Czechy

Za naszą południową granicą znaleźć można prawdziwy romański raj. Przekonaliśmy się o tym podążając przez senne, kolorowe miasteczka, których mieszkańcy sączą leniwie piwo lub wino przegryzając utopencem albo maczając knedlika w svickovej na smetane w lokalach, w których kiedyś pewnie muchy paskudziły na portret Najjaśniejszego Pana, od zagubionych gdzieś wśród pól i pradawnych słowiańskich gajów rotund, do majestatycznych choć nagryzionych zębem sekularyzmu opactw. W naszej drodze przez Czechy towarzyszył nam romański zachwyt i nieco smętny głos Jaromira Nohavicy odkrywający przed nami melancholijne zakamarki czeskiej duszy i paradoksalne piekno czeskiego języka. Choć historia nie oszczędzała czeskiej religijności, oszczędziła czeskie zabytki sakralne, które znajdujemy nierzadko w dużo lepszym stanie, niż te polskie. A droga ich śladem okazała się niezywkle fascynująca...

Brno - relikty krypty katedry św. Piotra i Pawła z XII wieku

Brno - urocza stolica morawskiej Toskanii... Można tu spacerować śledząc wzrokiem wygięte linie secesyjnych dekoracji cesarsko-królewskich w stylu kamienic, wstępować do winiarni i degustować morawskie wina, podziwiać nowoczesną sztukę. Można też wstąpić do katedry św. Piotra i Pawła i oddać się romańskim poszukiwaniom...

Katedra św. Piotra i Pawła zbudowana została w XII wieku na zamkowym wzgórzu, ale jej dzisiejszy kształ pochodzi z XIII wiecznej przebudowy, która uczyniła zeń budynek w całości gotycki. Swoich średniowiecznych poprzedników postanowili poprawic też dziewiętnastowieczni miłośnicy romantyzmu i dokonali kolejnej przebudowy w stylu neogotyckim. Wnętrze kościoła jest barokowe. Dzisiaj jedyne, co pozosało po romańskim budynku, to relikty krypty. Całe szczęście krypta jest udostępniona dla zwiedzających i pozwolono nam zrobić parę zdjęć. Relikty to kilka przyściennych kolumienek, zarysy romańskich murów, w tym apsydy, i.. tyle. Dla nas była to jednak przygoda - musiliśmy wzbudzać uśmiech innych turystów zajętych oglądaniem wystawy, kiedy nie zważając na wiszące na ścianach obrazy, wciskaliśmy się za kartonowe przepierzenia, żeby fotografować jakieś stare kamienie.

Katedra Piotra i Pawła z jej reliktami romańskiej krypty to zdecydowanie zabytek dla zaawansowanych, którzy docenią nawet najmniejszy romański kamień. Ale Brno samo w sobie polecamy jako jedno z najsympatyczniejszych i najłatwiej dostepnych miejsc na weekendowy zagraniczny wyjazd. I to wino...

Galeria: 

Budeč - rotunda św. Piotra i Pawła z IX wieku

Choć Budeč leży zaledwie kilkanaście kilometrów od Pragi, wcale nie jest łatwo tu trafić, a wspinaczka na wzgórze grodziska stromą i wąską drogą grunową okazała się nie lada wyzwaniem dla samochodu. Ale dokładnie takie było założenie budowniczych - miesjce miało byc obronne i trudno dostępne. Po trudach i wysiłkach wspinaczki na szczycie czeka na nas nagroda - najstarszy ciągle funkcjonujący kościół w Czechach.

Grodzisko w miejscowości Budeč to poważany świadek historii czech i dynastii Przemyślidów, którzy to naturalnie obronne wzgórze zamieszkałe już w epoce brązu przemienili w prawdziwą fortecę. Centrum grodziska był otoczony wałem Akropol, gdzie do dziś stoi rotunda św. Piotra i Pawła według tradycji ufundowany przez księcia Spitygniewa. Rezydentem grodziska przez pewien czas był też sam św. Wacław. Rotunda, a raczej nieco koślawa budowla centralna, powstała w końcu IX wieku i do dziś zachowała swój kształt, chociaż nie do końca charakter i dekoracje. W XII wieku dobudowano do niej wieżę od strony północnej. Wnętrze kościoła zostało w XIX wieku zniszczone przez ogień, więc nie ma co szukać tutaj jakiś romańskich pozostałości. Jak większość czeskich rotund, rotunda św. Piotra i Pawła jest otynkowana i pomalowana na morelowy kolor. Otaczający kościółek cmentarz sięga swymi początkami czasów Przemyślidów.

Oprócz rotundy w grodzisku zachowały się fundamenty kościoła Narodzenia Najświętszej Marii Panny z X wieku, który było prostą budowlą zakończoną apsydą, prawdopodobnie z wieżą od strony zachodniej.

Choć wzgórze może sprawiać wrażenie nieco opuszczonego, to jest to czeska Národná kultúrna pamiatka, a w sezonie (od kwietnia do września) w weekendy można rotundę zwiedzić z przewodnikiem i wysłuchać wykładu na temat historii tego niezwykłego miejsca. Chociaż sam kościółek zaliczamy do grona "zabytków dla zaawansowanych" (sam w sobie nie jest może bardzo efektowny), to grodzisko samo w sobie jest ciekawym miejscem spotkania z najstarszą czeską historią.

Galeria: 

Jakub - kościół św. Jakuba z XII wieku

W Kutnej Horze jest co zwiedzać - przepiękna gotycka katedra, urocza starówka i "kaplica czaszek" zbudowana z kości, w której po raz kolejny utwierdziliśmy się w przekonaniu, że barok to jednak nie nasza epoka. Wychodząc z tego dziwacznego przybytku i ciągle jeszcze czując, że włoski na karku stoją nam dęba, zauważyliśmy na ścianie przy kasie biletowej niepozorną pocztówkę z wizerunkiem pięknego romańskiego kościółka gdzieś wśród pól. Zostaliśmy odesłani do miejscowości Jakub, o której ani jednej wzmianki nie znaleźliśmy w naszym przewodniku (wstyd!). Tak więc zupełnym przypadkiem dostaliśmy romański bonus w postaci najcenniejszego dwunastowiecznego romańskiego zabytku Czech. Ale to nie koniec naszego szczęścia - kościół okazał się otwarty, a w nim czeska wycieczka słuchała pasjonującej opowieści sympatycznej pani kustosz. Przyłączyliśmy się bez wahania.

Kościół św. Jakuba został założony z inicjatywy Marii, żony miejscowego możnowładcy i wyświęcony w 1165 roku w obecności praskiego biskupa i królewskiej pary Władysława II i królowej Judyty. Jego dzieje nikną w mrokach historii. W XVI wieku kościołowi dodano renesansowe sklepienie, a w XIX wieku powstało malowidło w apsydzie. Jednak poza tymi zmianami kościół zachował się w kształcie praktycznie niezmienionym, a co najważniejsze, zachowały się jego niezwykłe dekoracje.

Kościółek św. Jakuba jest niewielką budowlą salową, z prostą nawą główną krytą pierwotnie stropem, zamkniętą apsydą, z masywną wieżą z dwoma poziomami triforiów oraz wspartą na dwóch filarach/kolumnach emporą. Na emporę wchodziło się po drewnianych schodach dostawionych na zewnątrz wieży. Empora składała się z pomieszczenia wewnątrz wieży, sklepionego krzyżowo oraz balkonu w samym kościele. To, co wewnątrz zwraca uwagę, to niezwykle misterne zdobienia kolumn wspierających emporę - i kapitele i same trzony filarów zdobione są ornamentami kwiatowymi i plecionkami w stylu romańskiego renesansu.

Ale największe skarby znajdziemy na zewnątrz kościoła, którego ściany zewnętrzne są niezwykle bogato i zupełnie unikatowo zdobione. Zwracają uwagę już kolory użytego kamienia - szare ciosy, czerwony piaskowiec tympanonu, czarny kamień z którego wyciosano rzeźby. Prosty portal zdobi tympanon z przedstawieniem Chrystusa w otoczeniu aniołów. Ściany podzielone są lizenami tworzącymi ślepe arkady, w których znajdują niezwykłe rzeźby. Najprawdopodobniej przeznaczone były początkowo do zupełnie innego kościoła (nie do końca pasują rozmiarem do ślepych arkad, w których zostały umieszczone), a z jakiś przyczyn znalazły się tutaj. Mocno zerodowane, już trochę zatarte figury noszące ślady agresji symbolicznej, przedstawiają najprawdopodobniej świętych Piotra i Pawła, św. Jakuba, św. Wojciecha, a także króla Władysława II. Ściany zdobione są ponadto fryzem arkadkowym, a wieże wieńczą dwa poziomy triforiów - cóż za bogactwo, jak na prowincjonalny kościółek!

Miejscowości Jakub nie ma w przewodnikach, trudno tu trafić, a tymczasem można tu znaleźć prawdziwy skarb, którego piękno docenią nie tylko miłośnicy romańszczyzny. Polecamy to miejsce dużo bardziej niż przereklamowaną i nieco niesmaczną w naszym odbiorze kaplicę czaszek w Kutnej Horze.

Galeria: 

Milevsko - kościół Nawiedzenia NMP z XII wieku

Milevsko to kolejny romański bonus, którego nie było w przewodniku. Trafiliśmy tu tylko dzięki grupce Holendrów, którym wyjątkowo długo zajęło meldowanie się na kempingu w okolicach Czeskiego Krumlova. Czekając na swoją kolej, znudzeni zaczęliśmy przeglądać foldery zachwalające uroki południowych Czech. I wtedy wpadły nam w oko dwie romańskie wieże. Okazało się, że dokładnie tego dnia przejeżdżaliśmy obok Milevska, nie mając pojęcia, co tam jest. I musieliśmy się wracać...

Tego dnia siąpił deszcz i pogoda raczej nie zachęcała do zwiedzania. Może właśnie dlatego w Milevsku nie spotkaliśmy żywej duszy, ale na prohlidkę i tak musieliśmy poczekać do pełnej godziny. Tym razem mieliśmy szczęście i przynajmniej pozwolono nam fotografować. Dziś klasztor znajduje się w połowie w ruinie, a Norbertanie, którzy wrócili tu po 1989 roku, ciężko walczą o ratunek dla klasztoru. Każdy datek się liczy i każdy datek pomoże. Ale po kolei.

Opactwo Norbertanów założone zostało w latach osiemdziesiątych XII wieku z inicjatywy miejscowego możnowładcy Jerzego z Milevska. Budową klasztoru zarządzał jego przyszły pierwszy opat Jarloch. Pierwszy pożar spustoszył klasztor kilka lat po jego wybudowaniu. Kościół odbudowano, a potem jeszcze kilka razy przebudowywano, m.in. w okresie gotyku. Kres czasom prosperity położyły wojny husyckie - klasztor został splądrowany. Jeszcze gorzej obeszła się z nim historia po bitwie pod Białą Górą, kiedy to klasztor został spustoszony, a okoliczne wioski wyludnione. Ojcowie przenieśli się wtedy do opactwa na praskim Strahovie. W XIX wieku podejmowano próby przywrócenia klasztorowi chociaż ułamka jego blasku, ale nigdy się to już nie udało. W XIX wieku przeprowadzono też reromanizację kościoła. Władza komunistyczna umieściła tu kołchoz, co przyspieszyło ruinę klasztoru. Dzisiaj mieszka tu kilku ojców, którzy powoli próbują doprowadzać klasztor do porządku, podnosić go z ruiny. Pierwsze sukcesy można już podziwiać - skrzydło klasztorne, gdzie mieszkają mnisi, zostało odrestaurowane. Podobnie kościół.

Badania archeologiczne przeprowadzone w kościele Nawiedzenia NMP dowodzą, że pod posadzką kościoła kryją się relikty przynajmniej dwóch (jeśli nie trzech) innych romańskich świątyń. Choć kościół przeszedł reromanizację, to w jego kształcie (chociażby w wysokiej nawie głównej) już czuć gotyk. Surowe wnętrze, pobielone ściany i bardzo jasny kamień dają wrażenie świetlistości. W części zachodniej znajduje się empora. Nawy sklepione są krzyżowo-żebrowo. Bazylika nie ma transeptu, jest dosyć długa. Nawy boczne zakończone są apsydkami, nawa główna - gotyckim prezbiterium.

Największe wrażenie robi majestatyczna, dwuwieżowa fasada. Nie zachował się zachodni portal, jest za to dostępny bardzo prosty portal północy. Wieże mają dwa poziomy triforiów i jeden poziom biforiów. W ścianie zachodniej znajduje się duże, przebite gotyckie okno. Obchodząc kościół dookoła, można natknąć się od strony północnej na odsłonięty fundament romańskiej zakrystii, a w części wschodniej - na fundamenty wcześniejszego kościoła.

Ruszamy z wyjątkowo sympatyczną (bo byliśmy na niej sami z uśmiechniętą licealistką uzbrojoną w pęk kluczy) prohlidką dalej, do kościoła św. Iliji. Szkoda, że pogoda paskudna, bo po zabudowaniach klasztornych i okolicznych polach można by jeszcze długo powędrować szukając ładnych kadrów z dwoma wieżami opactwa w Milevsku w tle.

Galeria: 

Milevsko - kościół św. Iliji z XII wieku

Milevsko to nie tylko klasztor Norbertanów i kościół Nawiedzenia NPM. Znajdujemy tutaj kościółek, z którego została tylko wieża. Ale co to jest za wieża! Wieża podobna absolutnie do niczego...

Możnowładca Jerzy z Milevska musiał mieć gest. Nie dość, że sprowadził do Milevska Norbertanów, to dla siebie zbudował jeszcze kościółek św. Iliji. A nie dość, że miał gest, to miał jeszcze wyobraźnię. Świadczy o tym to, co pozostało po kościółku - mianowicie intrygująca, monumentalna wieża zachodnia. Kościół ten pierwotnie był prostą budowlą salową z emporą, na którą prowadziły schody w grubości muru. W czasach gotyku kościół gruntownie przebudowano, a w zasadzie pozbyto się kościoła i zostawiono samą wieżę (bardzo sensownie, po co marnować taki wielki, solidny kawał wieży) i dobudowano gotyckie nawę i prezbiterium. Dzisiaj kościół służy za kaplicę cmentarną.

Wieża - szeroka, masywna, wysoka, z dwoma poziomami biforów (a w poziomie mieści się ich aż trzy) i drewnianą nadbudówką jest czymś absolutnie niespotykanym. Na pewno miała też w zakresie obowiązków spełniać funkcje obronne, była też zapewne symbolem władzy możnowładcy Jerzego (czyżby, niczym lord Farquad, miał on jakiś kompleks?). W ramach prohlidki do samego kościoła można wejść i obejrzeć wątki romańskich murów w gotyckiej budowli, niestety nie można wejść na samą wieżę.

Dla samej wieży warto do Milevska przyjechać, szczególnie, że dostaje się tu w pakiecie klasztor, kościół i wieżę. Błądząc, a nawet przemieszczając się w wyznaczonym celu, po południowych Czechach na pewno warto tu wpaść na chwilę.

Galeria: 

Praga - Romański Dom z XII/XII wieku

Czesi mogą poszczycić się nie tylko nieporównywalnym z polskimi warunkami bogactwem rotund, ale też - uwaga uwaga - romańskimi domami w Pradze. To zjawisko unikatowe w tej części Europy, porównywalne tylko chyba z Ratyzboną. Ich losy bywały różne, ich stopień zachowania romańskości również. I tak jak ostatnie badania mówią o ponad sześćdziesięciu (!) romańskich domach w Pradze, my wybraliśmy ten, do którego najłatwiej się dostać...

...albowiem znajduje się tam knajpka. Ulica Řetězová 222 - to tutaj kierujemy się nie bardzo wiedząc, czego się spodziewać. Nic lepszego nie mogło nas spotkać - w "romańskim domu" znajdujemy przyjemną kawiarnię, a uczynna pani kelnerka otwiera nam piwnicę (obecnie znajduje tam się mała galeria), gdzie możemy do woli wyżyć się fotograficznie. Nisko sklepione pomieszczenie oparte jest na masywnych, romańskich filarach i zachowało się w stanie prawie nienaruszonym. W samej kawiarni też zwracają uwagę romańskie ściany. I trzeba przyznać, że wino, ser i oliwki w takim oto romańskim wnętrzu smakowały wyśmienicie.

Snując się ulicami Starego Miasta nie sposób nie robić sobie przystanków w kawiarniach, knajpkach, barach. My z nic wszystkich polecamy Romański Dom - nie dość, że wino dobre, to jeszcze ściany romańskie: jesteśmy w raju!

Galeria: 

Praga - kościół św. Jerzego z X wieku

Praski zamek i wzgórze Hradczany to istna kopalnia atrakcji - zamkowe wnętrza, gdzie rozgrywała się wielka historia Czech, katedra św. Wita ze swoimi cudownymi, gotyckimi witrażami, Złota Uliczka oferująca w przystępnych cenach tony różnokolorowego badziewia dla turystów, uliczni artyści, widoki Pragi... I jest jeszcze kościół św. Jerzego, nieśmiało skryty w zamkowych zabudowaniach za różową, barokową fasadą. Standardowy pakiet biletów wstępu do różnych zamkowych atrakcji wstępu do kościoła nie obejmuje, więc jest tu dużo spokojniej. Zamykają się za nami drzwi i jesteśmy w cudownym, romańskim wnętrzu, zżerani zazdrością, że na Wawelu nic podobnego się nie uchowało...

Kościół św. Jerzego ufundowany został przez księcia Wratysława I w 920 roku. W 973 roku z inicjatywy Mlady, siostry księcia Bolesława II Pobożnego sprowadzono tu benedyktynki, co stało się pretekstem do pierwszej (i jednej z wielu w romańskich czasach) przebudowy kościoła. Dalej, w XI wieku kościół został powiększony (wzwyż w na długość), dodane zostały empory nad nawami bocznymi oraz wieża północna, w XII wielu po pożarze, który spustoszył praski zamek, do kościoła dobudowano wieżę południową oraz podwyższono prezbiterium i dodano kryptę. Wreszcie, w XIII wieku, dodano kaplicę poświęconą pierwszej czeskiej męczennicy, św. Ludmile, z tego okresu pochodzą również relikty fresków z apsydy. W okresie gotyku dodano kaplicę Marii Panny, w epoce renesansu dodano portal południowy, a w czasach baroku przebudowano fasadę oraz dodano kaplicę św. Jana Nepomucena. W XIX wieku dokonano reromanizacji wnętrza. W kościele związanym od swojego zarania z dynastią Przemyślidów znaleźć możemy grobowce Wratysława (ciekawa, drewniana, gotycka tumba) i Bolesława II Pobożnego. Jest tu też pochowana sama św. Ludmiła.

Kościół św. Jerzego to klasyczna bazylika kryta stropem. W majestatycznych ścianach nawy wspartych na masywnych filarach zwracają uwagę przepiękne triforia i tetraforia empory. Podniesione prezbiterium zamknięte jest apsydą, na której sklepieniu podziwiać możemy relikty fresków. Pod prezbiterium znajduje się piękna, halowa krypta, gdzie wystawiona jest kopia romańskiego tympanonu z przedstawieniem Madonny i klęczącego u jej stóp króla czeskiego Przemysła Ottokara I. Kościół sprawia wrażenie surowego, trudno tu znaleźć misterne zdobienia czy filigranową kamieniarkę, ale to właśnie buduje jego minimalistyczne piękno i urok. Zdobień trudno szukać też na zewnątrz kościoła - fryz arkadkowy i ząbkowy wieńczący ściany apsydy, triforia kanciastych, masywnych wież - i to wszystko. Tylko tyle i aż tyle.

Przycupnąwszy na ławce w kościele św. Jerzego na Hradczanach, w odwiecznej ciszy i chłodzie, zapomnieć można, że za zewnątrz w salwach śmiechu i wśród trzasków (najczęściej cyfrowych) migawek, przewalają się przez praski zamek tabuny turystów. Dla nas to najważniejsza atrakcja tego niezwykłego wzgórza, bardziej magiczna od alchemicznych zakamarków Złotej Uliczki, wywołująca więcej emocji od rozmachu gotyckiej katedry św. Wita, bo romańska właśnie. Tutaj przez chwilę możemy sobie pomarzyć, że na Wawelu wciąż stoi chrobrowska albo przynajemniej hermanowska katedra czy kościół św. Gereona...

Galeria: 

Praga - kościół św. Marcina w murze z XII wieku

Choć dzisiaj po żadnym "murze" śladu nie ma, w zwyczajowej nazwie kościoła św. Marcina w murze przetrwała dawna topografia miasta, kiedy rzeczywiście przebiegał tędy mur i była tu nawet brama miejska, oczywiście św. Marcina. Sam kościół z daleka nie zdradza cech romańskich, ale niech nas to nie zwiedzie. Czas na naszą ulubioną rozrywkę - romańską archeologię stosowaną!

Dzieje tego kościoła sięgają XII wieku, kiedy to powstała tu prosta, jednonawowa budowla romańska. Nie dane jej było długo cieszyć się jej pierwotnym kształtem - w czasach gotyckich sukcesywnie kościół rozbudowywano, aż osiągnął kształt, jaki możemy oglądać dzisiaj. Ale to nie koniec przygód tej budowli - w XVII wieku spustoszył ją pożar, a w XVIII wieku została zaadaptowana na m.in. warsztat i magazyn. Lepsze czasy przyszły dopiero na początku XX wieku, kiedy to obrońcy zabytków z władz miejskich odkupili kościół i przywrócili mu jego pierwotny, gotycki już bardziej niż romański charakter.

Dzisiaj można śmiało kościół św. Marcina w murze nazwać gotyckim, a to co romańskie kryje się w wątkach murów (może raczej nie kryje się - romańskie partie zostały ładnie wydobyte spod tynku i wyeksponowane) i pod posadzką. W części zachodniej zejść można do pozostałości krypty, gdzie romańskiego muru jest więcej, a znajdą się też relikty półkolumienek przyściennych.

Praga na pewno oferuje lepsze atrakcje i większe olśnienia, niż kawałek romańskiego muru gdzieś głęboko pod podłogą. Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tego niewielkiego i niezbyt obleganego przez zmierzających ku ratuszowej wieży turystów nie odwiedzili. To kolejny świadek bogatej historii miasta i sympatyczna, romańska łamigłówka w jednym.

Galeria: 

Praga - kościół św. Wacława na Zderaze z XII wieku

Pewnie nigdy byśmy tutaj nie trafili gdyby nie fakt, że akurat mieszkaliśmy w okolicy w hostelu. Przechodziliśmy tędy codziennie, wracając wężykiem z jakiejś miłej wieczornej nasiadówki, na przykład w pobliskim pubie "U spadochroniarzy", nazwanym na cześć czeskich komandosów, którzy dokonali udanego zamachu na nazistowskiego zbrodniarza Reinharda Heydricha i zginęli bohatersko broniąc się w pobliskiej cerkwi św. Cyryla i Metodego. Można tu zjeść utopenca w zadumie spoglądając na archiwalne zdjęcia uśmiechniętych młodzieńców, którzy dokonali tego niezwykłego czynu i w milczeniu wypić ich zdrowie wznosząc kufel czeskiego piwa, albo kieliszek morawskiego zelenego.

Znajdujemy się w miejscu, gdzie w głębokim średniowieczu znajdowała się osada Zderaz i to właśnie tu w XII wieku powstał kościół św. Wacława. Bezdyskusyjnie gotycki kościół zainteresował nas przez dziwacznie umiejscowione w zachodniej fasadzie romańskie biforia, które nijak się miały do reszty budynku. Okazuje się, że to pozostałości romańskiej wieży, która inkorporowana została do gotyckiego budynku i to jedyna pozostałość (oprócz romańskiego gruzu, który posłużył do zbudowania gotyckiej świątyni) po jego romańskim poprzedniku.

Jak większość kościołów Pragi, kościół św. Wacława ma ciekawą historię. Mieścił się tu konwent Augustianów, ośrodek kultu św. Wacława. W XVIII wieku klasztor został zamknięty i wraz z kościołem zamieniony na więzienie (stąd przeniesiono je wkrótce na słynny Pankrác). W XIX wieku kościołowi przywrócono funkcje sakralne i służył jako kaplica więzienna, o mało nie został też rozebrany z powodu przebudowy tej części miasta (taki los spotkał zabudowania klasztorne), ale z pomocą przybyli słynni prascy obrońcy zabytków. Dziś to czynny kościół husycki.

Kościół św. Wacława to może nie romańska perła, ale sympatyczna romańska zagadka, która wiele może opowiedzieć o burzliwej historii czeskiej metropolii...

Galeria: 

Praga - relikty pałacu biskupiego z XI wieku na Hradczanach

Krążąc wokoło katedry św. Wita na Hradczanach natrafiamy na ciekawy budynek - duży, barokowy klocek w odcieniach różu. Zwraca naszą uwagę wypreparowane z muru piękne, romańskie biforium. To tzw. Stara Plebania, budynek który powstał w wyniku przebudowania XI wiecznego pałacu biskupiego.

W zasadzie nic dodać, nic ująć - wypreparowane z muru biforium i romańskie wątki to jedyne, co możemy dzisiaj podziwiać z pozostałości romańskiego pałacu biskupiego. Niewiele zostało z romańskich Hradczanów - niekóre partie murów obronnych z wieżami (wieże Biała i Biskupia), relikty dwóch pierwszych kościołów pod posadzką katedry św. Wita - romańskiej rotundy ufundowanej przez św. Wacława w X wieku i dwuchórowej bazyliki zbudowanej przez Spitygniewa II w wieku XI. Przetrwał za to w dobrym stanie romański kościół św. Jerzego.

Taki los królewskich grodów - Hradczanów, Wawelu - które musiały podążać za duchem czasów i głosić chwałę swoich koronowanych mieszkańców, więc nie ominęły ich liczne przebudowy. Dzisiaj bardziej niż starannie zaplanowane założenia, to raczej wynik organicznego rozwoju przez wieki i epoki. Ale też właśnie stąd często bierze się ich urok...

Galeria: 

Praga - rotunda św. Longina z XII wieku

Spacerując z Novégo Města w kierunku praskiej Starówki, przy ulicy Na Rybníčku, której nazwa upamiętnia dawną osadę Rybníčk, trafiamy na... rotundę. Wciśnięta w osiedle, troszkę zaniedbana, pobazgrana sprayem rotunda św. Longina z XII wygląda nieco smętnie. Ale to w końcu rotunda - dobro tak rzadko dostępne w Polsce...

Zbudowana w XII wieku jako kościół przynależny do osady Rybníčk wchłoniętej wkrótce przez Nowe Miasto, rotunda św. Longina (kiedyś św. Stefana) to prosta budowla bez wieży. W XVII wieku nie ominęła jej barokowa przebudowa, która raczej nie wyszła rotundzie na zdrowie (z czasów tej przebudowy pochodzi latarenka), a w XVIII wieku została zdesakralizowana. Mało brakowało, a w XIX wieku zostałaby po prostu rozebrana (co spotkało tak wiele naszych zabytków romańskich, że aż się łezka w oku kręci). Dziś rotunda służy wspólnocie greckokatolickiej. Z doklejoną w czasie przebudowy latarnią, miejscami pokryta tynkiem spod którego wyglądają wątki oryginalnych murów, wygląda jak nobliwy choć nieco obszarpany weteran. W ocalałych partiach można znaleźć oryginalne rozglifione okienka.

Znamy piękniejsze i lepiej utrzymane czeskie rotundy, ale będąc w Pradze i snując się uliczkami Nowego Miasta w poszukiwaniu szwejkorabiliów, warto zajrzeć tu chociaż na chwilę.

Galeria: 

Praga - rotunda św. Marcina z XI wieku

Twierdza Wyszehrad może nie jest tak popularna jak inne atrakcje turystyczne Pragi, ale właśnie dzięki temu jest to idealne miejsce na spokojny spacer z dala od turystycznej gorączki. Uroczy park, wszechobecna secesja, zarówno w wyszehradzkiej katedrze, jak i na cmentarzu i - oczywiście rotunda - jedna z najstarszych budowli w Pradze.

Rotunda św. Marcina powstała w XI wieku jako kościół parafialny. W czasie wojen husyckich została splądrowana, w swojej długiej historii służyła też za magazyn. Podobnie jak rotunda św. Longina z Nowego Miasta, rotunda św. Marcina cudem uniknęła rozbiórki. W XIX wieku miała trochę więcej szczęścia i zajęli się nią obrońcy zabytków, jednak nie wszystkie ich działania można pochwalić - oryginalny portal został zamurowany, a dodano nowy, neoromański.

Rotunda jest prostą budowlą bez wieży, jedynie z apsydą. Przebite, neoromańskie okna i fryz arkadowy zostały dodane na etapie XIX wiecznej adaptacji. Nie udało nam się potwierdzić autentyczności latarenki z biforiami. W czasie badań archeologicznych odkryto w rotundzie tajemniczą piwnicę niewiadomego przeznaczenia.

Rotunda św. Marcina to jeden z tych nieoczywistych zabytków, których trudno szukać na listach Top10 Pragi, ale romańscy poszukiwacze przygód na pewno tu zawędrują. Do tego można tu dostać w promocji całkiem sporo secesji w postaci filuternie uśmiechniętych rudych aniołów z wyszehradzkiej katedry.

Galeria: 

Předklášteří /Tišnov - opactwo Porta Coeli z XIII wieku

To był już koniec naszej czeskiej przygody i pora było zacząć myśleć o wracaniu do domu. Dolaliśmy sobie do kieliszków veltlinskego zelenego z wielkiego, plastikowego baniaka, który kupiliśmy za grosze od miejscowego, morawskiego winiarza z naszej wioski i otworzyliśmy atlas samochodowy Czech, żeby powoli zacząć planować trasę powrotną. Ale coś przykuło naszą uwagę - dopisek Porta Coeli przy miejscowości Tišnov. Sprawdziliśmy w przewodniku - ani słowa. Ale od czego jest internet - wpisaliśmy Porta Coeli w Google i kiedy zobaczyliśmy wyniki pomyśleliśmy, że Google się myli. Czy to Burgundia? A może Włochy? Nie, to Tišnov, opcatwo Porta Coeli , "niebiańskiej bramy" (skojarzenie z portalem jak najbardziej uzasadnione). Po raz kolejny przekonaliśmy się, że Google się nie myli...

Cóż było zrobić, trzeba było do przedmieścia Tišnova zwanego - jakże odkrywczo - Předklášteří pojechać i sprawdzić na własne oczy, co to za cuda, sprawdziwszy wcześniej - nauczeni doświadczeniem - godziny prohlidki. Z autostrady na Brno (patrząc od Krakowa) jest tu zaledwie kilkanaście kilometrów, więc w drodze na winem płynące Morawy można tu się zatrzymać na chwilę i popodziwiać chociażby portal, jeżeli na prohlidkę akurat się nie trafi.

Klasztor cysterek założyła tu królowa Konstancja, żona króla Przemysła Ottokara I w 1230 roku i po śmierci męża spędziła tu resztę życia. Tu jest też pochowana, chociaż jej grobowiec nie został potwierdzony. Tutaj pochowany jest też jej syn, margrabia Moraw Przemysł. Klasztor cysterek działał tutaj nieprzerwanie do XVIII wieku, kiedy to dekretem Józefa II został skasowany. Kościół został kościołem parafialnym, a budynki klasztorne cesarz wynajął manufakturze tekstylnej. Cysterki powracają tu w XIX wieku po wykupieniu zabudowań klasztornych przez konwent z Marienthal. Klasztor zostaje ponownie zlikwidowany w 1950 roku przez władze komunistyczne, a siostry wracają tu dopiero w latach dziewięćdziesiątych.

Porta Coeli to typowe założenie cysterskie, z prawie już gotyckim kościołem pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i zabudowaniami klasztornymi, w skład których wchodzą piękne, ostrołukowe krużganki, czy refektarz (niestety ani w kościele, ani w klasztorze nie wolno robić zdjęć, dura lex prohlidki , dlatego w galerii publikujemy skany pocztówek z widokami wnętrz klasztoru). Kościół to klasyczna, cysterska bazylika z transeptem o ostrołukowych arkadach, sklepieniu krzyżowo-żebrowym i prosto zamkniętym prezbiterium, bez większych dekoracji, z biało tynkowanymi ścianami i wyeksponowanymi ciosami żeber.

To, co robi tu największe wrażenie, to portal, owe "bramy niebios". Na poły romański, na poły gotycki, ostrołukowy, o bogato zdobionej w motywy roślinne i zwierzęce archiwolcie, hieratycznie romańskim jeszcze tympanonie przedstawiającym Chrystusa królującego i fundatorów składających mu u stóp świątynię. Figury apostołów w uskokach portalu można już śmiało nazwać gotyckimi - smukłe postacie w kontrapoście już zapowiadają nowy styl i nową epokę. Portal flankują sympatyczne romańskie lwy. W zdobieniach portalu wiją się wśród pędów winorośli różne przedziwne stwory ze średniowiecznego bestiarium. Portal można spokojnie nazwać monumentalnym, robi on niesamowite wrażenie i słusznie zapracował na miano "bram niebios".

Prawie do samego Tišnova można z Krakowa dojechać autostradą. Niecałe 30 kilometrów stąd do Brna. A Morawy same w sobie to świetna weekendowa destynacja, cudowna kraina, gdzie nie tylko można podziwiać zabytki romańskie, ale i miło spędzić czas z kieliszkiem czegoś zielonego...

Galeria: 

Přední Kopanina - rotunda św Marii Magdaleny z XII wieku

Přední Kopanina choć sprawia wrażenie typowej, sennej czeskiej wioski to w zasadzie przedmieście Pragi położone po drugiej stronie autostrady od międzynarodowego lotniska Vaclava Havla. Można się tutaj bardzo łatwo i szybko dostać z Pragi - samochodem autostradą numer siedem, zjeżdżając lotniskowym zjazdem (tylko w przeciwnym niż lotnisko kierunku) lub praską komunikacją miejską. Spragnieni rotund znajdą tu coś, co ich nie zawiezie - dwunastowieczny kościółek pod wezwaniem św. Marii Magdaleny.

Po wielkomiejskim (choć i tak wyjątkowo przyjaznym, bo czeskim) zgiełku Pragi, Přední Kopanina okazała się ostoją spokoju. I tak jak praskich rotund historia nie oszczędziła, to ta stojąca tu prezentuje się bardzo okazale. Zbudowana z ciosów miejscowego kamienia rotunda pod wezwaniem św. Marii Magdaleny powstała w pierwszej połowie XII wieku i w większości zachowała swój pierwotny układ. Od wschodu najdziemy tu niewielką apsydę, od zachodu - prostokątną wieżę z dwoma poziomami biforiów. W portalu znajduje się skormny tympanon. Jedyne oryginalne okna ocalały w połudiowej części apsydy i w dolnej części wieży. W XIX wieku dostawiono do rotundy prostokątną nawę i od tej pory rotunda pełni funkcję prezbiterium. W XIX wieku budowla przeszła też reromanizację - podwyższono wieżę, dodano otwory okienne, kamienne sklepienie zastąpiono drewnianym.

Přední Kopanina to nasz pierwszy przystanek na szlaku czeskich rotund, który zaostrzył nasze apetyty. Polecamy to miejsce jako świetną opcję na krótki wypad z Pragi, jednodniową wycieczkę w świat urokliwej czeskiej prowincji.

Galeria: 

Stará Boleslav - kościół św. Klemensa z XI wieku

Miejscowość Stará Boleslav obfituje w kościoły romańskie - obok monumentalnej bazyliki św. Wacława, gdzie rozegrała się wielka historia Czech a sam św. Wacław stracił życie z rąk morderców nasłanych przez jego brata Bolesława, stoi niewielki kościółek św. Klemensa. Z zewnątrz niepozorny, kryje bezcenne skarby, których jednak nie dane nam było zobaczyć...

Kościółek św. Klemensa był najprawdopodobniej kościołem zamkowym, przynależnym do książęcego zamku. Świadczyć o tym może potwierdzona obecność empory, która miała nawet swoje zewnętrzne wejście oraz drewniane schody po północnej stronie nawy. Prościutka, obronna budowla salowa z półkolistą apsydą miała wejścia od strony zachodniej i północnej w postaci bardzo prostych portali. Dwie pary rozglifionych okienek oświetlały nawę, kiedyś krytą stropem, dzisiaj dziewiętnastowiecznym sklepieniem krzyżowym. Kościółek, którego początki w obecnym kształcie sięgają XI wieku (chociaż ostateczny kształt zyskał w wieku XII), stoi w miejscu zapewne jeszcze starszego kościoła z X wieku, a badania archeologiczne wskazują na jeszcze starszą, drewnianą świątynię w tym miejscu. Tradycja zaś wspomina, że drewniany kościół ufundowali sami Cyryl i Metody.

Największym skarbem kościółka św. Klemensa są XII wieczne freski, przedstawiające żywot św. Klemensa, postacie świętych (m.in. św. Wacława i św. Ludmiłę), apostołów, archaniołów i Matkę Boską oraz alegoryczne przedstawienia cnót. Biorąc pod uwagę, że kościół był dwa razy spalony - raz podczas wojen husyckich, drugi raz podczas wojny trzydziestoletniej - freski zachowały się nad wyraz dobrze. Niestety nie dane nam było wejść do kościoła, chociaż podobno jest udostępniony dla zwiedzających (pewnie w ramach prohlidki ale nie udało nam się ustalić w jakich godzinach i gdzie się mamy zgłosić, szczególnie, że były to początki naszego podróżowania po Czechach i jeszcze tajniki prohlidki nie były nam znane).

Mam nadzieję, że będziecie mieli więcej szczęścia niż my i zobaczycie te romańskie skarby, które nas ominęły!

Galeria: 

Stará Boleslav - kościół św. Wacława z XI wieku z kryptą św. Kosmy i Damiana z X wieku

Stará Boleslav to miejsce niezwykle historyczne - to tutaj męczeńską śmierć z ręki brata poniósł św. Wacław, patron Czech. Do dzisiaj jest to cel pielgrzymek, licznie odwiedzany w obchodzonych corocznie dni św. Wacława (czyli 27-28 września), kiedy to miasteczko nawiedza relikwia głowy św. Wacława. Ale nie jest wcale takie proste dostać się do tego miejsca. W sezonie teren kościoła (całkiem całkiem obronny) jest... zamknięty. Snujemy się dookoła zaglądając przez kraty, aż wreszcie udaje nam się namierzyć miejscowego księdza, który... jeździ w karetce jako ratownik medyczny. Mimo napiętego grafiku poświęcił nam czas i wpuścił do kościoła - bardzo dziękujemy!

Historia konfliktu między braćmi - Wacławem (orędownikiem chrześcijaństwa) a Bolesławem (który nie chciał uzależnienia Czech od Cesarstwa) swój kulminacyjny moment osiągnęła właśnie tu, kiedy w 929 roku Bolesław zaprosił brata na obchody św. Kosmy i Damiana. Wacław został zamordowany kiedy udawał się do kościoła na godzinki, przez wynajętych morderców o imionach Tira, Čsta i Hněvsa. Został pochowany na miejscu, w kościele św. Kosmy i Damiana, a po trzech latach jego ciało zostało przeniesione do Pragi, do kościoła św. Wita. Stará Boleslav pozostała jednak ośrodkiem kultu świętego króla-męczennika i była nim przez całą czeską historię.

Z kościoła św. Kosmy i Damiana pozostała dziś tylko (a może aż!) krypta - przepiękna hala wsparta na filigranowych kolumnach o prostych, kostkowych kapitelach. Kościół nie zachował się, został w XI wieku zastąpiony majestatyczną romańską kolegiatą zbudowaną przez nasze nemezis Brzetysława I jako akt pokuty za najazd na Polskę (!) i zrabowanie relikwii św. Wojciecha. Z romańskiej bazyliki niestety niewiele zostało, jedynie plan założenia. Kościół przechodził liczne przebudowy i zniszczenia (w czasie wojen husyckich i w czasie wojny trzydziestoletniej bardzo ucierpiał). Jej dzisiejszy wystrój i wygląd zewnętrzny są w całości barokowe.

Stará Boleslav to jedno z tych miejsc, gdzie czuć zew dziejów. Dziś to senne miasteczko z przyjemną starówką - i z kościołem o niezwykłej krypcie, gdzie historia Czech zmieniła kierunek. Niełatwo się tu dostać, ale - jakże warto!

Galeria: 

Starý Plzenec - rotunda św. Piotra i Pawła z X wieku

Wiemy, że do Plzna nie jeździ się podziwiać zabytki romańskie, tylko zwiedzać browar Pilsner Urquell i raczyć się jego wyrobami w jednym z licznych pubów lub którejś z licznych gospód. Ale skoro już tu jesteśmy... Niedaleko za granicami miasta, za rzeką, wznosi się majestatyczne wzgórze, które w czasach Przemyślidów mieściło spore grodzisko z zamkiem i kilkoma kościołami. Dziś wśród drzew i zarośli trudno znaleźć jakiekolwiek pozostałości po dawnej świetności tego miejsca. Jedynie ona - rotunda pod wezwaniem św. Piotra i Pawła - daje wizualne świadectwo wielkiej historii jaka kiedyś się tu zagnieździła.

W przypadku całkowicie pozbawionej dekoracji rotundy św. Piotra i Pawła trudno mówić o jakimkolwiek stylu - dlatego historycy nazywają ją przedromańską, choć rotunda z X wieku nie jest najstarszą budowlą w Czechach. Prościutka budowla z łamanego kamienia zamknięta jest mała apsydą. Od czasu wojen husyckich popadła w zaniedbanie, w swojej burzliwej historii ocierała się o całkowite zniszczenie, była też używana jako magazyn prochu. Dzięki wysiłkom restauratorów dzisiaj znów można ją zwiedzać. Wewnątrz znajdują się kopie oryginalnych ceramicznych płytek posadzkowych z motywami m.in. gryfa.

Przywrócona do swojego pierwotnego stanu stosunkowo niedawno dostępna jest dla zwiedzających od maja do września w pierwszą sobotę miesiąca od 13.00 do 16.00.

Ze szczytu wzgórza roztacza się malowniczy widok na okolicę i nie ma nic przyjemniejszego niż usiąść sobie na trawie oparłszy plecy o starożytne kamienie rotundy i podziwiać zachód słońca. W pobliskich krzakach znajdziemy zaś dowody, że miejscowym amatorom pięknych widoków często towarzyszy główny bohater tego miejsca - Pilsner Urquell...

Galeria: 

Třebíč - kościół św. Prokopa z XIII w.

Třebíč zareklamował nam przewodnik jako miasteczko z przepiękną dzielnicą żydowską wpisaną na listę Unesco i kościołem romańskim. I nic więcej. Skusiła nas ta dzielnica żydowska, rzeczywiście malownicza, piękna nieco odrapanym urokiem sztetla, gdzie można godzinami wędrować zaglądając w bramy i płosząc koty oraz - ciekawostka - zjeść "kotlet schabowy po żydowsku"(?!). Kościół romański okazał się zupełnie zaskakujący - jego monumentalna apsyda widoczna była już z daleka, a to, co zastaliśmy na miejscu jeszcze bardziej podgrzało nasze apetyty. Niestety kościół był na głucho zamknięty, więc pobiegaliśmy wokoło i postanowiliśmy wrócić na prohlidkę.

Kościół św. Prokopa to pozostałość po opactwie benedyktynów, które powstało tu w XII wieku. Sprowadzeni przez władców Moraw ojcowie mieli nieść kaganek oświaty i cywilizacji i przez dłuższy czas świetnie im się to udawało, a opactwo kwitło i rosło w siłę. W XIII wieku opactwo zostało przebudowane na kształt mnisiego zamku. Budowa kościoła, założenia na niespotykaną skalę szczególnie na prowincjonalnych nieco Morawach, trwała około pięcdziesięciu lat i znacznie nadwątliła finanse klasztoru. W następnych wiekach klasztor popada w długi, wojny husyckie wcale nie pomagają ponieść się z upadku, aż wreszcie zamek klasztorny zostaje sprzedany i przechodzi z rąk do rąk wśród lokalnych możnowładców. W samym kościele zaś mieściły się w bocznej nawie - kuchnia, pralnia, różnego rodzaju składy, a nawet kasyno. Dziś bazylika jest kościołem parafialnym, który można zwiedzać, ale tylko w ramach prohlidki.

Zwiedzanie zaczynamy od monumentalnego portalu, skrytego w rodzaju sklepionego przedsionka, który sam w sobie jest kawałkiem solidnej, bogato zdobionej romańskiej architektury. Portal z płaskim tympanonem zachwyca bogato zdobioną archiwoltą pełną niezwykłych, fantastycznych zwierząt, kiści i liści winorośli, motywów geometrycznych. W uskokach portalu kryją się przedstawienia czterech ewangelistów, a wejście do kościoła flankują przedstawienia opatów.

Kościół jest wręcz zaskakująco dużo - jego długość to 72 metry! Trójnawowa bazylika bez transeptu ma ciekawe rozwiązanie części wschodniej - mnisi chór sklepiony jest dwoma ośmiobocznymi żebrowymi kopułami. Prezbiterium sklepione jest analogiczną, trochę mniejszą ośmioboczną kopułą, podobnie kruchta. Od strony nawy głównej mnisi chór oddziela monumentalny łuk tęczowy z biforiami. Mnisi chór flankują od północy i południa zakończone apsydami kaplice boczne. W kaplicy północnej znajdują się bezcenne freski przedstawiające sceny biblijne z czasów powstania kościoła. Zwracają uwagę wciąż żywe kolory fresków. Monumentalna nawa główna i nawy boczne sklepione były kiedyś ostrołukowym sklepieniem krzyżowo-żebrowym w systemie wiązanym, jednak w czasie wojen w XV wieku zostało uszkodzone i w baroku zastąpiono je nowym. Pod mnisim chórem znajduje się krypta, która dzięki spadkowi terenu ma okna wychodzące na światło dzienne.

Na zewnątrz - oprócz oczywiście portalu - zwraca uwagę monumentalna apsyda, z rozetą, galeryjką, oculusami i całym mnóstwem gmerków, których tropienie na ścianach apsydy samo w sobie jest świetną zabawą. Bogato zdobiona fryzami i rzeźbami jest też apsydka północna. Kościół jest pięknie położony na wzgórzu ponad miastem i świetnie widoczny z każdego punktu miasteczka. Kościół można zwiedzać w ramach prohlidki, przy czym jest to wyjątkowo surowa prohlidka, żadnych zdjęć, a pani kustosz jest bardzo stanowcza. Dlatego wszystkie zdjęcia wnętrza kościoła jakie publikujemy w albumie były zrobione komórką, "na partyzanta".

Třebíč to absolutne must have, jedna z morawskich, a nawet czeskich perełek i to nie tylko przez wspaniały, monumentalny kościół romański, ale przez jego atmosferę, wąskie uliczki i łagodne wzgórza z których widać górujące nad miasteczkiem dwie wieże bazyliki św. Prokopa.

Galeria: 

Znojmo - rotunda św. Katarzyny z XI wieku

Morawy to kraina wszelkiej szczęśliwości, nasza mała, środkowoeuropejska Toskania, z winnicami porastającymi wapienne wzgórza, wioskami, gdzie można z kieliszkiem w ręku spacerować od piwniczki do piwniczki (uwaga - czasem trudno jest wrócić do punktu początkowego przechadzki), z pałacami szalonych arystokratów i - tak tak - zabytkami romańskimi. Znojmo - stolica jednego z morawskich okręgów winiarskich - oferuje wszystko to, co oferuje Toskania: winnice, winiarnie, pięknie położoną, zabytkową starówkę z girlandami prania i cudowną, romańską rotundę kryjącą niezwykłe freski...

Znojmo nas uwiodło i na długo wsiąkliśmy w spacerowanie jego urokliwymi uliczkami. Ale okazuje się, że ze Znojma jest niezły figlarz - kiedy my zachwycaliśmy się widokami i atmosferą, nieubłagane młyny czeskiej prohlidki odmierzały czas do zamknięcia zapisów na zwiedzanie rotundy. I kiedy podekscytowani perspektywą zobaczenia najpiękniejszych czeskich fresków stawiliśmy się w biurze obsługi turystów znojemskiego zamku, czekał na nas kubeł zimnej wody. Do rotundy wpuszcza się na raz tylko dziesięć osób ze względu na specyficzny mikroklimat, jakiego wymagają freski. Na prohlidkę trzeba się zapisać z wyprzedzeniem. Grupy odchodzą co godzinę... Tym sposobem musieliśmy zadowolić się zobaczeniem rotundy z zewnątrz,

Tradycja przypisuje zbudowanie znojemskiego zamku i rotundy nemezis naszej historii - księciu Brzetysławowi I. W XII wieku za panowania księcia Konrada II rotundę przebudowano i ozdobiono freskami oraz ofiarowano św. Katarzynie jako patronce. Rotunda początkowo służyła jako kościół parafialny, potem jako kaplica zamkowa, a jak podaje strona http://www.krajoznawcy.info.pl/ w swojej długiej historii pełniła rolę magazynu drewna, chlewu dla prosiaków, piwiarni z salą taneczną oraz warsztatu koszykarskiego. W XIX wieku rotundą zainteresowali się obrońcy zabytków i rozpoczął się żmudny proces restaurowania rotundy i fresków.

Rotunda to prosta budowla centralna bez wieży, z apsydą, zbudowana z miejscowego, nieregularnego, ciemnego kamienia. Pozbawiona jest w zasadzie dekoracji, wręcz surowa. W murze znajdujemy jedynie eleganckie, malutkie rozglifione okienka. Po zamku Przemyślidów nie ma już śladu, dzisiaj rotunda stoi na dziedzińcu miejskiego browaru, na niewielkim wzgórku. Mamy stąd świetny widok na intrygującą, dwupoziomową kaplicę św. Wacława.

Największym skarbem znojemskiej rotundy (którego jednak nie udało nam się zobaczyć) są dwunastowieczne freski, na których znajdziemy też przedstawicieli dynastii Premyślidów. Freski są w bardzo dobrym stanie (szczególnie biorąc pod uwagę losy rotundy), ale wymagają ciągłej konserwatorskiej troski. Rozczarowani, że ich nie zobaczyliśmy, zrobiliśmy zdjęcia zdjęciom fresków i prezentujemy je w albumie, żeby dać czytelnikom wyobrażenie tego, co nas ominęło.

Znojmo to przepiękne, spokojne, urokliwe miasteczko, gdzie przyjechać warto nie tylko dla rotundy i fresków, ale też dla wina, widoków i atmosfery. Morawska Toskania jest tak blisko, że aż grzechem byłoby jej nie odwiedzić!

Galeria: 

Újezdec - kościół św. Urszuli z XIII wieku

Są takie momenty, kiedy w podróży nagle zmienia się plany. I tak właśnie było tym razem. Jechaliśmy z Plzna do Holašovic (polecamy miłośnikom etnografii), gdy zobaczyliśmy niepozorny znak kierujący do średniowiecznego kościoła w miejscowości Újezdec. Nie namyślając się długo skręciliśmy, by wkrótce znaleźć się na szczycie wzgórza, gdzie stoi kościółek św. Urszuli.

Kościółek, niewielka budowla z kwadratową wieżą i prosto zamkniętym prezbiterium, to w zasadzie przykład stylu przejściowego między gotykiem a romanizmem. Jeszcze romańska wieża z dwoma poziomami biforiów i już powoli gotycki portalik, już zaostrzające się łuki rozglifionych okienek i prosta ściana prezbiterium wskazują na fazę przejściową. Opracowania rozglifionych okienek i kolumienki biforiów wykonano z granitu. Kościół powstał w latach 1250-1240 jako kościół parafialny dla mikroskopijnej parafii. Na obronnym wzgórzu - o czym świadczy też nazwa miejscowości - znajdowała się też w przeszłości twierdza. Dziś nie ma już po niej śladu.

Biegając z aparatem wokoło - zamkniętego niestety - kościoła spotykamy sympatyczną starszą panią, która dzieli się z nami historią swojego życia. Okazuje się, że mieszkała kiedyś, przed wojną jeszcze, w Polsce. Nie znaleźliśmy tu może romańskiego odjazdu, ale za to w historii życia dziewięćdziesięcioletniej mieszkanki Újezdca znaleźliśmy wielką historię XX wieku, historie Czech i Polski, które przecież splatały się nie raz.

Galeria: 

Říp - rotunda św. Jerzego z XI wieku

Góra Říp - bazatowy, wulkaniczny ostaniec - wznosi się wśród zupełnie płaskiego krajobrazu niczym świadectwo działania w tym obszarze jakiejś pradawnej, czeskiej magii. Zachowane w kronice Kosmasa legendy mówią, że to własnie tu, na tej górze Praojciec Czech zdecydował się osiedlić wraz ze swymi słowiańskimi współplemieńcami na obszarze, który dzisiaj - od jego imienia - nazywamy Czechami. Nazwa góry - Říp - ma pochodzenie najprawdopodobniej celtyckie i zdradza pokrewieństwo ze słowem "rib" oznaczającego żebro. Choć góra sama w sobie średnio nadawała się do zamieszkania (z powodu braku wody), to jednak świetnie nadawała się na punkt obserwacyjny, z którego widać było całą okolicę.

Górę Říp trudno przeoczyć jadąc trasą Praga-Litomierzyce, widać ją doskonale, jak wznosi się samotnie pośród pól. Na samą górę wjechać się nie da, trzeba na nią wejść, co jest znakomitym pretekstem do zrobienia sobie miłej, pieszej wycieczki czerwonym szlakiem z miejscowości Roudnice nad Labem. Przy czym góra Říp turysty nie oszczędza, a samo podejście przyprawić może o zadyszkę. Widok z góry i sama rotunda wynagradzają jednak trudy wspinaczki.

Rotunda na górze Říp pochodzi najprawdopodobniej z pierwszej połowy XI wieku. Z mroków historii wydobywa ją wzmianka w kronikach o zwycięstwie księcia Sobiesława I nad niemieckim cesarzem Lotharem, którą książe upamiętnił dobudowując do rotundy wieżę (skąd wiemy też, że pierwotna budowla była wieży pozbawiona). Rotunda św. Jerzego (chociaż jej pierwszym patronem był św. Wojciech) to prosta budowla opięknych proporcjach, składająca się z nawy, apsydy i okrągłej wieży z biforium. Kanonicznie romański charakter zawdzięcza ona dziewiętnastowiecznej reromanizacji.

Dzisiaj rotunda pokryta jest miękkim tynkiem, kuszącym jak mało co do zostawiania po sobie komunikatów typu "tu byłem". A że jako Národná kultúrna pamiatka jest to popularne miejsce szkolnych wycieczek, rotundę pokrywają wyskrobane w tynku wyznania nastoletniej miłości, inicjały i przebite strzałą serca. W pewien sposób wydało nam się to bardzo czeskie.

Rotunda jest udostępniona do zwiedzania z przewodnikiem, nie można jednak w środku robić zdjęć.

Warto poświęcić trochę wysiłku i spalić trochę knedlikowych kalorii wspinając się na górę Říp, gdzie u podnóża purytańsko pięknej rotundy można zadumać się i potowarzyszyć Praojcu Czechowi w jego zachwycie nad tą niezwykłą ziemią.

Galeria: