Ratyzbona (Regensburg) - bazylika św. Emmerama z VIII/XI/XII wieku

Kościół i opactwo św. Emmerama sięgają swoimi początkami VII i VIII wieku. Przykład św. Emmerama pokazuje, jak można zostać świętym męczennikiem z wyjątkowo głupiego powodu. Kim był zatem św. Emmeram? Frankijskim biskupem, który w VII wieku przybył do Bawarii, gdyż doszły go słuchy o przypadkach idolatrii, które miałyby tam mieć miejsce. Został przyjęty na dworze księcia bawarskiego Theodo I, gdzie szybko zyskał sobie opinię nobliwego i świątobliwego męża i działał jako misjonarz przez kilka lat. Kiedy córka księcia, Uta zwierzyła mu się, że została uwiedziona przez jednego z dworzan jej ojca i spodziewa się dziecka, św. Emmeram wpadł na genialny pomysł. Polecił dziewczynie, że kiedy wyjedzie do Rzymu, ma powiedzieć swojemu ojcu, że to on, biskup Emmeram, jest ojcem dziecka. Uta posłuchała rady świątobliwego męża, i kiedy ten wyruszył do Rzymu, przekazała ojcu radosną nowinę. Jak można się domyśleć, książę wpadł we wściekłość. I natychmiast wysłał pościg za nieszczęsnym biskupem. W miejscowości Helfendorf książęcy gniew dogonił biskupa, któremu natychmiast zgotowano wymyślne tortury ze skutkiem śmiertelnym. W taki to oto sposób biskup Emmeram został świętym.

Ciało świętego męczennika szybko sprowadzono do Ratyzbony i pochowano w kościele św. Jerzego. Do grobu świętego Emmerama zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów - kościół św. Jerzego nie mógł ich wszystkich przyjąć. Opactwo św. Emmerama, klasztor benedyktynów zostało ufundowane w 739 roku. Bazylikę św. Emmerama zbudowano w miejscu wcześniejszego, wczesnochrześcijańskiego założenia kościelnego z czasów późnorzymskich, w zasadzie na jego planie. Założenie to - mimo późniejszych przebudów i zmian, pozostało w gruncie niezmienione. W apsydzie głównej znalazł miejsce nagrobek św. Emmerama, a na pozostałe święte pochówki miejsce zostało przeznaczone w okrągłej krypcie (Ringkrypta). Kościół zbudowano jako monumentalną, trójnawową bazylikę z trzema chórami (na zakończeniu nawy głównej i naw bocznych).

Samo opactwo odgrywało w średniowieczu wielką rolę w życiu ówczesnej Bawarii. Jego opaci byli orędownikami reformy monastycznej związanej z opactwem w Gorze. Św. Wolfgang w X wieku doprowadził też do rozdzielenie funkcji opata i biskupa Ratyzbony. Z klasztornego skryptorium wychodziły niezwykłe dzieła sztuki, jak chociażby Kodeks Uty, czy sakramentarz Henryka II, cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego. W XIII wieku klasztor uzyskał tytuł cesarskiego opactwa podległego tylko cesarzowi, a w XVIII wieku opaci uzyskali tytuł książęcy. W XIX wieku, po sekularyzacji, budynki klasztorne zostały przejęte przez książąt Thurn und Taxis (znane są dzisiaj jako Zamek Thurn und Taxis), a kościół stał się kościołem parafialnym.

Pierwsza znacząca znacząca przebudowa miała miejsce w 980 roku i polegała na dobudowaniu od wschodu jeszcze jednej krypty - krypty Ramwolda (błogosławionego opata). Dziś krypta Ramwolda nosi ślady barokowych ingerencji i zatraciła swój pierwotny charakter. Kolejna rozbudowa to rok 1049, kiedy to rozebrana zostaje zachodnia fasada i dobudowany potężny, wydzielony zachodni transept z własnym chórem oraz krytą św. Wolfganga. Choć dziś wystrój transeptu jest barokowy, to sam jego ogrom i surowość jego przestrzennej formy robi wrażenie. Kaplica św. Wolfganga to małe arcydzieło romańskiego stylu. Filigranowe, wieloboczne kolumienki podtrzymują sklepienie krzyżowe, a pod ścianą znajdujemy romański tron biskupi. Niestety w 1166 roku potężny pożar niszczy kościół i budynki klasztorne. Kościół zostaje podniesiony z ruin, odbudowany z pieczołowitą wiernością oryginałowi. Z okresu odbudowy kościoła pochodzi również imponująca hala wejściowa (Vorhalle - translate.google.com uroczo tłumaczy to słowo jako "ganek") złożona z czterech przęseł z masywnym filarem pośrodku, sklepiona krzyżowo. Kolejny pożar niszczy dach kościoła w XVII wieku. Wieża kościoła jest renesansowa. Swój obecny, barokowy wystrój, kościół otrzymał w XVIII wieku i od tego czasu wnętrze kościoła wygląda trochę jak ciastko z kremem.

Ale całe szczęście, nie wszystko pokryły barokowe stiuki i miłośnicy romanizmu mogą tutaj znaleźć niejedną perełkę, jak chociażby romańskie płyty nagrobne czy płaskorzeźby św. Emmerama i Chrystusa z XI wieku. Największe wrażenie robią wypreparowane spod tynku ściany oddzielające chóry boczne od chóru głównego, z biforiami, na których zachowały się resztki oryginalnych kolorów. Hala wejściowa, krypta św. Wolfganga, majestatyczny transept - również są w stanie powalić na kolana.

Pokrzepieni u źródeł romanizmu - bo przecież początki bazyliki sięgają czasów karolińskich - ruszamy na ulice Ratyzbony, gdzie czeka nas jeszcze niejedno małe, romańskie objawienie.

Galeria: 

Reklama