Sofia - cerkiew Mądrości Bożej z VI wieku

Nie sposób przecenić znaczenia dzisiejszej cerkwi Mądrości Bożej dla Sofii jako miasta - od niej to przecież wzięła swoją nazwę. Narzucające się pokrewieństwo z bizantyjską siostrą z Konstantynopola jest jak najbardziej uprawnione, bo to siostry-równolatki mające wspólnego ojca (a raczej ojców - dwóch cesarzy bizantyjskich Konstantyna i Justyniana) i bardzo podobne dzieje.

Historia tego kościoła sięga początków chrześcijaństwa. Pierwszy budynek powstał tutaj we wczesnych latach IV wieku, aby wkrótce zostać zastąpionym przez okazałą budowlę wzniesioną przez Konstantyna Wielkiego. To tutaj odbył się wielki synod w 342 (tzw. synod w Sardyce, bo tak wtedy nazywała się Sofia) podczas którego wszyscy pokłócili się ze wszystkimi, synowie Konstantyna ze sobą nawzajem, władza świecka z duchowną, a wschodni kościół z zachodnim obłożyły się nawzajem ekskomuniką. Jedyne, co synod ustalił, to kwestie porządkowe, regulujące sprawy rozstrzygania wewnątrzkościelnych sporów między biskupami.

Wojny z barbarzyńcami - Wizygotami czy Hunami Atylli - jakie toczyło Biznacjum w owym czasie zmiotły bazylikę z powierzchni ziemi. To, co dzisiaj możemy podziwiać jako cerkiew Mądrości Bożej zbudował cesarz Justynian. Podobnie jak jej bizantyjska siostra, po tureckim podboju katedra została zamieniona na meczet i tak pozostała do połowy dziewiętnastego wieku, kiedy to po kolejnym trzęsieniu ziemi Turcy zrezygnowali z jej odbudowywania. Trzęsienia ziemi niejednokrotnie dawały się budowli we znaki, a dodajmy, że bułgarska siostra nie miała swojego Mimara Sinana, który uczyniłby ją odporną na wstrząsy. Od połowy dziewiętnastego wieku zatem katedra/meczet niszczała, mieszcząc w swoim zrujnowanym wnętrzu różnego rodzaju składy, a nawet remizę strażacką.
Kościół odzyskuje swój blask dopiero w latach dwudziestych XX wieku, ale nie odzywskuje funkcji katedry, którą zdążył przejąć stojący nieopodal olbrzymi sobór św. Aleksandra Newskiego.

Z zewnątrz obecna cerkiew Mądrości Bożej to typowa bizantyjska budowla z płaskiej, rudej cegły, z gładkimi ścianami bez żadnych dekoracji, za to z wielkimi połaciami przeszklonych, podzielonych na małe kwaterki okien. Znamy dokładnie ten model chociażby z kościoła Hagia Eirene na pierwszym dziedzińcu pałacu Topkapi w Stambule.

Wewnątrz oprócz układu przestrzennego budowli (bazylika z transeptem i apsydą) nie zachowało się oryginalne wyposażenie. Zdecydowano pozostawić gołe, ceglane ściany jako świadka historii, nie rekonstruować czy przyozdabiać na siłę. Dziś możemy sobie tylko wyobrazić mozaiki skrzące się na ścianach złotem, błekitem i czerwienią. Surowe, niemal puste wnętrze ma w sobie jakąś powagę, którą potęguje surowy wzrok prawosławnych świętych wodzący za nami z ikonostasu. Zwracają uwagę ciekawe sklepienia będące czymś pomiędzy serią płaskich kopuł a sklepieniem krzyżowo-żebrowym.

Z ciszy i chłodu cerkwi Mądrości Bożej, gdzie w sączącym sie przez biznantyjskie okna łagodnym świetle popołudnia można zadumać się na dłuższą chwilę nad losem tego kawałka świata, wychodzimy na dudniący muzyką plac Aleksandra Newskiego, gdzie bułgarskie nastolatki świętują hucznie zakończenie edukacji szkolnej, wożąc się w wynajętych kabrioletach z cygańską oriestrą przygrywającą do tańców-połamańców i gubienia na bruku szpilek wśród pisków i śmiechów. Ech ta bałkańska fantazja :)

Galeria: 

Reklama