Sofia - cerkiew Św. Petki Samardżijskiej z XIV (?) wieku

Cerkiew Św. Petki Samardżijskiej wybraliśmy, aby zagościła na kartach Albumu, bo jest budynkiem symbolicznym - geograficznie znajduje się w samym sercu Sofii. Jest to w nowoczesnym (a przynajmniej nowym) otoczeniu ostaniec wielkiej, chrześcijańskiej historii Bułgarii skryty nieśmiało u wejścia do przejścia podziemnego i metra, na skrzyżowaniu wielkich, socjrealistycznych arterii, w zasadzie pod poziomem ulicy. Gdy zjawiliśmy się tutaj w lecie 2012 roku był to akurat jeden wielki plac budowy. Wśród walających się wszędzie odpadków zbrojonego betonu, ogrodzeń z falistej blachy i wszechobecnego budowlanego kurzu, malutka cerkiew wydawała się niepasującym do dekoracji rekwizytem. Ale można sobie wyobrazić, że krajobraz miasta zmieni się jeszcze wiele razy, a cerkiew św. Petki stać tu będzie na wieki...

Początki kościoła nikną w mrokach historii - pierwszy raz wzmianka o nim pojawia się w XVI wieku, ale najstarsze freski w jego wnętrzu pochodzą z XIV wieku. Kto wie, może jest jeszcze starszy... Na pewno zaś stoi w pradawnym miejscu pogańskiego kultu z czasów rzymskich. Cerkiew zawdzięcza swoje wezwanie św. Pareskewie (Petka to jedna z wersji jej imienia) i cechowi rymarzy/siodlarzy, którzy tutaj oddawali cześć Bogu. Kościółek to bardzo prosta, jednonawowa świątynia przekryta potężną kolebką, z prostą, półkolistą absydą. Wewnątrz zachowały się freski powstające od XIV do XVII wieku przedstawiające żywot Jezusa. O dziwo, cerkiew posiada kryptę, odkrytą podczas renowacji po II wojnie światowej.

Do cerkiewki nie udało nam się wejść i ominęły nas niestety tym razem freski. W ogólnobudowlanym rozgardiaszu była zamknięta na cztery spusty, co jest zupełnie zrozumiałe. Inna sprawa, że w krajach prawosławnych - w Rumunii, Bułgarii, a także w odkrytej przez nas niedawno Gruzji - kościoły/cerkwie są zawsze otwarte. Nie dla nas, turystów, którzy plączemy się tam nie znając kulturowego kodu bez ładu i składu, nie wiedząc kiedy ukłonić się, a kiedy przeżegnać, ale dla wiernych, którzy zawsze po drodze skądś dokądś znajdują czas, żeby zapalić świeczkę, czy ucałować ikonę. Korzystamy z tego przywileju ukradkiem, starając się nie naruszyć atmosfery tych miejsc naszymi zachwytami nad architekturą i klikaniem migawki.

Sofia zmienia się i przyspiesza ku przyszłości jak odchodzące z pobliskiej stacji metra pociągi. My też odjeżdżamy, mając nadzieję, że kiedy wrócimy tu, uda nam się zobaczyć wnętrze tej malutkiej, niezwykłej świątynki.

Galeria: 

Reklama