Betlejem - Bazylika Narodzenia z IV-VI wieku

Przybieżeli do Betlejem... Pomyśleliśmy, że będąc w Jerozolimie nie sposób nie odwiedzić położonego niedaleko Betlejem. Ale okazuje się, to wcale nie takie proste. Betlejem bowiem leży w Autonomii Palestyńskiej, a od Izraela oddziela je wysoki na kilka metrów mur, jedna z najmocniej strzeżonych granic świata. Ale podejmujemy wyzwanie - z palestyńskiego dworca autobusowego we Wschodniej Jerozolimie ruszamy niepozornym busikiem na wschód, czeka nas jeszcze przesiadka na pustyni do innego autobusu, checkpoint przy murze i oto jesteśmy w innym świecie. Uprzejmy, palestyński taksówkarz już wymyślił nam całą trasę podróży po Palestynie, zaczynając od Herodionu, a skończywszy na Jerychu, na koniec zaś kolacja z jego rodziną i wizyta w sklepiku jego ojca. Jedziemy wzdłuż muru, wymalowanego przez marzących o wolności palestyńskich graficiarzy, taksówkarz proponuje przystanek na zdjęcia. Nie chcemy jednak z symbolu bliskowschodniego konfliktu robić atrakcji turystycznej. Wyłączamy kamerę, chowamy aparaty - chcemy uwiecznić to, co jest Palestynie piękne, nie smutne. Na Placu Żłóbka żegnamy niepocieszonego taksówkarza i ruszamy na spotkanie z naszą pierwszą, monumentalną bizantyjską bazyliką...

Choć zdania na temat Betlejem jako rzeczywistego miejsca przyjścia na świat Jezusa są podzielone, to tradycja wiążąca to miejsce z tym wydarzeniem sięga II wieku n.e. Wskazana przez św. Justyna Męczennika grota została w IV wieku obudowana kościołem przez św. Helenę, matkę Konstantyna Wielkiego (wcześniej w tym miejscu znajdowała się rzymska świątynia Adonisa). Po zniszczeniu przez Samarytan w VI wieku kościół został odrestaurowany i powiększony przez cesarza Justyniana. Od tamtej pory mimo zmieniających się władz, od Persów (którzy podobno rozpoznali na mozaikach przedstawiających Trzech Króli szaty pochodzące z ich kręgu kulturowego i oszczędzili kościół) przez Arabów, Krzyżowców (to tu został koronowany pierwszy król Królestwa Jerozolimy Baldwin I), Turków, Jordańczyków - kościół cieszy się względnym spokojem. Ostatnio, podczas drugiej Intifady Betlejem znów stało się miejscem dramatycznych wydarzeń, bazylika była przez pewien czas okupowana przez Palestyńczyków, a w środku umieszczono ładunki wybuchowe.

Wejście do kościoła jest tak niepozorne, że aż je przegapiliśmy i w środku znaleźliśmy się przechodząc przez kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej. W czasach Krzyżowców kościół został silnie ufortyfikowany i stąd trudności w odnalezieniu wejścia, którym okazuje się być otwór nieco mniejszy niż zwykłe drzwi po lewej stronie monumentalnej fasady. Po lukrowanym, dziewiętnastowiecznym wnętrzu kościoła św. Katarzyny chłód, cisza i wiekowa dostojność wnętrza bazyliki Narodzenia wręcz rzucają na kolana. Majestatyczne, poczerniałe ze starości kolumny pokryte ledwo widocznymi malowidłami podtrzymują masywną ścianę nawy głównej, przyozdobioną pozostałościami bizantyjskich mozaik. Nawy boczne (a jest ich cztery) oraz nawa główna nie posiadają sklepienia - patrząc w górę widzimy majestatyczną, otwartą więźbę dachową. Zamknięte apsydą prezbiterium oddzielone jest od reszty kościoła monumentalnym ikonostasem. Również ramiona transeptu (też zakończone apsydami) oddzielone są od kościoła - wchodzi się do nich przez niewielkie drzwiczki z naw bocznych.

Nacieszywszy się bizantyjskimi mozaikami, ustawiamy się w kolejce która zaczyna tworzyć się przy wejściu do prawego ramienia transeptu. Tędy wchodzi się do Groty Narodzenia. Kolejka jest w miarę krótka, a w kościele pusto - jest niedzielny poranek, trwają nabożeństwa, więc turystów jest odpowiednio mniej. Podobno "w sezonie" na czekaniu można spędzić tu kilka godzin. W kolejce zostajemy przygarnięci przez grupę ekstrawertycznych Amerykanów pod opieką sympatycznego jezuity - razem z nimi schodzimy do Groty, gdzie nasi nowo poznani przyjaciele śpiewają Silent Night. Przewodnik pokazuje nam pozostałości żłóbka (katolicy w pobliskim kościele św. Katarzyny mają własny), każdy chce dotknąć oznaczonego gwiazdą miejsca narodzenia Jezusa.

Pożegnawszy naszych Amerykanów idziemy przespacerować się uliczkami dookoła Bazyliki, oklejonymi plakatami wyborczymi partii Fatah z twarzą Jasera Arafata, podczas gdy z pobliskiego sklepiku z pamiątkami Eleni śpiewa "Do wiedzenia, mój kochany, do widzenia". Tak, pora wracać do Jerozolimy, a przed nami jeszcze smutny rytuał przekraczania muru, żołnierze z gotową do strzału bronią, psy, skanery, wykrywacze metalu, ziemia niczyja... Tak tu blisko, a tak daleko...

Galeria: 

Reklama