Viscri (węg. Szaszfeheregyhaza, niem. Deutschweisskirch) - Kapitel z pierwszego kościoła z XII w.

Podróżujących do Viscri czeka trudna jazda gruntową drogą wśród wzgórz. Najlepiej wyposażyć się w samochód terenowy, z braku takowego ostatecznie może być dużo cierpliwości i mocne nerwy (szczególnie, jeśli mija nas rozpędzona Dacia Gruchot kierowana przez wąsatego gospodarza). Z trasy Sighisoara-Braszów (E60) skręcamy w prawo przed Rupea (trzeba wypatrywać skromnego znaku). Tu kończy się asfalt. Po drodze zobaczymy lisy, sokoły, gwarantowane pół godziny jazdy przez sam środek nigdzie. Wcześniej, na samym początku, przejeżdżamy przez romską wioskę - fascynujący, choć trochę zatrważający przykład współczesnego nomadyzmu.

Viscri to urocza saska wioska, w której czas zatrzymał się na przełomie wieków. Nie da się tu inaczej dojechać niż drogą gruntową, wszystkie domy to stare drewniane saskie zagrody, bardzo ładnie utrzymane i pomalowane na żywe kolory. Na środku wioski pasą się konie i bawią się dzieci. Mieszkańcy twierdzą, że sami nie chcą tu asfaltu, wraz z którym pojawiły by się tłumy turystów, autokary na niemieckich blachach i ostateczny kres świętego spokoju. Dziś wioska jest w stanie "obrobić" około pięćdziesięcioro turystów dziennie, więcej nie chce i nie ma zamiaru. A ci, co tu trafiają, to już wyselekcjonowana grupa najtwardszych, którzy gotowi są poświęcić amortyzatory, żeby dotrzeć do tego niezwykłego miejsca.

Najcenniejszym zabytkiem wioski jest kościół obronny, od którego Viscri zaczerpnęło swą niemiecką nazwę: Deutschweisskirch - (niemiecki biały kościół) z powodu bielonych wapnem murów. Kościółek w Viscri wraz z umocnieniami obronnymi jest malutki i bardzo "ludowy" - tym różni się od dużych i mocno ufortyfikowanych kościołów w Medias, Biertan czy Prejmer (które mają w sobie coś miejskiego). Pierwszy kościół w Viscri zbudowała w XII w. wspólnota szeklerska, jeszcze przed kolonizacją saską. Była to bezwieżowa, salowa świątynia. Do dzisiaj została z niego tylko pojedyncza kolumienka (najprawdopodobniej podtrzymująca emporę), która dzisiaj służy za chrzcielnicę. I to tyle. Dzisiejszy kościół jest dużo późniejszy, choć jego ludowy charakter dodaje mu wrażenia archaiczności. W XIII wieku Sasi dobudowali do romańskich murów wieżę, a w XVII w. wzniesiono fortyfikacje. Sklepienia wymieniono na drewniany strop.

Kościołem opiekuje się pani Caroline Fernolend, transylwańska Niemka, dla której opieka nad kościółkiem stała się sensem życia. Bardzo ładnie utrzymany i zagospodarowany (pomieszczenia przylegające do murów obronnych kryją muzeum życia codziennego transylwańskich Sasksończyków) jest jednym z najbardziej uroczych miejsc w Transylwanii, jakie widzieliśmy. W niezmienionej od wieków nawie gawędzimy o kresie kultury saskiej w Rumunii, która przetrwała Ceaucescu, a eroduje w wolnej Europie. Świetnie władający niemieckim Sasi wyjeżdżają do Niemiec, opuszczając rodzinne wioski. Tutaj została ich garstka, która jednak zarzeka się, że nigdzie się stąd nie ruszy. Rozglądając się po popołudniowej okolicy, gdzie czas jakby się zatrzymał, nie sposób się dziwić.

Podróż do Viscri co prawda nie obfituje w romańskie rewelacje, ale jest podróżą w czasie, o przynajmniej sto lat w przeszłość. Wrażenia - niezapomniane!

Galeria: 

Reklama