Ostrów Lednicki - piastowskie palatium z kaplicą

Obejrzyj nasz film: Ostrów Lednicki - zawiłe piastowskie początki

Był zimny, kwietniowy dzień, wicher ciągnący od jeziora przenikał do szpiku kości, w przystani nie było żywej duszy. A my, zacierając ręce, czekaliśmy na prom, żeby odrobić jedną z największych naszych zaległości względem najstarszej polskiej architektury murowanej. Jakoś się do tej pory nie składało i przez ponad dziesięć lat tworzenia Albumu Romańskiego nie udało się nam zawędrować na Ostrów Lednicki. Gdy więc się tylko nadarzyła okazja, nie przejmując się ziąbem - wsiedliśmy na prom.

To jedno z takich miejsc, w których historia aż tętni. Wyobraźnia wskakuje na wysokie obroty, podpowiadając jak za czasów piastowskich mógł wyglądać prężny ośrodek grodowy, który powstał na wyspie na jeziorze Lednica, na szlaku między Poznaniem a Gnieznem. Bo trzeba tu powiedzieć, że przeprowadzone przez archeologów najnowsze badania dendrochronologiczne mocno zmieniają nasze wyniesione ze szkoły wyobrażenia o tym, jak rozwijało się państwo pierwszych Piastów. Wbrew wcześniejszym poglądom, jakoby był to ewolucyjny, rozłożony na pokolenia proces, okazało się, że najważniejsze ówczesne grody: Poznań, Gniezno, Ostrów Lednicki, Giecz, Grzybowo i Ląd - powstały w ramach nie procesu, lecz programu, przeprowadzonego szybko i z rozmachem. Nowi władcy zamanifestowali swoją potęgę, w leśnej krainie budując potężne siedliszcza o wałach w nowoczesnej, hakowej konstrukcji, i z kamiennymi budowlami.

W południowej części Ostrowa Lednickiego stanęło potężne, piętrowe palatium z płasko łamanego kamienia, podzielone w dolnej części na cztery pomieszczenia. Z sieni na osi budynku prowadziły na piętro schody. Na zachodnim jego krańcu znajdowała się duża aula na planie kwadratu i z dwoma czworościennymi filarami po środku, na których wspierał się strop.

Do palatium przylega od wschodu oktogonalna kaplica na planie krzyża greckiego, z apsydą. Jak pisze Zygmunt Świechowski, pozostałości nisko osadzonych okien w północnej ścianie oraz okrągłej klatki schodowej świadczą o tym, że istniała w niej empora. Ale najbardziej frapującym znaleziskiem są dwa zagłębienia w północnym i południowym ramieniu krzyża stanowiącego plan kaplicy. Badacze, kojarząc budowlę z piastowskim przedsięwzięciem chrystianizacji, uznali je za baseny chrzcielne. Stąd był już tylko krok, żeby uznać, że to właśnie tutaj Mieszko I wraz z dworem przyjął w 966 roku chrzest. Monumentalna budowla byłaby godna takiego wydarzenia. Samo zaś palatium uznawano nawet za episcopium, siedzibę misyjnego biskupa Jordana. 

Na tablicach ustawionych na Ostrowie Lednickim można przeczytać, że budynek powstawał w dwóch fazach z czasów przedromańskich, "których ramy chronologiczne nakreślono na lata 965-1000 (faza I), 1000 r. - początek XII w. (faza II). Czytamy tam:

"Choć ostatnio podnoszone są krytyczne oceny wczesnego datowania tych reliktów, to traktują one ten zabytek w oderwaniu od jego archeologicznego kontekstu, który wskazuje powstanie palatium w pierwszych dziesięcioleciach 2. poł. X w. W tej sytuacji uznanie księcia Mieszka I za fundatora budowli wydaje się zasadne".

Niestety, datowanie tę piękną, działającą na wyobraźnię koncepcję mocno komplikuje. Choć zespół palatium i kaplicy znajduje się wewnątrz wałów grodu rozbudowanego w latach 60. X wieku, to jednak sam budynek jest późniejszy. Jak podaje Świechowski:

"Datowanie na 2. połowę X wieku w pełni zasadne w stosunku do wałów drewniano-ziemnych, mostów i drewnianej zabudowy mieszkalnej grodu nie ma przełożenia na czas powstania palatium. W kontekście materiału porónawczego obejmującego zarówno inne rezydencje wczesnopiastowskie, jak i podobne założenia na obszarze Cesarstwa Niemieckiego czas ten przypada na pierwsze trzydziestolecie XI w. ze wskazaniem na lata dwudzieste. Dodatkowe potwierdzenie przynoszą wstępne próby wyznaczenia wieku reliktów założenia sakralno-pałacowego metodą 14C". [Z. Świechowski, "Katalog architektury romańskiej w Polsce", DiG, Warszawa 2009]

I dalej:

Hipotezy, a nawet twierdzenia dotyczące rzekomych etapów i przekształceń będących wynikiem zmiany użytkowania są pozbawione podstaw.

Również Przemysław Urbańczyk bezlitośnie obchodzi się z wizją chrztu Mieszka w monumentalnej budowli pałacowo-sakralnej na Ostrowie Lednickim, podkreślając, że inwestycję tę przypisuje się dziś dopiero Bolesławowi Chrobremu, "który wzniósł bardzo podobne kompleksy pałacowo-kościelne również w Gieczu i w Przemyślu" ["Mieszko w tajemnicę osnuty", "Tygodnik Powszechny" 16/2016]. Wygląda więc na to, że gdy książę Mieszko przyjmował chrzest, na Ostrowie Lednickim funkcjonował wprawdzie prężny gród, ale władca mógł się tam najwyżej zatrzymać na popas, podróżując między Gnieznem a Poznaniem. Palatium ani kaplicy zwyczajnie jeszcze wtedy tam nie było.

No dobrze, ale co z tymi basenami chrzcielnymi? O nich prof. Urbańczyk również wypowiada się sceptycznie, stwierdzając, że może być podobnie, jak w przypadku rzekomych mis chrzcielnych pod katedrą w Poznaniu oraz przy kościele św. Mikołaja w Wiślicy, z których pierwsza okazała się dołem do mieszania zaprawy wapiennej, a druga naturalną formacją krasową. Biorąc pod uwagę, że inwestorem kompleksu na Ostrowie był Bolesław Chrobry, badacz zastrzega, że jeżeli te dwa tajemnicze zagłębienia rzeczywiście służyły chrztom, to mogło chodzić o chrzest członków elit z podbijanych przez Bolesława terenów. Dodaje jednak, że ówczesna ikonografia sugeruje, iż możnych nie chrzczono wówczas w żadnych basenach czy misach chrzcielnych, lecz... w beczkach wystawianych przed katedrą (pospólstwo zaś po prostu nurzano w najbliższej rzece). W takiej beczce mógł zostać ochrzczony także Mieszko I, np. na Ostrowie Tumskim w Poznaniu, najpyszniejszym pośród wczesnopiastowskich grodów.

Prof. Świechowski także nie ma złudzeń: "Jako bezpodstawne należy określić wciąż ponawiane próby przypisania kaplicy funkcji baptysterialnych - pisze, nie ciągnąc dłużej tematu [ibidem].

Ale to nie znaczy, że wielka historia nie rozgrywała się na Ostrowie Lednickim. Obok tzw. kościoła grodowego, jednonawowej świątyni z prosto zamkniętym prezbiterium, rówieśniczki palatium, archeolodzy odnaleźli bowiem drobiazg przecudnej urody i ogromnego znaczenia. Oblepione osadami spalenizny i gliną, niespełna sześciocentymetrowe puzderko w kształcie równoramiennego krzyża ze złoconej srebrnej blachy. To stauroteka - relikwiarz na drzazgi Drzewa Krzyża. Dekorowana perełkowym ornamentem i dość koślawymi rozetkami, przy prawym ramieniu krzyża opatrzona chrystogramem XC i krzyżowym wycięciem pośrodku, umożliwiającym kontakt z relikwią zawiniętą w tkaninę, której resztki zachowały się wewnątrz, lednicka stauroteka jest najstarszym relikwiarzem z terenów państwa piastowskiego. No dobrze - nie jest to arcydzieło, sami badacze zauważają, że udekorowano ją dość niestarannie (więcej na jej temat można przeczytać w tomie "Stauroteka Lednicka" pod redakcją Andrzeja M. Wyrwy, dyrektora Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, którą w formacie pdf można bezpłatnie pobrać z tego linku) - ale wielbicielom sztuki romańskiej na jej widok żywiej zaczyna bić serce. To przecież dokładnie ten sam rodzaj koślawości i niezgrabności, który czyni romańską sztukę tak jedyną w swoim rodzaju.

Według wspomnianego wyżej opracowania, takie stauroteki tworzono między IV a końcem X wieku. Lednicka stauroteka naleziona została w gruzowych warstwach archeologicznych datowanych na okres 2. połowy X do 1. połowy XI wieku. Co oczywiście nie wyklucza, że sama w sobie jest starsza. Pochodzić mogłaby z kręgu bizantyjskiego, tamtejsi bowiem złotnicy ściśle przestrzegali zasady, że posiadacz relikwiarza powinien móc mieć bezpośredni kontakt z relikwią, umożliwiany przez takie wycięcia, jak na staurotece lednickiej. Kontekstem dla bizantyjskiego pochodzenia lednickiego cacuszka może być znaleziona tam niezmiernie rzadka moneta bizantyjska z czasów cesarza Bazylego II (976-1025). Także wizerunek Ukrzyżowanego odkryty na kawałkach skórzanej oprawy relikwiarza, obecnie zaginionych, kojarzony jest z Bizancjum.

Skąd wzięła się na Ostrowie Lednickim? Otóż relikwiarze Drzewa Krzyża po wielokroć stanowiły w Europie królewski bądź biskupi dar dla kościelnych fundacji bądź innych zaszczycanych w ten sposób władców i hierarchów. Takim darem mogła też być lednicka stauroteka. Czy mogła zostać ofiarowana Mieszkowi przez Ottona I albo Bolesławowi Chrobremu przez Ottona III? Czy kościół grodowy na Ostrowie Lednickim był sanktuarium bezcennej dla Piastów relikwi, o której pamięć zaginęła potem w mrokach dziejów? To tylko hipotezy, ale jak w powyżej przywołanym opracowaniu przyznaje Janusz Górecki - jakże kuszące.

Może i nie była miejscem chrztu Mieszka I, lednicka wyspa pozostaje jednak miejscem, gdzie działa się wielka historia, a jej powiew, choćby lodowaty, czuć do dziś. Bywały tu elity ówczesnego świata chrześcijańskiego, a sama wyspa była prężnym grodem, do którego prowadziły dwa imponujące mosty osadzone na palach wbitych w dno jeziora. Wreszcie - nie brak tu też innych frapujących znalezisk, jak złota blaszka o trójkątnym kształcie, którą polski archeolog pracujący w Szwecji Władysław Duczko, poprzez podobieństwo do srebrnej zawieszki znalezionej na Olandii, interpretuje jako zawieszkę w kształcie... Mjölnira - młota skandynawskiego boga Thora [artykuł w: "Ostrów Lednicki. Rezydencjonalno-stołeczny ośrodek pierwszych Piastów", pod red. Z. Kurnatowskiej i A. M. Wyrwy, Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa 2016].

Swoisty wczesnopiastowski renesans zakończył najazd Brzetysława w 1039 roku. Ostrów Lednicki obrócono wtedy w perzynę. Później odrestaurowany w XII wieku na potrzeby siedziby kasztelanii, przez Jana Długosza w XV w. wspominany jest już tylko jako ruina dawnej świetności. Pamięć o świętej relikwii Drzewa Krzyża i o sensie lednickich budowli nie przetrwała. Tym bardziej to niezwykłe miejsce porusza wyobraźnię.

Jeśli nigdy tu nie byliście - jedźcie natychmiast. Jeśli byliście dawno - wróćcie, bo Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy robi tu fantastyczną robotę. W jego siedzibie nieopodal przystani promowej znajdziecie m.in. rekonstrukcje lednickich mostów, czy niebywale długą łódź bojową wydobytą z dna jeziora, i zobaczycie lednicką staurotekę na własne oczy. A wszystko w nowoczesnej, przyjaznej atmosferze. Na romańskim szlaku to punkt obowiązkowy.

Galeria: 

Reklama