Strzelin, rotunda pod wezwaniem św. Gotarda z XII lub XIII w.

Długo błąkamy się po Strzelinie, aż wreszcie udaje się nam odnaleźć maleńki kościółek pod wezwaniem św. Gotarda, a w zasadzie to, co z niego zostało. Strzelin jest jednym z tych miast Dolnego Śląska, które bardzo ucierpiały podczas wojny. Bombardowania, a potem wywózka tego, co zostało (głównie cegieł) na odbudowę Warszawy pozostawiły w tym miejscu niezatarty ślad. Ślad bardzo bolesny.

Tak więc odnajdujemy kościółek pod wezwaniem św. Gotarda w środku blokowiska z wielkiej płyty. Smętnie wygląda tu, popękany, spięty metalowymi obręczami tak, żeby się nie rozsypał, zagubiony gdzieś między parkingiem a placem zabaw.

Kościółek pierwotnie był rotundą, jednak w czasach gotyku rozebrano apsydę i dobudowano od strony wschodniej cały gotycki kościół. Wtedy to, co pozostało z rotundy, zaczęło służyć jako dzwonnica. Romański mur dzisiejszej dzwonnicy sięga około 6,5 metra, reszta to gotycka nadbudowa. W murze z łamanego kamienia zachowały się cztery rozglifione okienka (w tym jedno zamurowane) i prosty, niedekorowany portal. Dzisiaj rotunda/dzwonnica jest w niezbyt dobrym stanie - mur popękał, spina go żelazna obręcz, a gontowy daszek chroni przed deszczem.

Opuszczamy Strzelin z poczuciem, że wojna i trudne lata powojenne nie oszczędziły tego miejsca. Będący świadkiem politycznej zawieruchy pierwszej połowy dwudziestego wieku, okaleczony Strzelin i kościółek św. Gotarda trzeba koniecznie odwiedzić - chociażby ku przestrodze i z poczucia obowiązku. Jesteśmy mu to winni.

Galeria: 

Reklama