Zsambek - ruiny ponorbertańskiej bazyliki z XIII w.

Może to i zabrzmi kiczowato, ale trafiliśmy tutaj o zachodzie słońca pięknego, letniego dnia. W Zsambek takie elementy mają znaczenie: można tu oglądać monumentalne, romantyczne ruiny późnoromańskiego kościoła z XIII wieku, zbudowanego tu przez francuskich norbertanów. Pyszni się na wzgórzu, na odsłoniętych murach jego wnętrza układają się niezwykłe cienie.

Kościół popadł w ruinę po trzęsieniu ziemi w XVIII wieku i od tamtej pory nie był odrestaurowany. Zapadł się jego dach, północna ściana i apsyda prezbiterium. Do dziś podziwiać możemy dwie wieże zachodniego szczytu, jedną z oryginalnym czworobocznym hełmem, obie zdobne w smukłe triforia na najwyższym piętrze i biforia poniżej. Nad nimi znajdują się skomplikowane fryzy z półkolistych, falujących arkadek (podobne znajdziemy w Rumunii, w Alba Julia) i fryzy ząbkowe. Ścianę zachodnią zdobiła kiedyś rozeta. Wnętrze kryte było zapewne sklepieniem krzyżowym, resztki jego służek zachowały się do dziś. Kapitele służek zdobią misterne ornamenty roślinne.

Skojarzenia z rumuńskim Alba Julia budzi też apsyda kończąca nawę południową. Niezwykle pieczołowicie zdobiona, pod okapem ma fryz trój liścienny i ząbkowy, misterną obwódką otoczone są także jej rozglifione okna.

Świątynia miała po zachodniej stronie emporę, większość łuków arkad kończyła się ostro. Po zachodniej stronie, pod monumentalną rozetą, znajdował się duży uskokowy portal (dziś odtworzony w cegle).

Misterność kamieniarskich zdobień zadziwia. Charakterystyczne, potrójne arkadki, trójliście, skomplikowane formy roślinne, klasyczne kostkowe kapitele, wysmukłe triforia... Zresztą, co tu dużo mówić, niech nasze zdjęcia mówią same za siebie. A najlepiej ruszyć z Budapesztu autostradą M1 na Zachód i zobaczyć Zsambek na własne oczy. Zwłaszcza o zachodzie słońca.

Galeria: 

Reklama