Sofia - cerkiew Bojana od X w.

Czasem publikujemy w Albumie impresje dotyczące zabytków z innego kręgu kulturowego - z kręgu chrześcijaństwa wschodniego - które mniej więcej wpisują się ramy czasowe panowania romanizmu i wywodzą się ze wspólnego korzenia architektury Bizancjum, a które są nam bliskie. Jednym z takich zabytków jest niezwykła cerkiew na przedmieściach Sofii - cerkiew Bojana. Przyjeżdżamy tu w strugach deszczu, by na dosłownie chwilkę - bo takie są zasady zwiedzania kościoła - wejść do środka i zachwycić się bogactwem jego fresków.

Maleńka cerkiew Bojana mimo swoich niewielkich rozmiarów przypomina nam ten typ budynków, które nazywamy dla siebie w skrócie "święta góra" - to budynek, który ma w sobie coś organicznego, niesymetrycznego, którego warstwy narastały przez wieki i stworzyły coś, co jest czymś więcej, niż tylko sumą swych części, który wydaje się - żywy. I taki też jest rodowód cerkwi Bojana pierwszy budynek, dzisiaj skrajnie od wschodu, powstał na przełomie X i XI wieku jako niewielka, centralna cerkiew o uproszczonym planie krzyża, kryta kopułą. Kolejną warstwę dodał sebastokrator (ten dziwny tytuł wywodzi się z późnego Bizancjum i jest tytułem cesarskim) Kalojan wraz z małżonką, dobudowując od zachodu dwupiętrową kaplicę, mieszcząca na poziomie gruntu sklepioną kolebkowo kaplicę grobową, a na wyższym piętrze kaplicę rodzinną. Ostatni etap, to dobudowana w XIX przybudówka od zachodu.

To, co w cerkwi Bojana jest najcenniejsze - to freski. Powstawały od przełomu XI i XII wieku i pokrywały w całości "wschodni" kościół. Zachowało się kilka ich pozostałości, m.in. w dolnym odcinku apsydy czy na ścianie północnej kościoła. W drugiej połowie XIII wieku cały nowy "zachodni" kościół oraz po raz kolejny stary kościół "wschodni" zostały pokryte freskami o niecodziennej wartości artystycznej. Chociaż spełniające wymogi kanonu pisania ikon, charakteryzują się niebywałą ekspresją i indywidualizmem w podejściu do postaci. Freski zachowane są prawie w całości i zawierają przedstawienia Chrystusa, ewangelistów, aniołów, świętych (w tym bułgarskich świętych Iwana (Jana) Rilskiego i św. Pareskewy), żywot św. Mikołaja, a także niezwykle realistycznie przedstawionych fundatorów. Nie wiadomo, kto jest autorem tych wspaniałych fresków, zapewne była to grupa wybitnych artystów ze szkoły malarskiej w Turnovie, która na długo wyznaczyła kierunek bałkańskiej sztuce sakralnej.

Zwiedzanie cerkwi Bojana nie należy do łatwych - turystów jest wielu, a kościół jest malutki... Obsługa muzeum wpuszcza po kilkanaście osób na piętnaście minut do kościoła, aby nacieszyli oczy freskami, reszta czeka grzecznie w pierwszym, zachodnim pomieszczeniu. Czuć atmosferę pośpiechu, do tego narastającą frustrację, że tym skarbom nie da się zrobić zdjęcia. W takiej sytuacji należy wziąć głęboki oddech i... odpuścić. Przychodzi bowiem człowiekowi do głowy, że to w sumie dobrze, szczególnie w czasach fotograficznej biegunki.

Dziś tłumy ludzi oglądających świat przez kamerki swoich iPhone'ów i iPadów kompletnie nie zwracają uwagi na innych w swoim otoczeniu. Potrafią oni na przykład stanąć niczym przysłowiowa krowa na granicy w najbardziej nieodpowiednim miejscu i kilka minut robić kilkanaście przymiarek do najbardziej wysublimowanego zdjęcia na Instagrama, po to tylko, bo po chwili o nim zapomnieć zebrawszy wpierw garść lajków i oddryfować w stronę kolejnej atrakcji. Jeżeli dołożymy do tego refleksję, że freski czy mozaiki, które przetrwały setki lat na przykład po tureckim tynkiem, jak w kościele Hagia Sophia (gdzie specjalnie wydelegowani ochroniarze stoją przed mozaikami powtarzając kilka razy na minutę "no flash please", chociaż wisi na ścianie wielki napis proszący dokładnie o to samo), czy ostały się atakom symbolicznej agresji albo upiększającym zapędom kontrreformacji, mogą nie przetrwać dla przyszłych pokoleń właśnie przez bezmyślność turystów, którym nie chce się wyłączyć lampy błyskowej, nie umieją tego zrobić w swoich aparatach, albo po prostu nie przyjdzie im to do głowy. Apelujemy zatem o myślenie w obliczu fresków. Czasami również warto na chwilę odłożyć szkło i popatrzeć po prostu na to, co w innej sytuacji po prostu byśmy sfotografowali "na później" i pobiegli dalej. Wtedy dostrzega się więcej.

Dla tych, których zainteresował ten niezwykły zabytek, a w naszej galerii nie znaleźli wystarczającej dokumentacji fotograficznej, mamy dobrą wiadomość - muzeum ma bardzo sympatyczną stronę internetową, gdzie znajdziecie wszystko, co istotne. A my idziemy rozgrzać się kieliszkiem rakiji i czymś smakowitym z dużą ilością sera...

Galeria: 

Reklama