Stambuł - kościół św. Zbawiciela na Chorze z XI wieku

Przez konserwatywną dzielnicę Fatih przedzieramy się autobusem. Bród, czarczafów i zawojów zrobiło się nagle więcej, zniknęły ze sklepowych witryn frywolne sukienki i podkoszulki z nadrukami, za to ich miejsce zajęły sprzęty kuchenne wszelkiej maści, warzywa i drobne zakłady rzemieślnicze produkujące rzeczy, o jakich nam się nie śniło (na przykład oczka do maskotek). Miejsce, w które się wybieramy leży trochę na uboczu turystycznych szlaków prowadzących od pałacu Topkapi, przez Błękitny Meczet, Wielki Bazar prosto na Galatę i modne ostatnio Beyoğlu. Co nie znaczy, że nie jest to miejsce ciekawe, choć dociera tu tylko ułamek procenta zwiedzających wspaniałości cypla pałacowego. Nas nie mogło tu zabraknąć - przecież w kościele św. Zbawiciela na Chorze znaleźć można najpiękniejsze (no, może z wyjątkiem tych w kościele Hagia Sophia) bizantyjskie mozaiki w Stambule.

Kościół św. Zbawiciela na Chorze znajduje się z dala od większości atrakcji Stambułu, chociaż wciąż w ścisłym centrum, w obrębie murów Teodozjusza. Ale nie było tak zawsze - powstał w V wieku, w czasach Justyniana, jako kaplica położona "za murami", "na wsi" (khora po grecku to właśnie "wieś"). W czasach Komenów kościół pełnił funkcje kaplicy pałacowej i już wtedy zaczęły się jego przebudowy, by w XI wieku Maria Daukaina, czcigodna teściowa imperatora, wybudowała kościół w zasadzie od nowa. W czasie niefortunnej krucjaty kościół został splądrowany przez łacinników. W XIV wieku kościół został rozbudowany przez cesarskiego ministra skarbu, dodano zachodni narteks oraz kaplicę grobową (paraklezjon). Wtedy też ozdobiono go mozaikami. W XVI wieku kościół został zamieniony na meczet a wszystkie freski i mozaiki przykryte tynkiem. Wspaniałości ery Bizancjum ujrzały światło dzienne z powrotem w roku 1945, kiedy to kościół /meczet został ustanowiony muzeum.

Sylwetka pękatej kopuły i pojedynczego minaretu wyłaniają się z otoczenia starych, drewnianych domów rodem z opowieści Orhana Pamuka. Jak większość bizantyjskich kościołów nasz bohater nie jest zbyt efektowny z zewnątrz. Połamana, niesymetryczna bryła bez żadnych ozdób nie licząc może różowej cegły na układanej na przemian z białym kamieniem. Oczywiście wszędzie snują się koty, ale specjalnie nas to nie dziwi.

Kościół sprawia wrażenie labiryntu ciasnych pasaży i korytarzyków, przesklepionych tu i ówdzie drobną kopułą. Zasadniczo składa się z nawy, zewnętrznego i wewnętrznego narteksu, paraklezjonu, z przylegającymi do apsydy diakonikonem (czyli plus-minus w obrządku wschodnim zakrystią) oraz prothesis (miejscem, gdzie przechowywano dary na rzecz parafii i kościoła). Ze wszystkich wnętrz nawa sprawia chyba najmniejsze wrażenie. Puste, przesklepione kopułą wnętrze o gładkich, wykładanych marmurem ścianach, kontrastuje z bogactwem kolorów narteksów (choć i marmurowe dekoracje ścian są niezwykłe - wykonano je z płyt przecinanych wzdłuż i zestawianych tak, by obie płaszczyzny przecięcia stanowiły lico - dając efekt lustrzanego odbicia wzorów marmuru. Wyglądają jak gigantyczne, kamienne testy Rorschacha). To pomieszczenie było centrum meczetu, stąd staranność, z jaką muzułmanie pozbyli się wyobrażeń figuralnych. W ascetycznym wnętrzu przetrwały tylko ich pozostałości, ale są one bardzo ciekawe. Nad wejściem do nawy znajduje się mozaika przedstawiająca zaśnięcie Najświętszej Marii Panny. Leżąca na katafalku postać Matki Boskiej otoczona jest przez świętych. W centrum znajduje się postać Jezusa, trzymającego na kolanach postać małej Marii, symbolizującej jej duszę. Mozaika wzbudza w nas lekką konfuzję - przyzwyczailiśmy się do przedstawień Matki Boskiej trzymającej na kolanach małego Jezusa, nie na odwrót. Po obu stronach apsydy odnaleźć można zniszczone bardzo mozaiki przedstawiające Jezusa i Marię.

Prawdziwa uczta czeka nas w wewnętrznym i zewnętrznym narteksie. Po obu pomieszczeniach chodzić można godzinami analizując skrzące się złotem i czerwienią mozaiki. Przedstawiają żywot Najświętszej Marii Panny i Jezusa, od pierwszych kroków małej Marii (która zgodnie z ikonografią przedstawiana jest nie jako niemowlę czy dziecko, ale jako miniaturowa Matka Boska) po cuda czynione przez Jezusa. Szczegóły i dopracowanie każdej sceny budzą podziw nad precyzją i pomysłowością autorów. Na dłużej zatrzymujemy się przy scenie kuszenia Chrystusa, z kwestiami wypowiadanymi przez bohaterów w postaci niemalże komiksowych "dymków". Zwraca uwagę również olbrzymia (chociaż niezachowana w całości) mozaika na wschodniej ścianie wewnętrznego narteksu, przedstawiające Chrystusa Pantokratora, w otoczeniu Matki Boskiej oraz przedstawcieli cesarskiej rodziny - cesarza Izaaka Komena oraz córki Michała Paleologa VIII, Melanii, poślubionej księciu Mongolii. W zewnętrznym narteksie zwraca uwagę Chrystus Pantokrator o zdeformowanej dłoni (przypadek, zamiar, czy wypadek przy pracy?).

Paraklezjon zdobią freski, z kulminacyjnym freskiem w apsydzie, przedstawiającym Jezusa uwalniającego z grobów Adama i Ewę. Na ścianach i sufitach kaplicy znaleźć możemy też sceny sądu ostatecznego. Warto zwrócić uwagę, że postacie przedstawione na freskach mają gdzieniegdzie wydrapane twarze i oczy, podobnie figury aniołów zdobiące kapitele kolumn mają skute twarze. To pozostałości agresji symbolicznej z czasów podboju Konstantynopola przez Turków.

Mimo, że kościół św. Zbawiciela na Chorze nie znajduje się na oczywistym szlaku stambulskich atrakcji, to dla miłośników Bizancjum czy architektury i sztuki średniowiecznej jest to przystanek obowiązkowy. Dodać należy, że stąd tylko kilka kroków do murów Teodozjusza, kolejnego arcydzieła inżynierii spadkobierców Imperium Romanum. A spacer wśród starych, drewnianych domów Stambułu, może być niezwykle przyjemny i pouczający.

Galeria: 

Odpowiedzi

Byłam tam, długo błądziłysmy, zanim dotarłyśmy, ale wrażenia niesamowite. Korekta obywatelska - poprawcie orta w drugiej linijce (no chyba że chcieliście napisać, że czarczafów było "w bród").

Chodziło nam o brody, jako element wyglądu religijnych muzułmanów :) Niemniej można by napisać "mężczyzn z brodami", żeby nie było wątpliwości. Bo brudno nie było, tylko biednie (ale schludnie).

Byłem i jestem zachwycony :) Perła nad perłami i wszystko perła!

Reklama