Předklášteří /Tišnov - opactwo Porta Coeli z XIII wieku

To był już koniec naszej czeskiej przygody i pora było zacząć myśleć o wracaniu do domu. Dolaliśmy sobie do kieliszków veltlinskego zelenego z wielkiego, plastikowego baniaka, który kupiliśmy za grosze od miejscowego, morawskiego winiarza z naszej wioski i otworzyliśmy atlas samochodowy Czech, żeby powoli zacząć planować trasę powrotną. Ale coś przykuło naszą uwagę - dopisek Porta Coeli przy miejscowości Tišnov. Sprawdziliśmy w przewodniku - ani słowa. Ale od czego jest internet - wpisaliśmy Porta Coeli w Google i kiedy zobaczyliśmy wyniki pomyśleliśmy, że Google się myli. Czy to Burgundia? A może Włochy? Nie, to Tišnov, opcatwo Porta Coeli , "niebiańskiej bramy" (skojarzenie z portalem jak najbardziej uzasadnione). Po raz kolejny przekonaliśmy się, że Google się nie myli...

Cóż było zrobić, trzeba było do przedmieścia Tišnova zwanego - jakże odkrywczo - Předklášteří pojechać i sprawdzić na własne oczy, co to za cuda, sprawdziwszy wcześniej - nauczeni doświadczeniem - godziny prohlidki. Z autostrady na Brno (patrząc od Krakowa) jest tu zaledwie kilkanaście kilometrów, więc w drodze na winem płynące Morawy można tu się zatrzymać na chwilę i popodziwiać chociażby portal, jeżeli na prohlidkę akurat się nie trafi.

Klasztor cysterek założyła tu królowa Konstancja, żona króla Przemysła Ottokara I w 1230 roku i po śmierci męża spędziła tu resztę życia. Tu jest też pochowana, chociaż jej grobowiec nie został potwierdzony. Tutaj pochowany jest też jej syn, margrabia Moraw Przemysł. Klasztor cysterek działał tutaj nieprzerwanie do XVIII wieku, kiedy to dekretem Józefa II został skasowany. Kościół został kościołem parafialnym, a budynki klasztorne cesarz wynajął manufakturze tekstylnej. Cysterki powracają tu w XIX wieku po wykupieniu zabudowań klasztornych przez konwent z Marienthal. Klasztor zostaje ponownie zlikwidowany w 1950 roku przez władze komunistyczne, a siostry wracają tu dopiero w latach dziewięćdziesiątych.

Porta Coeli to typowe założenie cysterskie, z prawie już gotyckim kościołem pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i zabudowaniami klasztornymi, w skład których wchodzą piękne, ostrołukowe krużganki, czy refektarz (niestety ani w kościele, ani w klasztorze nie wolno robić zdjęć, dura lex prohlidki , dlatego w galerii publikujemy skany pocztówek z widokami wnętrz klasztoru). Kościół to klasyczna, cysterska bazylika z transeptem o ostrołukowych arkadach, sklepieniu krzyżowo-żebrowym i prosto zamkniętym prezbiterium, bez większych dekoracji, z biało tynkowanymi ścianami i wyeksponowanymi ciosami żeber.

To, co robi tu największe wrażenie, to portal, owe "bramy niebios". Na poły romański, na poły gotycki, ostrołukowy, o bogato zdobionej w motywy roślinne i zwierzęce archiwolcie, hieratycznie romańskim jeszcze tympanonie przedstawiającym Chrystusa królującego i fundatorów składających mu u stóp świątynię. Figury apostołów w uskokach portalu można już śmiało nazwać gotyckimi - smukłe postacie w kontrapoście już zapowiadają nowy styl i nową epokę. Portal flankują sympatyczne romańskie lwy. W zdobieniach portalu wiją się wśród pędów winorośli różne przedziwne stwory ze średniowiecznego bestiarium. Portal można spokojnie nazwać monumentalnym, robi on niesamowite wrażenie i słusznie zapracował na miano "bram niebios".

Prawie do samego Tišnova można z Krakowa dojechać autostradą. Niecałe 30 kilometrów stąd do Brna. A Morawy same w sobie to świetna weekendowa destynacja, cudowna kraina, gdzie nie tylko można podziwiać zabytki romańskie, ale i miło spędzić czas z kieliszkiem czegoś zielonego...

Galeria: 

Reklama