Stambuł - mury Teodozjusza z V wieku

Rejony Stambułu nieco bardziej odległe od centrum i turystycznych atrakcji Sultanahmet mają swój niepowtarzalny koloryt. Spod kościoła na Chorze, otoczonego trzymającymi się tej biznatyjskiej perełki knajpkami i sklepikami z pamiątkami, ruszamy dalej na północ. Spacerem przez uliczki udekorowane girlandami suszącego się na sznurkach prania, wzdłuż pozamykanych (bo południe i siesta) okiennic, w towarzystwie leniwie snujących się od śmietnika do śmietnika Stambulskich Wszarzy, zmierzamy w stronę jednego z militarnych cudów świata późnego antyku i wczesnego średniowiecza - Murów Teodozjusza.

To musiało robić wrażenie na tych napastnikach, którzy odważyli się podejść pod mury Konstantynopola. Zbudowane w V wieku przez cesarza Teodozjusza mury składały się z dwóch łańcuchów umocnień (w układzie fosa, mur zewnętrzny o wysokości ponad 7 metrów, droga dla wojska, mur wewnętrzny o wysokości 12 metrów) o długości 6,5 kilometra, z 192 wieżami i 11 bramami. Zamykały cały półwysep od zachodu, tworząc z niego niezdobytą (do czasu) twierdzę. Umocnienia od strony Złotego Rogu (zatoki głęboko wcinającej się w ląd, tworzącej coś na kształt szerokiego, lejkowego ujścia rzeki) były słabsze, ale wejścia do Złotego Roku strzegł przecież łańcuch przeciągnięty w poprzek zatoki, który uniemożliwiał wpłynięcie do niej floty. Monumentalne umocnienia zbudowano z kamienia i cegły, układanych regularnie na przemian.

Mury w swej historii służyły prawie tysiąc lat od powstania do ostatecznego zdobycia przez Mehmeda Zdobywcę, oparły się Arabom, Bułgarom i Seldżukom. Nie wytrzymały jednak naporu zdesperowanych i skonfundowanych politycznie Krzyżowców z IV krucjaty, którym wenecka flota pomogła sforsować strzegący Złotego Rogu Łańcuch. Drugi raz mury padły pod naporem Turków Osmańskich. Turcy dbali o mury i rozbudowywali je, jak również cały system broniących nazywającego się od tej pory Stambułem miasta. Jednak i na mury przyszedł kres, kiedy tradycyjny model wojny odszedł do lamusa. Miasto rozrastało się i potrzebowało przestrzeni oraz budulca. Niszczejące mury zaczęto rozbierać, a pięknie obrobiony bizantyjski kamień dzisiaj pewnie znaleźć można w fundamentach wielu okolicznych domów.

Dzisiaj Mury Teodozjusza to tylko atrakcja dla turystów, do tego niezbyt oblegana. W czasie naszego długiego spaceru wzdłuż murów nie spotkaliśmy tu ani pół turysty. Spacer wzdłuż tego niezwykłego dzieła starożytnych architektów to przyjemna odmiana po zatłoczonym centrum Stambułu - radzimy wybrać jednak zewnętrzną ścieżkę - po wewnętrznej stronie czasem nie ma za bardzo jak przejść, tak mury zarosły gęstą zabudową domków i warsztatów. Spacer zewnętrznym pasem wśród zieleni będzie również przyjemniejszy biorąc pod uwagę, że po wewnętrznej, w okolicy meczetu Mihrimah (warto wejść tu chociaż na chwilę, świetliste wnętrze jednego z ostatnich dzieł Sinana wręcz powala na dywan, polecamy też jadłodajnię przy meczecie, gdzie za śmieszne pieniądze można zjeść pyszne dania duszone) urządzono zajezdnię dla śmieciarek. Mury na całej swojej długości są niezwykle różnorodne - baszty, bramy, wieże, umocnienia... Są też w różnym stanie, jedne odcinki są lepiej zachowane, inne gorzej, można też spotkać kontrowersyjne, współczesne rekonstrukcje ostro krytykowane przez naukowców. W murach wycięto również szerokie prześwity, przez które biegną dzisiaj ruchliwe arterie komunikacyjne. Ciekawie jest obserwować, jak różni się Stambuł po obu stronach muru - po tej wewnętrznej mamy stare, niewielkie domy i kamienice, meczety i pałace, po zewnętrznej - ruchliwą autostradę, bloki i przemysłowe molochy. My skręcamy w Millet Caddesi i wygodnym (bo transport miejski w Stambule naprawdę robi wrażenie) tramwajem wracamy do centrum.

Mury Teodozjusza dają dobre wyobrażenie jakim wielkim przedsięwzięciem była w starożytności wojna, ale też i przetrwanie w zdominowanym przez wojnę świecie. A sam spacer od wspaniałości kościoła na Chorze i meczetu Mihrimah, przez dzielnicę biednych warsztatów po jednej i betonowych bloków po drugiej stronie muru daje też dobre wyobrażenie o współczesnym Stambule, rozpiętym między heroiczną przeszłością a truchtającą pracowicie w stronę przyszłości teraźniejszością.

Galeria: 

Reklama