Wleń - ruiny zamku, relikty z przełomu XII i XIII w.

Na południe od Lwówka Śląskiego, gdzie teren jest już solidnie górzysty, znajduje się miejscowość Wleń, a nieopodal, na stromym wzgórzu - ruiny warownego zamku. By się tu dostać, trzeba z drogi z Lwówka skręcić przed Wleniem w prawo i stromą wąską szosą wspiąć się do wsi Łupki. Dojechać można pod kościół (skądinąd malownicze i zabytkowe miejsce), dalej już wspinamy się piechotą.

Zamek powstał jeszcze z końcem XII w. na miejscu drewniano-ziemnej kasztelanii. Z końcem XII w., zapewne za sprawą księcia Bolesława I Wysokiego, obwiedziono wzniesienie murem i zbudowano sześciokątną wieżę. Inna hipoteza mówi, że murowany zamek powstał dzięki Henrykowi Brodatemu, a budowę kontynuował Henryk II Pobożny i jego syn Bolesław Rogatka. Ten ostatni, znany watażka, więził tu m.in. swojego bratanka, księcia Henryka Probusa (dzięki któremu według legendy Kraków ma gołębie, ale to zupełnie inna bajka). Henryk Brodaty miał nakazać budowę wieży i kaplicy. Pierwotną sześciokątną wieżę wkrótce najpewniej jeszcze w XIII w. zastąpił stojący do dziś 12-metrowy donżon (wieża ostatniej szansy) o cylindrycznej podstawie.

Relikty z czasów romańskich na tym zamku to - obok donżonu - resztki kaplicy i budynku mieszkalnego. Budynek mieszkalny wzniesiono na planie czworokąta po północnej stronie warowni. Z pewnością miał przynajmniej jedno piętro, a wg Świechowskiego grubość dolnych partii muru (do prawie 2 m.) świadczy o tym, że pięter mogło być (lub miało być) więcej. Zbudowano go w technice opus emplectum, z zewnątrz licując ściany ciosami z piaskowca.

Kaplica leżała bezpośrednio przy pałacu, była jednonawową świątynką o kwadratowej nawie i krótkim prezbiterium zamkniętym apsydą, której relikt widoczny jest wyraźnie do dziś. Widać także resztki ościeża łuku tęczowego. Maleńkie prezbiterium mieściło celebransa, o ile ten nie wykonywał gestu "Dominus vobiscum" zbyt zamaszyście. W północnej ścianie nawy był portalik prowadzący do pałacu.

Pierwotny sześcioboczny donżon oglądać możemy tylko stojąc u stóp warowni, dobrze zachował się tam solidny kawał jego ściany połączonej z murem obwodowym. Okrągły donżon XIII-wieczny zachował się całkiem dobrze, a grubość jego ścian w dolnej partii naprawdę świadczy o solidności piastowskiego budownictwa mieszkaniowego.

Choć kolejne budynki są późniejsze, nie mogliśmy się oprzeć utrwaleniu ich na zdjęciach. W ścianie kuchni pałacowej można oglądać ramy dwudzielnego okienka. Niestety, zamek nie ustrzegł się i obecności idiotów ze sprayem. Bez komentarza. Za to wyprawę do Wlenia polecamy każdemu amatorowi zabytków. Choć wieść niesie, że ostatnio archeolodzy powiesili kłódkę na bramie.

Galeria: 

Reklama