Węgry

Eger - relikty katedry romańskiej i rotundy

Do Eger trudno nie trafić, będąc na Węgrzech. To po Budapeszcie i Tokaju (też polecamy) chyba jeden z najczęściej odwiedzanych punktów na mapie Kraju Bratanków. Któż z nas nie potrafi rozłożyć barwnego wachlarza wspomnień na dźwięk nazwy Egri Bikaver - Bycza Krew, jak zwą bardzo przyzwoite czerwone wino z uprawianych tutaj winorośli. Nazwa pochodzi z z XVI wieku, gdy miasto odparło atak Turków, a werwę obrońcy mieli zawdzięczać jakoby pojeniu tutejszym mocnym, esencjonalnym, czerwonym winem.

Już wjeżdżając do miasta od strony autostrady otrzymuje się upragnione widoki: wzgórza pokryte winnicami, rzędami jasnozielonych krzewów. Bez trudu można tu trafić do omszałej, wilgotnej piwniczki, jednej z wielu wyrytych w zboczach tutejszych wzgórz, a winne esperanto pozwoli bez trudu się dogadać, nawet jeśli gospodarz nie włada żadnym innym językiem poza węgierskim. Degustacja z wiekowych beczek gwarantowana, wrażenia niezapomniane.

Ale my, mimo wszystko, nie o tym...

Eger to ogromnie przyjemne średniowieczne miasteczko, skoncentrowane u stóp wzgórza zwieńczonego urokliwym i imponującym zamkiem. Na wzgórzu tym w czasach nas interesujących znajdował się pałac biskupi i katedra. Biskupstwo założył tu w XI w. sam św. Stefan (ten sam, który nosił koronę pierwotnie przeznaczoną dla polskiego Bolesława Chrobrego). Dziś eksponowane są tutaj pozostałości przyziemia katedry i umieszczonej obok niej rotundy - baptysterium (brawa dla gospodarzy wzgórza, którzy odmiennie niż w np. w Krakowie, nie mają zwyczaju przywalać romańskich reliktów gruzem i piaskiem).

Z katedry pozostało kilka par filarów nawy, odtworzono posadzkę, zachował się także pokaźny fragment potężnej apsydy prezbiterium. Rozmieszczenie filarów i ścian bocznych pozwala wyobrazić sobie katedrę jako pokaźną i reprezentacyjną budowlę.

Przy południowej ścianie katedry znajdowało się baptysterium w kształcie rotundy, której wątki przyziemia zachowały się do dziś. Bardzo prosty kształt z niewielkim prezbiterium po stronie wschodniej, owalnym, prawie jajowatym. Był to najwcześniejszy budynek siedziby biskupstwa Eger. Datuje się ją na przełom X i XI wieku. Po stronie zachodniej, bardzo dobrze wyeksponowany pod szklaną pokrywą, znajduje się podposadzkowy pochówek, którego właścicielem był najprawdopodobniej jeden z pierwszych dygnitarzy egerskiego biskupstwa, jego eminencja Buldus, który zginął był śmiercią męczeńską.

Ogromnie polecamy wizytę w Eger, nie tylko ze względu na delicje z uliczki zwanej Doliną Pięknej Pani. Miasto oferuje również atmosferę sennego, zabytkowego miasteczka, będącego również rarytasem dla tropiciela wątków rozmaitych kultur. Ze średniowiecznego wzgórza zamkowego doskonale widać zarówno wieże kościoła Franciszkanów, jak i zachowaną w centrum miasta szczupłą, iglicową wieżę tureckiego minaretu.

A ominięcie w drodze powrotnej jednej z czekającej przed granicami miasta winnych piwniczek z pokrytymi futerkiem pleśni beczkami, byłoby ciężkim zaniedbaniem.

Galeria: 

Pécs - katedra św. Piotra i Pawła z XI wieku

Leżący na południu Węgier Pécs ma za sobą długą, bo sięgającą czasów rzymskich, i burzliwą, bo było to turecko-chrześcijańskie pogranicze, historię. My trafiamy tu w jak najbardziej pogodnym nastroju - spędzamy urlop w pobliskim Villány, gdzie produkuje się cudowne, czerwone wina, które w dostojnych kupażach przypominających te bordoskie, nie muszą kłaniać się winom z Francji, Włoch czy Hiszpanii. Dziś Pécs to sympatyczne, turystyczne miasto o urokliwej starówce i ciekawych zabytkach, jak chociażby najlepiej zachowany na Węgrzech meczet (dziś kościół) czy wczesnochrześcijańskie, rzymskie cmentarzysko z grobami bogato zdobionymi freskami. Ale my nie o tym - ale o katedrze św. Piotra i Pawła...

Zanim powstała katedra św. Piotra i Pawła, chrześcijaństwo było już na dobre zadomowione w Pécsu - już w IV wieku, w czasach rzymskich powstała tu chrześcijańska nekropolia, w trakcie "wieków ciemnych" miasto należało do imperium Karola Wielkiego, a wzmianka w dokumentach diecezji salzburskiej, do której należało, nazywa je Quinque Basilicae - "pięć katedr", co świadczy o bogactwie i znaczeniu miasta. W 1009 roku powstało tu założone przez Stefana I Świętego biskupstwo.

Katedra św. Piotra i Pawła stanęła w XI wieku na miejscu wcześniejszego kościoła i już w swoim założeniu była monumentalną bazyliką z dwoma wieżami. Pozostałe dwie (bo katedra ma ich w sumie 4) dodano później. Do budowy wykorzystano jako budulec pozostałości rzymskiej nekropolii, która rozciąga się nieopodal. Jako pierwsza powstała krypta, potem kościół. Kiedy miasto przeszło w ręce tureckie, kościół został zamieniony na meczet. Z racji swojego rozmiaru w części wydzielono magazyny. Wszystkie freski i płaskorzeźby zostały usunięte.

Strategiczne położenie Pécsu niestety ściągało nań kłopoty - miasto przechodziło z rąk do rąk i było wielokrotnie oblegane, palone, rabowane i niszczone przez Turków i Węgrów, od Sulejmana Wspaniałego na Janie Rakoczym kończąc. Zniszczenia dokonała epidemia dżumy (czyli w skrócie - jak nie zaraza to przemarsz wojska). Kościół razem z miastem niszczał i popadał w jeszcze większe zaniedbanie. Spokój przyniósł dopiero wiek XVIII a odnowę - wiek XIX. Wtedy to kościół odbudowano w duchu węgierskiego historyzmu, a następnie w duchu neoromanizmu. I to, co dzisiaj możemy oglądać jako katedrę św. Piotra i Pawła, to jej neoromańska rekonstrukcja...

To, co pozostało z oryginalnej, romańskiej budowli to krypta i dolne partie wież oraz fundamenty kościoła - malownicze fasady z rzędami arkadek, rzeźby, portale, dekoracje apsyd i wież to niestety neoromańskie atrapy. Układ kościoła jako trójnawowej bazyliki z nawami zakończonymi apsydami, pozostał ten sam, jednak całe wnętrze, od sklepień po historyzujące freski, to też efekt dziewiętnastowiecznej przebudowy. W podobnym stylu udekorowana została również oryginalna, romańska krypta - pięcionawowe, potężne pomieszczenie kryte krzyżowym sklepieniem skrzy się dzisiaj wszystkimi kolorami tęczy, co przyznajemy, trochę nam przeszkadza.

Otoczenie katedry jest bardzo ładnie utrzymane, ruiny twierdzy zakonserwowane i przystosowane do zwiedzania, a relikty kamieniarki z początków kościoła można obejrzeć w lapidarium. W okolicy znajdują się też modelowo udostępnione dla zwiedzających relikty wczesnochrześcijańskiego cmentarzyska Cella Septichora.

Pécs to jeszcze inny kawałek Europy Środkowo-Wschodniej, o jeszcze innej - rzymskiej, tureckiej... - historii. W arabskim sklepiku niedaleko czynnego meczetu kupujemy harissę i oliwkowe mydło i czujemy powiew egzotyki, ale zaraz potem widzimy dobrze znane nam z cesarsko-królewskiego uniwersum secesyjne kamieniczki. Dla tych kontrastów warto tu przyjechać, a na deser - podegustować słynne czerwone wina z Villány.

Galeria: 

Zsambek - ruiny ponorbertańskiej bazyliki z XIII w.

Może to i zabrzmi kiczowato, ale trafiliśmy tutaj o zachodzie słońca pięknego, letniego dnia. W Zsambek takie elementy mają znaczenie: można tu oglądać monumentalne, romantyczne ruiny późnoromańskiego kościoła z XIII wieku, zbudowanego tu przez francuskich norbertanów. Pyszni się na wzgórzu, na odsłoniętych murach jego wnętrza układają się niezwykłe cienie.

Kościół popadł w ruinę po trzęsieniu ziemi w XVIII wieku i od tamtej pory nie był odrestaurowany. Zapadł się jego dach, północna ściana i apsyda prezbiterium. Do dziś podziwiać możemy dwie wieże zachodniego szczytu, jedną z oryginalnym czworobocznym hełmem, obie zdobne w smukłe triforia na najwyższym piętrze i biforia poniżej. Nad nimi znajdują się skomplikowane fryzy z półkolistych, falujących arkadek (podobne znajdziemy w Rumunii, w Alba Julia) i fryzy ząbkowe. Ścianę zachodnią zdobiła kiedyś rozeta. Wnętrze kryte było zapewne sklepieniem krzyżowym, resztki jego służek zachowały się do dziś. Kapitele służek zdobią misterne ornamenty roślinne.

Skojarzenia z rumuńskim Alba Julia budzi też apsyda kończąca nawę południową. Niezwykle pieczołowicie zdobiona, pod okapem ma fryz trój liścienny i ząbkowy, misterną obwódką otoczone są także jej rozglifione okna.

Świątynia miała po zachodniej stronie emporę, większość łuków arkad kończyła się ostro. Po zachodniej stronie, pod monumentalną rozetą, znajdował się duży uskokowy portal (dziś odtworzony w cegle).

Misterność kamieniarskich zdobień zadziwia. Charakterystyczne, potrójne arkadki, trójliście, skomplikowane formy roślinne, klasyczne kostkowe kapitele, wysmukłe triforia... Zresztą, co tu dużo mówić, niech nasze zdjęcia mówią same za siebie. A najlepiej ruszyć z Budapesztu autostradą M1 na Zachód i zobaczyć Zsambek na własne oczy. Zwłaszcza o zachodzie słońca.

Galeria: 

Ócsa - bazylika romańska z XIII w.

Zaledwie 15 kilometrów od Budapesztu leży niewielka wioska Ócsa. Odnajdujemy tu przepięknie zachowaną i równie pięknie odrestaurowaną romańską bazylikę z pierwszej połowy XIII wieku. Opiekuje się nią dziś gmina kalwińska, a w dostaniu się do środka pomogą bardzo uczynni ludzie z centrum turystycznego położonego przy głównej drodze wioski (dziękujemy!).

To klasyczna forma romańska: trójnawowa, z wielobocznie zamkniętym prezbiterium, transeptem, wielobocznymi apsydami kaplic przylegających od wschodu do skrzydeł transeptu, z dwuwieżową fasadą i południowym portalem. Ściany postawione z ciosu piaskowcowego dekorowane są misternymi lizenami spiętymi klasycznym romańskim fryzem arkadkowym a powyżej niego - ząbkowym.

Niektóre ciągi fryzu arkadkowego zdradzają już ostrołukowe sympatie, co w zestawieniu z wielobocznymi kształtami apsyd sprawia wrażenie, że tutejsi mistrzowie kamieniarscy nie przepadali za formami półkolistymi i myślami wybiegali już po trosze w gotyk. Ale ócsańska bazylika to jeszcze sam środek romanizmu.

Na wieżach znajdziemy biforia na niższym i triforia na najwyższym poziomie, piętra zdobione są kolejno fryzem arkadkowym i ząbkowym, a wyżej - kostkowym. Masywna ściana zachodnia wsparta jest na kilku skarpach. W dekoracji rzeźbiarskiej kapiteli portalu i kolumn znajdziemy mnóstwo wolut, guzłów i motywów roślinnych. Nie brak tu też zwierząt, głównie ptaków.

Południowy, główny portal, to klasyka gatunku. Dość skromny jak na tych rozmiarów świątynię, z gładkim tympanonem i czterema parami kolumn łączonymi wałkową archiwoltą. Nieopodal portalu, na ścianie nawy, znajdziemy w kamieniu głębokie bruzdy - kościelny mieszanką węgierskiego i niemieckiego tłumaczy, że pozostawili je swoimi szablami tureccy najeźdźcy.

Drugi portal znajduje się po stronie północnej. Podobny, o trzech kolumienkach, których kapitele zdobią liście kojarzące się z naszą Złotoryją.

Wnętrze rzuca na kolana. Nieskażone barokiem, surowe, bielone wapnem, kryte drewnianym stropem, znakomicie wydobyte z mroku dyskretnym oświetleniem. Strop opiera się na masywnych, wiązkowych bądź wielokątnych filarach zwieńczonych kapitelami o podobnej, roślinnej dekoracji. W prezbiterium znajdziemy dwie pisciny zamknięte misternym trójliściem i jedną zamkniętą półkoliście. Ściany pokryte są freskami: to "Sąd ostateczny" i "Legenda o świętym Władysławie". Znajdziemy tu też wpisane w okrąg krzyżyki konsekracyjne świątyni. Wszystkie okna zachowały romańskie rozglifienia, a ścian nie szpeci tynk. W prezbiterium zwracają uwagę służki wkomponowane w załomy ścian.

We wnętrzu znajdziemy uroczy portalik prowadzący do zakrystii, o gładkim tympanonie i pojedynczym wałku archiwolty. Ściana nawy głównej, masywna, prosta i rozświetlona rozglifionymi okienkami, jak zwykle zapiera dech w piersiach.

Nie możemy powstrzymać się od złośliwego komentarza, że Ócsa to znakomite miejsce dla tych, którzy po zwiedzaniu Budapesztu zapragną zobaczyć coś naprawdę starego :) A zupełnie poważnie - ta niewielka wioska na południe od stolicy Kraju Bratanków kryje skarb, który jest obowiązkowym punktem dla każdego wielbiciela romanizmu.

Galeria: