Bułgaria

Bułgaria powitała nas płonącymi na przedmieściach Sofii ogniskami, a potem było jeszcze weselej - tłumy ubranych w balowe suknie nastolatek tańczących na stopniach soboru Aleksandra Newskiego w rytm bałkańskiej muzyki wygrywanej przez cygańską kapelę uzbrojoną w trąbki, puzony i bębny, targowiska pełne liści winogron, papryk i pomidorów, pachnące ajwarem i lutenicą... Hurgot wielkiego placu budowy, jakim stało się dzisiaj centrum Sofii mieszał się ze śpiewem muezzina, dzwonami cerkwi i wszechobecnym balkan-popem. Szalone miasto, bawiące się na przekór przeciwnościom losu, srogo doświadczone przez historię, zarówno tę najdawniejszą, jak i tę współczesną, odkryło przed nami swoje bizantyjskie skarby. A my odkrywamy je przed Wami...

Sofia - cerkiew Bojana od X w.

Czasem publikujemy w Albumie impresje dotyczące zabytków z innego kręgu kulturowego - z kręgu chrześcijaństwa wschodniego - które mniej więcej wpisują się ramy czasowe panowania romanizmu i wywodzą się ze wspólnego korzenia architektury Bizancjum, a które są nam bliskie. Jednym z takich zabytków jest niezwykła cerkiew na przedmieściach Sofii - cerkiew Bojana. Przyjeżdżamy tu w strugach deszczu, by na dosłownie chwilkę - bo takie są zasady zwiedzania kościoła - wejść do środka i zachwycić się bogactwem jego fresków.

Maleńka cerkiew Bojana mimo swoich niewielkich rozmiarów przypomina nam ten typ budynków, które nazywamy dla siebie w skrócie "święta góra" - to budynek, który ma w sobie coś organicznego, niesymetrycznego, którego warstwy narastały przez wieki i stworzyły coś, co jest czymś więcej, niż tylko sumą swych części, który wydaje się - żywy. I taki też jest rodowód cerkwi Bojana pierwszy budynek, dzisiaj skrajnie od wschodu, powstał na przełomie X i XI wieku jako niewielka, centralna cerkiew o uproszczonym planie krzyża, kryta kopułą. Kolejną warstwę dodał sebastokrator (ten dziwny tytuł wywodzi się z późnego Bizancjum i jest tytułem cesarskim) Kalojan wraz z małżonką, dobudowując od zachodu dwupiętrową kaplicę, mieszcząca na poziomie gruntu sklepioną kolebkowo kaplicę grobową, a na wyższym piętrze kaplicę rodzinną. Ostatni etap, to dobudowana w XIX przybudówka od zachodu.

To, co w cerkwi Bojana jest najcenniejsze - to freski. Powstawały od przełomu XI i XII wieku i pokrywały w całości "wschodni" kościół. Zachowało się kilka ich pozostałości, m.in. w dolnym odcinku apsydy czy na ścianie północnej kościoła. W drugiej połowie XIII wieku cały nowy "zachodni" kościół oraz po raz kolejny stary kościół "wschodni" zostały pokryte freskami o niecodziennej wartości artystycznej. Chociaż spełniające wymogi kanonu pisania ikon, charakteryzują się niebywałą ekspresją i indywidualizmem w podejściu do postaci. Freski zachowane są prawie w całości i zawierają przedstawienia Chrystusa, ewangelistów, aniołów, świętych (w tym bułgarskich świętych Iwana (Jana) Rilskiego i św. Pareskewy), żywot św. Mikołaja, a także niezwykle realistycznie przedstawionych fundatorów. Nie wiadomo, kto jest autorem tych wspaniałych fresków, zapewne była to grupa wybitnych artystów ze szkoły malarskiej w Turnovie, która na długo wyznaczyła kierunek bałkańskiej sztuce sakralnej.

Zwiedzanie cerkwi Bojana nie należy do łatwych - turystów jest wielu, a kościół jest malutki... Obsługa muzeum wpuszcza po kilkanaście osób na piętnaście minut do kościoła, aby nacieszyli oczy freskami, reszta czeka grzecznie w pierwszym, zachodnim pomieszczeniu. Czuć atmosferę pośpiechu, do tego narastającą frustrację, że tym skarbom nie da się zrobić zdjęcia. W takiej sytuacji należy wziąć głęboki oddech i... odpuścić. Przychodzi bowiem człowiekowi do głowy, że to w sumie dobrze, szczególnie w czasach fotograficznej biegunki.

Dziś tłumy ludzi oglądających świat przez kamerki swoich iPhone'ów i iPadów kompletnie nie zwracają uwagi na innych w swoim otoczeniu. Potrafią oni na przykład stanąć niczym przysłowiowa krowa na granicy w najbardziej nieodpowiednim miejscu i kilka minut robić kilkanaście przymiarek do najbardziej wysublimowanego zdjęcia na Instagrama, po to tylko, bo po chwili o nim zapomnieć zebrawszy wpierw garść lajków i oddryfować w stronę kolejnej atrakcji. Jeżeli dołożymy do tego refleksję, że freski czy mozaiki, które przetrwały setki lat na przykład po tureckim tynkiem, jak w kościele Hagia Sophia (gdzie specjalnie wydelegowani ochroniarze stoją przed mozaikami powtarzając kilka razy na minutę "no flash please", chociaż wisi na ścianie wielki napis proszący dokładnie o to samo), czy ostały się atakom symbolicznej agresji albo upiększającym zapędom kontrreformacji, mogą nie przetrwać dla przyszłych pokoleń właśnie przez bezmyślność turystów, którym nie chce się wyłączyć lampy błyskowej, nie umieją tego zrobić w swoich aparatach, albo po prostu nie przyjdzie im to do głowy. Apelujemy zatem o myślenie w obliczu fresków. Czasami również warto na chwilę odłożyć szkło i popatrzeć po prostu na to, co w innej sytuacji po prostu byśmy sfotografowali "na później" i pobiegli dalej. Wtedy dostrzega się więcej.

Dla tych, których zainteresował ten niezwykły zabytek, a w naszej galerii nie znaleźli wystarczającej dokumentacji fotograficznej, mamy dobrą wiadomość - muzeum ma bardzo sympatyczną stronę internetową, gdzie znajdziecie wszystko, co istotne. A my idziemy rozgrzać się kieliszkiem rakiji i czymś smakowitym z dużą ilością sera...

Galeria: 

Sofia - cerkiew Mądrości Bożej z VI wieku

Nie sposób przecenić znaczenia dzisiejszej cerkwi Mądrości Bożej dla Sofii jako miasta - od niej to przecież wzięła swoją nazwę. Narzucające się pokrewieństwo z bizantyjską siostrą z Konstantynopola jest jak najbardziej uprawnione, bo to siostry-równolatki mające wspólnego ojca (a raczej ojców - dwóch cesarzy bizantyjskich Konstantyna i Justyniana) i bardzo podobne dzieje.

Historia tego kościoła sięga początków chrześcijaństwa. Pierwszy budynek powstał tutaj we wczesnych latach IV wieku, aby wkrótce zostać zastąpionym przez okazałą budowlę wzniesioną przez Konstantyna Wielkiego. To tutaj odbył się wielki synod w 342 (tzw. synod w Sardyce, bo tak wtedy nazywała się Sofia) podczas którego wszyscy pokłócili się ze wszystkimi, synowie Konstantyna ze sobą nawzajem, władza świecka z duchowną, a wschodni kościół z zachodnim obłożyły się nawzajem ekskomuniką. Jedyne, co synod ustalił, to kwestie porządkowe, regulujące sprawy rozstrzygania wewnątrzkościelnych sporów między biskupami.

Wojny z barbarzyńcami - Wizygotami czy Hunami Atylli - jakie toczyło Biznacjum w owym czasie zmiotły bazylikę z powierzchni ziemi. To, co dzisiaj możemy podziwiać jako cerkiew Mądrości Bożej zbudował cesarz Justynian. Podobnie jak jej bizantyjska siostra, po tureckim podboju katedra została zamieniona na meczet i tak pozostała do połowy dziewiętnastego wieku, kiedy to po kolejnym trzęsieniu ziemi Turcy zrezygnowali z jej odbudowywania. Trzęsienia ziemi niejednokrotnie dawały się budowli we znaki, a dodajmy, że bułgarska siostra nie miała swojego Mimara Sinana, który uczyniłby ją odporną na wstrząsy. Od połowy dziewiętnastego wieku zatem katedra/meczet niszczała, mieszcząc w swoim zrujnowanym wnętrzu różnego rodzaju składy, a nawet remizę strażacką.
Kościół odzyskuje swój blask dopiero w latach dwudziestych XX wieku, ale nie odzywskuje funkcji katedry, którą zdążył przejąć stojący nieopodal olbrzymi sobór św. Aleksandra Newskiego.

Z zewnątrz obecna cerkiew Mądrości Bożej to typowa bizantyjska budowla z płaskiej, rudej cegły, z gładkimi ścianami bez żadnych dekoracji, za to z wielkimi połaciami przeszklonych, podzielonych na małe kwaterki okien. Znamy dokładnie ten model chociażby z kościoła Hagia Eirene na pierwszym dziedzińcu pałacu Topkapi w Stambule.

Wewnątrz oprócz układu przestrzennego budowli (bazylika z transeptem i apsydą) nie zachowało się oryginalne wyposażenie. Zdecydowano pozostawić gołe, ceglane ściany jako świadka historii, nie rekonstruować czy przyozdabiać na siłę. Dziś możemy sobie tylko wyobrazić mozaiki skrzące się na ścianach złotem, błekitem i czerwienią. Surowe, niemal puste wnętrze ma w sobie jakąś powagę, którą potęguje surowy wzrok prawosławnych świętych wodzący za nami z ikonostasu. Zwracają uwagę ciekawe sklepienia będące czymś pomiędzy serią płaskich kopuł a sklepieniem krzyżowo-żebrowym.

Z ciszy i chłodu cerkwi Mądrości Bożej, gdzie w sączącym sie przez biznantyjskie okna łagodnym świetle popołudnia można zadumać się na dłuższą chwilę nad losem tego kawałka świata, wychodzimy na dudniący muzyką plac Aleksandra Newskiego, gdzie bułgarskie nastolatki świętują hucznie zakończenie edukacji szkolnej, wożąc się w wynajętych kabrioletach z cygańską oriestrą przygrywającą do tańców-połamańców i gubienia na bruku szpilek wśród pisków i śmiechów. Ech ta bałkańska fantazja :)

Galeria: 

Sofia - cerkiew Św. Petki Samardżijskiej z XIV (?) wieku

Cerkiew Św. Petki Samardżijskiej wybraliśmy, aby zagościła na kartach Albumu, bo jest budynkiem symbolicznym - geograficznie znajduje się w samym sercu Sofii. Jest to w nowoczesnym (a przynajmniej nowym) otoczeniu ostaniec wielkiej, chrześcijańskiej historii Bułgarii skryty nieśmiało u wejścia do przejścia podziemnego i metra, na skrzyżowaniu wielkich, socjrealistycznych arterii, w zasadzie pod poziomem ulicy. Gdy zjawiliśmy się tutaj w lecie 2012 roku był to akurat jeden wielki plac budowy. Wśród walających się wszędzie odpadków zbrojonego betonu, ogrodzeń z falistej blachy i wszechobecnego budowlanego kurzu, malutka cerkiew wydawała się niepasującym do dekoracji rekwizytem. Ale można sobie wyobrazić, że krajobraz miasta zmieni się jeszcze wiele razy, a cerkiew św. Petki stać tu będzie na wieki...

Początki kościoła nikną w mrokach historii - pierwszy raz wzmianka o nim pojawia się w XVI wieku, ale najstarsze freski w jego wnętrzu pochodzą z XIV wieku. Kto wie, może jest jeszcze starszy... Na pewno zaś stoi w pradawnym miejscu pogańskiego kultu z czasów rzymskich. Cerkiew zawdzięcza swoje wezwanie św. Pareskewie (Petka to jedna z wersji jej imienia) i cechowi rymarzy/siodlarzy, którzy tutaj oddawali cześć Bogu. Kościółek to bardzo prosta, jednonawowa świątynia przekryta potężną kolebką, z prostą, półkolistą absydą. Wewnątrz zachowały się freski powstające od XIV do XVII wieku przedstawiające żywot Jezusa. O dziwo, cerkiew posiada kryptę, odkrytą podczas renowacji po II wojnie światowej.

Do cerkiewki nie udało nam się wejść i ominęły nas niestety tym razem freski. W ogólnobudowlanym rozgardiaszu była zamknięta na cztery spusty, co jest zupełnie zrozumiałe. Inna sprawa, że w krajach prawosławnych - w Rumunii, Bułgarii, a także w odkrytej przez nas niedawno Gruzji - kościoły/cerkwie są zawsze otwarte. Nie dla nas, turystów, którzy plączemy się tam nie znając kulturowego kodu bez ładu i składu, nie wiedząc kiedy ukłonić się, a kiedy przeżegnać, ale dla wiernych, którzy zawsze po drodze skądś dokądś znajdują czas, żeby zapalić świeczkę, czy ucałować ikonę. Korzystamy z tego przywileju ukradkiem, starając się nie naruszyć atmosfery tych miejsc naszymi zachwytami nad architekturą i klikaniem migawki.

Sofia zmienia się i przyspiesza ku przyszłości jak odchodzące z pobliskiej stacji metra pociągi. My też odjeżdżamy, mając nadzieję, że kiedy wrócimy tu, uda nam się zobaczyć wnętrze tej malutkiej, niezwykłej świątynki.

Galeria: 

Sofia - rotunda św. Jerzego z IV wieku

Otoczenie rotundy św. Jerzego w Sofii to kolejne miejsce, gdzie wielka, starożytna historia Bułgarii splata się z tą najnowszą. To tutaj, na dziedzińcu pałacu prezydenckiego stoi najstarsza budowla w Sofii - dzisiaj cerkiew i muzeum, dawniej meczet, kościół, pogańska świątynia o tajemniczej proweniencji...

Korzenie tego niezwykłego budynku sięgają czasów rzymskich - Rzymianie zbudowali go jako część kompleksu budynków użyteczności publicznej (jego ruiny możemy dzisiaj zwiedzać wokół rotundy) w IV wieku. Jego początkowa funkcja nie jest do dzisiaj jasna - swoich zwolenników ma teza, że była to kiedyś część łaźni kaldarium, czego dowodzić ma obecność pod podłogą hypocaustum, czyli rzymskiej wersji ogrzewania podłogowego (co jest rzeczywiście intrygujące). Najprawdopodobniej jednak przeznaczenie budynku było od początku sakralne, a rotunda stanęła na jakimś dawnym miejscu pogańskiego kultu.

Kościół w tym miejscu ustanowił cesarz Konstantyn Wielki, a po wielkich zniszczeniach spowodowanych najazdami Wizygotów i Hunów Atylli, odbudował go Justynian. Po zdobyciu miasta przez Bułgarów chana Kruma Strasznego, oba kościoły - Mądrości Bożej i św. Jerzego - pozostały nienaruszone, również w swojej funkcji sakralnej. Nawrócenie Bułgarów w IX wieku rozpoczęło etap świetności kościoła, gdzie spoczęły szczątki św. Iwana Rilskiego Cudotwórcy (chociaż nie poleżały tam długo, bo w XII wieku rozpoczęły swą długą wędrówkę, zanim spoczęły u źródeł - w RIlskim Monastyrze). W tym okresie - od X do XIV wieku - powstały największe skarby kościoła - niezwykłe freski z przedstawieniami proroków, świętych i aniołów. Etap świetności zakończył oczywiście podbój turecki, chociaż przez jakiś czas kościół działał bez przeszkód pod tureckim panowaniem, by dopiero w XVI wieku zostać zamienionym na meczet, kiedy to freski zostały zamalowane.

Kształt kościoła sam w sobie jest interesujący - niewielkich rozmiarów budowla centralna z dwoma kaplicami po bokach poprzedzona jest obszernym przedsionkiem i dziedzińcem. Relikty fresków zachowały się dość dobrze pod tureckim tynkiem, dzisiaj można je zwiedzać i podziwiać, nie można ich niestety fotografować. Małe, kwadratowe prezbiterium oddzielone jest dziś od nawy ikonostasem. Wnętrze doświetlone jest znajdującymi się wysoko oknami. Kościół ma niezwykłą akustykę, a w przeszłości miał też wyjątkową atmosferę (czy może raczej mikroklimat).

Filigranowa i jakby z innej bajki wyjęta sylwetka rotundy św. Jerzego, dziś skryta na dziedzińcu prezydenckiego pałacu to niezwykły świadek świetności, upadku i odrodzenia miasta. Dziś to jeden z najpiękniejszych zakątków Sofii, oferujący skarby sztuki, głęboką historię i tajemnicę, która rozpala wyobraźnię...

Galeria: