Densus - cerkiew pw. św. Mikołaja, zbudowana z pozostałości rzymskiego miasta, XIII wiek

Jeśli uważasz, że wiesz już wszystko (a przynajmniej wiele) o architekturze romańskiej i nic Cię już nie zaskoczy - pojedź do Densus.

Droga do Densus była naprawdę upiorna - najpierw niewyobrażalny korek na drodze E68 (Timisoara-Alba Julia), potem ruiny opuszczonego kombinatu stojącego w szczerym polu niczym Nowa Huta po katastrofie nuklearnej, a na koniec stado szarżujących gęsi. Denus leży około 13 kilometrów na zachód od Hateg, przewodnik Bezdroży podpowiada - należy kierować się drogą na Carneberes (droga nr 68, nie mylić z E68) i w miejscowości Totesti skręcić w prawo. Densus co prawda nie ma na mapie (jak zresztą wielu miejscowości, dróg i innych obiektów w Rumunii), ale drogowskazy "Biserica Densus" doskonale prowadzą nas na miejsce. A miejsce - jest niezwykłe.

Ci, którzy znają twórczość Terry'ego Pratchetta doskonale wiedzą, kim jest Igor. Igor to stworzenie żyjące w zamieszkałej przez wampiry krainie Uberwald, zajmujące się usługiwaniem szalonym naukowcom i śmiertelnie bladym hrabinom o niezdrowych skłonnościach oraz eksperymentowaniem z biotechnologią. Igor zatem składa się w większości z części zamiennych, poskładanych ze starych znajomych, rodziny, a czasem przypadkowych ofiar szalonych naukowców i hrabin, mistrzowsko, ale niekoniecznie estetycznie poskładanych w całość. Nie powinno dziwić u Igora sześć palców, czy szew idący prosto przez czoło. Czy spotkaliśmy w Transylwanii Igora? Tak. W Densus.

Świątynia w Densus - czyli nasz Igor - to trzynastowieczna cerkiew zbudowana na wzór romańskiego kościółka z pozostałości rzymskiego miasta Ulpia Traiana (Sarmizegeutusa). Ta niesamowicie wyglądająca budowla ma w sobie rzymskie rury kanalizacyjne (dzisiaj - okrągłe otwory okienne), ołtarze (dziś postawione jeden na drugim tworzą filary), płyty (tworzące sklepienie kopuły), lwy (wmurowane po bokach apsydy) i kolumny (dziś stojące przy ścianie północnej). Spod fresków wyglądają łacińskie inskrypcje, obok Boga Ojca i cherubinów mamy tu wilczycę kapitolińską. Przeszczep się udał, pacjent żyje, wygląda tylko nieco groteskowo. I fascynująco.

Do środka wpuszcza nas starszy pan sprzedający pocztówki. Chętnie kupilibyśmy coś, ale nie mamy drobnych. Dostajemy folderek za darmo. Dziadek kręci głową pokazując na aparat - nie można robić zdjęć. Potem zmienia zdanie widząc naszą bezgraniczną fascynację. Puszcza oko, gestem zachęca do zrobienia zdjęć. Tylko żebyśmy koniecznie sfotografowali ikonę świętego Mikołaja. Robi się ujmująco rozmowny, nie przejmując się, że nie rozumiemy ani słowa.

[img_assist|nid=289|title=|desc=Rzut kościoła w Densus|link=none|align=right|width=300|height=188]Wnętrze maleńkiej cerkwi w Densus stoi na czterech filarach zbudowanych z postawionych jeden na drugim rzymskich ołtarzy. Częściowo zatynkowane i ozdobione freskami służą za romańskie filary. Spod tynku widać jednak fragmenty rzymskich inskrypcji zdradzając ich pochodzenie. Na tych filarach opiera się prymitywna kopuła, nad nią zaś znajduje się wieża zdobiona tym, co miejscowi budowniczowie znaleźli w ruinach Sarmizegeutusy. Prezbiterium to niewielka apsyda oddzielona dzisiaj od maleńkiej nawy prostym ikonostasem wykonanym z desek, ozdobionym obrazami i plastikowymi kwiatami. Wewnątrz - ołtarz okryty ceratą i niesamowite freski. Ściany wnętrza pokrywają urzekające wizerunki, z których część ma wydrapane oczy. To ślady agresji symbolicznej o podłożu ikonoklastycznym, pozostałość po najeździe tatarskim. Okienka są rozglifione, na wieży imitacja biforium (z braku elementów zakończonych półkoliście, mamy po prostu dwudzielne okno). Całość obiega ułożony misternie z cegieł fryz.

Do środka prowadzi proste wejście (portal to chyba za dużo powiedziane...), nad nim prostokątna wnęka z fragmentami fresku. Dookoła ruiny czegoś w rodzaju narteksu i zakrystii. Obok niewielki cmentarz, wśród grobów poniewiera się jeszcze sporo rzymskich pozostałości (cmentarz historii i mało wyszukana metafora czy rezerwuar części zamiennych dla naszego Igora?).

Wizyta w Densus pozostawia romańskiego podróżnika w poczuciu fascynacji i zarazem konfuzji. Okazuje się, że nasze wyobrażenie sztuki romańskiej należy zrewidować, a przynajmniej utworzyć wewnątrz niego kategorię "dziwne". Małe romańskie Archiwum X, właśnie na potrzeby zabytków takich, jak Densus.

Densus to zatem lektura obowiązkowa. Być w Transylwanii i nie spotkać ani jednego Igora to niedopatrzenie!

Galeria: 

Reklama