Pienza - La pieve di Corsignano od VIII wieku

Tego dnia Toskania postanowiła wyczerpać naszą cierpliwość. Temperatura spadła do 6 stopni, nad zielonymi wzgórzami crete senesi spotkały się dwie burze tocząc bitwę na pioruny, zawiewało lodowatym deszczem, a na szczycie górującego nad okolicą wygasłego wulkanu Monte Amiata spadł świeży śnieg. Przypomnę, że był koniec maja. To był nasz ostatni dzień w okolicach Pienzy, miasta-marzenia papieża-humanisty Piusa II, który ze swojej sennej, rodzinnej wioski postanowił uczynić perłę renesansu. Nazajutrz ruszaliśmy bardziej na północ, do Florencji, Pizy, a potem do Mediolanu. Ubrani na cebulkę we wszystkie ciepłe ubrania wybraliśmy się na rajd po okolicy w poszukiwaniu drogowskazów z napisem vendita diretta, które kierowały do gospodarstw, gdzie prosto od przysłowiowego chłopa kupić można było ser, oliwę czy wino. Nie zabraliśmy aparatu, jeszcze by mógłby zmoknąć.. Potem bardzo tego żałowaliśmy. Kiedy wracaliśmy z cennym ładunkiem na pokładzie (złoty płyn chlupotał w baniaku, starzony w sianie pecorino di Pienza delikatnie rozsiewał wokoło subtelny aromat kiszonki), zwróciliśmy uwagę na jeszcze jeden drogowskaz tuż przy drodze, którą przejeżdżaliśmy codziennie: La pieve di Corsignano. Jak mogliśmy o tym zapomnieć!

La pieve di Corsignano, czyli parafialny kościoł Corsignano, to jedyna pozostałość po rodzinnej miejscowości Piusa II, Corsignano. W renesansowej, starannie zaplanowanej Pienzy już nie ma śladu po wsześniejszych zabudowaniach Corsignano i ich prowincjonalnym charakterze. Został tylko na peryferiach niewielki, zapomniany wkrótce kościółek pod wezwaniem San Vito e Modesto. Sam Enea Silvio Piccolomini, późniejszy Pius II oraz jego bratanek późniejszy Pius III, zostali tutaj ochrzczeni. Pierwsze wzmianki o kościele pochodzą z VIII wieku i potwierdzają istnienie w tym miejscu baptysterium. Sam kościół pochodzi najprawdopodobniej z X wieku, a jego obecny kształt zawdzięcza XIII wiecznej przebudowie. Jako że kościół popadł w zapomnienie, niewiele się tu przez wieki zmieniło, a to, co nadmiarowe usunięto podczas prac zabezpieczających w początkach XX wieku.

Intrygujący jest już sam kształt kościoła, jak i jego zewnętrzne dekoracje. Niewielka świątynka ma bowiem zupełnie niespotykaną, potężną, cylindryczną wieżę, co do której istnieją przesłanki, żeby łączyć ją ze wzmiankowanym wcześniej baptysterium. W czasie napadów rabunkowych, jakie na Corsignano przypuszczały bandy rabusiów, w wieży chroniła się miejscowa ludność.

Fasadę budynku zdobi niewielki portal i biforium. I co ciekawe, we wszystkich dekoracjach rzeźbiarskich fasady trudno doszukać się motywów religijnych. Tak więc w portalu znajdziemy syrenę, a nawet dwie oraz przedstawienia schematycznych sylwetek ludzkich i potworów. Lewa syrena gra na instrumencie przypominającym skrzypce, postacie ludzkie i charakterystycznych spódnicach wydają się tańczyć... Archiwoltę zamykają baranie głowy i rozety (co niektórzy interpretują jakoś ślady działania tu Templariuszy). Drugi, południowy, portal, zdobią płaskorzeźby w stylu lombardzkim, a głównym motywem jest Boże Narodzenie. Warto zwrócić uwagę na poukrywane w zwojach plecionki fantastyczne zwierzęta i twarze.

Ale powróćmy na chwilę do fasady. Zamiast kolumny biforium nad portalem przedzielone jest rzeźbą kariatydy. I tutaj kolejna konfuzja - w kościołach na ścianie szczytowej spodziewać by się można wizerunku Madonny. Ale kariatyda z Pienzy jest prosta, wręcz schematyczna, ubrana w długą spódnicę, stoi wyprostowana, podpierając się pod boki wypinając piersi. Nie przypomina romańskich madonn, raczej rzymskie menady, a nawet ma w sobie jakąś dziką pierwotność bogini-matki.

Okazuje się, że kościółek jest otwarty, więc wchodzimy do środka. Wnętrze sprawia wrażenie zakurzonego, nieużywanego i niesamowicie pierwotnego. Drewniana więźba dachowa, nieregularne, asymetryczne arkady międzynawowe, prosty ołtarz, odwieczny łuk apsydy, ściany bez żadnych fresków czy dekoracji. Ale chwileczkę - jest jedna płaskorzeźba... I znowu zamiast jakiegoś pobożnego przedstawienia świętego tego czy tamtego, mamy tu zawinięte, niepokojące, chtoniczne, pierwotne - węże... Zaglądamy do wieży, schodzimy pod ukrytą pod prezbiterium kryptę, wspartą na kolumnach o ciekawych kapitelach. We wnętrzu warto zwrócić uwagę na chrzcielnicę w romańskim kapitelu - to tu chrzczeni byli papieże z rodu Piccolominich.

Spędzilibyśmy tu na pewno więcej czasu, buszując z aparatem po zakamarkach i okolicznych krzakach, ale cóż - dysponowaliśmy do celów fotograficznych tylko komórką, a nad nami przewalały się burze i hulał wiatr. Uciekliśmy do naszej przerobionej z kurnika czy chlewika chatki, gdzie tego dnia poddaliśmy się i włączyliśmy ogrzewanie. Wszystkim odwiedzającym Pienzę serożercom i winopijcom polecamy to intrygujące, tajemnicze miejsce, gdzie spotkała się przedchrześcijańska symbolika z tradycją papieży-humanistów. A po drodze poszukajcie drogowskazów vendita diretta - będziecie zachwyceni!

Galeria: 

Reklama