Rzym - kościół San Bartolomeo z X/XI wieku

Kościół San Bartolomeo jak mało które miejsce w Rzymie wiąże się z najwcześniejszą historią Polski (co na rzymskie warunki nie oznacza znowu tak głębokiej przeszłości). W tym niewielkim kościółku na wyspie Isola Tiberina Otton III złożył relikwie ramienia św. Wojciecha, a historia polskiego (a może czeskiego?) świętego spleciona jest od wieków z tym miejscem.

Przez starożytny most Ponte Fabricio przechodzimy z Getta na Isola Tiberina. Już z mostu możemy dostrzec zgrabną sylwetkę kościoła z przyklejoną do niej charakterystyczną kampanilą. Niewielka, ale urocza wysepka dzisiaj mieści szpital (jeden z najstarszych w Rzymie). Jest to o tyle znaczące, że w starożytności znajdowała się tu świątynia Eskulapa (ciągłość kulturowa została zachowana). Na placyku przed kościołem niespokojnie kołują mewy, krzycząc wniebogłosy. Toczą zajadły bój o porcję spaghetti z sosem pomidorowym, które ktoś zostawił im na murku od strony rzeki. Co za miejsce, gdzie nawet latające szczury jedzą lepiej, niż u nas karmią w niejednej stołówce szkolnej czy studenckim barze...

Kościół San Bartolomeo stoi w miejscu dawnej świątyni Eskulapa. Mówi się, że kolumny kościoła pochodzą właśnie z tej świątyni. Tutaj również, u stóp ołtarza bije źródełko o uzdrawiających właściwościach. Studzienka, jaką obmurowano źródełko jest dla naszej najstarszej historii zupełnie wyjątkowym zabytkiem - zawiera bowiem najprawdopodobniej najstarsze przedstawienie św. Wojciecha. Ale po kolei.

Początki kościoła toną w mrokach historii - jedni historycy uznają, że ufundował go Otton III właśnie w kontekście rodzącego się kultu świętego męczennika z dalekiego kraju, inni cofają jego historię dalej w przeszłość. Kościół początkowo nosić miał wezwanie właśnie św. Wojciecha/Adalberta. Wezwanie św. Bartłomieja i św. Paulina z Noli pojawiło się XII wieku, kiedy do kościoła sprowadzono relikwie św. Bartłomieja, a ostatecznie utrwaliło się wezwanie San Bartolomeo. Otton wybrał wyspę na Tybrze nie bez powodu - usytuowanie kościoła miało nawiązywać do szczegółów męki św. Wojciecha, zamordowanego nad brzegiem jeziora Drużno. Szerzący się i niezwykle istotny politycznie kult słowiańskiego świętego miał gorącego orędownika w osobie cesarza, który w koście San Bartolomeo złożył relikwie ramienia św. Wojciecha, które otrzymał od swojego sprzymierzeńca, młodego księcia Bolesława (relikwie zostały podzielone między dwie stolice ówczesnego świata - Rzym i Akwizgran). Rzymskie relikwie św. Wojciecha powróciły do Polski w 1928 roku i przechowywane są w skarbcu katedry gnieźnieńskiej.

Sam kościół nie sprawia oszałamiającego wrażenia - agresywny barok nie pozostawia wiele miejsca na średniowieczne reminiscencje - kościół w XVI wieku przebudowano po zniszczeniach, jakich doznał. Kościół ma bardzo klasyczny układ niewielkiej bazyliki z transeptem, apsydą i kaplicami po obu stronach prezbiterium. Pod kościołem znajduje się ottońska krypta, której niestety nie udało nam się zobaczyć.

To, co najciekawsze, to cembrowina studzienki, z wizerunkami Chrystusa Zmartwychwstałego, cesarza (najprawdopodobniej Ottona III), św. Bartłomieja (postać z brodą i księgą) oraz najprawdopodobniej św. Wojciecha. Postać trzymająca w ręku pastorał, ubrana w paliusz uznawana jest za pierwsze przedstawienie św. Wojciecha w ikonografii (nie przez wszystkich historyków - niektórzy uznają, że to przedstawienie św. Paulina z Noli).

Fascynujące jest napotkać w obcym mieście, gdzieś na drugim końcu Europy ślady postaci i wydarzeń tak dobrze znanych z naszej rodzimej historii. Kościół San Bartolomeo może nie jest najbardziej charakterystycznym i najlepiej zachowanym starym kościołem w Rzymie, ale bliski jest polskiej duszy (chociaż o dziwo Polaków tu mało). Miło się odpoczywa słuchając pokrzykiwania ptaków, na murku nad Tybrem. A za Tybrem czeka już na nas Zatybrze, z setkami knajpek i trattorii, gdzie można znakomicie zjeść, wypić i poczuć się trochę jak na krakowskim Kazimierzu...

Galeria: 

Reklama