Rawenna - baptysterium ariańskie z V wieku

Ostrogocki król Teodoryk sam był arianinem, ale zwolennikiem religijnej tolerancji. I tak za jego czasów dwie wspólnoty - ariańska i ortodoksyjna żyły obok siebie w pokoju, chociaż odseparowane. Dzisiaj baptysterium ariańskie wydaje się trochę opuszczone, odarte ze swoich mozaik, puste, martwe. Ale jest to świadek niezwykłych czasów, pozostałość po zapomnianym wyznaniu, które u początków chrześcijaństwa jako religii masowej stanowiło realną konkurencję dla chalcedońskiej ortodoksji.

Nauki Ariusza kwestionowały naukę o współistotności Ojca i Syna, a przez to stawiały pod znakiem zapytania całą koncepcję Trójcy Świętej. Syn - jako stworzony przez Ojca i Duch Święty, jako tegoż Ojca emanacja, w swojej istocie byli podporządkowani Ojcu, który jako jedyny ma w pełni boską naturę, bo jest wieczny i niezrodzony. Nauki te były nie do przyjęcia dla ortodoksów i zostały potępione przez sobór nicejski w IV wieku. Nie przeszkodziło to arianizmowi szeroko się rozprzestrzeniać, również wśród barbarzyńców - Wandalów, Gotów, ale też w Afryce i Azji. Powstające w Europie i Afryce barbarzyńskie państwa były ostoją arianizmu, nie zapominajmy też, że cesarz Konstantyn przyjął chrzest z rąk ariańskiego biskupa Euzebiusza z Nikomedii.

Arianizm przegrał jednak walkę z ortodoksją, barbarzyńskie państwa upadały jedno po drugim, podczas gdy ostoja ortodoksji - Bizancjum trwało niczym skała, chociaż kurczyło się wyraźnie. w Afryce i Azji kres wspólnotom ariańskim przyniosła ekspansja Islamu w VII i VIII wieku - zmęczone nieustannymi sporami i wojnami o charakterze religijnym całe wspólnoty chrześcijańskie wraz z biskupami przechodziły masowo na Islam (uznawany wówczas za chrześcijańską sektę, a było ich przecież w tamtych czasach wiele) licząc na pokój i stabilizację. W Europie - skłócone i niestabilne państewka barbarzyńskie upadały targane wewnętrznymi konfliktami lub podbijane przez rodzącą się nową siłę - Franków, którzy, jako jedyne z barbarzyńskich plemion, przyjęło chrzest ortodoksyjny. Kto wie, jakby wyglądała Europa, gdyby Chlodwig przyjął chrześcijaństwo ariańskie? Nigdy się nie dowiemy i trudno byłoby nawet spekulować.

Baptysterium ariańskie zbudowane za czasów Teodoryka było częścią większego kompleksu, którego centrum stanowiła ariańska katedra Hagia Anastasis (dzisiaj kościół Spirito Santo, niestety przebudowany w XV wieku i nic w nim z jego bizantyjskich dekoracji nie przetrwało). Kiedy Rawenna wróciła w ręce Bizancjum w VI wieku, baptysterium zostało przekształcone w oratorium pod wezwaniem Santa Maria in Cosmedin. Na początku XVIII wieku przeszło w prywatne ręce, by w XX wieku zostać własnością państwa. W czasie nalotów alianckich zabudowania wokół baptysterium zostały zniszczone, co paradoksalnie pomogło wyeksponować budynek, który następnie udostępniono do zwiedzania.

Niewielki i niepozorny oktagonalny budynek z rudej cegły znajduje się dzisiaj ponad 2 metry poniżej poziomu ulicy. Wewnątrz pustka i nagie ściany sprawiają nieco przygnębiające wrażenie (tak, można odczuć, że to zabytek wymarłej kultury). Ale wystarczy spojrzeć w górę, by dać się na chwilę olśnić przebłyskowi życia. Kopułę pokrywa wspaniała mozaika przedstawiająca chrzest Chrystusa w Jordanie. Młody, nagi Chrystus (bez brody) stoi po pas w wodzie, w towarzystwie ubranego w skórę Jana Chrzciciela i starego człowieka będącego alegorią Jordanu. Jan polewa głowę Chrystusa wodą, a nad nimi krąży Duch Święty pod postacią gołębicy. Scenę chrztu otaczają apostołowie trzymający w rękach korony (tylko św. Piotr trzyma w ręku klucze, a św. Paweł zwój). Apostołowie otaczają kręgiem tron Chrystusa, na którym znajduje się krzyż i purpurowa szata - symbole cierpienia. Mozaiki w baptysterium ariańskim uznaje się za inspirowane innymi mozaikami - tymi w starszym o wiek baptysterium ortodoksów.

Baptysterium ariańskie nie jest może najbardziej oszałamiającym zabytkiem Rawenny - niewiele się tu zachowało, a same mozaiki nie mogą równać się tym z San Vitale czy San Apollinare Nuovo. Ale jest to miejsce, gdzie można zadumać się na chwilę nad meandrami historii, która w takich miejscach jak to, zaczyna jawić się zupełnie inaczej. Historię piszą zwycięzcy, stąd dobrze znamy historię Bizancjum czy imperium Karolingów. Ale tu, na chwilę możemy popatrzeć na historię z perspektywy tych, którym nie dane było przetrwać.

Galeria: