Sobótka, relikty kaplicy kanoników regularnych oraz romańskie lwy z XII/XIII w.

Sobótka to jedno z bardziej intrygujących miejsc, do jakich trafiliśmy podczas romańskiego rajdu przez Dolny Śląsk. Położona u stóp Ślęży, sanktuarium pogańskich bogów, kryje wiele tajemnic. Z drogi numer 35 Wrocław-Świdnica nie sposób Ślęży nie zauważyć. Majestatyczna, "łysa" góra, o której wierzono, że zamieszkują ją złe moce, odwiedzają czarownice i podczas sabatów całują Szatana w tyłek, spowijają burzowe, czarne chmury. Staramy się zdążyć przed deszczem. W miejscowości Tworzyjanów odbijamy na południowy wschód i trafiamy do Sobótki (nazwa też zresztą znacząca).

Na głównym placu miasta, przed kościołem pod wezwaniem św. Jakuba (pod którego fundamentami odkryto również romańskie fundamenty wcześniejszego kościoła) znajdujemy ciekawe pozostałości warsztatu kamieniarskiego, jaki działał w XII wieku na Ślęży - a mianowicie prawie całkowicie zniszczonego, romańskiego lwa. Takich lwów w okolicy jest więcej - na pobliskiej Górce, czy w niedalekim kościele w Starym Zamku. Być może były to "odrzuty" z produkcji, sztuki wybrakowane, z tzw. promocji. Przed kościołem znajdujemy również inną rzeźbę, o kształtach już zatartych, chociaż fallicznych, jak mówi tablica informacyjna, dużo starszą od romańskich lwów. Czyżby milczący świadek pogańskich pradziejów?

Ale to jeszcze nie koniec zaskoczeń w Sobótce. W kierunku Ślęży ruszamy w dalszą drogę na tzw. Górkę. Tutaj czeka nas chyba najbardziej konfundujący zabytek romański, z jakim w Polsce mieliśmy do czynienia. W lesie u stóp Ślęży, stoi bowiem dziwaczny, eklektyczny pałacyk, w którego narożniku odnajdujemy... romański mur, pozostałość po kościółku-kaplicy prepozytury kanoników regularnych ze Ślęży.

Ciekawe, że kanonicy regularni od wieków zamieszkują też inną słynną łysą górę - świętokrzyski Święty Krzyż. Widocznie zakon ten ma jakiś specjalny charyzmat pozwalający radzić sobie z czarownicami, sabatami i złośliwym prasłowiańskim dziedzictwem.

Romański narożnik, z zachowanymi śladami rozglifionych okienek, sprawia kuriozalne wrażenie, przyklejony do całkiem sporego pałacu. Można spróbować zrekonstruować sobie, jak wyglądał - malutki, z prosto zamkniętym prezbiterium, zanim wojny husyckie oraz przebudowa do celów mieszkalnych na zawsze zatarły jego kształt. Bramę pałacyku zdobią tutaj również taśmowej produkcji romańskie lwy o uśmiechniętych od ucha do ucha pyskach.

Opuszczamy Sobótkę w poczuciu dziwności życia. W oddali, nad Ślężą szaleje burza. Czyżby zemsta pogańskich bogów?

Galeria: 

Odpowiedzi

Reklama