Stambuł - pałac Bukoleon od IV wieku

To, co pozostało z wielkiego pałacu bizantyjskich cesarzy dziś budzi bardziej melancholię, niż podziw. Jednak jeżeli zaprząc do pracy wyobraźnię i spróbować przyjrzeć się temu miejscu raz jeszcze, można poczuć się onieśmielonym...

Dzisiaj nawet ciężko tu trafić. Opuszczając plątaninę uliczek dookoła Błękitnego Meczetu kluczymy chwilę, przechodzimy pod linią kolejową i trafiamy na ruchliwą ulicę Kennedy'ego biegnącą wzdłuż wybrzeża morza Marmara. Tutaj, zaraz koło parkingu dla autobusów, znajduje się niewielki skwer. Kilka ławeczek z widokiem na pędzące tiry i zmierzające w stronę Bosforu drobnicowce. Ale kiedy zadrzeć głowę wyżej, zobaczymy majestatyczną ścianę z trzema wielkimi oknami. Dookoła trochę antycznego gruzu, kilka połamanych kolumn. To tyle. Tyle pozostało z wielkiego pałacu, którego budowę rozpoczął Konstantyn Wielki.

Ale wyobraźmy sobie, że to, co widzimy, to skromniutka część olbrzymiego kompleksu, który obejmował 5 tysięcy metrów kwadratowych (a więc całą dzielnicę!), składał się z ponad 500 połączonych ze sobą sal i 30 kaplic. Po całym Sultanahmet rozsiane są mniejsze lub większe pozostałości po tym cudzie architektury - piwnice, mozaiki, freski. To w podziemiach sklepu z dywanami, to w luksusowym hotelu. Piękne mozaiki podziwiać możemy w Muzeum Mozaiki przytulonym do Błękitnego Meczetu (akurat trafiliśmy na remont...). A teraz popatrzmy na tą ledwo trzymającą się pionu ścianę z wielkimi, prostokątnymi oknami (jak są wielkie możemy przekonać cię porównując je z okolicznymi domami). I teraz wyobraźmy sobie, że nie ma ruchliwej ulicy Kennedy'ego, a o majestatyczne mury chroniące pałac i miasto od strony morza chlupocze woda. Gigantyczne okna otwierają się na balkon, z którego roztacza się widok na zawijające do portu statki. Istotnie, siedziba godna cesarzy.

Budowę pałacu rozpoczął w IV wieku Konstantyn Wielki, a każdy kolejny cesarz dokładał coś od siebie. Nazwa pochodzi od posągów byka i lwa, które zdobiły port i były symbolami siły. W XIII wieku pałac splądrowali krzyżowcy, jednak ci, którzy szukali tu schronienia uniknęli rzezi. Kiedy Michał VIII Paleolog przegnał łacinników z Konstantynopola, za siedzibę wybrał sobie pałac Blachernae, a wielki pałac zaczął podupadać, aż wreszcie popadł w ruinę. I kiedy Konstantynopol zdobyli Turcy, rozpoczęła się powolna rozbiórka kompleksu, aż wreszcie została z niego jedna, jedyna ściana, którą podziwiać możemy dzisiaj. Przyglądamy się bacznie ścianie przez teleobiektyw aparatu, próbujemy wypatrzeć ukryte w załomie muru, w plątaninie pędów dzikiego wina kapitelik, fryz, motyw dekoracyjny.

Nie ma tutaj tłumów turystów, na skwerku jesteśmy sami. Patrzymy, jak na ruinach wielkiego pałacu bizantyjskich cesarzy powyrastały drewniane, dzisiaj również w większości zrujnowane, drewniane, otomańskie domy jak z powieści Orhana Pamuka. Szumi ruchliwa ulica Kennedy'ego i linia kolejowa do stacji Sirkeci, gdzie kończył bieg słynny Orient Express. Zostawiamy za sobą w zadumie ruiny pałacu Bukoleon i wzdłuż wybrzeża morza Marmara udajemy się do Kumkapi, gdzie w porcie, do którego zawijają rybacy zjeść można niesamowite rzeczy (polecamy nie drogie restauracje, ale stoiska na rybnym targu, gdzie na bieżąco ktoś smaży coś, co ktoś inny właśnie wyłowił z morza).

Galeria: 

Reklama