Rawenna - mauzoleum Galli Placydii z V wieku

W Rawennie niczym w soczewce skupia się historia późnej starożytności. Ostatnie chwile świetności Rzymu, polityczne i religijne eksperymenty barbarzyńców, triumfalny powrót i upadek Bizancjum... Ślady tych wydarzeń - jak stratygrafię geologicznych osadów - możemy wyczytać gdzieś z cegieł kościołów i baptysteriów, odnaleźć w żywotach ich fundatorów i budowniczych. Galla Placydia - córka, siostra, matka i żona cesarzy rzymskich, królowa Wizygotów - mogłaby swoim życiorysem obdzielić kilka hollywoodzkich scenariuszy filmowych. W Rawennie pozostawiła po sobie niesamowity zabytek - własne mauzoleum, w którym nie dane jej było spocząć.

Galla Placydia była córką Teodozjusza I - ostatniego cesarza, który skupiał w swoich rękach władzę nad zarówno zachodnią, jak i wschodnią częścią cesarstwa. Chwiejący się w posadach Rzym Teodozjusz próbował ratować sprzymierzając się z Gotami, gorliwie budował pozycję chrześcijaństwa jako religii państwowej, a jego posunięcia były nierzadko tak radykalne, że wszedł w konflikt z biskupem Mediolanu Ambrożym. Śmierć Teodozjusza oznacza kres pewnej epoki - Wschód i Zachód już nigdy potem nie stały się częścią tego samego organizmu państwowego, a ich uniwersa kulturowe zaczęły się rozjeżdżać. Barbarzyńcy chwilowo obłaskawieni znowu - i to tym razem skutecznie - zaatakowali Rzym.

Po śmierci ojca Galla Placydia odesłana została do Rzymu i tam w 410 zastaje ją wojenna zawierucha. Zdobywca Rzymu - Alaryk - zabiera Gallę Placydię jako wojenny łup do (nomen omen) Galii. Wkrótce - dzięki zabiegom dyplomatycznym Honoriusza, który sprzymierzył się z niedawnymi najeźdźcami przeciwko uzurpatorom - zostaje żoną następny Alaryka, Ataulfa i królową Wizygotów. Małżeństwo nie trwa długo, Ataulf zostaje zamordowany a Galla Placydia odesłana do brata, który wydaje ją za dowódcę wojsk chwiejącego się w posadach imperium, Konstancjusza III. U boku bezdzietnego i rozwiedzionego brata zostaje nominalnie cesarzową, a jej mąż zostaje wkrótce współcesarzem, Augustem. Po śmierci brata, a potem męża, w imieniu syna Walentyniana III Galla Placydia rządzi Rzymem samodzielnie. Niezwykła kobieta umiera w Rzymie i tam zostaje pochowana - zbudowane dla niej w Rawennie mauzoleum nie stanie się ostatnim przystankiem jej drogi.

Mauzoleum Galli Placydii oryginalnie było częścią większego kompleksu - Santa Croce - zbudowanego przez cesarzową i przylegało do narteksu kościoła. Malutki i skromniutki z zewnątrz budynek z rudej cegły, ze ścianami zdobionymi w toporne arkadki, z rzymskim fryzem z motywami roślinnymi (winorośl) i zwierzęcymi (pantery) nad wejściem, kryje w sobie jednak niesamowite skarby. Najlepsze porównanie, jakie udało nam się wymyślić dla opisania tego miejsca to - puzderko z klejnotami. Malutki budynek na planie krzyża greckiego olśniewa bowiem złotem mozaik o tak subtelnym rysunku i szlachetnych kolorach, że trudno się nimi nie zachwycić. Zachowany w stanie nietkniętym cykl mozaik tworzy czytelny program i niesie głębokie przesłanie, którego głównym tematem jest zbawienie. Poniżej poziomu mozaik ściany obłożone są marmurem, który w większości pochodzi z XIX wieku, kiedy to wymieniono płyty na nowe.

Centralna mozaika na kopule to granatowe, rozgwieżdżone niebo, w którego centrum znajduje się symbol zbawienia rozświetlający tę ciemną noc - krzyż. W rogach znajdują się alegorie ewangelistów. Główna mozaika arkadowa to przedstawienie Chrystusa jako Dobrego Pasterza. Ubrany w złotą szatę Chrystus bez brody siedzi w otoczeniu baranków wśród skalistego krajobrazu. Kolejne mozaiki przedstawiają apostołów ubranych w rzymskie togi, a u ich stóp gołębie piją wodę z misy (to piękne i subtelne nawiązanie do symbolu wody żywej). Na kolejnej mozaice wodę pije jeleń, a otaczają go go wijące się pędy winorośli. Ostatnia mozaika - wprowadzająca nieco dramatyzmu do tego przepełnionego spokojem miejsca - przedstawia św. Wawrzyńca szykującego się na spotkanie z wielkim grillem, na którym przyjdzie mu umrzeć. Sączące się przez alabastrowe okna światło ożywia złoto gwiazd i granat sklepienia tak, że iluzja nocnego nieba jest bardzo sugestywna. Mozaiki w mauzoleum Galli Placydii są na wskroś Rzymskie, nie ma w nich krzty Wschodu, to ostatnie - i oszałamiające - arcydzieło sztuki paleochrześcijańskiej o tak czytelnych, rzymskich korzeniach.

W mauzoleum znajdują się trzy sarkofagi (chociaż to, czy znajdowały się tam od początku, czy zostały wtórnie umieszczone w średniowieczu nie jest jasne). Jeden - zgodnie z legendą przypisywany Galli Placydii - jest nieskończony, brak mu jakichkolwiek dekoracji czy inskrypcji. Dwa pozostałe - zdobione motywem Baranka - przypisuje się mężowi Galli Konstancjuszowi oraz synowi Walentynianowi.

W mauzoleum Galli Placydii czas na chwilę przestaje płynąć. Mozaiki o kolorach tak żywych, jakby artysta zakończył nad nimi pracę może wczoraj, w zeszłym tygodniu, rok temu, przedstawiają niebo, które - jak historia - nie tylko wydaje się, ale jest na wyciągnięcie ręki. To przepiękna iluzja, w którą warto na chwilę uwierzyć, za którą warto tu przyjechać.

Galeria: