalny portal do Bazyliki na wprost mamy Kamień Namaszczenia, na którym złożone miało być ciało Chrystusa po śmierci. Kamień namaszczany jest wonnymi olejkami i z czcią całowany przez wiernych wchodzących do kościoła. Po prawej stronie od wejścia znajduje się Golgota, zabudowana kaplicą (a w zasadzie kaplicami), do których wchodzi się po schodkach. Główna kaplica z ołtarzem Ukrzyżowania jest prawosławna, obok znajdują się łacińskie ołtarze Przybicia do krzyża i Matki Boleściwej. Poniżej Golgoty znajduje się tzw. "Grób Adama". Na lewo od wejścia znajduje się tzw. rotunda, czyli okrągła przestrzeń sklepiona kopułą, z edykułem Grobu Bożego, otoczonym monumentalną kolumnadą. Sam edykuł to niewielki, prostokątny budynek mieszczący dwa pomieszczenia - Kaplicę Anioła i Grób właściwy. Na tyłach edykułu znajduje kaplica koptyjska.

Na wprost od wejścia, na prawo od rotundy znajduje się coś w rodzaju trójnawowego kościoła właściwego, z chórem greckim i łacińskim. Jeszcze dalej na prawo, po schodkach schodzi się do kaplicy Św. Heleny, która jest własciwie kryptą, posadowioną na masywnych filarach. To jedna ze starszych części kościoła. Jeszcze niżej, schodząc po schodach, których ściany zdobią tysiące wyrytych przez pielgrzymów krzyżyków, schodzimy do kaplicy Znalezienia Krzyża Św.

To tylko główne pomieszczenia, które składają się na Bazylikę Grobu Bożego - jest tu szereg kaplic, również wielopoziomowych, od północy przylega do Bazyliki kościół i klasztor franciszkanów. Wszystko to sprawia nie do końca realne wrażenie labiryntu.

Klucząc między masywnymi, romańskimi filarami, przechodząc róznymi tajnymi przejściami z kaplicy do kaplicy, z których każda jest inna, bo opiekuje sią nią inne wyznanie, dochodzimy do wniosku, że Bazylika Grobu Bożego, to coś więcej, niż tylko suma składających się na nią części - kaplic, wyznań, styli architektonicznych, wśród których swoje miejsca ma też romanizm. To przestrzeń sama w sobie. Wyjątkowa. Jedyna.

PS. Rewelacyjne zdjęcia panoramiczne z Bazyliki Grobu Bożego obejrzeć można pod tym linkiem.

Galeria: 

Jerozolima - kościół pod wezwaniem św. Anny z XII wieku

Kościół św. Anny znajdujemy w pobliżu Bramy św. Szczepana, zwanej również Bramą Lwią. Kościół zbudowali w XII wieku krzyżowcy, na miejscu starszej świątyni z V wieku, stojącej - jak przekazywała tradycja - w miejscu domu Joachima i Anny, rodziców Marii, matki Jezusa. Miejsc w Jerozolimie uznawanych za dom rodzinny Marii jest więcej, każde wyznanie ma swoje ulubione, a najprawdopodobniej Joachim i Anna mieszkali w Nazarecie. Po odbiciu Jerozolimy przez Saladyna kościół został zamieniony na szkołę teologiczną, a potem popadł w zaniedbanie. W XIX wieku został przekazany Francuzom, którzy przywrócili go do dawnej świetności.

Bryła kościoła św. Anny jest zwarta, kanciasta i surowa, jak na architekturę krzyżowców przystało. Ścian pozbawione są ozdób, jedynie przez fasadę zachodnią biegnie samotny fryz. Do wnętrza prowadzi prosty, ostrołukowy portal z gładkim tympanonem i ledwie zarysowaną archiwoltą. Jedynym dekoracyjnym elementem jest obramowanie zachodniego okna, które flankują dwie kolumienki i bogato zdobiony ostrołuk. Kościół pozbawiony jest wież, nad skrzyżowaniem naw wznosi się niewielka kopuła.

Wnętrze kościoła jest równie surowe i klasycznie romańskie. Kościół św. Anny zatem to trójnawowa bazylika z transeptem, sklepiona krzyżowo, z kopułą na skrzyżowaniu naw. Nawa główna jest tylko odrobinę wyższa, niż nawy boczne, doświetlona niewielkimi okienkami. Potężna arkady międzynawowe mają łuki ostre. Ramiona transeptu sklepione są ostrołukowymi kolebkami. Krótkie prezbiterium zamknięte jest apsydą, po obu stronach prezbiterium, do transeptu otwierają się niewielkie apsydiolki. Tak jak na zewnątrz, wewnątrz również brakuje dekoracji i panuje żołnierska surowość. Jedyne elementy dekoracyjne, to kapiteliki kolumienek, które flankują niewielkie okienka doświetlające apsydy. Pod kościołem znajduje się niewielka krypta, o której wierzy się, że znajduje się dokładnie w miejscu domu Joachima i Anny.

Kościół oprócz swoich architektonicznych walorów ma również niezwykła akustykę - przekonaliśmy się o tym sami, kiedy koreańska grupa pielgrzymkowa zaczęła w kościele ćwiczyć psalmy. Było to niezwykłe przeżycie - również międzykulturowe.

Obok kościoła znajdują się bardzo ciekawe ruiny starożytnej sadzawki Betesda, przy której Jezus uzdrowił chorego w szabat. Rozległość ruin świadczy, że mamy do czynienia z nie byle jakim sanatorium, a nie niewielkim basenem, jak sobie to wyobrażaliśmy.

W kościele św. Anny można spędzić długie godziny, słuchając, jak dźwięki niosą się po romańskim murach. Ale tuż za murem tętni życiem stara Jerozolima, która ma nam jeszcze wiele do zaoferowania...

Galeria: