Asti - krypta kościoła San Anastasio z VIII-XII wieku

Asti to niewielkie miasteczko w Piemoncie znane głównie z wina - to stąd pochodzi słynna Barbera d'Asti i Moscato d'Asti. Miasteczko o tyle sławne wśród wielbicieli nebbiolo, co dziwnie turystycznie niewyeksploatowane. Trafiamy tu na początku sezonu, ale rzesz turystów jakoś nie widać. Podziwiamy więc w spokoju senne uliczki, lodziarnie, kawiarnie, wystające zza kamieniczek wieże mieszkalne. I oczywiście zabytki romańskie.

Jednym z bardziej niezwykłych zabytków Asti jest muzeum San Anastasio - gigantyczne lapidarium pozostałości po benedyktyńskim opactwie sięgającym w swojej historii głębokiego średniowiecza. Sporo pozostało tu gruzu - masywnych romańskich kapiteli, rzeźb (wyróżnia się niezwykły tympanon z Chrystusem przypominającym buddyjskiego mnicha), ale też gotyckich i późniejszych pozostałości. Ale największą atrakcją muzeum jest cudem zachowana - podobno oszczędzono ją po to, by składować tu wino - krypta, swoimi początkami sięgająca VIII wieku. Poza tym archeolodzy wypreparowali tu z gruntu fragmenty fundamentów kościoła klasztornego, sięgające VII wieku cmentarzysko, pozostałości rzymskich domów, a nawet kawałek rzymskiego bruku.

Początki krypty sięgają czasów lombardzkiego króla Litupranda, który według jednej z legend miał sprowadzić tu relikwie męczennika. Najstarsza część krypty pochodzi właśnie z czasów lombardzkich, czyli z VIII wieku. Wsparta na sześciu filarach trójnawowa krypta zachwyca bogactwem kapiteli, które pamiętają jeszcze czasy rzymskie (najprawdopodobniej pochodzą z rozebranych wówczas rzymskich budowli). Krypta została rozbudowana w XII wieku. Cały kompleks benedyktyński przechodził w swojej historii liczne przebudowy, żeby wreszcie trafić w ręce prywatne, a potem na własność miasta. Decyzję o rozebraniu podupadającego opactwa podjęto na początku XX wieku.

Muzeum San Anastasio przynosi przyjemny chłód po popołudniowym upale. Teraz, kiedy wieczór pozwala odetchnąć, należy znaleźć jakieś miłe miejsce, gdzie wśród śmiechu i wesołego pokrzykiwania można napić się Barbery i spróbować piemonckich smakołyków.

Galeria: 

Reklama