Rawenna - kościół San Vitale z VI wieku

Przyjeżdżamy do Rawenny prosto z Polski - po kilkunastu godzinach w samochodzie, przeprawie przez Alpy i kilku zmianach pogody. Jest ciepły wieczór, po deszczu, ruszamy w miasto, prosto w rytuał passegiaty - wystrojeni jak do kościoła Włosi spacerują po głównej ulicy miasta, przystają, rozmawiają, śmieją się, jedzą (jedzą dodajmy - kebab, bo właściciele barów i restauracji też są na passegiacie), dzieci biegają plącząc się pod kolanami dorosłych. Tłum uprowadza (bo nie porywa, jesteśmy we Włoszech) nas i płyniemy sobie z nim nie wiedząc gdzie nas prowadzi. Okazuje się, że jest Noc Muzeów, dajemy się ponieść ku oddziałowi Muzeum Narodowego i wśród radośnie śmiejących się grupek, prosto z marszu, wpadamy na rzędy rzymskich i chrześcijańskich sarkofagów, renesansowe Madonny, bizantyjski gruz, na Wielką Historię...

Rawenna to jedno z tych miast, które kiedyś mogły szczycić się mianem stolic świata. Piaszczyste wyspy w lagunie zamieszkałe były już od czasów etruskich, w ręce Rzymu wpadły w II wieku p.n.e. Wielka Historia zagościła w Rawennie po raz pierwszy, gdy w I wieku cesarz Oktawian August zbudował tu potężny port dla swojej śródziemnomorskiej floty - Classe. Ale najważniejszy okres w swojej historii Rawenna przeżywa, gdy w 402 roku zachodni cesarz Honoriusz w obawie przed barbarzyńskimi hordami postanawia przenieść tu stolicę zachodniego cesarstwa z Mediolanu. Port w Classe miał ułatwiać kontrolowanie Morza Śródziemnego i stanowić dogodną drogę ucieczki, kiedy będzie już za późno. A za późno robi się całkiem szybko, bo w 476 Rzym upada, a samozwańczy władca Italii, król Odoaker obiera sobie Rawennę za stolicę. Rawenna przeżywa złoty wiek pod rządami ostogockiego króla Teodoryka, któremu zawdzięcza wiele zabytków o ariańskiej proweniencji, długotrwały pokój i rządy tolerancji (sam król był arianinem). Odbita przez Belizariusza dla bizantyjskiego cesarza Justyniana nie przestaje kwitnąć - Justynian widzi Rawennę jako stolicę odrodzonego Cesarstwa Rzymskiego i inwestuje w jej rozwój. Ale renesans Justyniana nie trwa długo, Biznacjum kurczy się i wycofuje z Zachodu, w VIII wieku Rawennę zdobywają Longobardowie i na tym jej złoty wiek się kończy. Port w Classe zarasta mułem, zabytki niszczeją, miasto się wyludnia, powoli ulega zapomnieniu. Jeszcze stosunkowo niedawno Rawnna była depresyjną prowincją, ale dziś zaczyna odzyskiwać wigor, sprowadził się tu przemysł, a bizantyjskie skarby przyciągają turystów.

Można na Rawennę patrzeć przez pryzmat jej historii, zajrzeć za zasłonę "Wieków Ciemnych", o których tak rzadko mówi się w szkole, a szkoda, bo to okres, w którym kształtowała się Europa - gdzieś pomiędzy spuścizną Rzymu, przyniesionym z Bliskiego Wschodu chrześcijaństwem i plemienną energią barbarzyńców. Można podziwiać jej zabytki - ostatnie wykwity chrześcijańskiego antyku po zachodniej stronie basenu Morza Śródziemnego, ostatnie kostki bizantyjskiej mozaiki przyklejone do włoskiego "buta", świadków zmagań katolickiej ortodoksji i ariańskiej herezji, towarzyszy barbarzyńskich królów, rozbitych między pragnieniem zasymilowania się z kulturowo wyższym Rzymem a zachowaniem odrębności i plemiennej tradycji (tutaj szczególnie polecamy Mauzoleum Teodoryka - zabytek podobny absolutnie do niczego i niepowtarzany). Można dać się uwieść jej prowincjonalnemu urokowi uliczek, kawiarni i cukierni.

Ale dla mnie Rawenna ma znaczenie osobiste. Były takie czasy, kiedy podróże "palcem po mapie" odbywało się bez google maps, street view, wikipedii i niezliczonej ilości stron internetowych na każdy możliwy temat. W tych czasach, zamiast czytać Bravo i ekscytować się losami chłopaków z Backstreet Boys, Michaela Jacksona czy Jona Bon Jovi, ja odbywałam moje podróże placem po mapie przy pomocy starego atlasu geograficznego Polskiego Towarzystwa Kartograficznego, który rozkleił się od zbyt częstego używania i podręcznika do architektury Wilfrieda Kocha, gdzie czarno-białe, schematyczne rysunki musiały wystarczyć do uruchomienia wyobraźni. To właśnie u Wilfrieda Kocha po raz pierwszy spotkałam się z kościołem San Vitale, przeczytałam o jego niezwykłym oddziaływaniu na cały styl romański - i zapragnęłam kiedyś zobaczyć Rawennę. Dziś wiem, że kościół San Vitale nie jest czarno-biały, nie jest tylko bryłą o intrygującym przekroju. Jest feerią kolorów, skrzącym się złotem i zielenią małym cudem świata, z którym może równać się chyba tylko sama Królowa - Hagia Sophia.

Porównanie ze stambulską Królową jest o tyle uprawnione, że oba zabytki mają tego samego duchowego ojca - cesarza Justyniana. Mają też wspólnego starszego brata - kościół św. Sergiusza i Bakchusa w Stambule, którego podobieństwo do San Vitale jest wręcz uderzające. Kościół ufundowany został przez biskupa Ecclesio, przy pomocy finansowej bankiera Giuliano Argentario, jeszcze za czasów panowania Teodoryka. Inspiracja sztuką Bizancjum (które biskup niewiele wcześniej odwiedził) jest ewidentna, szczególnie w centralnym, oktagonalnym założeniu z kopułą. Kościół ostatecznie poświęcił biskup Maksymian, już po odbiciu Rawenny przez Bizancjum. Jego dekoracje i programowe mozaiki doskonale ilustrują politykę kulturalną Justyniana, zakrojoną na umacnianie władzy Konstantynopola i powrót do katolickiej ortodoksji.

Z zewnątrz San Vitale wygląda jak wszystkie inne zabytki bizantyjskie - czyli nijak. Nagie ściany z rudej, płaskiej cegły nie są praktycznie niczym ozdobione, wystające z przysadzistej konstrukcji przyporowe łuki sprawiają trochę pajęcze wrażenie. Ale kościoły bizantyjskie całą swoją potęgę skupiają wewnątrz - perfekcyjnie opanowana sztuka kreowania przestrzeni, gra światłem i przytłaczające swoim bogactwem mozaiki skrzące się wszystkimi kolorami tęczy musiały mieć niezwykłą moc oddziaływania na wiernych. Wchodzimy do San Vitale i okazuje się, że ta moc dalej działa -przynajmniej na nas. Przepiękne przeźrocza empory, z filigranowymi kolumnami umieszczonymi w łukowato wygiętych arkadach, otwierają się na centralną przestrzeń zwieńczoną kopułą. Centralna nawa wraz z kopułą zostały udekorowane w XVIII wieku freskami (cóż, nie można mieć wszystkiego). Warto zwrócić uwagę na kapitele kolumn na pierwszym i drugim poziomie (przydaje się lornetka albo teleobiektyw w aparacie) oraz na relikty mozaik podłogowych. To rozwiązanie przestrzenne stało się inspiracją dla twórców kaplicy cesarskiej w Akwizgranie i większości budowli centralnych epoki romanizmu (przynajmniej tych większych).

Ale to, co najbardziej zwraca uwagę, to prezbiterium, w którym zachowały się kompletne mozaiki, stojące nawet ówcześnie na najwyższym poziomie artystycznym. W konsze apsydy Chrystus w otoczeniu aniołów, świętego patrona - Witalisa - oraz fundatora wręczającego mu model kościoła, króluje siedząc na globie i - zwróćmy uwagę - nie ma brody (to charakterystyczne dla mozaik Rawenny). Po lewej stronie apsydy znajduje się mozaika z przedstawieniem cesarza Justynian w otoczeniu możnych, straży pałacowej oraz w towarzystwie biskupa Maksymiana, po prawej - cesarzowa Teodora i jej damy dworu. Warto zwrócić uwagę chociażby na towarzyszy cesarza - każdy z nich ma indywidualne cechy, mimikę. Po obu stronach prezbiterium mamy sceny biblijne - ofiarę Abrahama, Abrahama przyjmującego trzech aniołów, ofiarę Melchizedeka. Mniejsze przedstawienia starotestametowych proroków, ewangelistów, świętych, aniołów, a także dekoracyjne wizerunki ptaków, pawi, delfinów (!), koszy z kwiatami, dwa miasta - Jeruzalem i Betlejem, a na koniec sklepienie z motywem Agnus Dei - można spędzić długie godziny śledząc detale strojów i elementy krajobrazu ukryte w mozaikach, albo studiując twarze postaci - każda jest bowiem inna i oddana z pietyzmem. Całość sprawia wręcz powalające wrażenie, i widziana z bliska, w detalach, i z daleka, jako jedna, połyskująca tafla jakiegoś niebiańskiego okna, za którym można dojrzeć przebłyski raju. Całości dopełniają panele z ciętego w symetryczne wzory marmuru, którymi obłożone są ściany.

Moglibyśmy spędzić w San Vitale dowolną ilość czasu, ale Rawenna ma jeszcze i inne atrakcje (również bizantyjskie). Dobra rada dla wszystkich podróżujących przez Włochy - skalkulujcie trasę tak, żeby zahaczała o Rawennę. Odnajdziecie tu Wielką Historię, cudną sztukę, wspaniałą atmosferę i mozaiki będące przedsionkiem raju...

Galeria: 

Odpowiedzi

A propos mozaik i San Viatale - może czytaliście, jeśli nie to polecam: G. G. Kay, Pożeglować do Sarancjum oraz Władca cesarzy. Świetna literatura, z mozaikami i Teodorą w roli głównej, choć Teodora tam (jak i wszyscy, łącznie z San Vitale) delikatnie przebrana... A Rawenny zazdroszczę, oj, zazdroszczę. Pozdrawiam!

Reklama