Pawia - bazylika San Pietro in Ciel d'Oro z XII wieku

W Pawii Wielka Historia daje o sobie znać na każdym kroku. Ledwo wróciliśmy z niesamowitej bazyliki San Michelle Maggiore, gdzie na mozaice w kolorach spłowiałego różu i błękitu klęczał Fryderyk Barbarossa, gdy pora przyszła spotkać kolejną wielką osobistość średniowiecza - a może raczej późnego, chrześcijańskiego antyku? Tuż przy bramie Cytadeli, nieco na uboczu starego miasta, stoi bazylika San Pietro in Ciel d'Oro - miejsce spoczynku św. Augustyna...

Jak szczątki biskupa z Hippony trafiły do Pawii? Z Afryki, wraz z wygnanymi przez ariańskich Wandalów biskupami, trafiły do Cagliari na Sardynii, skąd - w obawie przed Saraceńskimi piratami - król Lombardii Lituprand zabrał je do Pawii i złożył w kościele, który był poprzednikiem bazyliki. Kościół św. Piotra wspominany jest już w VII wieku, ale dzisiejszy budynek pochodzi z XII wieku. W XIV wieku papież mianował strażnikami relikwii św. Augustyna Augustianów, z tego okresu pochodzi też wspaniały, gotycki nagrobek świętego - Arca di Sant'Agostino. Jednak mnisi napotkali jednak nie lada problem - nie byli w stanie zidentyfikować szczątków swojego patrona! Legenda mówi, że pracujący w krypcie kamieniarze natrafili w pewnym momencie na marmurową skrzynkę, w której znajdowała się następna skrzynka, a w niej jeszcze następna, zawierająca fragmenty kości. Chociaż robotnicy byli niepiśmienni, legenda zarejestrowała, że na ostatniej skrzyni napisane było węglem imię świętego. Niemniej wokół relikwii św. Augustyna wciąż nie brakowało kontrowersji, na co pewnie wpływ miał też fakt, że dwa przylegające do kościoła klasztory zamieszkiwały dwie konkurujące ze sobą społeczności mnisie żyjące wg reguły św. Augustyna - Augustianie i Kanonicy Laterańscy, spierający się o relikwie swojego świętego patrona.

Sam kościół przeżywał równie burzliwe losy, co relikwie św. Augustyna. W czasach napoleońskich kościół został zamieniony na magazyn, popadł w ruinę, a mnisi uciekli do Mediolanu, zabierając ze sobą relikwie oraz Arkę. Złożone bezpiecznie w mediolańskiej katedrze wróciły na miejsce dopiero pod koniec XIX wieku, kiedy to kościół poddano gruntownej renowacji i reromanizacji.

O bogactwie kościoła w czasach jego świetności najlepiej świadczy jego nazwa San Pietro in Ciel d'Oro - "złote niebo", o jakim mowa mogło odnosić się do złotej mozaiki w apsydzie lub innych złotych dekoracji. Zbudowany wg kanonicznych zasad lombardzkiego romanizmu składa się z trójnawowego korpusu nawowego, krótkiego transeptu, kopuły nad skrzyżowaniem naw, trzech apsyd i krypty. Budynek zbudowany jest z cegły, z elementami białego piaskowca, z którego wykonano najpiękniejsze elementy dekoracyjne, m.in. smukły i elegancki portal. Charakterystyczna, przysadzista fasada ze ślepą galeryjką na szczycie, dwoma poziomami okien oraz portalem flankowanym przez dwie ślepe arkady, jest niezwykle harmonijna. Misternie rzeźbione w roślinne i kwiatowe motywy wałki archiwolt portalu wydają się ulepione z ciasta. Latarnia i apsyda zdobione są ślepymi galeryjkami z arkadek. Pierwotnie przed kościołem znajdował się narteks.

Wewnątrz zwraca uwagę przysadziste sklepienie wsparte na potężnych filarach międzynawowych. Wnętrze jest nieco mroczne, monumentalne. Podniesione prezbiterium skupia uwagę na grobowcu świętego Augustyna, marmurowym, gotyckim arcydziele. Fresk w apsydzie jest dziewiętnastowieczny, pochodzi z czasów renowacji kościoła. Klasyczne, lombardzkie rozwiązanie z kopułą na skrzyżowaniu naw, doświetloną okienkami bębna, sprawia, że prezbiterium skupia światło i zdaje się świetlistą plamą w ciemnym wnętrzu. Potężną apsydę główną flankują przylegające do transeptu mniejsze apsydy boczne.

Warto zejść do krypty - jak na lombardzki kościół przystało obszernej i bogato zdobionej. Znajdziemy tu grobowiec Boetiusa, filozofa późnego antyku, który znalazł swoje miejsce w Raju Dantego.

W nawie głównej, pod posadzą pochowany jest też sam król Lituprand. Z ciekawostek wymienić należy sześciokątną mozaikę posadzkową w apsydzie. Z oryginalnych, a nawet późniejszych dekoracji, niewiele (a w zasadzie prawie nic) się nie zachowało, za co podziękować należy żołnierzom pewnego niewysokiego mieszkańca Korsyki z zamiłowaniem do potężnych kapeluszy.

Będąc w Pawii nie sposób nie zajrzeć tu chociaż na chwilę - żeby popodziwiać jeszcze jeden przykład lombardzkiego romanizmu, ale też, żeby podumać przez chwilę nad grobem jednej z najważniejszych postaci późnego antyku, średniowiecza i całego zachodniego chrześcijaństwa.

Galeria: 

Reklama