Rzym - kościół Santa Maria in Cosmedin z VIII wieku

Zatłoczony plac Piazza della Bocca della Verita - mkną samochody, tłoczą się turyści. Rozglądamy się dookoła. Na niewielkim skwerku, ogrodzone prowizorycznym ogrodzeniem stoją w zadumie dwie rzymskie świątynie z II wieku p.n.e - świątynia Portunusa (błędnie uważana za świątynię Fortuny Virilis) i Herkulesa Zwycięzcy (błędnie uważana za świątynię Westy). Po drugiej stronie ulicy tłoczy się kolejka. Na jej widok oboje jęknęliśmy z rezygnacją - cóż, czeka nas zwiedzanie najpiękniejszego starego kościoła Rzymu w warunkach turystycznego ścisku, wśród nawołujących się włoskich szkolnych wycieczek, Japończyków cykających zdjęcia czym się da (łącznie z iPadem) i Amerykanów, którzy o Rzymie wiedzą tyle, co przeczytali u Dana Browna ("czy to ten kościół, w którym spalili kardynała? Nie? To idziemy..."). Okazało się jednak, że kolejka wcale nie stoi do kościoła, ale do "Ust Prawdy", zabytku, którego popularność wśród odwiedzających Wieczne Miasto nie przestaje nas zadziwiać. Kiedy zatrzasnęły się za nami drzwi do kościoła, tłoczący się na zewnątrz turyści, upał i zgiełk przestały istnieć. Było tylko cudownie, ascetycznie proste i klasycznie romańskie wnętrze kościoła Santa Maria in Cosmedin.

Kościół stoi w miejscu starożytnego Forum Boarium czyli "rynku wołowego", gdzie handlowano bydłem i rybami. Sama świątynie powstawała - można powiedzieć - ewolucyjnie. W VI wieku budynki dawnej świątyni Herkulesa Niezwyciężonego i dawnego Statio Annonae (czyli domu zarządcy targu) zaadaptowano na tzw. diaconię - czyli swego rodzaju chrześcijańskie centrum pomocowe dla biednych. W VIII wieku papież Hadrian I kazał zburzyć prowizoryczne konstrukcje i zbudować w tym miejscu okazały kościół o trzech nawach. Tak też się stało. Kościół został ofiarowany greckim uchodźcom z Biznacjum, ofiarom sporu ikonoklastycznego i wkrótce zaczął być nazywany schola Graeca. Grecy udekorowali kościół i od tych właśnie dekoracji (po których niestety ślad zaginął) wzięło się wezwanie "Santa Maria in Cosmedin" (słowo "cosmedin" odnosi się w grece do dekoracji, ornamentów). W XI wieku kościół ucierpiał podczas najazdu Normanów, kolejna ingerencja w jego kształt to wiek XII. W całym średniowieczu dodano do kościoła zakrystię, kampanilę i tzw. schola cantorum znajdujące się na środku kościoła. W XVIII wieku dodano do kościoła barokowy fronton, ale - całe szczęście - później go usunięto i średniowieczny portyk z VIII wieku można podziwiać do dziś. Kościół ustrzegł się od większych przebudów i redekoracji, co nas niezwykle cieszy.

Z zewnątrz trudno objąć bryłę kościoła - jego fronton ściśle wpasowuje się w zabudowę ulicy. Filigranowy, siedmioarkadowy portyk ze środkową arkadą wysuniętą do przodu sprawia wrażenie niezwykłej lekkości. Dziś stoją tu barierki starające się nadać jakiś porządek kolejce turystów tłoczących się, by włożyć rękę do słynnych Ust Prawdy. Gdyby nie wysoka, ażurowa kampanila trudno byłoby zorientować się, że stoi tu kościół, tak wpleciony jest w zabudowę, że z żadnego miejsca nie widać go w całości (no, może z powietrza), a w zasadzie to poza portykiem nie widać go w ogóle.

Zwiedzanie wnętrza rozpoczynamy od zakrystii - dziś mieści się tu sklep z pamiątkami, gdzie ci, którzy już zrobili sobie zdjęcia z Ustami Prawdy mogą sobie kupić np. małe usteczka prawdy do powieszenia na lodówce. Kupując jednak magnesik na lodówkę, pocztówki czy jakiś inny beatyfikacyjny gadżet w stylu Jana Pawła II z kiwającą główką, warto spojrzeć nieco wyżej. Znajduje się tu użyta wtórnie mozaika z VIII wieku. Fragment większej (bo o wymiarach 9x6 metrów!) całości przedstawia wycinek hołdu trzech króli. Pierwotnie mozaika znajdowała się w oratorium Najświętszej Marii Panny w bazylice św. Piotra (oczywiście tej konstantyńskiej). Ten fragment mozaiki został przeniesiony w to miejsce w XVII wieku, inne fragmenty tego samego dzieła znaleźć możemy w watykańskich grotach, czy nawet we Florencji.

Wchodzimy do środka. Wpadające przez niewielkie, rozglifione okienka nawy głównej światło jest przytłumione. Wewnątrz panuje półmrok i cisza. Zadzieramy głowy do góry - odkryta więźba dachowa, pobielone, ale ze śladami po średniowiecznych freskach na poziomie okien, ściany dają wrażenie archaiczności. Podobne wrażenie sprawiają rzędy antycznych (bo niektóre z nich pochodzą jeszcze ze Statio Annonae) kolumn rytmicznie dzielonych przez filary. Forma kościoła (trójnawowa bazylika bez transeptu, z prezbiterium i nawami bocznymi zamkniętymi apsydami, kryta stropem) jest niezwykle prosta i pierwotna, stanowi idealne tło dla "smaczków" jakie możemy znaleźć w kościele - fresków (te oryginalne znajdziemy na poziomie okien oraz na łuku tęczowym, malowidła w apsydach pochodzą z XIX wieku), posadzki w stylu arte cosmatesca, przegród chórowych i przepięknie udekorowanego schola cantorum. Pulpit, świecznik (w postaci kręconej kolumienki), tron i podstawa ołtarza to przepiękne przykłady arte cosmatesca.

Pod kościołem znajduje się niewielka, trójnawowa krypta, pochodząca z czasów budowy kościoła. W swojej konstrukcji zawiera pozostałości wcześniejszych budynków. Jej przeznaczeniem było przechowywać szczątki męczenników wydobyte z katakumb (stąd znajdujące się w ścianach nisze, przypominające te z katakumb właśnie). Z ciekawostek wspomnieć należy czaszkę św. Walentego przechowywaną w kaplicy bocznej, którą wynosi się na widok publiczny w zamerykanizowane święto zakochanych 14 lutego. Co ciekawe, św. Walenty jest patronem nie tylko zakochanych, ale również umysłowo chorych, nerwowców i epileptyków (cóż, zapewne jest w tym jakaś głęboka życiowa mądrość).

Kościół Santa Maria in Cosmedin to niewątpliwie nasz numer jeden w Rzymie. Jego proste i ascetyczne romańskie piękno głębiej zapadło nam w pamięć, niż złocenia bazyliki św. Piotra i wszystkie kolumny Berniniego. Wizyta w tym kościele to obowiązkowy punkt programu, nie mniej ważny, niż Koloseum, Forum Romanum czy Panteon. I tak jak można sobie spokojnie darować Usta Prawdy, to do Santa Maria in Cosmedin koniecznie trzeba wstąpić, chociażby na minutę. Tu bowiem doświadczyć można romanizmu w najczystszej i najszlachetniejszej postaci.

Galeria: 

Reklama