Szkocja

St. Andrews - katedra i kościół św. Regulusa (st. Rule Church), XI-XII w.

Do St. Andrews trafiliśmy przypadkiem - fabryka whisky, którą mieliśmy odwiedzić razem z naszymi niemieckimi przyjaciółmi okazała się za daleko, więc na zakupy zatrzymaliśmy się właśnie tu. Wszyscy rozeszli się w celu zaopatrzenia w szkocki, złoty i płynny skarb narodowy do pobliskich sklepów, a my posnuliśmy się w stronę malowniczych ruin, które zamajaczyły nam gdzieś wśród zabudowań miasteczka. Tak trafiliśmy do opactwa St. Andrews, które było w czasach średniowiecza religijną stolicą Szkocji. Tu bowiem spoczywały sprowadzone przez św. Regulusa relikwie patrona Szkocji św. Andrzeja. Dojechać tu można z Edynburga drogą nr 921 do Kirkcaldy, a potem drogą 915 już prosto do St. Andrews.

Historia miejsca kultu w tym miejscu rozpoczyna się około VI w. n. e., kiedy to misjonarze św. Kolumbana chrystianizują te ziemie. Oficjalnie król zamieszkujących tu Piktów przyjął chrześcijaństwo na początku VIII wieku. Pierwszy kościół (zrujnowany) zbudowali celtyccy pustelnicy w IX wieku. W X wieku w St. Andrews ustanowiono biskupstwo, które w tym samym wieku zostało głównym biskupstwem Szkocji. Budowę kolejnego kościoła - pod wezwaniem św. Regulusa (ang. st. Rule) - rozpoczęto w 1070 roku, już po poddaniu Szkocji normańskim najeźdźcom Wilhelma Zdobywcy. Pozostałości tego kościoła można podziwiać do dziś. Św. Regulus to postać tajemnicza, o której wielu historyków twierdzi, że w ogóle nie istniała. Zresztą jego imię jest dość podejrzanie znaczące i wskazuje na legendarność postaci. Według legendy był to żyjący w IV w. n.e. mnich z Patras w Grecji, gdzie przechowywano szczątki św. Andrzeja. Pewnego dnia mnichowi we śnie ukazał się anioł uprzedzając, że cesarz Konstantyn chce zabrać relikwie do Konstantynopola i nakazując wywieźć szczątki świętego na kraniec świata. Św. Regulus tak też zrobić i wylądował miejscowości Kilrymont (dziś St. Andrews). W XII wieku do St. Andrews sprowadzają się Augustianie. To początek opactwa, które było najprężniejszym ośrodkiem życia religijnego w Szkocji, stąd na przykład szły w świat produkowane niemal przemysłowo kamienne krzyże celtyckie, których pozostałości można obejrzeć w miejscowym muzeum.

Augustianie przejmują kościół św. Regulusa, przebudowują i dostosowują do potrzeb rosnącego ruchu pielgrzymkowego. Rozpoczyna się również budowa nowej, największej w Szkocji katedry. Trwała ponad 100 lat, ale i tak nie był to koniec -burze i pożary raz po raz niszczyły katedrę. Ostatecznie budowla została poświęcona w 1318 roku w obecności króla Szkocji Roberta Bruce'a. Nie był to jednak koniec pechowych "wypadków" katedry, która raz po raz ulegała różnym zniszczeniom, aby wreszcie, w czasie reformacji dokonał się jej ostateczny upadek. Opuszczone opactwo niszczało, waliły się kolejne ściany ogromnego założenia. Do naszych czasów dotrwała fragmentarycznie zachowana fasada, ściana wschodnia i częściowo ściana południowa. Całość otacza cmentarz. Dziś ruiny opactwa to miejsce spotkań miejscowych studentów oraz spacerów mieszkańców miasteczka. Widok, zwłaszcza w morskiej mgle znad pobliskiego wybrzeża - sensacyjny i zapierający dech.

Interesujący nas kościół pod wezwaniem św. Regulusa po przebudowie augustiańskiej, był podłużną budowlą, z długą nawą główną, nad którą wznosiła się masywna wieża, krótkim prezbiterium i dwuwieżową fasadą. Część na zachód od wieży była zapewne dobudowana właśnie przez Augustianów. Do kościoła prowadziły portale po stronie zachodniej i południowej (niezachowane). Do dziś zachowała się masywna wieża z jednym poziomem biforiów (można ją zwiedzać, z góry roztacza się niesamowity widok na całe opactwo i wybrzeże), cześć wschodnia nawy z rozglifionymi okienkami oraz łuk tęczowy prowadzący do prezbiterium. Zwiedzanie i wejście na wieżę jest dość kosztowne - poświęciliśmy resztki funduszy odłożone na whisky. Warto było.

Z opactwa, będącego w swym założeniu budowlą romańską, zachowało się kilka niewielkich portali z dekoracją kamieniarską i trójlistnie wykrojonymi tympanonami. Katedra również planowana była jako budowla romańska i w swych starszych częściach romańską pozostaje, jednak liczne przebudowy związane z "wypadkami przy pracy" podczas budowy wniosły już specyfikę gotycką.

W kraju whisky, spódniczek w kratę i mrocznych zamczysk, romantyczne ruiny opuszczonego opactwa to punkt obowiązkowy każdej wycieczki. Wybierając zatem mroczne ruiny do odwiedzenia namawiamy na St. Andrews - nie dość, że mroczne, romantyczne, to jeszcze romańskie.

Galeria: