Piza - Campo dei Miracoli z XI/XII wieku

Piza - wszyscy ostrzegali nas przed tym miejscem... Tłumaczyli, że to Disneyland dla turystów z Nowego Świata. Miejsce, gdzie hordy młodszych dzieci wyją do księżyca domagając się większej porcji gelato italiano. A hordy starszych dzieci, tych nastoletnich, próbują sobie zrobić zdjęcie z Krzywą Wieżą tak, żeby wyglądało, jakby ratowali ją przed upadkiem, i strzelają sobie selfie tysiące razy na minutę. A wszystko to upchnięte na niewielkiej przestrzeni Campo dei Miracoli. Ale cóż, nie mogliśmy odpuścić sobie tak ważnego romańskiego zabytku, który wywarł olbrzymi wpływ na architekturę całej Toskanii. Plan był prosty - przyjeżdżamy, robimy swoje i uciekamy z tego potępionego miejsca kierując się do Lukki.

Dodamy tylko tyle, że do Lukki nigdy nie dotarliśmy...

Pomijając wspomniane tłumy turystów (nie da się zaprzeczyć, potrafią zepsuć humor), "Plac Cudów" zasłużył na swoją dumną nazwę. Potężna katedra, baptysterium w koronie z pinakli, kampanila zwana pieszczotliwie "Krzywą Wieżą" oraz cmentarz Camposanto tworzą istną cud-kolekcję (a do tego każdy z jej elementów mógłby samodzielnie za cud uchodzić). Jest to pozostałość po czasach świetności Pizy, która w średniowieczu była prawdziwą morską potęgą. Pizańska marynarka w XI wieku oczyściła dużą część Morza Śródziemnego z saraceńskich piratów, na czym wyjątkowo skorzystał handel w regionie, oczywiście kontrolowany przez Pizę. Był czas, kiedy miasto to rywalizowało nawet z Florencją, a historia toskańskiego chleba - obłędnej, puszystej buły z semoli di grano duro, również wiąże się z Pizą. Chleb toskański jest bowiem - niesłony. A to dlatego, że Piza kontrolowała morski handel, a więc i handel solą, a dumni Florentczycy woleli jeść chleb niesłony, niż słono płacić Pizańczykom za sól. Potęga morska Pizy jednak załamała się w starciu z Genuą, poza tym zatoka zarosła mułem. Dziś Piza to leniwe włoskie miasto średniej wielkości, dla pasażerów tanich linii lotniczych brama Toskanii, znana głównie z Krzywej Wieży, która znana jest z tego, że jest Krzywa.

Zacznijmy od baptysterium. Jeden z naszych przyjaciół ukuł piękną metaforę: Campo dei Miracoli wygląda, jakby zbudowali je kosmici, a baptysterium to statek, którym przylecieli. Patrząc na ten dziwaczny, przysadzisty budynek z kopułą i sterczącą koroną gotyckich pinakli, trudno się nie zgodzić. Kłopoty finansowe Pizy cierpiącej wskutek morskiej ekspansji Genui, sprawiły, że baptysterium dokończone zostało dopiero w XIII wieku, już w stylu gotyckim, przez Nicola i Giovanniego Pisano, stąd pinakle, ostrołukowa galeryjka i gotyckie rzeźby, a wewnątrz wspaniały, gotycki pulpit. Do środka prowadzi misterny, romański portal, którego zdobienia zdają się ulepione z ciasta. Baptysterium w Pizie to dzisiaj największe baptysterium we Włoszech, a do tego obdarzone niesamowitą akustyką (przewodnik wycieczek śpiewa po kolei dźwięki oddalone od siebie o tercję, by zabrzmiał trójdźwięk - można tu śpiewać z samym sobą na głosy). Dzieje włoskich stylów architektonicznych plączą się tutaj i zadają kłam wyobrażeniom o średniowieczu - oto budowniczy ery romańskiej podpisuje swoje dzieło imieniem Diotosalvi magister, a w dekoracjach gotyckiego pulpitu pojawia się nagi Herkules. Warto spędzić trochę czasu w baptysterium, przejść się emporą (tak, tu znajdziemy okienko, z którego można zrobić najlepsze zdjęcia katedry z wyglądającą z zaciekawieniem zza cielska budowli Krzywą Wieżą - uwaga, do tego miejsca ustawia się kolejka), popodziwiać misternie zdobione kapitele kolumn, czy trzynastowieczną posadzkę z góry, zapatrzyć się w kopułę. Ale to przecież nie koniec.

To Szok! W Pizie nie tylko Wieża jest Krzywa! Jeśli dobrze przypatrzyć się katedrze, to nie znajdziemy tutaj łatwo dwóch idealnie prostopadłych linii. Któż bowiem buduje tak wielkie budynki na tak niestabilnym gruncie? Pizańczycy dosyć szybko zorientowali się, że się przeliczyli próbując zbudować swoje cuda na piasku, ale zaczęli swoje błędy naprawiać już w trakcie budowy. Dzięki tym interwencjom Krzywa Wieża wciąż jest Krzywą a nie Leżącą Wieżą. A katedra w miarę trzyma się pionu, tylko nie należy się zbyt intensywnie wpatrywać w jej fasady, bo można uwierzyć, że wypite wczoraj Chianti jakimś cudem jeszcze nie wyparowało z krwiobiegu. Olbrzymi budynek trudno ogarnąć wzrokiem - majestatyczna fasada z hipnotyzującymi rzędami kolumienek, dekorowana szkiełkami i ceramiką, z majestatycznymi drzwiami z brązu, kopuła nad skrzyżowaniem naw, potężne ściany dekorowane galeryjkami i monumentalna krzywizna apsydy ledwo mieszczą się w kadrze. Pizańskie arcydzieło, znakomity przykład "pizańskiego stylu" inspirował wielu romańskich budowniczych, nikomu jednak nie udało się powtórzyć jej ogromu.

Katedra znacznie ucierpiała podczas pożaru w 1595 roku i została odbudowana, mało co z oryginalnego wyposażenia katedry przetrwało pożar. Wnętrze - potężna, pięcionawowa nawa główna, trójnawowe transepty, kopuła nad skrzyżowaniem naw oraz majestatyczna apsyda dają wrażenie ogromu i potęgi. ciągnące się w nieskończoność arkady naw, przenikające się plany ścian ułożonych w pasy dwubarwnego kamienia, przywodzą na myśl całkiem uprawnione skojarzenia z architekturą mauretańską. Bazylika kryta jest stropem (dzisiaj bogatym, barokowym stropem kasetonowym), posiada emporę nad nawami bocznymi zarówno w nawie głównej jak i w transeptach, otwierającą się do wewnątrz filigranowymi biforiami i triforiami. Gotycka mozaika w apsydzie - monumentalny Chrystus autorstwa Cimbaue jest jednym z niewielu dzieł sztuki, które przetrwało pożar. Pulpit braci Pisano również przetrwał, ale został skrzętnie uprzątnięty po pożarze do magazynu, a wrócił na swoje miejsce dopiero w XX wieku. Podobnie jak nagrobek cesarza Henryka VII. Ów władca zmarł na włoskiej ziemi w 1313 oficjalnie na malarię, a nieoficjalnie teorie spiskowe mówią, że otruty przy pomocy zatrutej hostii przez przeciwników politycznych.

Krzywa Wieża - czyli zwykła kampanila, jakich wiele we Włoszech - to piękna, misternie zdobiona poziomami kolumienek, filigranowa budowla, znana głównie z tego, że jest Krzywa (cóż, jak dla nas mogłaby wcale nie być Krzywa i dalej być cudem - romańskim cudem). Osiadać zaczęła już w czasie budowy, a jej budowniczowie starali się jak mogli wyprostować ją obciążając ją tak, żeby przynajmniej się nie przewróciła. Dzisiaj do ratowania dalej przechylającej się Krzywej Wieży zaangażowano Amerykańskich Naukowców, którzy ustabilizowali Krzywą Wieżę na tyle, że będąc Krzywą się nie przewróci. Postanowiliśmy nie zwiedzać Wieży, zostawić tą przyjemność dzieciom, a cena biletu - zawrotne kilkadziesiąt euro - oraz czas oczekiwania w kolejce wyraźnie pomogły nam podjąć tę decyzję.

I na koniec Camposanto czyli cmentarz - budynek co prawda nieromański, bo gotycki, ale jako element Campo nie sposób go pominąć. Mało kto tu zagląda, tłumy wolą oblegać Wieżę, poza tym to jednak trochę niesmaczne robić sobie selfie na cmentarzu. Krużganki otwarte na zielony, tchnący spokojem dziedziniec, kryją skarby - nie nagrobki, nie rzeźby - freski, a w zasadzie to, co po nich pozostało... Historia tych - jednych z najcenniejszych w całych Włoszech - fresków, jest smutna i włos jeży na głowie. Triumf Śmierci, którego autorem mógł być Buonamico Buffalmacco lub anonimowy twórca bardzo odkrywczo nazwany "Mistrzem Triumfu Śmierci", został zniszczony jednego, feralnego wieczora w trakcie alianckiego bombardowania, kiedy to od bomby zapalił się dach, a spływający po ścianach ołów zmył freski prawie doszczętnie. To, co przetrwało do dzisiaj, budzi grozę i daje wyobrażenie, jak mogła wyglądać całość i jakiej klasy zabytek bezpowrotnie straciliśmy. W scenach Sądu Ostatecznego, kiedy to umarli wstają z grobów, anioły dokonują upiornej selekcji zbawionych i potępionych. Wrażliwość artysty przemyciła obrazy znane mu z historii Czarnej Śmierci. A nawet prorocze wizje, które przywodzą na myśl Holocaust - anielska selekcja kojarzy się z zupełnie inną selekcją, a zbawieni nie patrzą na Chrystusa, lecz z trwogą spoglądają w stronę piekła. Po wizycie na Camposanto jazgot turystycznego ula zaczął nam przeszkadzać.

Nie spodziewaliśmy się, że w Pizie spędzimy cały dzień i to tylko na Campo dei Miracoli - ale nie sposób było wyrwać się z hipnotyzującego rytmu prawie-mauretańskich arkadek, oderwać wzroku od UFO-baptysterium, a także nie przekrzywiać głowy, patrząc na wieżę, w geście obrony zinternalizowanego układu współrzędnych przed rzeczywistością. Piza to nasze pożegnanie z Toskanią - ruszamy dalej, na północ, do Lombardii, gdzie czeka na nas Pawia i Mediolan. A wszystkim tym, którzy boją się Pizy odpowiadamy - warto, ale odwagi!

Galeria: 

Reklama