Avrig (niem. Felck, węg. Felek) - kościół z XIII w.

Niedaleko Sibiu, nad rzeką Olt leży miasteczko Avrig. Łatwo tu trafić, gdyż leży przy głównej drodze z Sibiu do Braszowa (E68). Warto się tu zatrzymać w drodze z jednej transylwańskiej metropolii do drugiej, chociażby po to, aby popodziwiać panoramę gór Fogaraskich, najwyższego pasma Karpatów Południowych. Zresztą Fogarasz towarzyszy nam przez całą drogę z Braszowa do Sibiu umilając drogę spędzoną głównie w korkach spowodowanych remontami trasy.

Do Avrig docieramy o zachodzie słońca. Sympatyczna żona pastora wpuszcza nas jeszcze do ogrodu i kościoła, gdzie w towarzystwie dzieci podziwiamy to, co zostało z romańskich czasów. Kościół w Avrig zbudowali w XIII wieku saksońscy koloniści. W XVII wieku otoczono go murem, tworząc z niego namiastkę transylwańskich kościołów obronnych. Dzisiaj najciekawszy w kościele w Avrig jest portal - zdobią go dwie pary kolumienek spięte dwoma wałkami archiwolty. Gładki tympanon wypełnia późniejsza inskrypcja w języku niemieckim, zewnętrzny łuk archiwolty znaczą ślady dawnej dekoracji malarskiej. Kolumienki mają bogato zdobione motywami roślinnymi kapitele. Nad kolumienkami znajdują się też rzeźby - te po prawej stronie portalu to postacie: świętych, fundatorów (?), te po lewej są już zupełnie nierozpoznawalne (chociaż można się domyślić, że to również były... postacie).

We wnętrzu nie znajdujemy wiele romańskich pozostałości. Kruchta wieżowa zachowała krzyżowe sklepienie, prezbiterium nie, chociaż ukryte w rogach pozostałości łuków pozwalają się domyślić, że tu również znajdowało się sklepienie krzyżowe. W prezbiterium zachowała się mała piscina, po bokach nawy zaś - charakterystyczne dla transylwańskich kościołów wnęki. Na stronie internetowej regionu Avrig czytamy, że pierwotnie była to bazylika. Trochę nie chce nam się w to wierzyć.

Żegnamy się z rodziną pastora i wracamy na trasę, szukać noclegu w okolicach przeżywającego turystyczny boom Sibiu. Znajdujemy pachnący smołowanym drewnem pensjonat zagubiony u podnóży majestatycznych gór Fogarasz. Jest ciepły, letni wieczór, jest weranda i butelka wina przywieziona jeszcze z Eger. Żyć, nie umierać...

Galeria: 

Reklama