Niemcy - Bawaria

Zapraszamy do Bawarii, krainy piwem płynącej, gdzie w miasteczkach jak z baśni braci Grimm kryją się prawdziwe, romańskie perły! W naszej pierwszej przygodzie z niemieckim romanizmem odwiedziliśmy między innymi Bamberg (z niezwykłą katedrą cesarską), Ratyzbonę (romańskie miasto, gdzie znaleźć można portal romański nawet przy wejściu do sklepu), Norymbergę (z niezwykłą kaplicą cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego). Bawaria nas urzekła, nie tylko czarem swoich alpejskich miasteczek i norymberskich pierników, ale też swoją bogatą, romańską historią. Zapraszamy do zwiedzania Bawarii razem z nami!

Bamberg - katedra pod wezwaniem św. Piotra i Jerzego z XIII wieku

Jadąc do Niemiec nie mogliśmy się doczekać Bambergu. Dlaczego? To proste, tu znajdziemy naszą pierwszą (jedną z siedmiu) katedrę cesarską, arcydzieło późnego romanizmu. Romanizmu w takiej skali jeszcze nie widzieliśmy. I pewnie długo nie zobaczymy...

Historia katedry w Bambergu sięga początków XI wieku. Katedrę ufundowali cesarz Henryk II i cesarzowa Kunegunda, jeszcze przed założeniem w 1007 roku biskupstwa w Bambergu. Katedrę konsekrowano w 1012 roku, ale nie dane jej było długo cieszyć się spokojem. Pierwszy raz spłonęła w 1081 roku, kiedy to pożar strawił drewniane stropy, dach i zniszczył freski wewnątrz kościoła. Katedra została przebudowana przez biskupa Ottona I, po czym, w 1185 roku znowu spłonęła. Wtedy zdecydowano się na zbudowanie katedry w zasadzie od nowa. Budowę rozpoczęto w 1215 roku, a budynek ostatecznie konsekrowano w 1237 roku, chociaż prace nad budynkiem trwały do końca XIII wieku. Od tamtej pory katedrze udało się uniknąć większych zniszczeń. Nie uniknęła jednak barokowej przebudowy w XVII wieku, w czasie której dostawiono wiele fikuśnych ołtarzy i - o zgrozo! - usunięto średniowieczne freski. Romański charakter wnętrzu kościoła przywróciła restauracja przeprowadzona na zlecenie króla Ludwika I Wittelsbacha. Od tamtej pory podziwiać można niezmącone romańskie piękno katedry, zarówno w jej klasyczną bryłę, jak i finezyjny detal rzeźbiarski.

Katedra w Bambergu to dwuuchórowa bazylika z transeptem w części zachodniej, posiadająca cztery wieże - dwie po stronie wschodniej i dwie po stronie zachodniej, flankujące apsydy kościoła. Proste i surowe ściany nawy głównej i naw bocznych kontrastują z bogato zdobionymi wieżami i apsydami. Wielopoziomowe fryzy arkadkowe, ząbkowe, zdobione guzełkami archiwolty ościeży okiennych, bogato dekorowane kapitele półkolumienek, lizeny, maszkaronowe rzeźby, ślepa galeryjka triforiów nad oknami apsydy wschodniej - od nadmiaru romanizmu też może rozboleć głowa. Już na zewnątrz kościoła widać, że stoimy w rozkroku między późnym romanizmem a wczesnym gotykiem. I tak jak wschodnia część jest jeszcze romańska (spokojniejsza, bardziej dostojna), tak zachodnia - a w zasadzie zachodni chór i zachodnie wieże - już eksperymentują z gotykiem w stylu francuskich katedr. Wystarczy porównać wieże wschodnie i zachodnie.

Do środka prowadzą cztery portale - dwa na ścianie północnej, dwa na wschodnich ścianach wschodnich wież kościoła. Pierwszy z nich, przy południowej wieży flankującej apsydę wschodnią, to tzw. Brama Adama. Portal sam w sobie jest niewielki, trójuskokowy, z masywną archiwoltą wyciętą w charakterystyczne zęby, bez tympanonu. To, co najciekawsze w tym portalu, to rzeźby, chociaż w zasadzie są już wczesnogotyckie. Stojące na kolumienkach, pod niewielkimi, misternie zdobionymi baldachimkami rzeźby Adama, Ewy i św. Piotra po prawej stronie oraz fundatorów - Henryka II i Kunegundy oraz św. Szczepana. Rzeźby są niezwykle realistyczne jak na przedstawienia średniowieczne, co szczególnie zwraca uwagę przy rzeźbach nagich pierwszych rodziców. Rzeźby znajdujące się w portalu to niestety kopie - oryginały można podziwiać w Muzeum Katedralnym.

Drugi portal - po północnej stronie wschodniej apsydy - to tzw. Brama Łaski. W przypadku tego portalu uskoków jest więcej, a archiwolta i kolumienki finezyjniej ukształtowane. Każdy wałek i każdy kapitel jest inny - zdobią je wzory geometryczne i guzły. Między archiwoltą a głowicami kolumienek o roślinnych dekoracjach odnaleźć możemy niewielkie popiersia apostołów. Tympanon tego portalu jest tympanonem fundacyjnym - znajduje się w nim płaskorzeźba przedstawiająca Matę Boską z Dzieciątkiem, adorowaną przez patronów kościoła - św. Piotra i Jerzego oraz fundatorów - cesarza Henryka II i cesarzową Kunegundę.

Podobieństwa do Bramy Łaski wykazuje tzw. Portal Książęcy, znajdujący się na północnej ścianie kościoła. Ten wielouskokowy portal o elegencko i dyskretnie dekorowanej zawiera niezwykły tympanon z przedstawieniem Sądu Ostatecznego. Po lewej stronie Chrystusa prezentującego rany znaleźli miejsce zbawieni oraz aniołowie, po prawej - potępieni. W przedstawieniu potępionych doszukać można się pewnej subtelnej krytyki społecznej - mamy tu przedstawicieli możnych, bogatych, a nawet kościoła. Postaci potępionych mają powykrzywiane ekspresyjnie twarze. Co innego zbawieni - uśmiechają się błogo i składają ręce do modlitwy. To jedne z niewielu średniowiecznych przedstawień postaci uśmiechających się - prawdziwy rarytas. Między kolumienkami portalu możemy odnaleźć przedstawienia proroków i apostołów. Co ciekawe, ci drudzy stoją na ramionach tych pierwszych, co symbolizuje następstwo tradycji. Po lewej stronie, na kolumienkach zachowały się też rzeźby anioła grającego na trąbie oraz Abrahama. Po obu stronach portalu, na kolumienkach i pod baldachimami znajdują się rzeźby (obecnie kopie) przedstawiające Eklezję (po stronie zbawionych) i Synagogę (po stronie potępionych). Atrubutem Eklezji jest korona, Synagoga ma zawiązane oczy, towarzyszą jej złamana włócznia i tablice mojżeszowe. To też kopie - oryginały znajdują się wewnątrz kościoła.

Ostatni portal - zwany Bramą św. Wita znajduje się na północnym ramieniu transeptu i jest zdecydowanie najskromniejszy, choć flankują go po bokach urocze ślepe arkadki zamknięte łukiem trójlistnym.

We wnętrzu kościoła również zauważyć można zmagania romanizmu z gotykiem - i tak jak nawa główna oraz wschodni chór to jeszcze romanizm, tak zachodni chór składnia się w stronę gotyku. Korpus nawowy jest trójprzęsłowy i sklepiony jest krzyżowo-żebrowo w systemie wiązanym - jednemu przęsłu nawy głównej odpowiadają dwa przęsła naw bocznych. Naga, wysoka i monumentalna ściana nawy głównej jest jeszcze klasycznie romańska, bez finezyjnych, wertykalnych podziałów ściany.

Wschodni chór jest znacznie podniesiony w stosunku do poziomu nawy głównej. Na wprost chóru znajduje się zejście do znajdującej się poniżej krypty, a po bokach zejścia - schody prowadzące na górę, do prezbiterium. Apsyda oświetlona jest dużymi, półkoliście zamkniętymi oknami. Poniżej znajduje się ślepa galeryjka trójlistnych arkadek. Prezbiterium sklepione jest sześciodzielnym sklepieniem krzyżowo-żebrowym, całość zamyka monumentalna koncha. Prezbiterium od naw bocznych oddzielają bogato zdobione rzeźbami apostołów (od południa) i proroków (od północy) przegrody chórowe. Poniżej wschodniego prezbiterium znajduje się sklepiona przysadzistym krzyżowo-żebrowym sklepieniem halowa krypta.

Zachodni chór, nieco mniejszy, ma już bardziej gotycką formę. Zamknięty jest wieloboczną apsydą, którą wieńczy nie koncha, ale ostrołukowe sklepienie krzyżowe. Okna apsydy są już ostrołukowe, ponad nimi znajdują się lunety. W znajdującej się po prawej stronie od zachodniego chóru kaplicy znajdują się relikwie świętych fundatorów - św. Henryka II i św. Kunegundy. Zachodnia krypta się nie zachowała, można tylko oglądać jej pozostałości.

"Na składzie" katedry w Bambergu pozostają różne ciekawe późnoromańskie i wczesnogotyckie dzieła sztuki rzeźbiarskiej. Najciekawszy to tak zwany Jeździec z Bambergu - pełnowymiarowa figura króla (po koronie wnosząc) na koniu, pierwsze od czasów antyku dzieło sztuki pomnikowej. Problem w tym, że nie bardzo wiadomo, kogo owa rzeźba przedstawia - pretendentami do bycia Jeźdźcem z Bambergu są jak podaje Wikipedia - Konrad III, Henryk I Ptasznik, Henryk II, Fryderyk II Hohenstauf, oraz Stefan I Święty, król Węgier (prywatnie szwagier cesarza Henryka II). W czasach nazizmu Jeździec z Bambergu uchodził za wzór germańskiego piękna, choć nam wydał się niezbyt przystojny. Może to i dobrze, bo to znaczy, że nie mamy takiego gustu, jak naziści... Inne rzeźby to grupa Zwiastowania i Nawiedzenia, znajdująca się przy jednym z północnych filarów chóru wschodniego, w skład której wchodzą św. Elżbieta, Maria oraz anioł. W zachodnim chórze zaś można podziwiać wykonany z białego marmuru nagrobek papieża Klemensa II.

Z katedry w Bambergu wychodzimy z lekkim zawrotem głowy. Nie sposób przyswoić tyle romanizmu na raz, nie do takich dawek jesteśmy przyzwyczajeni - a przed nami przecież jeszcze inne zabytki romańskie Bambergu. Ale to nie przesyt, raczej lekkie upojenie, podobne do skutków przedawkowania frankońskiego wina - Frankenwein, produkowanego w okolicznych wioskach Würzburga. I jedno, i drugie - czyli katedrę w Bambergu oraz Frankenwein - serdecznie polecamy, przetestowaliśmy na własnej skórze :)

Galeria: 

Bamberg - klasztor karmelitów św. Teodora i Matki Bożej z XIII/XIV wieku

Klasztor karmelitów pod wezwaniem Św. Teodora i Matki Bożej kryje jeden z najcudowniejszych romańskich skarbów Bawarii - niezwykłe krużganki klasztorne, uważane za jedne z największych i najpiękniejszych romańskich krużganków w całych Niemczech.

Ale po kolei - klasztor karmelitów ufundowano w XIII wieku i wtedy zbudowano potężny, romański kościół, z którego do dzisiaj pozostało niewiele, a mianowicie zachodnia fasada, z jedną wieżą (pierwotnie były dwie) oraz zamurowanym portalem, zwanym "portalem lwów", od mocno zerodowanych rzeźb lwów, znajdujących się po bokach archiwolty, która ma ciekawy, grubo ciosany wykrój z charakterystycznymi "zębami". Wnętrze kościoła ma barokowy charakter i niestety nie widać po nim romańskiej historii. A szkoda.

Romańska perełka, czyli krużganki klasztorne, pochodzi z XIV wieku, z czasów przełomu romanizmu i gotyku. Zbudowano jest w stylu romańskim, aby przydać klasztorowi majestatu. Krużganki otwierają się na kwadratowy wirydarz misternie zdobionymi triforiami. Każda kolumienka jest inna, zdobiona motywami roślinnymi, zwierzęcymi, figuralnymi, przedstawiając mityczne stwory i sceny biblijne. Całość krużganków przekryta jest gotyckimi, ostrołukowymi sklepieniami krzyżowo-żebrowymi. W ścianach krużganków przetrwały pozostałości portalu oraz biforiów.

Po krużgankach klasztoru karmelitów można spacerować godzinami, rozszyfrowując kapitele kolumienek jak średniowieczne szarady. Ich sława jednych z najpiękniejszych jest w pełni zasłużona, a my - w pełni uwiedzeni ich czarem.

Galeria: 

Bamberg - kościół św. Jakuba z XI wieku

W położonym nad leniwą rzeką Regnitz Bambergu zabytków romańskich co nie miara - można by nimi obdarować średniej wielkości polskie województwo. Niewielki Bamberg to wśród bawarskich miast i miasteczek prawdziwy szczęściarz - udało mu się uniknąć losu Norymbergi czy Würzburga, który został praktycznie zmieciony z powierzchni ziemi przez alianckie bombardowanie w czasie II wojny światowej. Tutaj ocalało praktycznie wszystko.

Ocalał też mniej znany i mniej popularny wśród turystów kościół romański, którego nie raczy wymieniać nawet przewodnik Pascala. Trafiliśmy tu przypadkiem, w strugach deszczu kierując się z katedry w stronę centrum. Nie zmyliła nas barokowa fasada, bezbłędnie rozpoznaliśmy romański mur (między innymi po fryzie arkadkowym obiegającym uroczą apsydkę transeptu) i w poczuciu odkrywczej misji zagłębiliśmy się w nieco mroczne wnętrze.

Do kościoła wchodzi się przez sklepioną krzyżowo kruchtę. Już stąd widać, że przed nami urzekająco klasyczne romańskie wnętrze. Kolumnada prostych, masywnych kolumn o kostkowych kapitelach podpiera pobieloną ścianę z rzędem okien. Całość przekrywa strop. Nic dodać, nic ująć.

Służący pielgrzymom jako przystanek w drodze do Santiago de Compostella, pochodzący z XI wieku kościół św. Jakuba jest prostą, trójnawową bazyliką z transeptem, przekrytą stropem. Na zachodniej emporze dzisiaj znajdują się organy. Najprostsze, romańskie kolumny, nagie, pobielone ściany, wysokie mury transeptu, prostota drewnianego stropu - do ostatecznego efektu brakuje tylko prezbiterium, które akurat jest gotyckie. Cóż, nie można mieć wszystkiego.

Bawaria rozpieszcza - kościół św. Jakuba, jeszcze nie najbardziej znaczący i oszałamiający zabytek romański Bambergu i tak na nas, przybyszach z przeoranej przez barok Małopolski, robi niezwykłe wrażenie.

Galeria: 

Eichstätt - wieże katedry św. Salwatora, Najświętszej Marii Panni i św. Wilibalda z XII wieku

Eichstätt to miasto położone mniej więcej w połowie drogi z Norymbergi do Monachium. Żeby tam trafić, należy zjechać z autostrady E45 zjazdem w okolicach miejscowości Enkering na drogę B13. Eichstätt to miłe miasteczko, znane z katolickiego uniwersytetu i św. Walpurgii, która jest tutaj pochowana. To tutaj, w pobliskim klasztorze benedyktynów uzyskuje się słynący z uzdrowień "olej Walpurgii" (który okazuje się być wodą przesączającą się przez ściany krypty, obmywającą kości św. Walpurgii).

Początki katedry św. Salwatora, Najświętszej Marii Panny i św. Wilibalda - bo o niej będzie mowa - sięgają czasów samego św. Wilibalda (brata św. Walpurgii), czyli VIII wieku. Karolińsko-ottońskiemu kościołowi towarzyszył klasztor, zniszczony podczas najazdu Węgrów. Przebudowa kościoła w dojrzałym, romańskim stylu rozpoczęła się w XI wieku. Kościół był okazałą budowlą z transeptem, z prezbiterium zamkniętym apsydą. Z XII wieku pochodzą dwie romańskie wieże flankujące prezbiterium, których zdobienia zdradzają wpływy północnowłoskie. Przebudowę zakończono w XIV wieku, nadając wnętrzu kościoła charakter wczesnego i dojrzałego gotyku. Romańskie wieże kryją na parterze kaplice. Powyżej znajduje się pięć pięter.

W zasadzie z pierwotnego, romańskiego założenia pozostały tylko wieże, ale nie żałujemy, że zatrzymaliśmy się tu w drodze w bawarskie Alpy. Eichstätt to miłe miasteczko, a z klasztoru św. Walpurgii (który sam w sobie jest ciekawostką) rozciąga się przepiękny widok na okolicę.

Galeria: 

Fraueninsel - Torhalle z IX wieku

Wysepek na jeziorze Chimsee jest trzy. Na jednej z nich "szalony król" Ludwik II Bawarski zbudował pałac, który miał przyćmić Wersal. Ale nie na tą wyspę się wybieramy. Na Fraueninsel można dostać się promem z miejscowości Stock i Felden na południu jeziora oraz Bernau na północy. Już sam rejs to niezwykle przyjemne przeżycie, a na miejscu czekają nas nie lada atrakcje.

W skład ufundowanego w VIII wieku klasztoru (o nim więcej we wpisie na temat kościoła na Frauenisel) wchodzi ciekawy budynek - na poły świecki, na poły sakralny. To tzw. Torhalle, lub z polska - i jakże odkrywczo - "budynek bramny". Torhalle pochodzi z czasów karolińskich, z lat 850/860. To wybudowany z szarego, nieregularnego kamienia prosokątny, piętrowy budynek w kwadratową, mniejszą dobudówką po wschodniej stronie. Parter - to brama. Po obu stronach "otworu bramnego" znajdują się toporne biforia, wnętrze przejścia dzielą na trzy części przysadziste arkady o łuku prostym.

Na piętrze znajduje się kaplica św. Michała - to proste, prostokątne pomieszczenie, kryte stropem z niewielkim prezbiterium znajdującym się w owej dobudówce. Kaplicę oświetlają małe, rozglifione okienka. Ściany zdobią resztki fresków. Dzisiaj kaplica służy jako przestrzeń wystawowa - trafiliśmy akurat na jakże a propos wystawę przedmiotów liturgicznych i dzieł sztuki pochodzących z epoki renesansu karolińskiego.

IX wiek - to brzmi dumnie. I chociaż w życiu nie raz widzieliśmy i widujemy budynki starsze, niż Torhalle (starożytne ruiny, a nawet jedną bazylikę z czasów Justyniana), to myślimy o "budynku bramnym" niezwykle ciepło, jako o starszym, karolińskim bracie naszych ulubionych zabytków romańskich.

Galeria: 

Fraueninsel - klasztor benedyktynek z VIII/XI/XIII wieku

Klasztor na Fraueninsel, niewielkiej wysepce na bawarskim jeziorze Chimsee, ufundowany został w VIII wieku przez bawarskiego księcia Tassilo. Klasztor poświęcono w 782 roku, a w 788 roku wszedł w jego posiadanie Karol Wielki, następnie trafił w ręce jego wnuka, Ludwika Niemieckiego. Po najeździe Węgrów w XI wieku klasztor wchodzi w okres prosperity, który trwa do XV wieku. W XVIII wieku niestety klasztor zostaje gruntownie przebudowany...

Historia samych murów kościoła niknie w mrokach głębokiego średniowiecza - część murów zapewne pamięta czasy Karola Wielkiego, faktem natomiast jest, że w XI wieku kościół już stał. W XII i XIII wieku kościół został powiększony i przebudowany, zmiany wprowadził też gotyk i - oczywiście - barok.

Do kościoła prowadzi od południa bardzo ciekawy, grubo ciosany, uskokowy portal. Archiwoltę i kapitele kolumienek zdobią geometryczne wzory. Po obu stronach portal flankują masywne kolumny, stojące na bazach w kształcie potwornych twarzy. Na kolumienkach spoczywają maszkarony.

Kościół jest trójnawową bazyliką bez transeptu. Niskie, przysadziste arkady o pełnym łuku i masywne filary, które kiedyś dźwigały romańskie sklepienie, oddzielają nawę główną od naw bocznych. Nawa główna została poniesiona, kryje ją dzisiaj sklepienie gotyckie. Sklepienia krzyżowo-żebrowe przekrywają nawy boczne. Wewnątrz kościoła zachowało się wiele romańskich fresków, których tropienie w różnych punktach budynku powierzamy spostrzegawczości zwiedzającego.

Klasztor na Fraueninsel wiąże się z kultem św. Irmengardy, przeoryszy klasztoru z IX. wieku. Jej kult datuje się już na XI wiek, chociaż świętą została dopiero w XVIII wieku. Kaplica jej poświęcona znajduje się na tyłach prezbiterium. Tu pielgrzymi (pielgrzymki? bo pielgrzymują do niej głównie kobiety) zostawiają swoje dary. Widok dziecięcych rysunków obok srebrnych czy złotych wotów sprawia ciekawe wrażenie. Dominuje w nim głównie kontrast.

Obok kościoła stoi ciekawa, ośmioboczna dzwonnica, której dole dwa piętra pochodzą z XII wieku. Wyższe piętra dobudowano w wieku XV, a charakterystyczna cebula pochodzi z XVII wieku. Wieża stoi w miejscu dawnych, karolińskich zabudowań klasztornych.

Słodko tu, na tej mniszej wysepce, gdzie od ponad tysiąclecia milczące zakonnice wytwarzają podobno świetne miody, piwo a nawet nalewkę. Ale Bawaria to przecież kraina wspominanych już kontrastów. I tak na słodkiej mniszej wysepce, na porośniętym różami cmentarzyku śpi snem bynajmniej nie sprawiedliwego Generaloberst Alfred Jodl, stracony w Norymberdze...

Galeria: 

Heilsbronn - byłe opactwo cysterskie Najświętszej Marii Panny i św. Jakuba z XII wieku

Heilsbronn to niewielkie miasteczko w okolicach Norymbergi. Można tu łatwo trafić z Norymbergi kierując się albo drogą numer 14 (cały czas prosto, póki nie trafimy do Heilsbronn) lub autostradą numer 6, zjeżdżając z niej zjazdem w okolicach Hammerschmeide i Geischenhof. Nawet bez GPSa łatwo tu trafić, a będąc w Norymberdze warto zrobić sobie wycieczkę, chociażby po to, żeby po drodze napatrzyć się na sielskie, bawarskie wioski rodem z bajki o trzech świnkach.

Cysterskie opactwo w Heilsbronn zostało ufundowane w XII wieku przez świętego Ottona z Bambergu, który sprowadził tu cysterskich mnichów z Ebrach. W swoich czasach klasztor w Heilsbronn był niezwykle bogaty i nowoczesny (posiadał m.in. własny szpital dla pielgrzymów). Klasztor znajdował się pod opieką najpierw książąt Abenberg, a potem Hohenzollernów, burgrabiów Norymbergi, których pochówki (o wysokiej wartości artystycznej) dzisiaj znajdują się w kościele. Klasztor popadł w kłopoty w czasie reformacji, kiedy to jego opaci zaczęli skłaniać się ku naukom Lutra, po czym ostatecznie w XVII wieku klasztor został rozwiązany.

Do dzisiaj z dawnego klasztoru przetrwał kościół, znajdujący się nieopodal kościoła refektarz, kaplica szpitalna oraz fragmenty murów. Kościół całe szczęście zachował swój romański charakter, mimo licznych, gotyckich przebudów. Możemy dziś podziwiać piękno romańskich murów oraz detali rzeźbiarskich portali, fryzów arkadkowych i obramowań okiennych. Wnętrza kościoła - o którym wiedzieliśmy, że warte jest zobaczenia, przez swoje potężne arkady międzynawowe oparte na filarach o kostkowych kapitelach, podtrzymujące masywną, romańską ścianę z rozglifionymi okienkami - niestety nie udało nam się zobaczyć. Spóźniliśmy się... Radzimy zatem wybierać się do Heilsbronn w godzinach wczesnopopołudniowych lub porannych. Kościół jest pięknie odrestaurowany i utrzymany - aż miło popatrzeć.

Choć niepocieszeni, że nie zobaczyliśmy wnętrza, spędziliśmy w Heilsbronn urocze popołudnie, siedząc na ryneczku przy kawiarnianym stoliku, w otoczeniu miejscowych popijających popołudniowe piwo lub sznapsa. Żyć, nie umierać...

Galeria: 

Kastl - pobenedyktyński kościół św. Piotra z XI wieku

Coś bardzo nie chciało, żebyśmy przyjechali do Kastl... Chociaż wiedzieliśmy, gdzie chcemy dojechać i mniej więcej jak (z autostrady 6 należy zjechać na drogę numer 299 na południe - przy niej znajduje się Kastl), to nasz GPS uparcie nakazywał nam "zawrócić, jeśli to możliwe" i kilka razy próbował nas oszukać twierdząc, że "jesteś u celu". Ale mieliśmy również pomoce analogowe w postaci atlasu samochodowego Europy i udało nam się jakoś trafić na miejsce. Samo miasteczko wyglądało na wyludnione - spotkaliśmy tylko jednego, niezbyt reprezentacyjnie wyglądającego kota, który odprowadził nas kawałek, po czym demonstracyjnie zawrócił. Wspinaliśmy się dobre kilka minut na wzgórze, na którym stoi dawny klasztor benedyktynów z kościołem św. Piotra i - jakie było nasze zdziwienie ( po pierwsze było późno - powili zmierzchało, po drugie w dawnych zabudowaniach klasztornych dzisiaj znajduje się szkoła, a były przecież wakacje), kiedy pchnąwszy bramę okazało się, że jest ona... otwarta. Na szkolnych dziedzińcach również nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowani byliśmy, że kościół zastaniemy zamknięty, przerabialiśmy to już przecież tyle razy. Ale - o dziwo - kościół również był otwarty. W środku panowały egipskie ciemności, udało nam się znaleźć włącznik światła w kruchcie i oświetlając sobie wnętrze lampą błyskową rozpoczęliśmy zwiedzanie...

Klasztor benedyktynów w Kastl został ufundowany w XI wieku, następnie w XVI wieku przeszedł w ręce jezuitów, potem kawalerów maltańskich, po czym po sekularyzacji został zamieniony na szkołę. Z romańskich czasów do dziś przetrwał kościół św. Piotra. Nosi on ślady gotyckich przebudów - dobudowań, ale generalnie jego forma pozostała niezmieniona. Kościół jest trójnawową bazyliką o nawach zakończonych apsydami. Masywne filary i kolumny międzynawowe podtrzymują arkady o pełnym łuku. W prezbiterium zachowało się sklepienie unikalne (ze względu na swoje rozmiary) sklepienie kolebkowe. W tym momencie wypada nam przeprosić za jakość dokumentacji fotograficznej tego wpisu - po pierwsze odwiedziliśmy Kastl w drodze powrotnej z Ratyzbony, a tam było co fotografować, poza tym musieliśmy sobie oświetlać mroczny obiekt lampą błyskową i po paru zdjęciach bateria odmówiła posłuszeństwa.

Od zachodu do kościoła dobudowano potężną, gotycką kruchtę, w której spotkała nas niecodzienna przygoda... W owej kruchcie pochowana jest księżniczka Anna, córka cesarza Ludwika IV, zmarła w podróży w 1319 roku w wieku lat trzech. Kiedy w XVIII wieku ekshumowano księżniczkę, okazało się, że zwłoki są zmumifikowane. Dziś mumia nie jest wystawiona na widok publiczny, obok nagrobka znajduje się tylko zdjęcie dziewczynki. Kiedy Michał na widok zdjęcia księżniczki zażartował - "popatrz, ufoludek", nagle potężny wiatr trzasnął drzwiami od kościoła, zerwała się burza, a lampa błyskowa odmówiła posłuszeństwa. Zostaliśmy sami w ciemnym kościele, w środku burzy, w towarzystwie rozzłoszczonej obcesowym potraktowaniem księżniczki.

Opuściliśmy Kastl w pośpiechu, uciekając w strugach deszczu z nawiedzonego kościoła. Może wrócimy tu kiedyś pamiętając o wyborze pory dnia i naładowaniu baterii. I na pewno nie będziemy komentować urody księżniczki Anny...

Galeria: 

Norymberga (Nürnberg) - kaplica cesarska z przełomu XII i XIII wieku

Norymberga - śliczne miasto średniowiecznych (chociaż podniesionych z ruin po alianckich bombardowaniach) uliczek, gotyckich kościołów, pierników znane z Albrechta Dürera (którego słynny autoportret można podziwiać w niedalekim Monachium, w Starej Pinakotece), Wita Stwosza i, hm, NSDAP, ale ten smutny fakt może przemilczymy - to niezwykle ważne dla średniowiecznej historii Niemiec miejsce. To między innymi stąd, z położonego na wzgórzu nieco ponad miastem Kaiserburgu, władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego zawiadywali połową Europy przez pięć wieków.

Wspomniany Kaiserburg został zbudowany jako rezydencja cesarza Henryka III i swoją historią sięga XI wieku. W XII wieku cesarz Fryderyk I Barbarossa i jego następcy uczynili z niego najbardziej okazałą rezydencję królewską ówczesnej Europy. To, co nas najbardziej interesuje w norymberskim zamku, to pochodząca z czasów Hohenstaufów, a więc z przełomu XII i XIII wieku kaplica cesarska - niezwykle oryginalne rozwiązanie wielopoziomowego kościoła przeznaczonego dla możnych i rodziny cesarskiej.

Kaplica rzuca się w oczy już od samego wejścia na dziedziniec - jej romańskie mury zdobi misterny fryz akradkowy a nad nim ząbkowy. Na murze umieszczono też kilka zniszczonych, romańskich rzeźb. Ale to, co najpiękniejsze - jest w środku. Zatem zupełnie zrozumiała była nasza rozpacz i zdenerwowanie, kiedy okazało się po wejściu do tego niezwykłego wnętrza, że... rozładowała nam się bateria w aparacie (cóż, spacer po Norymberdze był niezwykle owocny). Uprzejmie więc przepraszamy za jakość dokumentacji fotograficznej - zdjęcia robiliśmy telefonem i lustrzanką na czarno-białym filmie. Ale staraliśmy się, jak mogliśmy.

Wertykalne ukształtowanie przestrzeni wewnątrz kaplicy doskonale oddaje ówczesną hierarchię społeczną. Parter kaplicy, niższy, ciemniejszy, ze sklepieniem krzyżowym osadzonym na grubych i przysadzistych kolumnach, przeznaczony był dla szlachty i możnych o niższym statusie. Wyższe piętro - otwarte na parter centralnie umieszczoną, kwadratową dziurą w podłodze, przeznaczone było dla możnych bliższych rodzinie cesarskiej. Dla rodziny cesarskiej miejsce było zarezerwowane na zachodniej emporze, położonej jeszcze wyżej.

Sama kaplica (jej oba piętra) zbudowana jest na planie kwadratu, z niewielkim, prosto zamkniętym prezbiterium. Przestrzeń wewnątrz dzielą dwie pary kolumn (niższych, bardziej przysadzistych) na dole i dwie pary kolumn na górze (węższych, wyższych, bardziej filigranowych). Oba piętra przekrywają sklepienia krzyżowe. Prezbiterium otwiera się na nawę potężną, pięknie zdobioną archiwoltą. Kapitele kolumienek zarówno nawy dolnej, jak i górnej (dziwnie to brzmi, przyzwyczailiśmy się do nawy głównej i naw bocznych)są pięknie zdobione motywami roślinnymi i zwierzęcymi. W prezbiterium uwagę zwraca gotycki krucyfiks autorstwa Wita Stwosza.

Nie możemy sobie darować tej fotograficznej wpadki z cesarską kaplicą w Norymberdze. Cóż, przynajmniej mamy pretekst, żeby tu wrócić!

Galeria: 

Norymberga (Nürnberg) - kościół św. Sebalda z XIII wieku

Kościół św. Sebalda to najstarszy kościół Norymbergi. W przeszłości spełniał funkcję kościoła parafialnego. To, co dzisiaj możemy podziwiać, to arcydzieło sztuki konserwacji zabytków - Norymberga potwornie ucierpiała podczas II wojny światowej. Wszystkie jej kościoły - w tym kościół św. Sebalda - zostały pieczołowicie podniesione z gruzów.

Kościół św. Sebalda powstał w XIII wieku jako trójnawowa, dwuchórowa bazylika z transeptem, z dwuwieżową zachodnią fasadą. Szybko jednak w bryle kościoła zaczęły zachodzić zmiany, które powoli przeistaczały kościół św. Sebalda w kościół gotycki. Najpierw poszerzono nawy boczne, podniesiono wieże i apsydę zachodniego chóru. Na koniec rozebrano chór i w jego miejscu wybudowano potężne, halowe prezbiterium. Na koniec nie oszczędził kościoła też barok, który dodał swoje całe szczęście niezbyt nachalne trzy grosze.

Z zewnątrz niewielkich romańskich pozostałości należy szukać wśród wszędobylskiego gotyku. Apsyda zachodnia zdobiona jest lizenami i misternym fryzem arkadkowym. Fryz arkadkowy dostrzec można również pod samym dachem, nad oknami nawy głównej. Na południe od zachodniej apsydy znajduje się niewielki, uskokowy portal, z prostymi łukami archiwolty opartymi na dekorowanych w liście kapitelach kolumienek. W łuku archiwolty znajduje się rzeźbiony tympanon.

Wewnątrz zachodnia apsyda i nawa główna zachowały romański charakter. Potężne arkady międzynawowe mają już ostre łuki - ponad nimi, poniżej okien, znajdują się niewielkie tetraforia, oparte na masywnych, grubych a krótkich kolumienkach o ciekawych kapitelach. Szczególnie zwracają uwagę te rzeźbione w ludzkie twarze. Wiązkowe filary międzynawowe są masywne, podobnie jak służki sklepienne, na których opiera się krzyżowo-żebrowe sklepienie, którego przęsła oddzielone są wydatnymi gurtami.

Zachodnia apsyda dzisiaj ma gotyckie, wysokie okna i zamiast konchy - żebra. Poniżej okien zachowały się trójlistne nisze oparte na kolumienkach. Niewielkie biforia otwierają się na umiejscowione w wieżach kaplice.

Kościół św. Sebalda ma dla nas również znaczenie sentymentalne - tutaj, jako młodzi posiadacze kupionej kilka dni wcześniej lustrzanki cyfrowej odkryliśmy po raz pierwszy możliwości, jakie w mrocznych, romańskich wnętrzach daje ISO 1600 :)

Galeria: 

Ratyzbona (Regensburg) - bazylika św. Emmerama z VIII/XI/XII wieku

Kościół i opactwo św. Emmerama sięgają swoimi początkami VII i VIII wieku. Przykład św. Emmerama pokazuje, jak można zostać świętym męczennikiem z wyjątkowo głupiego powodu. Kim był zatem św. Emmeram? Frankijskim biskupem, który w VII wieku przybył do Bawarii, gdyż doszły go słuchy o przypadkach idolatrii, które miałyby tam mieć miejsce. Został przyjęty na dworze księcia bawarskiego Theodo I, gdzie szybko zyskał sobie opinię nobliwego i świątobliwego męża i działał jako misjonarz przez kilka lat. Kiedy córka księcia, Uta zwierzyła mu się, że została uwiedziona przez jednego z dworzan jej ojca i spodziewa się dziecka, św. Emmeram wpadł na genialny pomysł. Polecił dziewczynie, że kiedy wyjedzie do Rzymu, ma powiedzieć swojemu ojcu, że to on, biskup Emmeram, jest ojcem dziecka. Uta posłuchała rady świątobliwego męża, i kiedy ten wyruszył do Rzymu, przekazała ojcu radosną nowinę. Jak można się domyśleć, książę wpadł we wściekłość. I natychmiast wysłał pościg za nieszczęsnym biskupem. W miejscowości Helfendorf książęcy gniew dogonił biskupa, któremu natychmiast zgotowano wymyślne tortury ze skutkiem śmiertelnym. W taki to oto sposób biskup Emmeram został świętym.

Ciało świętego męczennika szybko sprowadzono do Ratyzbony i pochowano w kościele św. Jerzego. Do grobu świętego Emmerama zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów - kościół św. Jerzego nie mógł ich wszystkich przyjąć. Opactwo św. Emmerama, klasztor benedyktynów zostało ufundowane w 739 roku. Bazylikę św. Emmerama zbudowano w miejscu wcześniejszego, wczesnochrześcijańskiego założenia kościelnego z czasów późnorzymskich, w zasadzie na jego planie. Założenie to - mimo późniejszych przebudów i zmian, pozostało w gruncie niezmienione. W apsydzie głównej znalazł miejsce nagrobek św. Emmerama, a na pozostałe święte pochówki miejsce zostało przeznaczone w okrągłej krypcie (Ringkrypta). Kościół zbudowano jako monumentalną, trójnawową bazylikę z trzema chórami (na zakończeniu nawy głównej i naw bocznych).

Samo opactwo odgrywało w średniowieczu wielką rolę w życiu ówczesnej Bawarii. Jego opaci byli orędownikami reformy monastycznej związanej z opactwem w Gorze. Św. Wolfgang w X wieku doprowadził też do rozdzielenie funkcji opata i biskupa Ratyzbony. Z klasztornego skryptorium wychodziły niezwykłe dzieła sztuki, jak chociażby Kodeks Uty, czy sakramentarz Henryka II, cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego. W XIII wieku klasztor uzyskał tytuł cesarskiego opactwa podległego tylko cesarzowi, a w XVIII wieku opaci uzyskali tytuł książęcy. W XIX wieku, po sekularyzacji, budynki klasztorne zostały przejęte przez książąt Thurn und Taxis (znane są dzisiaj jako Zamek Thurn und Taxis), a kościół stał się kościołem parafialnym.

Pierwsza znacząca znacząca przebudowa miała miejsce w 980 roku i polegała na dobudowaniu od wschodu jeszcze jednej krypty - krypty Ramwolda (błogosławionego opata). Dziś krypta Ramwolda nosi ślady barokowych ingerencji i zatraciła swój pierwotny charakter. Kolejna rozbudowa to rok 1049, kiedy to rozebrana zostaje zachodnia fasada i dobudowany potężny, wydzielony zachodni transept z własnym chórem oraz krytą św. Wolfganga. Choć dziś wystrój transeptu jest barokowy, to sam jego ogrom i surowość jego przestrzennej formy robi wrażenie. Kaplica św. Wolfganga to małe arcydzieło romańskiego stylu. Filigranowe, wieloboczne kolumienki podtrzymują sklepienie krzyżowe, a pod ścianą znajdujemy romański tron biskupi. Niestety w 1166 roku potężny pożar niszczy kościół i budynki klasztorne. Kościół zostaje podniesiony z ruin, odbudowany z pieczołowitą wiernością oryginałowi. Z okresu odbudowy kościoła pochodzi również imponująca hala wejściowa (Vorhalle - translate.google.com uroczo tłumaczy to słowo jako "ganek") złożona z czterech przęseł z masywnym filarem pośrodku, sklepiona krzyżowo. Kolejny pożar niszczy dach kościoła w XVII wieku. Wieża kościoła jest renesansowa. Swój obecny, barokowy wystrój, kościół otrzymał w XVIII wieku i od tego czasu wnętrze kościoła wygląda trochę jak ciastko z kremem.

Ale całe szczęście, nie wszystko pokryły barokowe stiuki i miłośnicy romanizmu mogą tutaj znaleźć niejedną perełkę, jak chociażby romańskie płyty nagrobne czy płaskorzeźby św. Emmerama i Chrystusa z XI wieku. Największe wrażenie robią wypreparowane spod tynku ściany oddzielające chóry boczne od chóru głównego, z biforiami, na których zachowały się resztki oryginalnych kolorów. Hala wejściowa, krypta św. Wolfganga, majestatyczny transept - również są w stanie powalić na kolana.

Pokrzepieni u źródeł romanizmu - bo przecież początki bazyliki sięgają czasów karolińskich - ruszamy na ulice Ratyzbony, gdzie czeka nas jeszcze niejedno małe, romańskie objawienie.

Galeria: 

Ratyzbona (Regensburg) - były klasztor Niedermünster z XII wieku

Do klasztoru Niedermünster trafiliśmy przypadkiem, zobaczywszy wystające nad okoliczne budynki romańskie wieże natychmiast podążyliśmy w tamtym kierunku. Przewodnik Pascala w ogóle o nim nie wspomina (wstyd!) o tym miejscu, a było ono niezwykle ważne dla średniowiecznej Ratyzbony.

Klasztor kanoniczek Niedermünster został ufundowany w 788 roku przez bawarskiego księcia Tassilo III, chociaż tradycyjnie jego powstanie wiąże się z osobą św. Erharda (ok. 700 roku). Jest on patronem klasztoru i tu spoczywają jego relikwie. Klasztor Niedermünster stał się wkrótce jednym z najbardziej wpływowych żeńskich zgromadzeń klasztornych w ówczesnych Niemczech. Pod koniec X wieku klasztor został gruntownie przebudowany przez księcia bawarskiego Henryka I, który również hojnie obdarował klasztor. Sam książę został tu pochowany, podobnie jak jego żona Judyta, która po jego śmierci przyjęła welon zakonny i została ksienią zgromadzenia. W czasach ottońskich klasztor, faworyzowany przez władców, obrastał w dobra materialne, uzyskiwał przywileje i zyskiwał potęgę. Wraz z ufundowaniem przez Henryka II katedry w Bambergu klasztor traci na znaczeniu. Ostatecznie klasztor zlikwidowano w XIX wieku. Kościół stał się kościołem parafialnym, a budynki klasztorne przejęło na biura biskupstwo Ratyzbony.

Dla klasztoru Niedermünster powstało również arcydzieło sztuki romańskiej - Kodeks Uty. Uta była w XI wieku ksienią klasztoru, w czasach reformy klasztornej, której centrum stał się Regensburg. Bogato zdobiony złotem ewangeliarz zawiera romańskie miniatury przedstawiające m.in. św. Erharda celebrującego mszę czy Utę ofiarowującą kodeks Maryi Dziewicy. Stąd pochodzi też słynny krzyż, ofiarowany przez królową Gizelę, córkę Henryka II a żonę węgierskiego króla Stefana I na grób matki, która również jest tu pochowana. Dziś niezwykły krzyż, arcydzieło romanizmu, znajduje się w monachijskim Residenz Museum.

Dzisiejszy kościół zastąpił ottońską bazylikę po pożarze w XII wieku (z pożaru ocalała krypta św. Erharda). Kościół jest prostą, dwuwieżową bazyliką bez transeptu, z prezbiterium zamkniętym apsydą. Po bokach prezbiterium znajdują się dwie kaplice, które otwarte były do prezbiterium biforiami. Do środka prowadzą dwa portale. Południowy - uskokowy (dwie kolumienki) o prostej archiwolcie, z gładkim tympanonem. Zachodni - mniej więcej podobny, z kapitelami kolumienek zdobionymi liśćmi akantu, z prostą archiwoltą i gładkim tympanonem.

Wnętrze kościoła zostało w XVII/XVIII wieku zbarokizowane (m.in. dodano barokowe sklepienia). Dziś spacerując po kościele można tropić romańskie pozostałości - biforia oddzielające kaplice boczne od prezbiterium. Wewnątrz zachowały się liczne pozostałości fresków - najwięcej w prezbiterium, szczególne wrażenie sprawia olbrzymi Chrystus Królujący na zachodniej ścianie.

Niezwykła jest Ratyzbona, z jej romańskimi skarbami porozrzucanymi od niechcenia po całym mieście, przycupniętymi tu i ówdzie. A każdy, jak mu się bliżej przyjrzeć, kryje za sobą wielką historię...

Galeria: 

Ratyzbona (Regensburg) - kościół św. Jakuba i św. Gertrudy z XII wieku

Jeszcze jedna bura dla przewodnika Pascala po Niemczech - kościoła św. Jakuba tam w ogóle nie ma. O jego istnieniu dowiedzieliśmy się z bardzo przydatnej ulotki "Grüß Gott in Regensburg", którą dostaliśmy w Muzeum Diecezjalnym w kościele św. Ulryka. Na zdjęciu zobaczyliśmy dwie romańskie wieże i niezbyt wyraźny zarys olbrzymiego portalu skrytego za szklano-metalową konstrukcją. Nasz kulawy niemiecki pozwolił nam wyczytać, że dawny klasztor benedyktynów i "Szkocki kościół" św. Jakuba to przykład wysokiej sztuki romańskiej, jeden z najcenniejszych zabytków południowych Niemiec. Zimny dreszcz przebiegł nam po plecach - a mogliśmy to przegapić...

Klasztor w Ratyzbonie zwany "Szkockim klasztorem" został ufundowany w XI wieku. Sprowadzono tu irlandzkich misjonarzy (w ówczesnej łacinie wielkiej różnicy między Szkotami a Irlandczykami nie dostrzegano), którzy w średniowieczu nieśli celtyckie odrodzenie chrześcijaństwa całej Europie. Szkockim benedyktynom klasztor został przekazany w XVI wieku. Pierwszy kościół klasztorny powstał w XI wieku i została z niego cześć wschodnia, z wieżami i apsydami. Kościół pod wezwaniem św. Jakuba i św. Gertrudy w dzisiejszym kształcie pochodzi z drugiej połowy XII wieku. To trójnawowa bazylika z transeptem - ale jednak dość nietypowa. Transept wylądował bowiem na zachodnim krańcu, a wieże - na wschodzie. Wieże posiadają dwa poziomy biforiów, a całość kościoła obiega delikatny fryz arkadkowy. Budynki klasztorne po licznych pożarach i przebudowach nie mają już w sobie niestety nic romańskiego.

Wnętrze kościoła jest proste i dostojne. Wysokie, monumentalne kolumny międzynawowe podtrzymują majestatyczną ścianę nawy głównej zwieńczoną drewnianym stropem. Nawy boczne sklepione są sklepieniami krzyżowymi. Prezbiterium i nawy boczne zamknięte są apsydami. Kościół oświetlają niewielkie, rozglifione okienka, a także uroczy czteroliść, który zainspirował nas fotograficznie, rzucając niezwykłą plamę światła na kolumnę i umieszczoną przy niej figurę Chrystusa. Kapitele kolumn są bogato i ciekawie zdobione w maski, dzikie zwierzęta, "dzikich ludzi" (skoro szkocki kościół, nasze skojarzenia od razu pobiegły w stronę kaplicy w Roslyn), motywy roślinne i geometryczne. Ciekawym zabytkiem sztuki romańskiej we wnętrzu kościoła są też umieszczone na belce tęczowej pochodzące z końca XII wieku figury tworzące grupę Ukrzyżowania.

Ale to, co najważniejsze, mieści się na zewnątrz. To niezwykły, ogromny, bogato dekorowany portal północny. Składa się on z samego uskokowego portalu z bogato dekorowanymi ościeżami, archiwoltą i tympanonem oraz szerokiego obramowania. Przestrzeń portalu (za co uważamy całość, razem z obramowaniem) podzielona jest w poziomie na trzy części, odpowiadające ościeżom, tympanonowi i temu, co powyżej. Strona lewa różni się też od prawej. Na dolnym lewym poziomie w centrum odnajdujemy rzeźbę Maryi z Dzieciątkiem w otoczeniu obejmujących się postaci ludzkich (mających symbolizować harmonię). Po prawej stronie znajdujemy za to dzikie bestie i najprawdopodobniej Antychrysta. Lewa strona zatem symbolizuje t dobro, a prawa - zło. Poniżej centralnych rzeźb po lewej stronie znajdujemy smoka połykającego lwa i wynurzającą się syrenę (symbol pokusy), a po prawej - krokodyla połykającego hydrę zawiniętą w glinę. Istnieje interpretacja, według której rzeźba ta odnosi się do średniowiecznej legendy o hydrze, która połknięta przez krokodyla niszczy go od środka (co z kolei zestawiano teologicznie ze zstąpieniem Jezusa do piekieł). Środkowa część portalu - z tympanonem - również odzwierciedla podział na dobro i zło - po lewej stronie mamy alegorie cnót, po prawej - przywar (co z kolei od razu skojarzyło nam się z kolumnami ze Strzelna). Sam tympanon przedstawia Chrystusa Królującego w otoczeniu św. Jakuba i św. Jana. Najwyższy poziom - ponad tympanonem - to najprawdopodobniej przedstawienie Sądu Ostatecznego. Sama archiwolta i kolumienki portalu zasługują również na uwagę. Bogate dekoracje figuralne, roślinne i geometryczne mogą zagwarantować kilka dobrych godzin fascynującego studiowania maniakom sztuki romańskiej.

Tak, portal Szkockiego Kościoła w Ratyzbonie można studiować godzinami, jet jak wielka księga pełna historii, których nie bardzo możemy zrozumieć, gdyż ich symbolika zatarła się i stała się niejasna. Co nie znaczy, że nie możemy się nimi zachwycać.

Galeria: 

Ratyzbona (Regensburg) - kościół św. Ulryka z XIII wieku.

Na Domplatzu w Regensburgu (inaczej - Ratyzbonie) króluje nieodmiennie olbrzymia, zapierająca dech w piersiach gotycka katedra. Niewielki, niski, bezwieżowy kościół w rogu placu łatwo pominąć, zapatrzywszy się wysoko na strzelisty gotyk. Ale gotyk nie odwróci naszej uwagi - kierujemy swe kroki prosto do św. Ulryka.

Kościół św. Ulryka powstał na początku XIII wieku jako kaplica pałacowa, a dzisiaj pełni funkcję muzeum diecezjalnego, z bardzo ciekawą (polecamy!) kolekcją sztuki sakralnej, od romanizmu do rokoka. Kościół ten to przykład stylu przejściowego, od romanizmu do gotyku. A sama jego forma jest przedziwna...

Do kościoła prowadzą dwa portale - zachodni (dwudzielny, o prostej archiwolcie i dwóch parach kolumienek po bokach) oraz południowy (o tympanonie z przedstawieniem Chrystusa i aniołów po jego prawej i lewej stronie. Tympanon od dołu podtrzymują dwie rzeźbione postacie). Dziś do środka wchodzi się przez portal zachodni, do kruchty, gdzie kupić można (a nawet trzeba) bilety do muzeum. A potem - wchodzimy do wnętrza, które jest podobne absolutnie do niczego - do żadnego innego romańskiego wnętrza, jakie kojarzymy.

Nawa główna - choć mamy pewne wątpliwości, czy można nazwać ją nawą główną - jest szeroka i wysoka, kryta stropem. Nawy boczne oddzielają niskie, przysadziste arkady o łuku ostrym. Nawy boczne są sklepione sklepieniami krzyżowo - żebrowymi. I w zasadzie nawy boczne obiegają kościół dookoła. Bo prezbiterium znajduje się na piętrze. Poziom empory również obiega kościół dookoła - mamy tu nawy boczne, emporę zachodnią oraz - prezbiterium. Wszystko sklepione sklepieniami krzyżowo - żebrowymi. Ponad górnym piętrem wznosi się jeszcze wysoka, oświetlona poziomem okien ściana nawy głównej, zwieńczona monumentalnym stropem. W taki to ciekawy a skomplikowany sposób zorganizowana jest przestrzeń w kościele św. Ulryka. Nasze skojarzenia szły w stronę sali gimnastycznej.

Kościół w swej długiej historii był wielokrotnie polichromowany, resztki tych polichromii - w tym romańskich - można znaleźć w różnych punktach kościoła.

Po kościele św. Ulryka można chodzić w kółko - dosłownie i w przenośni. Jego dziwaczna, ale interesująca forma intryguje, a wystawa sztuki sakralnej naprawdę wciąga. Ale w Ratyzbonie czeka nas jeszcze wiele intrygujących zabytków romańskich, więc ruszamy w dalszą drogę, w poczuciu, że romanizm też potrafi zaskakiwać.

Galeria: 

Ratyzbona (Regensburg) - przy ulicy

Ratyzbona to miejsce niezwykłe. Idąc po prostu ulicą natykamy się co rusz na jakieś romańskie pozostałości. Tu biforium, triforium, tam portalik, tu apsydka. Tak po prostu. Tak od niechcenia. Tak przy ulicy.

Pierwszym, zwracającym uwagę zabytkiem z czasów romańskich jest most - Steinerne Brücke (czyli po prostu Kamienny Most, dodajmy na Dunaju), wybudowany w latach 1135-1146. Był on ufortyfikowany, broniły go na jego krańcach dwie wieże, z których zachowała się jedna, mieszcząca dzisiaj muzeum. Most ten stał się wzorem sztuki budowania mostów na długie lata, stanowi też pierwowzór mostu Karola w Pradze.

W okolicach mostu natykamy się na pierwszy, konfundujący zabytek romański - kościółek zamieniony na... kamienicę (a w zasadzie jego mury weszły w skład muru kamienicy, która jest znacznie większa i wyższa, niż kiedyś był kościół). To dawna kaplica św. Jerzego z XII wieku. Zbudowany z czerwonego kamienia, z fryzem arkadkowym i lizenami zdobiącymi apsydę, z uroczym, niewielkim portalikiem stanowi intrygujący przystanek przy ulicy. Wewnątrz, na parterze znajduje się sklep odzieżowy.

Kolejny kościółek, to tzw. Kreuzkapelle im Bach, czyli kaplica domowa, z której został w zasadzie tylko portal, zdradzający pokrewieństwo ze szkockim kościołem św. Jakuba. Musieliśmy sprawić ekspedientkom znajdującego się wewnątrz sklepu sporo radości, fotografując się zawzięcie przed sklepem.

Na koniec Herzogshof, czyli pałac książęcy, dzisiaj zamieniony na... hotel, z uroczymi biforium, triforium i tetraforium. Dużo dalibyśmy za noc w tym hotelu, ale chyba jednak nie tyle, ile stoi w cenniku. Pozostało nam przyglądanie się z zewnątrz. Nieopodal - potężna, obronna romańska wieża.

Ratyzbona zaskakuje, dopada swoim romańskim splendorem w najmniej oczekiwanym momencie. Po ulicach Ratyzbony chodzimy lekko skołowani, zastanawiając się, co nas czeka za następnym rogiem. Opuścimy Ratyzbonę z lekkim zawrotem głowy, chociaż nie z przesytem.

Galeria: 

Ratyzbona (Regensburg) - reklikty pierwszej katedry z IX-XII wieku

Piękna i majestatyczna katedra św. Piotra w Ratyzbonie zachwyca swoim gotyckim pięknem. Ale dla nas ważniejsze, niż gotyckie witraże, a nawet sam uśmiechnięty Archanioł Gabriel, są podziemia katedry kryjące romańskie pozostałości.

Pierwsza katedra w Ratyzbonie powstała w VIII wieku w miejscu dzisiejszego kościoła Niedermünster. Pierwsza katedra w miejscu dzisiejszej została zbudowana w czasach Karolingów i rozbudowana w XII wieku osiągając imponujące rozmiary - była to olbrzymia (większa niż ta obecna, gotycka) bazylika z transeptem i atrium. Ale niestety nie miała szczęścia - w XII wieku spłonęła dwa razy. Wtedy podjęto decyzję o jej rozbiórce i wybudowaniu nowej, gotyckiej.

To, co dzisiaj możemy oglądać w podziemiach katedry to pozostałości krypty jej poprzedniczki - bazy kolumn i same, zachowane kolumny, o kapitelach zdobionych w formę krzyża przypominającego obłą, plecioną swastykę (który skojarzył się nam od razu ze swastyką z Kruszwicy).

Może to i niewiele, jak na pozostałości majestatycznej, karolińskiej katedry, która kiedyś musiała olśniewać swoim ogromem. Ale dla nas każdy romański kamień jest ważny!

Galeria: