Rzym - kościół San Clemente z XI wieku

Z Forum Romanum, z Koloseum ruchliwą Via di San Giovanni in Laterano dojść można spacerkiem na Lateran. Robi się tu trochę mniej turystycznie, a ceny w mijanych trattoriach wyraźnie spadają. Ale nie dajmy się zwieść - w tej spokojnej okolicy znajduje się jeden z najbardziej niezwykłych kościołów Rzymu - bazylika San Clemente.

Historia tego miejsca jest długa i mówi prawie wszystko o historii samego Rzymu. Na początku stał tu dom, budynek z czasów Republiki, spalony w 64 roku w czasie wielkiego pożaru Rzymu. Odbudowany na zgliszczach nowy dom był własnością rzymskiego dostojnika, konsula i męczennika Titusa Flaviusa Clemensa, który bardzo wcześnie nawrócił się na chrześcijaństwo, za co zapłacił wysoką cenę. Kiedy chrześcijaństwo wyszło z katakumb i zostało oficjalną religią Imperium, w IV wieku dom został zamieniony na kościół, przystosowany do celów kultowych. Przez stulecia wiele się tu zmieniało, dom został rozbudowany do rozmiarów całkiem sporej bazyliki. W XI wieku, w czasie najazdu Normanów kościół spłonął. Odbudowano go z rozmachem i ten budynek podziwiać można do dziś.

Kościół San Clemente dziś to trójnawowa bazylika bez transeptu, za to z atrium, którego jońskie kolumny zrecyclingowano najprawdopodobniej z forum. Budynek z rudej, rzymskiej cegły wtapia się w architekturę ulicy i prawie można go przeoczyć. Wewnątrz od razu uwagę zwraca apsyda z niezwykłą mozaiką przedstawiającą "triumf krzyża" - w centrum mozaiki znajduje się krzyż, otoczony girlandami wici roślinnych. Na krzyżu przysiadły białe gołąbki, poniżej - baranki. Ciąg dalszy mozaik znajduje się na łuku tęczowym. Całość skrzy się złotem i oszałamia barwami. Kolejny niezwykły element to schola cantorum na środku kościoła, bogato dekorowana marmurami, które pochodzą jeszcze z pierwszej bazyliki. Całości dopełnia posadzka w stylu arte cosmatesca. Wnętrze kościoła jednak nie uniknęło barokowych przebudowań - dekoracje sufitu i ścian naw pochodzą z XVIII wieku. W kościele znajdują się relikwie św. Klemensa, jednego z pierwszych papieży oraz św. Cyryla - apostoła Słowian. Co ciekawe, kościół nie jest orientowany na wschód - od wschodu znajduje się atrium i wejście do kościoła. Może być to tajemnicza pozostałość wpływów kultów solarnych, popularnych w Rzymie w czasie powstawania chrześcijaństwa (jedno z pierwszych przedstawień Chrystusa w watykańskim Necropolis ukazuje go jako "Słońce Niezwyciężone", Sol Invictus).

Jakież było nasze rozczarowanie, kiedy okazało się, że w kościele obowiązuje zakaz fotografowania, pilnowany przez energiczne panie kustoszki. To, co udało nam się sfotografować zanim zostaliśmy przywołani do porządku - to nasze. Zwiedzając resztę niezwykłości tego kościoła musieliśmy powstrzymać odruchy fotograficzne i zadowolić się kupnem pocztówek. A jest co zwiedzać, bo "górny kościół" to dopiero początek...

Okazuje się bowiem, że pierwsza bazylika nie zniknęła do szczętu. Archeologowie wypreparowują spod obecnej bazyliki jej starsza siostrę. Wciąż czytelny pozostaje układ budowli, a na misternie odsłoniętych ścianach i kolumnach wciąż widać ślady wczesnochrześcijańskich fresków. To jednak wciąż nie koniec - schodzimy niżej, do pozostałości po rzymskich domach z przełomu tysiącleci. I odnajdujemy kolejne miejsce kultu, tym razem nie chrześcijańskiego. To pochodzące z II wieku Mitreum, czyli świątynia boga Mitry, niezwykle popularnego w starożytnym Rzymie. Niewielka "jaskinia" pomieścić mogła kilkanaście osób - najprawdopodobniej była to kaplica przy szkole mitraistycznej. Centralne miejsce zajmuje tu ołtarz ozdobiony wizerunkiem Mitry zabijającego byka. W znajdującej się w ścianie niszy zaś przetrwał wizerunek Mithras petra generix - Mitry zrodzonego ze skały. Po prawej i lewej stronie od ołtarza znajdują się kamienne ławy dla zebranych członków społeczności. Podziemia kościoła San Clemente można zwiedzać godzinami, przenosząc się w czasie i zmieniając kręgi kulturowe. Labirynt tajemnych przejść między pieczołowicie wygrzebanymi z ziemi pozostałościami po codziennym życiu starożytnych Rzymian daje wiele do myślenia o skomplikowanej historii tego miasta. A jeszcze w dodatku gdzieś w oddali szemrze cicho podziemna rzeka (dziejów?).

San Clemente to niezwykły pomnik kulturowego trwania, przenikania się epok, porządków, sacrum (różnych) i profanum. To przystanek obowiązkowy, lekcja historii i fascynujący dokument, który czytać można długo i na wiele sposobów.

Galeria: 

Odpowiedzi

Mam wiele ulubionych kosciolow w Rzymie, ale kosciol San Clemente nalezy do moich ulubionych. Wracam czesto myslami do niego. Stoi na uboczu I nie jest oblegany przez turystow,a zwiedzanie w samotnosci pozwala na naprawde mistyczne przezycia.
Schodzenie w dol I w dol kosciola I odkrywanie po kolei warstwa po warstwie historii jest fascynujace. Chcialabym jescze raz w zyciu odwiedzic San Clemente....

Jeśli kiedyś traficie do tego koscioła, to można tam w podziemiach znaleźć fresk, na którym widać ciągnących kolumnę robotników i nadzorcę, który "zachęca" ich do pracy. Jest to chyba jeden z pierwszych utrwalonych w języku bardzo pierwotnym starowłoskim napis. Przewodniki raczej mało o tym piszą :)Są pewne różnice , co do odczytania, poszczególne litery są w poziomie i pionie FILI DE LE PUTTA TIRATE, a tłumaczenie (przepraszam za słownictwo): ciągnijcie sk.....y. Informacje można znaleźć raczej we włoskich źródłach. Jest to ciekawostka, którą warto zobaczyć. W tym kościele jest cała historia- od dźwięku strumienia z czasów powstania miasta, poprzez Swiątynię Mitry, zamkniętą we freskach historię budowy kolejnego kościoła, aż do czasów współczesnych. Tłumów tam nie ma, a jest jakaś magia zaklęta w tych murach.

Reklama